Marta Kisiel: Wrocławska autorka bestsellerów

Lockdown mi nie przeszkodził

Najnowszą powieść „Dywan z wkładką” napisała niemal błyskawicznie, podczas pandemii. Wydawnictwo W.A.B. już musiało zlecić dodruk, bo książka jest bestsellerem w miesiąc od premiery. A, jak na komedię kryminalną przystoi, tom skrzy się humorem, ma wyjątkowych bohaterów i klimat. W rozmowie z wroclaw.pl Marta Kisiel opowiada, co ją inspiruje, jak tworzy swoje postaci i o najbliższych planach.

Magdalena Talik | 26 lutego 2021

Nową książkę „Dywan z wkładką” napisała Pani podczas lockdownu, w sytuacji dość nietypowej…

Dla mnie nie do końca nietypowej, bo podobnie jak mąż, od kilkunastu lat pracuję w domu i jestem do tego przyzwyczajona. Nie wzięliśmy natomiast pod uwagę, że będą z nami również non stop nasze dzieci. O ile ze starszą latoroślą nie było problemu, o tyle dynamiczny, gadatliwy czterolatek zmienił praktycznie wszystko. Podczas gdy mąż ślęczał nad tłumaczeniem, ja biegałam i odpowiadałam na niekończące się pytania syna. A kiedy mąż skończył pracę, miałam już w głowie całą fabułę „Dywanu z wkładką” i nastąpiło uroczyste przekazanie obowiązków. Wtedy przykleiłam się do komputera i nie wstawałam, dopóki nie postawiłam ostatniej kropki.

Dużo czasu zajęło Pani napisanie powieści?

W zasadzie książka powstawała przez dwa miesiące, z czego jeden miesiąc w trybie pracy po dwanaście godzin dziennie. Zmęczenie ogromne, udało mi się jednak nie wychodzić z tekstu praktycznie wcale i mogłam pisać niesiona falą radości, że wróciłam do ulubionego zajęcia.

„Dywan z wkładką” to, mimo wątków kryminalnych, mocno familijna historia w pogodnym nastroju, nieprzystająca do czasu, w jakim powstała.

A dla mnie to właśnie książka pandemiczna. Powstała, bo nagromadziłam w sobie dużo napięcia, niezbyt fajne pytania o przyszłość, a pisanie dało mi moment wytchnienia, okazję do pośmiania się. Z każdym kolejnym wybuchem bądź wpadką głównej bohaterki, Tereski Trawnej, spuszczałam z siebie troszkę pary. To jedna z takich książek, po której czuć, że sprawiały autorowi niebywałą frajdę.

„Dywan z wkładką” ukazał się nakładem Wydawnictwa W.A.B.

Przyznaję, czytając miałam sporą przyjemność, zwłaszcza że historia rodziny Trawnych, którzy z miasta przeprowadzają się do domu na wsi i główna bohaterka wpada wraz z teściową na trop w sprawie morderstwa, bywa groźna, ale przede wszystkim przezabawna.

To Pani pierwszy kryminał, dotychczas w Pani powieściach zdarzały się tylko wątki niepokojące. Chęć napisania kryminału za Panią chodziła czy zadecydował przypadek?

Bardziej to drugie. Nigdy nie siadam do pisania z założeniem, że powstanie książka w określonym gatunku. Generalnie rzecz biorąc, przychodzi do mnie sama historia albo bohaterowie, a ja za nimi grzecznie podążam i staram się im nie psuć szyków.

Ale, rzeczywiście, kiedy prześledziłam wszystkie moje poprzednie książki, w zasadzie tylko w dwóch z jedenastu nie pojawiały się wątki tajemnicy, amatorskiego śledztwa, przeszłości rodzinnej. Więc można powiedzieć, że w niemal wszystkich poprzednich utworach ćwiczyłam tematy i brałam rozbieg do takiej książki, jak „Dywan z wkładką”.

To, oczywiście, nie jest czysty kryminał, prawdziwy, pełnokrwisty, z dominującym wątkiem kryminalnym. To przede wszystkim komedia – jest trup, tajemnica, poszukiwanie odpowiedzi, kto zabił, ale ważniejsza od tego wątku okazuje się historia wzajemnych relacji rodzinnych, choćby między główną bohaterką Tereską a jej teściową, mężem, dziećmi i sąsiadami.

Okładki powieści wchodzących w skład trylogii wrocławskiej

W Pani powieściach często bohaterowie są tak skonstruowani, że czytelnicy  uwielbiają się z nimi identyfikować – nieważne, czy to postaci realne czy magiczne. Inspiracji dostarczają Pani zawsze konkretne osoby, napotkani ludzie, sytuacje?  

Lubię, spotykając ludzi, zbierać różne okruszki: powiedzonka, zwyczaje, anegdoty, stroje, sposób mówienia, poruszania się i wplatam w tekst. Takie drobiazgi sprawiają, że postać staje się żywa.

W przypadku tej książki bardzo dużo wzięłam z własnego życia. Poczynając od wątku „miał wyremontować kuchnię, więc kupił dom” — właśnie mija 12 lat, odkąd zamieszkałam na wsi. Z psem rodziny Trawnych, Pindzią – należącą w rzeczywistości do mojej półteściowej – też się znamy osobiście, choć oryginał jest dużo młodszy od książkowej wersji.

