Neony to magia [ZDJĘCIA]

W czasach PRL-u były synonimem luksusu i wielkiego świata. Dziś zapomniane trafiają na złom, ale są tacy, którzy robią co mogą, by je uratować i przywrócić im dawny blask. Z Tomaszem Kosmalskim, jednym z pierwszych w Polsce kolekcjonerem neonów i przedstawicielem Fundacji Neon Side, rozmawia Jarek Ratajczak.

  • Tomasz Kosmalski

    Tomasz Kosmalski od 10 lat zbiera wrocławskie neony. Fot. jr

  • neony

    Na podwórku między ul. Ruską i św. Antoniego powstaje Galeria Neonów. Fot. jr

  • neony we Wrocławiu

    Na podwórku między ul. Ruską i św. Antoniego powstaje Galeria Neonów.

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski

  • neony

    Fot. Tomasz Kosmalski


Jarek Ratajczak: – Dziwne hobby pan sobie znalazł. Bo rozumiem, że można zbierać znaczki, stare samochody czy motocykle, ale neony?

Tomasz Kosmalski: – Wiem, że wydaje się to trochę debilne (śmiech), ale neony kojarzą mi się z dzieciństwem, starym Wrocławiem… no i chciałem ocalić je od zapomnienia.

Jak się zaczęło zbieranie neonów?

Tomasz Kosmalski: – Przypadkiem, 10 lat temu. Pierwszy był cukierniczy z Nowowiejskiej. Jednego dnia był, a drugiego dnia zniknął. Wszedłem do sklepu, poszukałem właściciela i zapytałem, co się stało z neonem. Powiedziałem, że go odkupię. Właściciel przeliczył go po cenie złomu. Zapłaciłem stówkę i to był początek.

I co pan z nim zrobił?

Tomasz Kosmalski: – Schowałem w piwnicy w bloku, w którym mieszkałem. Piwnica szybko stała się za ciasna, więc później upychałem je m.in. w garażach u znajomych. W końcu część trafiła do podwrocławskiego Muzeum Motoryzacji Topacz. Teraz remontuję dom, mam trochę więcej miejsca. Problem w tym, że skończyły mi się pieniądze na remont domu, bo zacząłem remontować neony (śmiech). Marzy mi się, by samochód trzymać w garażu. Nie mogę, bo mam tam neony.

To drogie hobby?

Tomasz Kosmalski: – Neonu nie podłączymy do gniazdka. Wymaga specjalnego transformatora wysokiego napięcia. Jedna sztuka kosztuje ok. 400 zł. Jeden neon, w zależności od wielkości, może wymagać 6 transformatorów. Do tego kabel i to nie taki, jak do czajnika, a też wysokiego napięcia. Za komuny wyprodukowanie neonu kosztowało straszne pieniądze, ale wtedy się tym nie przejmowano. Miał być neon i był.

Rozmawiamy na podwórku między ul. Ruską i św. Antoniego. Na ścianie kamienicy wiszą wrocławskie neony, które pan uratował: „Grand Hotel”, „Kwiaty”, „Elektor” czy „Hermes”. Będą częścią powstającej Galerii Neonów?

Tomasz Kosmalski: – Pod koniec października chcemy otworzyć galerię i odpalić neony na Ruskiej. We wrześniu zrobiliśmy już próbne włączenie. Efekt był super. Niewiele osób wie, ale w podwórku, gdzie będzie Galeria Neonów, była firma „Reklama”, która przez 50 lat produkowała neony na cały Dolny Śląsk. Dla mnie to swojego rodzaju powrót do korzeni. Stamtąd neony wyszły i tam wracają.

Wiem, że jest pan absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego. Co takiego maję neony, że wykształcony prawnik poświęca im wolny czas i pieniądze?

Tomasz Kosmalski: – (śmiech) To magia, która urzeka. Oczywiście współpracownicy wiedzą, że zbieram neony. W pracy nie słyszałem, żeby się skarżyli na moje wyniki, więc moje hobby chyba nie przeszkadza. A najbliżsi i znajomi już się przyzwyczaili, że czasami proszę ich, by weszli ze mną na dach i pomogli mi zdemontować neon. Bez grona przyjaciół niewiele bym zrobił. Ostatnio ściągaliśmy ogromny neon kury z byłych zakładów drobiarskich z ul. Paprotnej. Miał 2,5 metra średnicy, a konstrukcja ważyła 400 kilogramów.

