Porażka z liderem, Śląsk – Jagiellonia 0:4

Śląsk Wrocław przegrał 0:4 z Jagiellonią Białystok w ramach 9 kolejki LOTTO Ekstraklasy. Wrocławianie byli jedynie tłem dla dobrze i skutecznie grających zawodników Michała Probierza. To najwyższa porażka WKS-u na własnym boisku od 2012 roku.


W piątkowy wieczór do Wrocławia przyjechał lider tabeli ligowej i zarazem najbardziej bramkostrzelna drużyna rozgrywek – 15 goli, z czego sześć to dzieło głównego architekta akcji „Jagi”, a więc Konstantina Vassiljeva. Szkoleniowiec Śląska Mariusz Rumak dokonał na ten mecz dwóch korekt w formacji ofensywnej swojej drużyny. Do składu wskoczył Bence Mervo, od pierwszej minuty szansę dostał także Joan Angel Roman.

Dwa szybkie ciosy

Początek spotkania to dominacja gości z Białegostoku, którzy dość szybko udokumentowali tę przewagę bramkami. Już w 9 minucie fantastyczna prostopadła piłka ze środka pola trafiła do Przemysława Frankowskiego. Skrzydłowy w pełnym biegu wpadł w pole karne, złamał akcję do środka i z kilku metrów posłał piłkę lewą nogą obok bezradnego w tej sytuacji Mariusza Pawełka. Ten gol nie podziałał mobilizująco na piłkarzy Śląska, wręcz przeciwnie, to Jagiellonia była bliżej podwyższenia prowadzenia i ten cel udało im się osiągnąć w 21 minucie. W polu karnym WKS-U znalazł się Vassiljev, który próbował minąć z piłką Pawełka. Bramkarz Śląska wyszedł obronną ręką z tej sytuacji, ale Estończyk ponownie wyłuskał futbolówkę  i przytomnie odegrał do tyłu, gdzie czekał Frankowski, który przytomnym strzałem przechytrzył całą defensywę Śląska. W tym momencie było już 2:0 dla „Jagi”.

Marazm wśród gospodarzy

Ciężko powiedzieć coś pozytywnego o grze gospodarzy w pierwszej połowie. Wrocławianie nie oddawali w ogóle strzałów, a nieliczne dośrodkowania były na tyle niedokładne, że bez problemu wyłapywał je Damian Węglarz. Zupełnie niewidoczni byli Mervo i Alvarinho, a Morioka i Roman byli skutecznie odcinani od piłek przez obrońców gości. W końcówce tej części gry Jagiellonia oddała nieco inicjatywę gospodarzom, czego efektem były dwa groźnie wyglądające rzuty rożne  i strzał z rzutu wolnego Alvarinho, który mimo bliskiej odległości do bramki trafił w stojący mur. Po tej akcji sędzia zaprosił piłkarzy obu ekip na przerwę.

Po przerwie bez zmian

Mariusz Rumak na drugą część gry wprowadził Sito Rierę licząc na to, że podobnie jak w poprzednim meczu z Ruchem Hiszpan rozrusza ofensywę Śląska. Zanim jednak Riera zdołał dotknąć pierwszy raz piłkę było już 3:0 Dla Jagiellonii. W 50 minucie białostoczanie przeprowadzili błyskawiczny kontratak, piłka trafiła do Świderskiego, które popędził w pole karne Śląska i będąc już w „szesnastce” odegrał na środek do Vassiljeva, który nie miał problemu z umieszczeniem piłki w pustej bramce. Po golu na boisku pojawili się Engels i Dankowski, ale nie potrafili odmienić oblicza wrocławskiej drużyny, w której poczynaniach boiskowych panował chaos. Chociaz nie można też odmówić zaangażowania Niemcowi grającemu z numerem „9” na plechach, jako jeden z nielicznych próbował szarpać i brać ciężar gry na swoje barki. Jagiellonia kontrolowała przebieg meczu, groźnie kontratakowała, a w doliczonym już czasie gry dobiła rywali strzelając czwartą bramkę. Taras Romańczuk wbiegł swobodnie w pole karne i delikatną podcinką umieścił piłke w siatce obok zrezygnowanego Pawełka. Wrocławianie byli tego wieczora bezradni, nie oddali ani jednego celnego strzału i ostatecznie przegrali 0:4 po bezbarwnej grze.

Śląsk Wrocław – Jagiellonia Białystok 0:4

Bramki: Frankowski9’,21’; Vassiljev50’, Romańczuk94’

Śląsk: Pawełek - Zieliński, Celeban, Kokoszka, Dvali(58’Dankowski) – Goncalves, Stjepanović – Alvarinho, Morioka, Roman(53’Engels) – Mervo(45’Riera)

Jagiellonia: Węglarz – Grzyb, Runje, Guti, Tomasik, Romanczuk, Góralski, Vassiljev(87’Mystkowski), Frankowski(89’Burliga), Chomczenowski – Świderski(68’Górski)

Zgłoś uwagę