Sebald czyta mistrzów. Ossolineum wydało eseje wybitnego pisarza

Wrocławskie wydawnictwo zapoznaje polskiego czytelnika po raz pierwszy z esejami W.G. Sebalda, jednego z najwybitniejszych niemieckich pisarzy ostatnich dekad. Można jego szkice w „Opisie nieszczęścia” czytać równolegle z wydanym właśnie nakładem PIW-u (też po raz pierwszy) „Zbójem” Roberta Walsera i przypomnianym przez Czytelnika „Mrozem”, debiutem prozatorskim Thomasa Bernharda.  


Powrót do klasyki

W jednej z recenzji dla „Times Literary Supplement” amerykańska eseistka Susan Sontag pytała, czy osiągnięcie doskonałości literackiej jest wciąż możliwe i jak wyglądałoby dziś dzieło wielkiej klasy. Odpowiedzią, jak uważała, była powieść „Austerlitz” niemieckiego pisarza W.G. Sebalda, którego tragiczna śmierć w wypadku samochodowym przerwała jedno z najbardziej zadziwiających i spektakularnych objawień literackich u progu XXI wieku. 

Tom „Austerlitz” ukazał się niedawno nakładem Wydawnictwa Ossolineum w znakomitym przekładzie Małgorzaty Łukasiewicz. Tę niezwykłą powieść o roli przeszłości i wspomnień poprzedziło wydanie, także przez Ossolineum, nigdy wcześniej niepublikowanego w Polce („Austerlitz” miał pierwszą edycję w warszawskim W.A.B. w 2007 roku) tomu esejów „Opis nieszczęścia”, w których Sebald w sobie tylko właściwy sposób czyta niemieckojęzycznych klasyków (m.in. Kafkę, Canettiego, Walsera, Bernharda). 

Wydawnictwo Ossolineum rozpoczęło publikację książek W.G. Sebalda

To kolejna okazja do pasjonującej lektury, zwłaszcza że i w jednym z trzech jego tomów krytycznoliterackich odnajdziemy dobrze nam już znane z innych książek Sebalda znaki, choćby pieczołowicie przez autora wyszukiwane i wklejane pomiędzy fragmentami tekstu archiwalne zdjęcia, reprodukcje obrazów, grafik. 

Sebald zafascynowany Walserem

Wśród dziesięciu szkiców (w tym aż dwóm poświęconym „Zamkowi” uwielbianego przez Sebalda Kafki) są dwa szczególnie dziś interesujące. Pierwszy to portret szwajcarskiego pisarza Roberta Walsera – „Le promeneur solitaire” (Samotny wędrowiec) – w Polsce znanego raczej wtajemniczonym czytelnikom.

Dzięki wysiłkom Małgorzaty Łukasiewicz, od lat tłumaczącej także prozę Walsera, pozostaje szansa, że może poszerzy się wąski krąg koneserów twórczości niezwykłego autora, którego książkami zachwyca się Sebald.

I bezbłędnie zauważa, że „wszystko, co zawiera się w tych niezrównanych książkach, ma, jak może powiedziałby ich autor, skłonność do ulatniania się. A jednocześnie podkreśla: „za błazeństwami Walsera często skrywa się przepastna głębia”. I, co szalenie intrygujące, ale dla Sebalda charakterystyczne, w biografii Walsera (m.in. drobiazgowej analizie fotografii pisarza z różnych okresów życia) stara się znaleźć klucz do interpretacji jego utworów. 

Mamy idealną okazję, by skonfrontować spostrzeżenia Sebalda z tekstem Walsera, bo nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego ukazał się przed wakacjami „Zbój”, ostatnia z powieści Szwajcara. Utrwalona na 24 stronach pismem mikrograficznym, które początkowo przypominało szyfr. Noblista J.M. Coetzee w jednym z esejów tłumaczy jednak, że pismo było wynikiem niechęci autora do władania piórem, które Walser zamienił w końcu na ołówek pokrywając wiele stron „drobnymi, wykaligrafowanymi ołówkiem literami”. 

