wroclaw.pl Przedsiębiorcy i biznes we Wrocławiu Przedsiębiorcy i biznes we Wrocławiu
Pogoda we Wrocławiu temperatura powietrza wynosi 6°C
Link do portalu wroclaw.pl
Aby wyświetlić zawartość strony, zaakceptuj pliki cookie
Reklama
Zakład szewski Zygmunta Trąbczyńskiego Tomasz Walków
Zakład szewski Zygmunta Trąbczyńskiego

Światowe gwiazdy, koncerty i wystawy, a przy ul. Łokietka skromna witryna zakładu szewskiego – co ich łączy? Europejska Stolica Kultury we Wrocławiu. 79-letni Zygmunt Trąbczyński, wrocławski szewc i rzeźbiarz amator, z okazji ESK przygotował niezwykłą wystawę.

Reklama

Na ul. Łokietka, z daleka widać szyld „Zakład szewski”. W witrynie jednak zamiast butów są drewniane figurki m.in. – Bolesława Chrobrego, św. Jadwiga Śląskiej i herb Wrocławia, a gliniane, wrocławskie krasnale trzymają flagi miasta i ESK. W ten sposób wrocławski szewc Zygmunty Trąbczyński na swój sposób postanowił uczcić Europejską Stolicę Kultury. Bez specjalnych grantów, funduszy i sztabu organizatorów, w witrynie swojego zakładu przy ul. Łokietka 9 przygotował specjalną ekspozycję.

– Jak mam mało roboty przy butach, to biorę dłuto i rzeźbię. Przechodnie przystają, patrzą, czasami ktoś wejdzie do środka i zaczyna się rozmowa… – śmieje się Zygmunt Trąbczyński, 79-letni, wrocławski szewc i rzeźbiarz amator, który od 37 lat prowadzi swój warsztat na Nadodrzu.

Pan Zygmunt lubi obserwować przechodniów, którzy zatrzymują się przed witryną z jego rzeźbami. Zza firanki widzi zdziwione miny. Niektórzy robią zdjęcia lub nagrywają wideo.

– Często są to turyści, bo sąsiedzi z Nadodrza wiedzą, że rzeźbię. Robię okolicznościowe ekspozycje z okazji świąt. Jestem tu już tyle lat, że reklamy nie potrzebuję i butów nie wystawiam, no, chyba że rzeźbione – śmieje się szewc.

Gdy rzeźbi, lubi pracować w lipie. Ważne, aby była z gór, bo tam wolno rośnie i ma miodowy kolor. Pracuje powoli, nie liczy godzin. Wyrzeźbienie figurki zajmuje mu średnio kilka miesięcy. Bardzo się do nich przywiązuje, dlatego rzeźby sprzedaje niechętnie.

Gdyby urodził się drugi raz i miał do wyboru – zostać szewcem czy rzeźbiarzem, bez wahania wybrałby to drugie zajęcie. Ale musiałby mieć stół, do którego mógłby przykręcić duży kloc drewna. Teraz nie ma na to miejsca.

Warsztat ma niewielki

Razem z zapleczem 27 mkw. Siedzi przy stoliku, przy którym z jednej strony są narzędzia szewskie, a tuż obok, równo poukładane, dłuta do rzeźbienia. Na półkach obok półbutów i kozaków stoją drewniane figurki – m.in. świętych i grajków. Wszystkie powstają w trakcie renowacji butów.

– Szewskiej roboty nie ma za dużo. Ludzie nie naprawiają trzewików tak, jak dawnej. Kupują tanio i naprawa się nie opłaca – opowiada i na dowód odrywa schodzoną podeszwę z buta. – Naprawiam i kleję to za grosze, ale tak naprawdę to buty jednorazowe.

Pracując, ma na nogach saboty. Holenderskie drewniaki dostał w prezencie i bardzo je sobie chwali. – Są wygodne, lekkie i ciepłe – wylicza.

Szewc z dziada pradziada

Zygmunt Trąbczyński wychował się w Częstochowie. Ma sześcioro rodzeństwa. Szewcami byli jego ojciec, dziadek i stryj, szewstwem zajmował się także starszy brat. Jak sam mówi, pochodzi z utalentowanej artystycznie rodziny: jedni malują, drudzy rzeźbią lub tkają. On do Wrocławia przyjechał w 1960 r. Papiery czeladnika zrobił u mistrza Michała Ślipko, który miał warsztat szewski przy ul. Poniatowskiego we Wrocławiu. Pan Zygmunt zaznacza, że szczególnie lubił pracę w peerelowskiej Konsumie przy ul. Podwale.

