Chcąc pomóc koledze, pobili rekord Guinnessa

Rekord Guinnessa w najdłuższym meczu piłki nożnej na zasadach futsalu od niedawna należy do zawodników z Polski. Uczestnicy od 7 do 9 grudnia spędzili na boisku łącznie 51 godzin. Wśród nich był także wrocławianin Adam Ryszczyk. Ustanowiony rekord to jednak tylko cel poboczny całego wydarzenia, które zorganizowano, aby pomóc Tomkowi wygrać z groźną chorobą.

  • fot. www.facebook.com/pilkanaokraglo


Grupa osób, która na co dzień spotyka się w trakcie wyczerpujących zawodów typu runmageddon, tym razem postanowiła nie tylko ponownie dokonać niemożliwego, ale także wziąć udział w akcji charytatywnej i pomóc walczącemu z nowotworem złośliwym Tomkowi, który pilnie potrzebuje środków na wymagającą rehabilitację.

Do tego celu potrzebowali medialnego wydarzenia, jakim z pewnością była próba pobicia rekordu Guinnessa w najdłuższym meczu piłki nożnej na zasadach futsalu, który wynosił aż 50 godzin. 2 lipca 2017 roku ustanowili go Anglicy, którzy także w ten sposób chcieli wspomóc potrzebujących i zebrane środki przekazali na udogodnienia dla osób niepełnosprawnych.

– Po wspólnym runmageddonie na Saharze podjęliśmy decyzję, że ponownie dokonamy czegoś wyjątkowego. Tu z pomocą przyszedł organizator próby bicia rekordu Guinnessa w najdłużej rozgrywanym meczu piłki nożnej w formule futsalu, który zaproponował nam udział w tym evencie. Należy jednak pamiętać, że to tylko cel poboczny wydarzenia, gdyż w głównej mierze chodziło nam o pomoc dla potrzebującego Tomka, który podjął walkę z nowotworem – mówi jeden z uczestników, wrocławianin Adam Ryszczyk.

Przez 51 godzin biegali po boisku

Projekt rozpoczął się w piątek, 7 grudnia, o godzinie 14.00, a ostatni gwizdek uczestnicy usłyszeli 9 grudnia, o godzinie 17.00. Udało się! Zawodnicy, którzy spędzili na boisku łącznie 51 godzin, ustanowili nowy rekord Guinnessa, przy okazji aż o 14 godzin pobili dotychczasowy rekord Polski.

W trakcie 51-godzinnej udanej próbie bicia rekordu Guinnessa uczestnicy spali łączne przez około 3 godziny. Oczywiście, niektórych nie ominęły kontuzje w postaci naciągniętych mięśni, jednak obecny na sali fizjoterapeuta na bieżąco dbał o stan zdrowia każdego zawodnika.

W Księdze Rekordów Guinnessa znalazło się łącznie 24 zawodników. W trakcie wielogodzinnego meczu byli podzieleni na dwie drużyny. W tym samym czasie na boisku musiało przebywać pięciu zawodników danego teamu (bramkarz + 4 piłkarzy z pola), reszta korzystała z chwili odpoczynku.

– W trybie dziennym każdy grał przez 100 minut, a kolejne 120 mógł odpoczywać. Nieco inaczej wyglądało to w nocy, gdyż wówczas graliśmy przez 150 minut, a kolejne 210 mogliśmy odpocząć. Nie znaczy to oczywiście, że wówczas każdy spał, gdyż jak wiemy, o sen w takich warunkach jest naprawdę bardzo ciężko. Jak później obliczyliśmy przez całość trwania eventu zawodnicy spali łącznie około 3 godzin, a 22 spędzili biegając po boisku – dodaje Adam Ryszczyk.

Oficjalna próba i specjalne zasady

Jako, że była to oficjalna próba pobicia aktualnego rekordu Guinnessa uczestnicy nie mogli opuszczać strefy przeznaczonej dla zawodników, która znajdowała się za jedną z bramek. To właśnie w tym miejscu uczestnicy spali, jedli i odpoczywali przed kolejnym wejściem na parkiet.

Zgodnie z regulaminem całe wydarzenie nagrywane było trzema kamerami, które rejestrowały zarówno to, co dzieje się na boisku, jak i to, czy każdy z uczestników przestrzega zasad, gdyż tylko i wyłącznie w evencie mogły brać udział osoby, które uprzednio zostały oficjalnie zgłoszone.

Jak twierdzą uczestnicy, ich przygotowanie do tego wydarzenie nie odbiegało zbytnio od codziennych treningów, jakich podejmują się przed wymagającymi startami w runmageddonach. – Nie zabrakło standardowych przebieżek, rozbiegania, treningów siłowych i odpowiedniej diety. Jednak zdawaliśmy sobie sprawę, że najważniejszym czynnikiem w trakcie próby bicia rekordu Guinnessa będzie odpowiednie nastawienie psychiczne. To aż 51 godzin gry, mała ilość snu i zmęczenie, bez woli zwycięstwa i wspólnej motywacji nie dalibyśmy rady – podsumowuje wrocławianin.

Nowi rekordziści Guinnessa zapewniają, że jeśli ktoś pobije ich wynik, raz jeszcze podejmą rękawicę i ponownie wpiszą się do księgi.

Nadal można pomóc

Wszystkim uczestnikom należą się ogromne brawa za postawę, wytrwałość i przede wszystkim chęć pomocy dla potrzebującego. Należy jednak pamiętać, że cały czas można wspierać Tomka w powrocie do zdrowia. Organizatorzy wydarzenia zorganizowali specjalną zbiórkę w internecie, gdzie można wpłacać pieniądze na kosztowną rehabilitację.



Zgłoś uwagę