Z kolei bohaterowie… Jeśli chodzi o charakter, najbliższa jest mi Tereska Trawna. Ja również potrzebuję ciszy, aby funkcjonować, a rano jestem w trybie: „nie mów do mnie”. Dzieci wymuszają wprawdzie korekty, ale w weekendy powtarzam: „kto rano wstaje, ten krótko śpi” i domagam się swojej porcji świętego spokoju.

Chemia między dziećmi Tereski, Zoją i Maciejką odzwierciedla trochę to, co obserwuję u moich dzieci – mam starszą córkę i młodszego syna, różnica charakterów i temperamentów jest duża, więc czasem dogadanie się bywa wyzwaniem.

Wyzwaniem jest też w naszej kulturze relacja synowa-teściowa, ale okazuje się, że Tereska i Mira potrafią połączyć siły i sporo wspólnie zdziałać. Jednak można sobie dobrze ułożyć stosunki z teściową.

Ja mam taką teściową, a właściwie półtorej, więc z osobistego doświadczeń wiem, że te stosunki mogą wyglądać fantastycznie. W życiu większości rodzin nie trafia się pewnie sensacja w postaci dywanu z wkładką, ale zawsze nadarzy się jakaś okazja, która zmusi osoby zaangażowane w konflikt zmusić porozmawiania ze sobą i wyjaśnienia pewnych spraw. W mojej książce synowa Tereska jest fajnym człowiekiem, jej teściowa Mira też, ale w bezpośrednim kontakcie mają ze sobą problem. Są po prostu zupełnie innymi ludźmi i muszą to przepracować. Jak widać, całkiem nieźle im się to udaje.

Pomaga poczucie humoru i dystans. Na humor składa się w Pani książce m.in. wiele literackich odniesień. Tereska marzy o Mickiewiczowskiej wsi, jak z inwokacji do „Pana Tadeusza”, pojawiają się też nawiązania do Kubusia Puchatka, znanych piosenek. Odzywa się w Pani dyplomowana polonistka.

Bardzo często, a najczęściej chyba, kiedy piszę dla dzieci, bo wtedy wychodzi ze mnie przebrzydły polonista, który wie, co to jest na przykład fonetyka i jaki wpływ ma budowa aparatu mowy na to, jak mówimy. Ale chodzi chyba nawet nie tyle o moją polonistyczność, ile o pewną właściwość mojego umysłu. Całe życie myślę cytatami, skojarzeniami, aluzjami. Do tego stopnia, że miewam problem z napisaniem czysto zawodowego mejla, bo zaraz włączają mi się tropy z literatury, filmu. Teksty kultury we mnie po prostu zapadają.

Moi czytelnicy mają niesamowitą frajdę z tropienia tych moich skojarzeń, ale staram się je wplatać w tekst tak, że by nawet ktoś, kto nie rozpozna cytatu czy nawiązania, mimo to był rozbawiony. Uważam, że rzucanie cytatu czytelnego tylko dla niektórych mija się z celem.

Czy Pani, jako płodna ostatnimi laty pisarka, ma w ogóle czas, aby samej czytać?

Bardzo dużo czytałam na studiach, obecnie skupiam się wyłącznie na tym, co mnie interesuje. Korzystam też z poleceń albo sięgam po książki, których tematyka wyda mi się ciekawa. Obecnie czasu na czytanie na co dzień mam niestety mało, ale kiedy kończę pisać książkę, przysysam się do zaległych lektur. Czytam wtedy jeden tom za drugim — na szczęście robię to bardzo szybko.

Lubię biografie, beletrystykę, unikam science fiction, romansów i najostrzejszych horrorów. Teraz szaleję za trzecim tomem „Silva rerum” Kristiny Sabaliauskaitė. To jedna z książek, do których siadam i przepadam, dopóki nie przeczytam całości. Magiczna lektura, moje czytelnicze Boże Narodzenie.

Marta Kisiel pracuje nad kontynuacją losów bohaterów „Dywanu z wkładką”/fot. Marta Żurawska

Pracuje teraz Pani nad kolejną powieścią fantasy?

Dopiero co skończyłam czwarty tom z cyklu „Małe Licho”. Zdecydowanie jest tam dużo fantastyczności. A teraz siadam do kontynuacji „Dywanu z wkładką”, czyli szykuję powrót Tereski i Miry. Tytułu jeszcze nie zdradzę. Wahałam się, czy wrócić do tych bohaterów, czy może na chwilę zająć się innymi, ale doszłam do wniosku, że skoro Tereska już się rozpędziła, to trzeba ją docenić.

*Marta Kisiel, wrocławska pisarka fantasy, tłumaczka, absolwentka polonistyki Uniwersytetu Wrocławskiego, autorka wielu opowiadań i cykli („Dożywocie”, „Małe Licho” i cyklu wrocławskiego). Jej opowiadanie „Dożywocie” ukazało się w antologii „The Big Book of Modern Fantasy” pod redakcją Ann i Jeffa VanderMeerów obok utworów Jorge Luisa Borgesa czy Stephena Kinga. Należy do nieformalnej grupy literackiej Harda Horda, w której działają polskie autorki fantastyki.