Nieznany Wrocław – Filharmonia Wrocławska [ZDJĘCIA, WIDEO]

Niepozorny budynek Filharmonii Wrocławskiej przy ulicy Piłsudskiego miał posłużyć krótko, zanim powstanie prawdziwa sala koncertowa. Muzyka rozbrzmiewa w nim jednak blisko 50 lat! A sława tego skromnego audytorium to zasługa świetnych muzyków. Dzięki nim wrocławskie zespoły są w polskiej czołówce i zdobywają nagrody.

  • filharmonia wrocławska

    Podgląd na scenę - stąd dyrygent lub solista widzi, czy już może wyjść do publiczności

  • filharmonia wrocławska

    Próba w sali koncertowej, tym razem gra orkiestra symfoniczna, śpiewa sopranistka Paulina Boreczko-Wilczyńska, dyryguje Christoph Poppen

  • filharmonia wrocławska

    Sala koncertowa na co dzień, światło skierowane tylko na scenę i muzyków, inaczej jest podczas koncertów

  • filharmonia wrocławska

    Muzycy orkiestry chowają instrumenty do futerałów po próbie

  • filharmonia wrocławska

    Nuty na pulpitach, tym razem Symfonia "Londyńska" Haydna

  • filharmonia wrocławska

    Kotły, czyli królestwo perkusisty

  • filharmonia wrocławska

    Po porannej próbie kontrabasy można zostawić na sali, chyba że wieczorem gra inny zespół

  • filharmonia wrocławska

    Futerały na kontrabasy, w takich "sarkofagach" instrumenty podróżują także np. w samolocie

  • filharmonia wrocławska

    Garderoba skrzypków na I piętrze, dziś muzycy są ubrani na luzie, przed koncertem przebiorą się we fraki, białe koszule, czarne spodnie

  • filharmonia wrocławska

    Garderoba muzyków po próbie

  • filharmonia wrocławska

    Na zapleczu sceny pozostawia się muzykom nuty do kolejnego koncertu

  • filharmonia wrocławska

    Wiolonczela na plecach kolarza

  • filharmonia wrocławska

    Fortepian na co dzień ma swoją "kryjówkę" w zapadni

  • filharmonia wrocławska

    Ryszard Mazurkiewicz ustawia krzesła dla muzyków, wiolonczeliści potrzebują jeszcze podstawek pod nóżkę

  • filharmonia wrocławska

    Pokój gościnny dla solisty. Tu odpoczywają gwiazdy przed koncertem i rozdają autografy po występie


Filharmonia od kuchni

Podczas koncertów wszystko musi nie tylko brzmieć, ale i wyglądać perfekcyjnie. Na scenie obowiązuje więc dress code. Kolor dominujący dla pań i panów – czerń. Panie mają większy wybór fasonów sukien czy długich spódnic, panowie pozostają przy frakach, śnieżnobiałych koszulach, najczęściej czarnych butach z lakierowanej skóry. To najelegantszy zestaw, który niezmiennie kojarzy się z orkiestrą symfoniczną. Ale tylko na występach. Codziennie muzycy wyglądają zwyczajnie. Najważniejsze, by podczas próby (dla symfoników od poniedziałku do piątku od 9.00 do 12.45) czuć się komfortowo i skupić na tym, co w nutach, a raczej pomiędzy nimi, bo dopiero wtedy orkiestra staje się naprawdę wybitna. Podglądamy próbę do tradycyjnego piątkowego koncertu. Tym razem gościnny dyrygent Christoph Poppen ćwiczy z orkiestrą i sopranistką Pauliną Boreczko-Wilczyńską operową arię Mozarta. Co pewien czas przerywa i daje wskazówki, jak najlepiej zagrać poszczególne fragmenty. Po próbie jest uścisk dłoni z koncertmistrzem (czyli pierwszym skrzypkiem Radosławem Pujankiem) – to charakterystyczny gest w każdej orkiestrze, oznaczający m.in. podziękowanie dla zespołu przekazane na ręce jego lidera.

Koncermistrz i dyrygent – symboliczny uścisk dłoni/fot. Tomasz Walków

Dobra wiolonczela zamiast mieszkania

Po próbach i w dniu koncertu muzycy ubierają się w garderobie (pokoi jest kilka, osobny mają m.in. skrzypkowie). Instrumenty z reguły zabierają ze sobą do domu (wyjątkiem są kontrabasy). Po próbie trzeba jeszcze codziennie ćwiczyć. Jak długo? – Nie ma zasady, to zależy od talentu, potrzeb indywidualnych, ilości koncertów – przekonuje wiolonczelista Jan Skopowski, w Orkiestrze Narodowego Forum Muzyki od roku. On sam potrzebuje dwóch godzin dziennie (oprócz tych spędzonych na próbie), ale przed przesłuchaniem do wrocławskiej orkiestry ćwiczył prawie sześć godzin dziennie.

