wroclaw.pl strona główna Najświeższe wiadomości dla mieszkańców Wrocławia Dla mieszkańca - strona główna

Infolinia 71 777 7777

14°C Pogoda we Wrocławiu
Ikona powietrza

Jakość powietrza: dobra

Dane z godz. 12:00

wroclaw.pl strona główna
Reklama
  1. wroclaw.pl
  2. Dla mieszkańca
  3. Aktualności
  4. Laureaci Pięknego Wrocławia: Chcieliśmy architektury budzącej emocje
Centrum handlowe „Swoja Olimpia” na Swojczycach  wygrało 32. edycję konkursu architektonicznego „Piękny Wrocław”, w kółeczku trójka architektów z PAG Sp. z o. o.     Pracownia Architektury Głowacki
Centrum handlowe „Swoja Olimpia” na Swojczycach wygrało 32. edycję konkursu architektonicznego „Piękny Wrocław”, w kółeczku trójka architektów z PAG Sp. z o. o.

32. edycję konkursu architektonicznego „Piękny Wrocław” wygrało centrum handlowe „Swoja Olimpia” na Swojczycach, które zostało zaprojektowane przez Pracownię Architektury Głowacki. Kim są zwycięzcy i jak wyglądało projektowanie?

Reklama

Dla kapituły konkursu to był wybór niepozostawiający wątpliwości – wygrała realizacja elegancka w formie, o interesującej, ale czytelnej bryle, wykończona bardzo dobrymi materiałami. Budynek dla kogoś niemającego pojęcia o jego przeznaczeniu mający bardziej sznyt biurowca z wyższej półki, niż osiedlowej galerii handlowej.

Nie da się jednak opowiedzieć historii „Swojej Olimpii” bez wspomnienia o jej głównym projektancie. Doktor Tomasz Głowacki, ceniony wrocławski architekt i wykładowca, odszedł w wieku 57 lat: w lipcu 2023 zabrała go choroba nowotworowa. Zdążył zobaczyć swoje dzieło w ukończonej postaci, ale nagrodę Grand Prix konkursu „Piękny Wrocław” na grudniowej gali w Muzeum Architektury odebrali już jego uczniowie i następcy. Dostali ją jednak nie dlatego, że Tomasz Głowacki zmarł. „Swoja Olimpia”, której są współtwórcami to po prostu bardzo dobry projekt. Kapituła w swoim uzasadnieniu mocno podkreślała jakość i walory tego budynku.  

Dziś zwycięska pracownia to efekt współpracy siostry zmarłego Hanny Kisielińskiej oraz trójki młodych architektów: Konrada Mierzwy, Agaty Ręczkowskiej i Moniki Tomaszewskiej. Działa już jednak pod nową nazwą: PAG Sp. z o. o. Przeczytajcie rozmowę!

„Swoja Olimpia” zgodna z wizją Tomasza Głowackiego

Wszyscy odmieniają przez przypadki słowo „kryzys”. Inwestorzy tną budżety. Czy trudno robić dobrą architekturę w dzisiejszych czasach?

Konrad Mierzwa: Częściowo możemy potwierdzić. Wygląd „Swojej Olimpii” w pewnym stopniu jest wynikiem nieustępliwości Tomasza. Był uparty. Bo wierzył w swoją wizję. Musimy jednak podkreślić, że inwestor rozumiał, co my właściwie na tych Swojczycach robimy. To miał być budynek, który wyznaczy standardy dla okolicy. Powinien zatem nieść w sobie także wartości, które pozornie mogą wydawać się mniej istotne, bo nieprzeliczalne w excelu. Robienie dobrej architektury to o wiele więcej, niż tylko szacowanie kosztów. Wygląd obiektu wpływa na opinię publiczną. Jeśli jest atrakcyjny, ludzie chcą w jego otoczeniu przebywać. To przekłada się na zainteresowanie najemców.

