"Nadajemy sens życiu" – rozmowa z Ewą Wójcik, dyrektor Wrocławskiego Zakładu Aktywności Zawodowej

Rozmowa z Ewą Wójcik, dyrektor Wrocławskiego Zakładu Aktywności Zawodowej

Wrocławski Zakład Aktywności Zawodowej jest jedną z nielicznych placówek, w których zatrudnienie mogą znaleźć osoby nie tylko z niepełnosprawnością ruchową, ale także umysłową. Na czym polega ich praca?

– Mamy trzy działy: gastronomiczny z elementami cateringu, poligraficzny i prac technicznych. Nasi pracownicy zajmują się przygotowywaniem posiłków, sprzątaniem, ogrodnictwem, pakowaniem paczek, kompletowaniem różnych zestawów, tzw. konfekcjonowaniem i pracami związanymi z poligrafią. To proste prace, nie wymagające specjalnych umiejętności. Mimo to osoba z niepełnosprawnością nigdy nie pracuje sama. Zawsze ma wsparcie instruktora. Również zlecenia, które przyjmujemy, są tylko takie, jakie mogą wykonać nasi podopieczni. Wszyscy są zatrudnieni na standardową umowę o pracę, za którą otrzymują wynagrodzenie. Daje im to dużo satysfakcji i zadowolenia z siebie, a przede wszystkim poczucie, że są potrzebni.

Na jakie wsparcie mogą liczyć osoby zatrudnione w Państwa placówce?

– Każdy pracownik ma zapewnioną jedną godzinę rehabilitacji dziennie. Oprócz tego oferujemy również wsparcie w postaci trenera pracy, psychologa czy terapeuty, w zależności od tego, co jest potrzebne danej osobie. Każdy z pracowników ma opracowany indywidualny program rehabilitacji. Zgodnie z nim realizowane są wszystkie zadania – dobierane jest stanowisko pracy, metody pracy instruktorów.

Czy rozpoczęcie pracy w Państwa zakładzie wiąże się ze specjalnym przygotowaniem?

Nasi pracownicy to głównie osoby po szkołach życia, szkołach specjalnych, warsztatach terapii zajęciowej, często długotrwale pozostające w domu, które nigdy nie pracowały, a dawno skończyły edukację i później nie były aktywne. Dlatego często najpierw musimy pomóc im przygotować się do tego, aby w ogóle mogli podjąć pracę. Trzeba ich zaktywizować, pokazać po co ona jest, że to obowiązek, gdyż podpisują umowę. Wymaga to od nas dużo wysiłku. Oczywiście w każdym przypadku jest to sprawa indywidualna. Czasem nam się wydaje, że dana osoba nie jest przygotowana do pracy, po czym nagle po dwóch miesiącach systematycznego przychodzenia do pracy zaskakuje i jest wspaniałym pracownikiem. Osoby z niepełnosprawnościami, z upośledzeniem umysłowym mogą się bardzo wiele nauczyć, tylko potrzebują na to znacznie więcej czasu niż osoby zdrowe.

Zatrudnienie w Państwa ośrodku to dla osób niepełnosprawnych nie tylko zwykła praca…

– Rzeczywiście. Dla wielu z nich jest to sens życia. Bardzo angażują się w to, co robią. Większość tych osób przychodzi do pracy dużo wcześniej i dużo później z niej wychodzi, niż by to wynikało z ustalonych godzin pracy. Poza tym, spotykają się ze sobą po pracy. Są grupą przyjaciół. My również organizujemy dla nich różne spotkania integracyjne, wyjścia do teatru czy kina, wyjazdy. Mamy na to specjalny fundusz, który pozwala nam na takie działania. To wszystko ma służyć temu, aby osoba niepełnosprawna jak najlepiej funkcjonowała społecznie, czyli np. nie obciążała swoich rodziców, którzy chcą pracować zawodowo i się rozwijać. W ten sposób pomagamy nie tylko naszym pracownikom, ale również ich rodzinom, które mogą normalnie funkcjonować. To właśnie jedna z idei naszego zakładu.

Czy pracownicy Zakładu Aktywności Zawodowej mają szansę na to, aby w przyszłości znaleźć pracę na wolnym rynku?

– Oczywiście. Jednym z naszych celów jest przyuczenie ich do prawdziwej pracy na wolnym rynku. Jeśli ktoś czuje się już na to gotowy, my wspieramy go w tym przejściu. Ściśle współpracujemy w tym względzie z Wrocławskim Programem Wspieranego Zatrudniania. Części naszych pracowników już się to udało. Niestety często bywa tak, że trudno im utrzymać taką pracę. Oczywiście zawsze mogą do nas wrócić.

Pandemia koronawirusa znacząco wpłynęła na działalność wielu przedsiębiorstw i instytucji. Czy odbiła się również na Waszej działalności?

– Niestety tak. Nasze obroty w ubiegłym roku spadły o 60 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Wiosną, na początku pandemii, ze względu na obawy opiekunów naszych pracowników i ich samych, mieliśmy przestój przez dwa i pół miesiąca. Ta przerwa bardzo niekorzystanie wpłynęła na naszych pracowników. Osoby z takimi schorzeniami cofają się w rozwoju, do tego nakładają się problemy z depresją. Bijemy na alarm, aby jednostki takie jak nasza nie były zamykane, bo nasi podopieczni tracą sens życia. Na szczęście od czerwca pracujemy już pełną parą. W tej chwili gotujemy posiłki dla klientów zewnętrznych, ale też można u nas kupić sobie obiady do domu. Kiedyś serwowaliśmy także posiłki u nas, na miejscu. Teraz niestety jest to niemożliwe.

Jakie są plany zakładu na obecny rok?

– Najbardziej zależy nam na pozyskaniu zleceniodawców, którzy dadzą nam stałe i długoterminowe zlecenia. To bardzo ważne, gdyż osoby z niepełnosprawnościami potrzebują dużo czasu, żeby nauczyć się nowego zajęcia. Ważne jest także, aby praca, którą wykonują była powtarzalna, prosta i nie obciążająca psychicznie. Często w innych zakładach pracy nikt jej nie chce wykonywać, bo z punktu widzenia pełnosprawnych osób jest monotonna. Tymczasem dla naszych pracowników to idealne zajęcie. Współpraca z nami jest korzystna dla naszych kontrahentów również z tego względu, że dzięki niej mogą oni odliczyć sobie obowiązkowe składki na PFRON. Jeśli kwota zlecenia wyniesie 10 tys., to nasz kontrahent zyskuje nawet 5 tys. zł. To z pewnością duża zachęta. Poza tym, duże znaczenie ma to, że jesteśmy jednostką miejską i działamy już ponad 12 lat. Dzięki temu nasza wiarygodność jest na pewno większa.