Podsumowanie koszykarskiego sezonu WKS

Dla koszykarzy Śląska Wrocław obecny sezon Tauron Basket Ligi zakończył się wraz z ostatnimi dniami kwietnia. Wśród kibiców i samych zawodników panuje niedosyt i poczucie dyskomfortu, że fazę play-off będą mogli oglądać jedynie przed telewizorami, a nie uczestniczyć w niej z perspektywy parkietu. 

  • fot: archiwum


Jak wyglądały rozgrywki 2015/2016 i czy są przesłanki, aby sądzić, że przyszłoroczna kampania będzie wyglądać inaczej?

Historycznie najgorszy

Koszykarski Wrocław był świadkiem w pewnym sensie historycznego wydarzenia, choć nie o tworzenie takiej historii chodzi sympatykom WKS-u. 14. miejsce, na którym uplasował się Śląsk, to najgorszy rezultat, jaki osiągnęła drużyna w trakcie wszystkich swoich występów w polskiej lidze koszykówki. Jedynie 8 wygranych spotkań przy 24 porażkach to zdecydowanie wynik poniżej oczekiwań najbardziej utytułowanego zespołu w Polsce. Dość powiedzieć, że tylko raz, w sezonie 2013/2014, Śląsk zakończył zmagania poza pierwszą ósemką. To pokazuje, że granie jedynie w fazie zasadniczej nie leży w naturze „wojskowych”, a każdy taki nieliczny przypadek niezakwalifikowania się do play-offów to ogromne rozczarowanie.

Rozstania…

Tym, co uniemożliwiło Śląskowi osiągnięcie stabilizacji i złapanie odpowiedniego rytmu na przestrzeni całych rozgrywek, była nieuformowana kadra zespołu i ruchy kadrowe, czynione już po rozpoczęciu sezonu. Początkowo sytuacja wyglądała obiecująco. Każda pozycja w zespole była pokryta, w sparingach przed ligą padały obiecujące wyniki. Śląsk stanowił mieszankę zawodników polskich i amerykańskich, wzbogaconą o Ukraińca Witalija Kowalenkę. Pierwsze mecze dawały nadzieję na udany sezon WKS-u (w czterech inauguracyjnych kolejkach dwa zwycięstwa i dwie przegrane). Jednak późniejsza, długotrwała seria porażek wymusiła na kierownictwie zespołu podjęcie drastycznych rozwiązań. W połowie grudnia klub poinformował o rozwiązaniu kontraktów z Rashadem Maddenem, Anthony’m Smithem, Brandonem Heathem i Mauricem Suttonem. Choć nie zostało to podane oficjalnie, to wobec tych zawodników narastały poważne podejrzenia co do ich zaangażowania w grę i funkcjonowanie drużyny. Exodusu amerykanów z Wrocławia dopełniło odejście pod koniec lutego piątego gracza z Ameryki Północnej Jarvisa Williamsa, ale o nim w dalszej części. Postanowiono także rozstać się z dotychczasowym trenerem Mihaiło Uvalinem, który nie potrafił wydźwignąć zespołu z dołka. Na początku stycznia 2016 roku Śląsk Wrocław, 17-krotny mistrz Polski, zajmował ostatnie miejsce w ligowej tabeli.

 …i powroty

– Nie jest dobrze. W ogóle. Trzeba szczerze to przyznać. Musimy zrobić wiele zmian. W składzie, w nawykach zawodników, w rozumieniu koszykówki – to jedne z pierwszych słów Emila Rajkovicia po powrocie na ławkę trenerską Śląska. Macedończyk, który zastąpił Uvalina, rzadko kiedy przebiera w słowach i zazwyczaj mówi to, co myśli. Swój ekspresyjny charakter z wysokości parkietu często przenosi do sali konferencyjnej. Ani przez chwilę nie pomyślał, by ugryźć się w język po przegranym meczu z MKS Dąbrowa Górnicza i wyraził się jasno, że są w drużynie zawodnicy, którzy nie zasługują na noszenie koszulki Śląska i powinni wracać do domu. To właśnie kilkadziesiąt godzin po tym wystąpieniu wspominani wcześniej Madden, Sutton, Smith i Heath wsiadali już do samolotu zmierzającego za ocean. Powrót Rajkovicia został dobrze przyjęty przez kibiców, którzy pamiętają poprzednią przygodę bałkańskiego trenera z wrocławskim zespołem i liczyli, że drużyna powróci do wygrywania. Na poprawę gry zespołu z pewnością wpłynął powrót do stolicy Dolnego Śląska Denisa Ikovleva. Ukrainiec z amerykańskim paszportem był najlepszym graczem zespołu, w drugiej części sezonu przejmując na siebie rolę lidera. Najbardziej zapamiętany pozostanie jego występ z AZS Koszalin, w którym zdobył 33 punkty. Skrzydłowy nie tylko dawał gwarancję pokaźnej zdobyczy punktowej, ale też stanowił spore wzmocnienie obrony. Świetnie rozumiał się z publicznością w Hali Orbita.