Przekonywanie inwestora do swoich racji to normalny etap procesu projektowego. Nie tylko w dobie kryzysu. Najłatwiej ciąć koszty, które wydają się niekonieczne. W wypadku tego budynku była to na przykład elewacja. Mogłaby być prostsza? Tak, mogłaby. Ale wtedy „Swoja Olimpia” byłaby niewiele więcej niż zespołem powiązanych ze sobą pomieszczeń. My chcieliśmy stworzyć część miasta. Coś, co będzie wywoływało w ludziach emocje.  

Czytaj także: XXXII edycja konkursu „Piękny Wrocław”: znamy zwycięzców [GALERIA ZDJĘĆ]

Budynek jest taki, jak miał być? Czy jednak trzeba było iść na jakieś kompromisy?

Konrad Mierzwa: Cześć rozwiązań narzucił nam plan miejscowy. Mówię tu m.in. o dominancie, czyli o  wyższej części galerii w narożniku ulic Swojczyckiej i Magellana. Ona była koniecznym elementem inwestycji, bo wprost wynikała z zapisu planu, ale jednocześnie ułatwiła nam rozbicie, urozmaicenie tej bryły, co jeszcze podkreśliliśmy nadziemnym łącznikiem między dwiema częściami. Powstała swojego rodzaju brama w kierunku osiedla. Ona zaprasza przechodnia do wejścia i wciąga w interakcję. Jeśli chodzi o elewację, „żyletki” były odpowiedzią na wyzwanie wynikające z różnych funkcji, które musiały się pomieścić w obrębie tego budynku. Wiedzieliśmy, że tam będzie Lidl, ale też że potrzebne będą między innymi powierzchnie usługowe i biurowe.

A zatem funkcje, które w niektórych miejscach w ogóle nie potrzebują okien i takie, gdzie powinno być ich dużo. Moglibyśmy przez to mieć na elewacjach chaos, który wcale nie byłby interesujący. Potrzebowaliśmy czegoś, co nam to uporządkuje. Stąd wyraziste poziome pasy między kondygnacjami, a także te pionowe żyletki. Można uznać, że to trochę dokładanie do elewacji jeszcze jednej elewacji, ale uważamy nasz pomysł za udany. Początkowo chcieliśmy nawet te pionowe podziały robić z naturalnego drewna. Ostatecznie uznaliśmy, że to drogie rozwiązanie. Drewno jest pięknym materiałem, ale na wielkopowierzchniowym budynku, na którym byłoby go dużo wymagałoby kosztownej konserwacji. Zdecydowaliśmy się zatem na tworzywo w ciepłej kolorystyce drewna.

Monika Tomaszewska: Na etapie projektowania nadal trwało poszukiwanie niektórych funkcji. Wiedzieliśmy, że na pewno będzie Lidl, ale co jeszcze? Projektowanie biegło równolegle do dyskusji z inwestorem. To była zdrowa, obustronna wymiana poglądów. My sugerowaliśmy, co tu mogłoby być i co funkcjonalnie „zagra”. Inwestor też oczywiście robił analizy, co warto w tym obiekcie zmieścić. Powstał obiekt o zróżnicowanej funkcji. Tam niezależnie od Lidla jest również drobny handel, usługi, przedszkole. Wszystko, czego dotąd w okolicy brakowało. Budynek nie tworzy monokultury. Bliżej mu do tradycji osiedlowych „bazarków”, a jednocześnie ma też funkcje usługowe. Stoi na Swojczycach, ale przyjeżdżają na zakupy ludzie z Biskupina, Sępolna. „Swoja Olimpia” ma siłę oddziaływania, a my jesteśmy dumni z tego, że jednak bardzo odbiega estetyką od klasycznej hali handlowej. 

Czy Tomasz Głowacki mówił o niej coś charakterystycznego? Pozwolił sobie na jakieś podsumowanie?

Monika Tomaszewska: Tomasz autentycznie żył architekturą. Przeżywał każdy proces projektowy całym sobą. Chodził struty, gdy coś nie wychodziło. Rozpromieniony, jeśli coś się udało. Natomiast nigdy nie silił się na podsumowywanie za wszelką cenę każdego projektu. Traktował swoją pracę bardzo zadaniowo. „Swoja Olimpia” nie była wyjątkiem. Sentymenty, wracanie do tego co już było – to nie jego styl. Wychodził z założenia, że zrobił, co w mocy jego i zespołu, by projekt był jak najlepszy, natomiast dalej ta inwestycja musi żyć swoim życiem.