Jan Skopowski z wiolonczelą na plecach, czyli dodatkowe 10 kg bagażu/fot. Tomasz Walków

Ważny jest nie tylko czas spędzony przy instrumencie. Ważny jest przede wszystkim instrument. Ten dobrej klasy wzmacnia brzmienie całej orkiestry i bywa często inwestycją całego życia. Własną wiolonczelę Jan Skopowski kupił od koleżanki. Spłacał jej kwotę w kilku ratach na przestrzeni roku, ale przyznaje, że gdyby chciał mieć lepszy instrument, musiałby zainwestować już kilkadziesiąt tysięcy złotych. – Przeprowadziłem się niedawno do Wrocławia, może chciałbym kupić mieszkanie, ale wtedy  musiałbym się zdecydować – mieszkanie albo instrument – przyznaje Jan Skopowski. Na razie muzyk żegna się, wskakuje na kolarzówkę i odjeżdża. Na plecach wiezie 10 kilogramów (tyle waży wiolonczela z futerałem). Menedżer Orkiestry NFM, Natalia Klingbajl, uśmiecha się na ten widok i zwraca uwagę, że nie propaguje takiego „transportu” instrumentu. – Menedżera zespołu taki widok przyprawia niemal o zawał serca – dodaje.  

Fortepian ze schowka

Tymczasem to nie koniec pracy, bo do akcji wkraczają na scenę specjaliści od obsługi technicznej. Od nich zależy, jakie światło będzie na scenie (inne do koncertów muzyki poważnej, inne do jazzowej), jak przegrupuje się krzesła muzyków w przerwie koncertu. To bardzo ważne. Podczas koncertu najpierw może grać na scenie tylko orkiestra pod batutą dyrygenta, a w przerwie trzeba zrobić na scenie miejsce dla solisty albo dużego instrumentu. Zabiegów wymaga zwłaszcza fortepian.

Ryszard Mazurkiewicz asekuruje fortepian podczas przewożenia na scenę/fot. Tomasz Walków

Na środku sceny znajduje się zapadnia, którą zjeżdża się do magazynu. Stamtąd trzeba zabrać fortepian (waga instrumentu koncertowego to ok. 500 kg) albo np. instrumenty perkusyjne i wjechać z nimi na scenę, a potem na nowo ustawić miejsca dla wszystkich muzyków. Ryszard Mazurkiewicz, pracownik techniczny, przyznaje, że bywają okazję (jak choćby niedawne koncerty z serii Akademia Händlowska), przy których scenę organizuje się za każdym razem na nowo. Od porannych prób różnej wielkości zespołów (np. orkiestry i chóru) po wieczorne koncerty.  

Dokładną rozpiskę ma każdy z koncertów. To informacja i dla muzyków i dla pracowników technicznych/fot. Tomasz Walków

Kto gra i kiedy – te informacje można znaleźć w specjalnych grafikach na tablicy ogłoszeń. Wtedy wiadomo, że danego dnia na scenę wyjdzie orkiestra kameralna (ok. 35 osób), barokowa (ok. 35 osób), chór (nawet do 40 osób), czy wielka orkiestra symfoniczna (ok. 100 osób).

Filharmonia na chwilę, która trwa 50 lat!

Nową siedzibę (czyli budynek przy ul. Piłsudskiego) uroczyście otwarto w grudniu 1968 roku, wcześniej muzycy tułali się po różnych salach. Grali m.in. w auli Politechniki Wrocławskiej. Większa sala była komfortowa, ale miała być tymczasowa. Została na 47 lat. Dopiero we wrześniu tego roku wszyscy artyści przeprowadzą się do nowych 4 sal koncertowych Narodowego Forum Muzyki (w tym główną na 1800 osób). Historia zatoczyła koło, bo przed wojną był we Wrocławiu piękny Breslauer Konzerthaus z salą koncertową na 1200 osób i mniejszą na 600 osób. Powiedzenie: „historia lubi się powtarzać” nigdy nie było równie trafne.    

fot. Tomasz Walków

Zgłoś uwagę