– Robiłem tam buty na zamówienie. Malusieńkie sztychy i milimetrowe szycia wymagają pieruńskiego skupienia. To trochę przypomina rzeźbienie. Liczy się precyzja i cierpliwość – dodaje.

Zaczął w wojsku, na warcie

Opowiada, że pierwszą rzeźbę zrobił w wojsku. Na warcie wystrugał nagą dziewczynę. Później nie brał dłuta do ręki. Ważniejsza była praca zawodowa. Tak na poważnie zaczął rzeźbić w 2001 roku, po powrocie z wycieczki do Ziemi Świętej. Z szewskiego kopyta zrobił Mojżesza, który trzyma w rękach tablice z 10 przykazaniami. Do dziś zrobił ok. 120 figur. Wiele jest o tematyce muzycznej. Robił je specjalnie na Ogólnopolskie Konkursy na Grafikę i Rzeźbę o Tematyce Muzycznej, organizowane przez Muzeum Okręgowe w Lesznie. Kilka razy zdobywał tam pierwsze nagrody i wyróżnienia.

– Kiedyś do zakładu wszedł niewysoki mężczyzna. Robiłem akurat rybaka. Zapytałem, czy lepiej będzie wyglądał w pelerynie i kapeluszu czy w kapturze. Ten pan wziął kartkę i mi narysował. Przedstawił się jako wykładowca w Akademii Sztuk Pięknych. Zamurowało mnie. To był prof. Roman Kowalik. Później podarował mi dwa dłutka i zachęcił do udziału w ogólnopolskich konkursach rzeźbiarskich w Lesznie. Bardzo się cieszyłem, że ktoś mnie zauważył i powiedział, że to, co robię, jest… ładne. To było dla mnie bardzo ważne – mówi pan Zygmunt.

Wystawa w muzeum

W 2013 roku Zygmunt Trąbczyński miał wystawę w Muzeum Etnograficznym. Ekspozycję jego ponad 100 rzeźb, świeckich i sakralnych przygotowano z okazji Europejskich Dni Dziedzictwa.

– Przyszedł ktoś z muzeum. Wziął kilka moich rzeźb i pokazał je byłemu dyrektorowi Muzeum Narodowego Mariuszowi Hermansdorferowi. Ten uznał, że warto zrobić wystawę – opowiada szewc.

Żona Halina, pomaga, inspiruje i doradza

Miłość między nimi niemal widać. On mówi, że bez niej nie dałby sobie rady, ona dodaje, że go podziwia.

– Jestem dla niego pełna uznania. Sama nie potrafiłabym nic wyrzeźbić – mówi pani Halina, która w warsztacie jest codziennie. Około 16 przynosi obiad. Lubi patrzeć, jak z kawałka drewna, centymetr po centymetrze, mąż wyczarowuje kolejne figurki.

Trąbczyńscy mieszkają przy ul. Drobnera. Mają niewielkie, jednopokojowe mieszkanie, w którym zaczyna już brakować miejsca dla rzeźb.

Życie na Nadodrzu

Zza okna warsztatu szewc Trąbczyński obserwuje Nadodrze. Cieszy się, że zmienia się na lepsze. W tych zmianach sam bierze udział. Ma swoje 4 kafle na mozaice Serce Nadodrza, która powstała na elewacji kamienicy przy ul. Rydygiera 43. Czytaj więcej – Serce Nadodrza oficjalnie bije [ZDJĘCIA].

Czy warsztat Zygmunta Trąbczyńskiego będzie nadal? Do maja 2017 r. ma umowę najmu lokalu. Co będzie dalej, nie wie. Na pewno, na Boże Narodzenie, razem z żoną przygotują szopkę. – O rzeźbach myślę cały czas, nawet we śnie planuję kolejne prace – dodaje z uśmiechem.

Jarek Ratajczak

fot. Tomasz Walków

Galeria

Kliknij na zdjęcie aby powiększyć

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama
Powrót na portal wroclaw.pl Powrót na portal wroclaw.pl Wróć na portal wroclaw.pl Logo wroclaw.pl