Rozmowa z kuratorem Normanem Smużniakiem

Wystawa „Cisza i dźwięk”

O założeniach wystawy „Rezonanse Sztuki X – Cisza i dźwięk. Pokoleniowe sekwencje pracowni malarskich”, o pracach, które weszły w jej skład, a także o tym, w jaki sposób obrazy komponują się z przestrzenią Narodowego Forum Muzyki, opowiada kurator wystawy Norman Smużniak. Przedsięwzięcie jest dziesiątą częścią cyklu Rezonanse Sztuki, w ramach którego sztuka współczesna jest prezentowana w przestrzeni Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu.

Redakcja www.wroclaw.pl | 08 grudnia 2019

Dotychczas na wystawach eksponowane były prace artystów uprawiających rozmaite dziedziny sztuki, jak szkło i ceramika artystyczna, rzeźba, grafika, różne rodzaje malarstwa w rozmaitych zestawieniach, rysunek artystyczny, grafika projektowa i książka artystyczna.

Inicjatorem cyklu wystaw „Rezonanse” jest rektor Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu, prof. Piotr Kielan.

Jaka jest myśl przewodnia wystawy „Cisza i dźwięk”?

Jeśli łączą się ze sobą dwa rodzaje sztuki, to często wymyśla się tytuły, które funkcjonują w obu obszarach, ale jednocześnie potrafią ze sobą koegzystować. Znam i lubię NFM z powodów osobistych, muzycznych i architektonicznych.

Tworząc tę wystawę, nie myślałem o muzyce jako takiej, a bardziej o tym, żeby uciec od często stosowanego schematu wystaw zbiorowych. Szukałem jakiegoś prostego klucza, wiedząc, jaki jest układ gmachu i architektura NFM. Kiedy więc nadeszła ta chwila, w której musiałem skonkretyzować swój pomysł, to przyszła mi do głowy najprostsza rzecz. Takie pomysły najlepiej się sprawdzają, szczególnie w miejscach, które nie są jednorodną galerią.

NFM ma inny charakter i inne przeznaczenie, więc musimy się dostosować do takiego a nie innego układu przestrzeni, do korytarzy, które są rozdzielone wielkim, wspaniałym holem. Najprostszą ideą było zestawienie ciszy i dźwięku. One wyznaczyły obszar działania, który nie jest zbyt odległy od kwestii związanych z muzyką. Cisza i dźwięk. Jest to najprostszy klucz, który przyszedł mi do głowy, żeby sensownie rozplanować rozkład przestrzeni, ale też według którego dokonałem wyboru artystów.

Rezonanse sztuki X „Cisza i dźwięk. Pokoleniowe sekwencje pracowni malarskich”

Rezonanse sztuki X „Cisza i dźwięk. Pokoleniowe sekwencje pracowni malarskich”

Wystawa / Dla wszystkich
Termin od 12 listopada 2019 do 20 marca 2020

Miejsce Narodowe Forum Muzyki (NFM) Wrocław

Zobacz

Co pan rozumie przez ciszę i dźwięk w malarstwie?

Chciałem zderzyć kwestie szarości i monochromów z ekspresją, co jest ważne dla wrocławskich artystów, związanych z Akademią Sztuk Pięknych. Od jakiegoś czasu nurt poszukiwań w obrębie szarości bardzo ładnie się rozwinął. Obserwuję to już od ponad 10 lat. To jest warte pokazania  i stanowi interesującą alternatywę dla bardziej ekspresyjnych dzieł. To był prosty klucz.

Kwestia doboru polegała też na pokazaniu sekwencji pokoleniowych. Pokazuję szeroki zakres prac – od tych stworzonych przez najmłodszych artystów, doktorantów i asystentów, aż po profesorów, łącznie z moim mistrzem, profesorem Andrzejem Klimczakiem-Dobrzanieckim.

Obrazy Marceliny Groń na wystawie w NFM/fot. Łukasz Rajchert

Jaki był klucz podziału obrazów ze względu na piętra?

