36.PPA - Cory McAbee: One Man Show

Cory McAbee to wyjątkowo ciekawy facet. Jest aktorem, reżyserem, scenarzystą i producentem, aktywnie działa w amerykańskim filmowym offie, rysuje autobiograficzny komiks, komponuje piosenki, pisze do nich teksty, wykonuje je na scenie – krótko mówiąc, to artysta obdarzony ogromem talentów. Kilka z nich zaprezentował publiczności zebranej w Teatrze Współczesnym podczas swojego – powiedzmy – koncertu w ramach 36. Przeglądu Piosenki Aktorskiej. 

  • Cory McAbee na 36.PPA

    Cory McAbee na 36.PPA

  • Cory McAbee na 36.PPA

    Cory McAbee na 36.PPA

  • Cory McAbee na 36.PPA

    Cory McAbee na 36.PPA

  • Cory McAbee na 36.PPA

    Cory McAbee na 36.PPA

  • Cory McAbee na 36.PPA

    Cory McAbee na 36.PPA

  • Cory McAbee na 36.PPA

    Cory McAbee na 36.PPA


Bez sztuczek

„Koncertu”, bo Cory wykonał kilkanaście swoich utworów słowno-muzycznych, wspomagając się jedynie instrumentalnym podkładem z laptopa. Nie grał na niczym, śpiewał tylko i melorecytował, tekst dopełniając nieposkromioną aktorską ekspresją – była to więc piosenka aktorska jak się patrzy, ale taka w amerykańskim, jakby trochę stand-uperskim stylu. Co ważne, każdy utwór miał swoje tłumaczenie na polski. Spolszczony tekst był wyświetlany na wielkim ciemnym ekranie, który oprócz wspomnianego laptopa ustawionego gdzieś z boku na miniaturowym stoliku, stanowił jedyną scenografię całego performance'u. Cory McAbee nie potrzebował jednak żadnych teatralnych sztuczek, sceniczną przestrzeń zapełniał bowiem z powodzeniem... sam sobą. Swobody, uroku i charyzmy mogłaby mu pozazdrościć niejedna gwiazda. 

Przekorny manifest konformizmu?

W ramach tego specyficznego „one man show” McAbee pod hasłem „Small Star Seminar”, na tle motorycznej, często niemal industrialnej muzyki przedstawił rozpisany na kilkanaście części koncept, którego hasło przewodnie mogłoby brzmieć następująco: „tisze jedziesz, dalsze budiesz”. Był to taki przekorny manifest konformizmu, z wersami w rodzaju: „Jak się nie będziesz odzywał, to może cię polubią” albo „Poczułem się szczęśliwy, gdy zrozumiałem, że moja kolej nigdy nie nadejdzie. Dlaczego by miała nadejść? Przecież nie ma we mnie nic szczególnego. Ty też się z tym pogódź”. I tak dalej. W ustach Cory'ego, we Współczesnym wyglądającego raczej jak szary korporacyjny księgowy niż niezależny artysta, brzmiało to i zabawnie, i przejmująco. A także, choć to banalne i wyświechtane sformułowanie, skłaniało do myślenia. Bo może faktycznie moglibyśmy być trochę szczęśliwsi, gdyby nie te nasze cholerne ambicje? Może McAbee wcale nie puszcza do nas oka, tylko – jak Max Kolonko – mówi jak jest?    

Kościotrup i gwiazdka

Po występie Cory długo dziękował publice (nielicznej niestety, za to stosownie do niszowej rangi wydarzenia egzaltowanej), chciał odpowiadać na pytania (tu publika jakby zamarła i McAbee dostał tylko jedno pytanie, o ulubionych poetów) i w ramach bisów zaśpiewał rozpisany na dwie postacie fragment przygotowywanej właśnie... opery. Wychodzącym jeszcze w drzwiach rozdawał naklejki z kościotrupem, gwiazdką i napisem „The Smallest Star”. No tak... W zasadzie niewykluczone, że w tym show nie było jednak zupełnie nic do śmiechu.

Zgłoś uwagę