Przedświąteczne nowości Ossolineum. Sebald, Kafka w kinie, Chutnik o Warszawie

Można jeszcze sprawić sobie prezent pod choinkę, wybierając jedną z fantastycznych nowości Wydawnictwa Ossolineum, albo po prostu nabyć wszystkie. To będą świetnie zainwestowane pieniądze. A na półkę trafią wznowienie „Pierścieni Saturna. Angielskiej pielgrzymki” W.G. Sebalda w kongenialnym przekładzie Małgorzaty Łukasiewicz, kinofilska rozprawa „Kafka idzie do kina” Hannsa Zischlera i list miłosny Sylwii Chutnik do rodzinnego miasta – tom o codzienności Warszawy w latach 1954-1955.


Sebald w podróży po Anglii 

Od minionego roku Wydawnictwo Ossolineum publikuje książki niemieckiego mistrza, już klasyka, W.G. Sebalda. Dotychczas ukazał się tom esejów „Opis nieszczęścia” i wznowiony został „Austerlitz”, obydwa w fenomenalnym przekładzie Małgorzaty Łukasiewicz, dziś bodaj najważniejszego z tłumaczy literatury niemieckiej. W perspektywie najbliższych miesięcy planowane jest jeszcze m.in. wznowienie książki „Wyjechali”. 

Przeczytajcie o książkach W.G. Sebalda w Ossolineum 

„Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka” po raz pierwszy ukazała się w 1995 roku i ugruntowała wówczas pozycję Sebalda jako jednego z najciekawszych współczesnych niemieckich prozaików. Nikt nie przewidział, że jego niezwykła droga artystyczna zostanie brutalnie przerwana sześć lat później, w wyniku wypadku samochodowego. 

Trudno precyzyjnie zaszeregować książkę Sebalda do określonej formy literackiej. W większości przypadków krytycy przyznają, że jego utwory są na pograniczu powieści i reportażu, zaś „Pierścienie Saturna” określano m.in. jako memuarystykę podróżną czy esej podróżny.

Jego narrator, którego imienia nie poznajemy (choć wiele cech zbliża go do samego autora, jak zawód, czy wygląd-a mamy szansę go poznać za sprawą jednej z zamieszczonych w książce fotografii) wyrusza w podróż po wschodnim wybrzeżu Anglii. Ale w opisie peregrynacji przeplatają się i historia obrazu Rembrandta „Lekcja anatomii doktora Tulpa” i historia podupadających kurortów w Anglii i intrygująco przedstawiona biografia Josepha Conrada.

Czytelnika spragnionego wielkiej prozy zachwyci niezwykły popis erudycji, zachwycający oszczędny styl W.G. Sebalda. Jego książki powinno się właściwie czytać na głos, wtedy docenimy rytm zdań, zawsze precyzyjne pauzy, melodię języka i nieodłączny Sebaldowi melancholijny klimat.

Koniecznie trzeba przeczytać też posłowie autorstwa Macieja Płazy, laureata Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus z 2018 roku, ale również znakomitego tłumacza literatury (m.in. prozy H.P. Lovecrofta). W tekście „Widmowa pielgrzymka” fantastycznie wprowadza nas w meandry książki Sebalda, uświadamiając m.in. oniryczny charakter „Pierścieni Saturna”.    

Odkrywamy Kafkę kinomana

Małgorzata Łukasiewicz przełożyła też drugą z jesienno-zimowych nowości Ossolineum, książkę „Kafka idzie do kina” Hannsa Zischlera. Niemieckiego aktora, reżysera i pisarza już lata temu zainteresowały wpisy Franza Kafki w dziennikach i listach dotyczące wielkiej jego pasji – uczęszczania z przyjaciółmi do kinematografu.

Chcąc zaspokoić zawodową ciekawość Zischler poszedł tym tropem, identyfikując stopniowo, jakie filmy oglądał Kafka i na co szczególnie zwracał uwagę. Dzięki drobiazgowej kwerendzie odkrył jednego z pierwszych czeskich reżyserów filmowych, Jana Kříženeckiego, zachwyciły go odkryte w archiwach plakaty, programy filmowe, fotosy.

