Festiwal T-Mobile Nowe Horyzonty rozpoczęty

– Pić dużo wody, spać co najmniej trzy godziny na dobę i oglądać minimum 5 filmów dziennie – takie rady przekazała podczas inauguracji 16. edycji festiwalu Joanna Łapińska, dyrektor programowa T-Mobile Nowe Horyzonty. Wygląda na to, że, aby zdążyć obejrzeć wszystkie seanse i nie nabawić się bólu kości ogonowej potrzebna będzie jeszcze doba o znacznie większej liczbie godzin. Jako film otwarcia pokazano „Julietę” Pedra Almodóvara. Premierowo z Cannes, bo to pierwszy seans na polskich ekranach.

  • Kadr z filmu "Julieta" Padra Almodóvara


Na oficjalnym otwarciu festiwal inaugurowali, jak zwykle już, prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, dyrektor festiwalu Roman Gutek i Adam Sawicki, prezes zarządu tytularnego sponsora imprezy T-Mobile. Przez najbliższe dni do 31 lipca widzowie codziennie będą mieli do wyboru filmy z całego świata – zarówno tytuły przywiezione prosto z wielkich festiwali, jak i te twórców, którzy dopiero pracują na swoje nazwisko. Będą retrospektywy, konkursy (w tym najważniejszy Nowe Horyzonty z dwoma polskimi filmami), a ponadto lekcje z mistrzami kina (m.in. Carlosem Saurą, Nannim Morettim, Andriejem Konczałowskim, Agnieszką Holland), wydarzenia specjalne z okazji ESK 2016 (opera filmowa „Zagubiona autostrada” w NFM i blisko 6-godzinna „River of Fundament” także w NFM), koncerty w klubie festiwalowym w Arsenale i wystawy w galeriach BWA.

Podczas pierwszego dnia dwukrotnie wyświetlono najnowszy film Pedra Almodóvara „Julieta”, którego scenariusz oparty został na trzech opowiadaniach noblistki Alice Munro – „Szansa”, „Wkrótce”, „Milczenie”. Obraz podobał się podczas minionego festiwalu w Cannes, krytycy docenili, że po serii słabszych projektów hiszpański reżyser wraca do formy. Nie wszystkich „Julieta” zachwyci (pisarz Jacek Dehnel sygnalizuje: „Strzeżcie się” i porównuje „Julietę” do odcinka „Trudnych spraw”, punktuje słabości scenariusza i powtarzalne motywy), ale będą i tacy, którzy z seansu wyjdą uspokojeni.

Choć historia matki, która postanawia odnowić kontakt z wiele lat niewidzianą córką ma pewne niedociągnięcia (widza się niepotrzebnie zaskakuje, a aktorki to jednak nie Carmen Maura, Marisa Paredes, czy Victoria Abril, a nawet Penelopa Cruz, muzyka Iglesiasa też momentami brzmi, jak zaczerpnięta z np. „Porozmawiaj z nią”) wiele jest tu też chwil, dla których warto poświęcić Almodóvarowi trochę czasu. Bo świetnie pokazuje wciąż, że pęknięcia bywają wyraźne na fasadach nawet z pozoru idealnych rodzin, a dramaty powodują czasem z pozoru nieistotne fakty. Minus za scenariusz, bo zupełnie nie wiadomo, po co pokazuje nam niektórych bohaterów (np. człowieka w pociągu, który zagaduje główną bohaterkę), innym nie daje niczego zagrać (ukochany Juliety dojrzałej mógł być bardziej wyrazistą postacią), a pewne wątki niepotrzebnie gmatwa. Niemniej, klimat (trochę kiczowaty, nawet jeśli tym razem na pokaz, trochę baśniowy) wciąż działa. Przynajmniej na niektórych, bo na sali po pokazie widzowie klaskali przez kilka dobrych sekund.

Zgłoś uwagę