O interwencji w schronisku „Happy Dog” w Sobolewie (Mazowieckie) usłyszała w ten weekend cała Polska. Ze względu na koszmarne warunki, w jakich przebywały zwierzęta, placówka została zamknięta, a osoba, która ją prowadziła, jest oskarżana o znęcanie się nad zwierzętami.
10 psów trafiło do Wrocławia
W ostatni weekend zabrano stamtąd wszystkie psy – blisko 150. Na prośbę organizacji biorących udział w interwencji 10 z nich trafiło do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt przy ul. Ślazowej 2 we Wrocławiu.
Wszystkie psy, które do nas trafiły, zostały już przyjęte i obejrzane. Niektóre z nich są kastrowane, inne nie, jedne są zapchlone, inne mają zniszczone zęby. Najsmutniejsze jest to, że większość z nich jest wycofana i przerażona, jakby nie znały kontaktu z człowiekiem, nie chodziły z nikim na spacer.Aleksandra Cukier, p.o. dyrektora placówki
Wrocławskie schronisko zapowiada, że wkrótce udostępni zdjęcia i opisy wszystkich psów na wypadek, gdyby szukali ich właściciele. Na razie opublikowało niektóre z nich.
- Psy spędzą 2-3 tygodnie na kwarantannie i w tym czasie będziemy je bacznie obserwować. Na razie zostały odpchlone, odrobaczone i zaszczepione.
W proteście brały udział Wrocławianki
Sprawa koszmaru w Sobolewie stała się bardzo głośna. Pod placówką protestowali nie tylko mieszkańcy okolicy, ale też miłośnicy zwierząt z różnych stron Polski, w tym z Wrocławia.
"Przyjechały grubo ponad 400 km tylko po to, żeby pomóc (...) Jedna z dziewczyn wstała o 5 rano, żeby znaleźć agregat. Dziewczyny kupiły go za własne pieniądze, żeby uczestnicy protestu mogli napić się ciepłej herbaty i choć na chwilę się ogrzać" - czytamy we wpisie pani Magdaleny na jednej z grup poświęconych protestowi. Wrocławianki przygotowały też dla protestujących herbatę, kubki, przekąski itd.
"Miałam łzy w oczach, patrząc na tyle bezinteresownego dobra" - pisze pani Magdalena. - "Takie gesty przywracają wiarę w ludzi i pokazują, ze empatia i solidarność wciąż istnieją".