Zischler przypomniał też wydarzenia, które z filmem się wiązały, choć już pośrednio, jak pokaz lotniczy w Brescii w 1909 roku. Kafka oglądał go z przyjaciółmi, m.in. Maksem Brodem, a pokaz doczekał się wówczas rejestracji filmowej, więc relację Kafki i Broda możemy porównać z nagranym obrazem.   

Kafka kochał chodzić do kina, w książce mamy nie tylko jego własne, czasem zdawkowe, innym razem bardziej konkretne zapiski z zaliczonych w różnych miastach pokazów. Wiemy na jakie tytuły chodził także dlatego, że wrażenia z seansów notowali przyjaciele, wspomniany Brod, który razem z Kafką był choćby w paryskim kinie oglądając skecz „Nick Winter i kradzież „Mona Lisy”, wówczas bardzo na czasie. Do kina Kafka wybierał się nie tylko dla rozrywki, także aby zapomnieć, obserwować, zapisuje czasem poszczególne sceny, analizuje nastrój, ujęcia, kostiumy, mimikę aktorów.

W swojej naprawdę świetnej, bogato ilustrowanej książce Zischler, rasowy erudyta, nie opiera się wyłącznie na notatkach Kafki, sprawdza recenzje z gazet, relacje przyjaciół, przybliża sylwetki ówczesnych twórców, gwiazd, znane tytuły. Dzięki temu zabiegowi eseje czyta się jak żywą relację.  

Szkoda jedynie, że nie mamy szansy obejrzenia płyty DVD z fragmentami filmów z lat 1908-1921, która została dodana do niemieckiego wydania książki Zischlera, a o której wspomina w świetnym posłowiu Łukasz Musiał. To byłby dopiero wyśmienity seans!     

Sylwia Chutnik rozkochana w Warszawie

Zaskakująca premiera, zapowiadana zresztą jako wydawniczy hit już miesiące temu, zwłaszcza że pisarkę znamy raczej jako autorkę fikcji, a tymczasem dostajemy do rąk rozprawę naukową „Miasto zgruzowstałe. Codzienność Warszawy w latach 1954-1955”.

Wprawdzie autorka zapewnia, że pierwszą połowę lat 50. minionego stulecia ogląda „pod kątem zwyczajnych, codziennych czynności” wychodząc z założenia, skądinąd słusznego, że ten zabieg sprawi, iż ludzie, których kojarzymy z fotografii (niektóre obejrzymy w książce), czy „Kronik Filmowych” staną się nam bliżsi. Mieszkanki (a wątki feministyczne odgrywają tu dużą rolę) i mieszkańcy stolicy. 

Wybór miasta był oczywisty. Sylwia Chutnik, rodowita warszawianka, mieszkała na Woli, na Bielanach, do szkoły podstawowej pisarka chodziła na Żoliborzu, do liceum na Bielanach, potem na Uniwersytet Warszawski. Miłość, ale i trzeźwe spojrzenie na stolicę podziela z Leopoldem Tyrmandem, który Warszawę unieśmiertelnił nie tylko na kartach „Złego”, także w licznych tekstach prasowych. Kultowa powieść oraz „Dziennik” Tyrmanda były zresztą impulsem, aby o Warszawie pisać w kontekście lat 1954 i 1955.

To, rzecz jasna, książka bliska sercu warszawiaków, ale podobnie wyglądała przecież rzeczywistość, w jakiej przyszło żyć mieszkańcom wielu innych polskich miast (bo z gruzów podnosiło się też społeczeństwo), zresztą często równie mocno zniszczonych w wyniku działań wojennych. 

Naukową książkę Chutnik można i pewnie należy czytać chronologicznie. Ale nie będzie grzechem zaglądanie do niej wybiórcze, zwłaszcza że trafimy na świetne rozdziały, jak „Socciało do przeróbki”, w którym poczytamy o sztuce soc, postrzeganiu ciała w służbie estetyki socrealistycznej. A po lekturze warto chyba przypomnieć sobie filmowy „Rewers”, zwłaszcza upiorne obrazy malowane przez brata głównej bohaterki.   



Zgłoś uwagę