Konrad Mierzwa: Ten budynek mówi do odbiorcy w gruncie rzeczy dość prostym, zrozumiałym językiem, a jednocześnie rozwiązania, które w nim zastosowaliśmy są bardzo konsekwentne. Nie ma ozdobników, które są celem samym w sobie. Wprowadziliśmy dodatkowe elementy w konkretnym celu: by nadać rytm elewacji. Po Tomku mamy pewne credo, które jest niejako zapisane także w „Swojej Olimpii”: powściągliwość i elegancja.  

Wspomnienie dr Tomasza Głowackiego

Jakim w ogóle Tomasz Głowacki był szefem?

Agata Ręczkowska: Zarażał swoim zaangażowaniem całe otoczenie. Nie traktowaliśmy przychodzenia do biura jak zwykłej pracy. Realizowaliśmy autentyczną pasję. Atmosfera zawsze była ciepła i serdeczna, niemal rodzinna. Wszyscy, cała trójka, studiowaliśmy architekturę na Politechnice Wrocławskiej. Tomasz był promotorem moim i Moniki. Najpierw poznałyśmy go w pracy, w biurze projektowym, gdzie zaczęłyśmy jeszcze jako studentki. Był także świetnym dydaktykiem, dlatego magisterka u niego była oczywistym wyborem.

Studentów prowadził z wielką wnikliwością. Już na etapie poszukiwań tematów zachęcał do głębokiej eksploracji własnej wrażliwości, nie tylko architektonicznej. Chciał, żebyśmy jak najwięcej wiedzieli o samych sobie, o tym jacy jesteśmy i jakie wartości chcemy odkrywać, pielęgnować. Na początku swoich seminariów rozdawał ankiety, w których pytał nie tylko o architekturę, ale też o emocje, o nasz światopogląd. Nawet o grupę krwi. Moim zdaniem to między innymi dzięki temu jego studenci zdobywali tak wiele nagród. Potrafił wydobyć z nich to co najlepsze i pokazać, jak zrobić z tego użytek.

Praktyka akademicka była dla niego równie istotna, jak zawodowa - była wręcz misją. Studenci przychodzili na jego konsultacje do biura, rozwieszali swoje prace na ścianach, a my projektowaliśmy w pokoju obok. Bardzo lubił i cenił pracę z młodymi ludźmi. To dodawało wiary we własne umiejętności i zawodowej pewności siebie. Do ostatniego momentu bardzo cieszył się naszą obecnością, wspólną pracą i tworzeniem. Udzielił nam pięknej lekcji sposobu doświadczania życia i to zostanie z nami na lata.

Monika Tomaszewska: Nigdy nie kazał nam siedzieć po nocach, a i tak zdarzyło się wychodzić nad ranem. Mogły być między nami dyskusje na temat jakiegoś konkretnego rozwiązania, ale mieliśmy podobną filozofię pracy. Odcisnął na nas swoje piętno jako szef i jako wykładowca na Politechnice Wrocławskiej.      

Jego nie ma, a firma kontynuuje działalność. Czy to była trudna decyzja?

Monika Tomaszewska: Wiedzieliśmy, że Tomasz jest poważnie chory, ale nie byliśmy gotowi na tę śmierć. Do końca był wsparciem dla wszystkich i naprawdę świetnie sobie radził. Napędzał nas. Gdy zmarł, nie było łatwych decyzji. Gdyby nie wyraźnie wyrażona wola Tomka, nawet nie wiemy, czy bylibyśmy dość odważni, by kontynuować pracę biura. 

Agata Ręczkowska: Pragmatyczność, powściągliwość formalna, dbałość o detal, spójność i jakość – to były wartości Tomasza. Z pewnością chcemy kontynuować charakterystyczny styl, który wypracował.

Rozmawiał Michał Guz

Posłuchaj podcastu

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama
Powrót na portal wroclaw.pl