Kierowałem się czystością ekspozycyjną. Myślałem kategorią widza. Starałem się wejść w rolę osoby przychodzącej na koncert. Jest trochę wolnego czasu, przerwa w koncercie, więc uczestnik chce sobie pochodzić i pooglądać. Miałem dwie opcje: albo zrobić dwa mocne piętra, a potem dać odbiorcy oddech w odcieniach szarości, albo podzielić całość na zasadzie „wafla”, różnicować i stopniować emocje. Zdecydowałem się na podział regularny, tym bardziej że wnętrze NFM jest dla mnie bardzo określone.

Kiedy wszedłem tu pierwszy raz w życiu, to od razu wiedziałem, że to przestrzeń, która mi odpowiada. Jest tu pewien rodzaj porządku, w którym dobrze się odnalazłem. Jedno z pięter zajmuje nasza pracownia, są na nim prace od mojego mistrza oraz jego magnificencji rektora po moją asystentkę, a także moje prace.

Każdy z nas reprezentuje odmienny sposób malowania, co jest dowodem na naszą różnorodność, pokazuje sekwencję pokoleniową i to, że można być wychowankiem bądź wychowanką jednego mistrza, a jednak iść swoją ścieżką. Postanowiłem przedzielić to piętro szarościami, czyli pracami profesora Wojciecha Lupy i profesora Łukasza Huculaka, Pawła Waśnika oraz profesora Marka Kuliga. Pojawiają się różne formy przestrzennego operowania obrazem.

Potem trzecie piętro: profesor Zdzisław Nitka, Krzysztof Skarbek i cała grupa uderzeniowa, ekspresyjna, na zasadzie podniesienia temperatury. Na górze znalazły się prace młodych artystów, takich jak m.in. Ani Kiszki, Marceliny Groń. To zwieńczenie ekspresji i wyciszonego koloru z lekko geometryzującą kulturą malarską. Taka wisienka na torcie.

Jakimi technikami zostały wykonane te prace?

Rozmaitymi. Większość obrazów to olej na płótnie. Pojawia się tu też technika akrylowa, bo jest szybsza, mniej skomplikowana od olejnej i w miarę łatwa do opanowania. Technika olejna wymaga więcej cierpliwości, warsztat jest bardziej rozbudowany, a praca wymaga rozłożenia w czasie. U profesora Skarbka mamy wydruki połączone z elementami malarskimi. Jest to próba spojrzenia na obraz od nowa –  wcześniej malował grubo i gęsto, a teraz próbuje czegoś zupełnie nowego.

Prace Waldemara Kuczmy na wystawie w NFM/fot. Łukasz Rajchert

Jak te wszystkie obrazy komponują się z wnętrzem NFM-u?

Wiedziałem, że będzie dobrze, tylko nie wiedziałem, w jaki sposób dobrze. Jeśli chce się zrobić coś sensownego, to nie może być tak, że przyklepie się coś i gotowe. Musimy się ze sobą zetrzeć, żeby poznać swoje możliwości. Jednocześnie nie jest to przestrzeń normalnej galerii, a budynek o innym przeznaczeniu, więc musimy tu znaleźć konsensus pomiędzy funkcją, bezpieczeństwem i jakością wystawy. Myślę, że dobrze to wygląda. Czysto.

Przede wszystkim mamy różne poziomy pięter. Kiedy się wchodzi na drugie i trzecie piętro, szczególnie po zmroku, kiedy jest pełne oświetlenie, wtedy doskonale widać konteksty, które przebijają się dyskretnie, ale jednocześnie charakterystycznie, mocno, w widoczny sposób. Ta wystawa jest czysta, a z drugiej strony spełnia moje oczekiwania, które zawarłem w tytule. Jest tu dialog obrazów.

Chyba najgorszą rzeczą jest, kiedy ładuje się na wystawę dużo obrazów, a nie ma żadnej spajającej je idei, oprócz tego, że są to jakieś kolorowe obrazki na ścianie. Tutaj dzieła prowadzą ze sobą dialog, zresztą nie tylko na poszczególnych poziomach, ale też w ramach różnych poziomów. Widz może to doskonale wyłapać. To działa i jestem zadowolony, że ta koncepcja znalazła swój artystyczny wyraz.