Pozbawieni żądła

29 lutego na kibiców gruchnęła niespodziewana wiadomość o tym, że Jarvis Williams przenosi się do Turcji. To ogromna strata także dla samego zespołu, którego Williams był bezsprzecznie gwiazdą. Przez te blisko pół roku, gdy reprezentował barwy Śląska, zdążył przyzwyczaić wszystkich sympatyków, że jest prawdziwym egzekutorem pod koszem rywali i pierwszym zbierającym pod własną obręczą. Jarvis nie tylko punktował, ale robił to na tyle efektownie, że nieraz otrzymywał głośne brawa po udanej akcji indywidualnej zakończonej wsadem. I to nie tylko na własnym parkiecie. Na 31 występów dla WKS – u aż 13 spotkań zakończył z „double-double”, czyli dwucyfrową zdobyczą punktów i zbiórek. Pomimo że Śląsk przegrywał mecze, to sam Amerykanin prawie nigdy nie zawodził. Co ciekawe, mimo że już od dawna nie ma go w Polsce, to nadal figuruje w oficjalnych statystykach ligowych jako zawodnik z najlepszą średnią wskaźnika EVAL – czyli wskaźnika efektywności, w którym sumuje się liczbę punktów, zbiórek, asyst, bloków, przechwytów i odejmuje od tego liczbę strat i niecelnych rzutów. Najbardziej można żałować, że kibice nie dowiedzą się, jak wyglądałyby wyniki „wojskowych”, gdyby mieli do dyspozycji do końca sezonu Williamsa i prezentującego wysoką formę w drugiej części rozgrywek Ikovleva. Prawdopodobnie tych wygranych meczów byłoby o wiele więcej.

Krótka ławka

– Zmiany kadrowe zmuszają nas do tego, by uczyć się siebie wzajemnie na nowo. W pewnym sensie powstał nowy zespół, zawodnicy, którzy grali mniej, teraz znowu są ważniejsi – w taki sposób skomentował sytuację zespołu Witalij Kowalenko i trudno się z nim nie zgodzić. Perturbacje transferowe, w wyniku których z ekipy odeszło pięciu zawodników, a w ich miejsce przyszło jedynie dwóch – wspominany Denis Ikovlev i rozgrywający Francis Han, sprawiły, że przez blisko pół sezonu wrocławianie musieli rozgrywać swoje mecze w okrojonym składzie. W wyniku tego dochodziło do sytuacji, gdy zawodnicy byli nadmiernie eksploatowani, bo po prostu nie mieli zmienników. Przykładowo Norbert Kulon rozgrywał mecz po meczu po pełne 4 kwarty, a jeszcze w międzyczasie grał w środku tygodnia dla zespołu rezerw. Problemy z przemęczeniem i regeneracją organizmu po wysiłku dawały się we znaki w końcówce rozgrywek, gdy niektórzy gracze nie mieli już sił i to odbijało się na ich dyspozycji. Do tego dochodziły kontuzje, m.in. Kamila Chanasa czy Witalija Kowalenki, przez co Emil Rajković miał problemy z doborem „wyjściowej piątki”. Jednym z kluczy do poprawy wyników w przyszłej kampanii będzie zbalansowanie i zbilansowanie składu w oparciu o sprawdzonych, bądź młodych i ambitnych zawodników, ponieważ…

...w młodości siła

Po ostatnim spotkaniu, 24 kwietnia z Polpharmą Starogard Gdański, Rajković zapowiedział, że przez najbliższe trzy miesiące zawodnicy z młodzieżowych drużyn Śląska będą intensywnie trenować pod okiem jego asystenta Radosława Hyżego. Macedończyk jasno stwierdził, że liczy na to, że po tych treningach młodzi gracze będą o wiele bardziej przygotowani do występowania na parkietach ekstraklasowych. To wyraźny znak, że w przyszłym sezonie to ci zdolni gracze ze szkółki Śląska mogą stanowić trzon pierwszego zespołu. Nie wiadomo, jak potoczą się sprawy ze wzmocnieniem drużyny. Tegoroczne przykłady „niewypałów” transferowych w osobach Maddena i spółki każą zachowywać ostrożność przy dobieraniu graczy z zagranicy do skompletowania składu. W sytuacji gdy tak naprawdę nie do końca wiadomo, co reprezentuje sobą obcokrajowiec, droga stawiania na głodnych gry wychowanków wydaje się jak najbardziej prawidłowa. A jakby nie patrzeć, to jest z kogo wybierać – wystarczy przypomnieć, że podczas tegorocznych mistrzostw Polski do lat 20 juniorzy WKS-u zdobyli srebrny medal. Część z tych graczy, jak Maciej Krakowczyk, Filip Pruefer czy Mateusz Stawiak, zaliczała już w tym sezonie minuty i punkty na parkietach Tauron Baset Ligi, ale wiele wskazuje, że od przyszłych rozgrywek wraz z kolegami mogą nabrać na znaczeniu. Być może otwiera się przed nimi szansa, której zmarnować po prostu nie można.

Obudzić duchy historii

Wrocław od zawsze oddychał koszykówką, a jej stężenie w atmosferze nad miastem wzrastało wraz z każdym kolejnym tytułem mistrzowskim kolekcjonowanym przez WKS Śląsk. Gdy dzisiaj kibice „wojskowych” oglądają, jak w najlepszej koszykarskiej lidze świata NBA zespół Golden State Wariors ustanawia nowy rekord zwycięstw (73-9), to przymykając lekko oczy, potrafią sobie przypomnieć, że w lidze polskiej nie było większego dominatora w latach 90. i na przełomie wieków niż Śląsk Wrocław. Sezon 2000/2001 to niedościgniony wzór – w tamtym okresie wrocławianie wygrali WSZYSTKIE mecze sezonu fazy zasadniczej, a w play-offach na 11 meczów dali się pokonać tylko raz w finale, ale mimo to zwyciężyli wówczas Anwil Włocławek 4:1. Ostatni, 17. tytuł mistrzowski miał miejsce w 2002 roku i nadchodzi najwyższy czas, by spróbować się zbliżyć do osiągnięć wspaniałej drużyny, w której prym wiedli Zieliński, Wójcik czy Tomczyk. Popularne hasło „Zapraszamy na osiemnastkę” już dosyć długo czeka na realizację, ale kibice nie przestają wierzyć, że w końcu i ten tytuł uda się zdobyć.         

Zgłoś uwagę