WRO Art Centre z nową wystawą

Przez ostatnie 10 tygodni WRO Art Centre, centrum sztuki współczesnej, nowych mediów i eksperymentu technologicznego, projekcje swoich ciekawych prac udostępniało wyłącznie w internecie. Teraz, kiedy można już odwiedzać siedzibę WRO przy ul. Widok 7, wszystkie realizacje obejrzymy w większej, bardziej sprzyjającej przestrzeni. A żeby na miejscu niczego nie dotykać, kolejność wyświetlania wybierzemy używając smartfona.  


Przez cały okres epidemii na stronie WRO Art Centre pokazywano online w tematycznych tygodniowych cyklach prace z przebogatego archiwum instytucji. W tygodniu kończącym maj hasłem przewodnim byli „forte_pianiści”, a każdy z siedmiu filmów poświęcony był, w bardziej lub mniej przewrotny sposób sztuce pianistycznej. 

W pierwszym tygodniu czerwca obejrzymy materiały, dla których wspólnym mianownikiem jest „Bunt klasyków”, a tu znowu sporo muzyki, czyli m.in. zarejestrowane performanse i koncerty (m.in. z Biennale WRO). 

Dlaczego warto jednak odwiedzić siedzibę WRO? Ponieważ cały tygodniowy cykl obejrzymy tutaj od razu w całości podczas gdy w internecie codziennie udostępniany jest tylko jeden z siedmiu filmów.  

Sztuka dostępna – Instrukcja wejścia

Sztuka dostępna – Instrukcja wejścia

Wystawa
Termin bezterminowo

Miejsce Centrum Sztuki WRO - WRO Art Center

Zobacz

Na co warto się skusić

W internecie obejrzymy już 11 cykli, na wystawie 12 (w calości także najnowszy „Bunt klasyków”). Polecamy ciekawostki, których nie można przegapić. 

Na początku naszego zamknięcia w domach z powodu epidemii koronawirusa WRO zaproponowało serię prac poświęconych spacerom w przestrzeni miejskiej (także Wrocławia).

Wśród najciekawszych wideo warto wymienić zarejestrowany performans Erica Siu „Optical Handlers” (zarejestrowany podczas Biennale WRO w 2009 roku). Pochodzący z Hong Kongu autor sam zaprojektował specjalny kombinezon, a na głowie zamontował gogle, do których podłączone były kamery w...rękawicach. Ruszając dłońmi Siu spacerował po Wrocławiu, słuchał miasta i jego mieszkańców, których namawiał też do dzielenia się doświadczeniem bycia w mieście.

Ciało i jak je postrzegamy, jak nas ogranicza, albo wytycza nowe ścieżki artystycznych działań.
 
Działanie Józefa Robakowskiego „Jestem elektryczny” zaskoczy wielu widzów przewrotnym pomysłem. Artysta skonstruował układ zamknięty z żarówką, przez który płynął prąd zmienny o maksymalnym natężeniu 250 woltów. Następnie zaproszonych przez siebie ludzi (byli znajomi i całkiem obcy widzowie) zachęcał, aby ponosili natężenie – od 0 do granicy, a przez jego ciało przepływała elektryczność (oświetlała żarówkę symbolizującą pomysł, ideę).
Kiedy siedzieliśmy w domach, a uczestnictwo we wszelkich koncertach było wykluczone, propozycje WRO przypomniały zarejestrowane ciekawe działania muzyczne.
 
Choćby koncert Ensamble KOMPOPOLEX z grudnia ubiegłego roku, który był kropką nad „i” 18. Biennale Sztuki Mediów WRO. Artyści (trio w składzie Aleksandra Gołaj, Rafał Łuc i Jacek Sotomski) spacerowali po galerii wspólnie z widzami grając partytury kompozytorów współczesnych, a przy okazji zjedli lody, puścili mydlane bańki, zagrali na mini konsoli Nintendo.

Trochę archiwaliów, wyjątkowo ciekawych, jak koncert Kormoranów na Dworcu Głównym w listopadzie 1989. Mirosław Koch zarejestrował nie tylko zespół, przepływających w hali głównej podróżnych, ale i ludzi, których kamera często pomija – w tym przypadku bezdomnych, punkowców.  

Maszyny to nasi sprzymierzeńcy, czy byty osobne, które mogą stawić opór. Przekonamy się m.in. oglądając wideo „Captives” Quayoli, włoskiego artysty modelarza, który nawiązując do rzeźby Michała Anioła, projektuje na komputerze własną, a wykonuje ją z pomocą przemysłowego robota. Czy przez to rzeźba podoba nam się mniej? Niekoniecznie. 

Tu warto obejrzeć m.in. „RAM Microsystems”, bo jego autor Johannes Kreidler włamał się, hakował pamięć podręczną komputera pokazując, jak niemal medyczne eksperymenty powodują podobne, jak u ludzi, skutki – utratę wspomnień, wzroku.

Instrukcje obsługi bywają świetną inspiracją do pytań o kondycję współczesnego świata. W pracy Macieja Olszewskiego określenie skrót DIY („do it yourself”) zmienia znaczenie na „destroy it yourself”, a autor imituje przygotowanie zestawu domowego terrorysty. Podobne można znaleźć, niestety, nie tylko w Darknecie. 

Tryby częściowo samodzielne

Czyli maszyny, które wybiły się na częściową niepodległość. W wideo „Tablespoons” Samuela St-Aubina mamy osiem łyżek stołowych, które się poruszają dzięki zelektryfikowanemu mechanizmowi przekazując sobie m.in. jajka, a szczególna choreografia tego działania może zachwycić.

Pięć lat temu w DH Renoma zainstalowano pracę „Squint” Kenny’ego Wonga, czyli 50 małych, okrągłych lusterek, umieszczonych na poruszających się ramionach, które odbijały światło w różnych kierunkach, przypominając rozłożoną dyskotekową kulę. Ale lustra i światło prowokują też ciekawą dyskusję o fragmentaryczności świata, a jednocześnie jego wspólnotowości. 

W tym cyklu obejrzyjmy m.in. pracę Reiko i Hiroki Miyazaki, którzy przez kilkanaście dni tworzyli instalację site-specific (przenieśli do rzeczywistości piksele składające się na cyfrowe obrazy). Na warsztat wzięli „Akt” Jerzego Nowosielskiego z Pawilonu Czterech Kopuł.

Coś dla fanów Chopina, bo akurat do fascynacji romantykiem przyznaje się wielu twórców związanych z nowymi mediami.

Jeden z nich, Robert Cahen dosłownie wywraca Chopina na drugą stronę. W swojej pracy „Chopinpiano” podwiesił pod sufit odpowiednio spreparowany, XIX-wieczny fortepian, odwrócił go i stworzył wideo, na którym młode dłonie grają muzykę Chopina. Przewrotna, dowcipna, skłaniająca do dyskusji praca spodoba się i klasykom i awangardzistom.



Zgłoś uwagę