„Zbój” – ostatnie arcydzieło samotnika

„Zbój” to translatorskie arcydzieło Małgorzaty Łukasiewicz – tłumaczka genialnie oddała „cudackość” tej prozy, zawarte w niej przewrotne poczucie humoru (będące wynikiem czystej rozpaczy, jak pisze W.G. Sebald), zadziwiającą konstrukcję, w wyniku której czytelnik czuje, że narrator zwodzi go nieustannie na manowce.

„Zbój” Roberta Walsera w przekładzie Małgorzaty Łukasiewicz, PIW 2020

Przebiegły narrator, tytułowy zbój który rabuje krajobrazy i historyjki, nie jest pozbawiony wrażliwości i pewnego uwodzicielskiego uroku, opowiada dziesiątki pozornie nieznaczących historii. Wielu z nich w dodatku nie kończy, obiecując nieustannie, że „jeszcze będzie o tym mowa”, albo że „niezwłocznie dowiecie się Państwo, gdzie i jak”.

Jednak uzbroiwszy się w cierpliwość przekonujemy się, że niewielki tom (tekstu ok. 170 stron) jest zdumiewającym spotkaniem literackim, które wywiera ogromne wrażenie, a narrator zachęca nas jeszcze: „Nie czytajcie wiecznie tylko tych zdrowych książek, zaznajomcie się wreszcie z tak zwaną literaturą chorobliwą, skąd może zaczerpniecie istotne doświadczenia”. Można tylko dodać: Warto!   

Sebald o Bernhardzie

Drugim wspomnianym ważnym szkicem w zbiorze „Opis nieszczęścia” jest tekst poświęcony Thomasowi Bernhardowi, autorowi który w Polsce jest obecny od lat, a od niedawna Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik wznawia w nowej szacie graficznej literacką spuściznę Austriaka. Wiosną ukazała się, wspomniana w eseju Sebalda, debiutancka powieść Thomasa Bernharda „Mróz” (w przekładzie Sławomira Błauta). 

Narratorem jest tu student medycyny, który przybywa do jednej z wiosek nieopodal Salzburga. Ma poddać „precyzyjnej obserwacji” mieszkającego w okolicy malarza Straucha, zaś zleceniodawcą jest chirurg i brat artysty, który nie widział go od dwóch dekad. Przyjazd w górskie rejony okazuje się pod wieloma względami katorgą. Pisarz świadomie odziera krajobraz z piękna, eksponuje jego brzydotę, prostactwo żyjących tam ludzi, zaś samego narratora rzuca w paszczę lwa – człowieka, który w namiętnych i niemal obłąkańczych dialogach obsesyjnie pragnie rozliczenia za czasy wojny, poddaje krytyce panujące stosunki społeczne, rozprawia o filozofii, o kobietach.    

Pisząc o Bernhardzie Sebald sięga po przykłady z kilku jego powieści („Zaburzenia”, „Kalkwerku”) dostrzegając kluczowe i powtarzające się motywy, m.in. głęboką niechęć albo wręcz lęk przed autorytetem, władzą, czy zasadami mieszczańskiego aparatu społecznego.

Ale, jak zauważa Sebald, Bernhard, poddaje krytyce nie tylko kulturę, ale i stanowiącą dla niej przeciwwagę naturę. „U Bernharda [...] pesymizm kulturowy, który uwzględnia nakładające się na siebie warstwy stosunków feudalnych, mieszczańskich, socjalistycznych i współczesnych, wydaje się tak skrajny miedzy innymi dlatego, że rozwija się na tle postępującego z przeraźliwą konsekwencją rozkładu samego świata naturalnego” – pisze autor eseju „Gdzie ciemność zaciska stryczek. Uwagi o Thomasie Bernhardzie”. 

„Mróz” Thomasa Bernharda w przekładzie Sławomira Błauta, SW Czytelnik 2020

Trudno ocenić w eseju, czy Sebald należy do fascynatów twórczości Bernharda, jego prozę czyta jednak wyjątkowo wnikliwie, oddając autorowi „Mrozu” sprawiedliwość w kluczowych kwestiach.  



Zgłoś uwagę