To trzeba było douczyć się podstaw elektryki i mechaniki.

Tomasz Kosmalski: – Obsługa szlifierki czyli popularnej gumówki przydaje się przy demontażu. Przy montażu cholernie trzeba uważać na prąd. Jak kopnie - może być problem, bo w neonie jest wysokie napięcie.

No to tak dla laika, jak to jest, że neon świeci?

Tomasz Kosmalski: – To jest proces chemiczny. Przy pomocy energii elektrycznej dochodzi do zwarcia i zapalają się opiłki metali i gazy – neon, freon czy argon, każdy z nich świeci na określony kolor, np. neon na czerwono.

Te najbardziej kultowe, które jeszcze są we Wrocławiu to?

Tomasz Kosmalski: – „Złodzieje” na pl. Kościuszki, „Lew” w Zoo, „Dobry wieczór we Wrocławiu”, „Fryzjer” na pl. Orląt Lwowskich. Na ulicach starych neonów zostało niewiele, może z 10-15. Wiem gdzie są i pilnuję ich.

Jak…?

Tomasz Kosmalski: – Mam zarzucone swoje sieci. Wiem, gdzie są i czekam na sygnał, że ktoś będzie chciał się jakiegoś pozbyć. Ostatnio zniknął „Salon prasowy” z pl. Kościuszki. Ja proponowałem 200 zł, ale ktoś mnie przelicytował i dał ponad 1000. Teraz, gdy o neonach stało się głośno ceny, poszły w górę. Ktoś ma „Kwiaty” z pl. Kościuszki i „Książki” z ul. Grabiszyńskiej. Ktoś je kupił i schował, bo nigdzie ich nie widziałem.

Sentyment do PRL-u staje się modny.

Tomasz Kosmalski: – Coś w tym jest. W Poznaniu, Katowicach, czy Sopocie słyszy się o kolekcjonerach neonów. Muzeum Neonów jest w Warszawie. Nie do końca mi się to podoba, bo moim zdaniem nie powinny być zamknięte jak muzealne eksponaty. By zobaczyć ich piękno, muszą wisieć na ulicy i świecić.

Jak zdobywa się neony? Zdarza się robić to „z partyzanta”, w nocy byleby tylko go uratować?

Tomasz Kosmalski: – Nie ma mowy. Wszystko jest legalne. Dlatego w 2009 założyłem fundację Neon Side. Niektórzy, gdy mówiłem, że chcę uratować neon, patrzyli na mnie trochę jak na wariata czy złomiarza. Teraz, gdy mówię o fundacji, traktują mnie poważniej. Dzięki fundacji możliwe było porozumienie z miastem. Fajnie do tematu podszedł wiceprezydent Adam Grehl. Bardzo mu zależało, by znaleźć miejsce i pokazać neony. Jako fundacja wygrałem przetarg na wynajem lokalu przy ul. Ruskiej 46. Zaproponowałem program ratowania neonów, ich restaurowania i eksponowania. Teraz współpracuję z fantastycznymi osobami z miejskiej spółki Wrocławska Rewitalizacja, które dbają, by w podwórku przy Ruskiej powstał swojego rodzaju artystyczny pasaż z galeriami. Ma być gotowy na 2016 rok, gdy miasto będzie Europejską Stolicą Kultury.

Tęskni pan do neonów, ale w pełnej krasie, w najlepszych dla nich latach 50. 60. czy 70. ich pan nie widział. Gdy pana rocznik ‘79 dorastał w ostatnich lata PRL-u, większość neonów już nie działała.

Tomasz Kosmalski: – Pamiętam neony na Kemelonie, Pedecie, pl. Kościuszki. Za komuny było ich sporo. Za dnia szarość, wieczorem w centrum miasta eksplozja kolorów. Trochę to było absurdalne. Oglądając stare fotografie z ul. Świerczewskiego (obecnie Piłsudskiego) widać, że na neonach nie oszczędzano. Na odcinku od Świdnickiej do Dworca Głównego było ich ze dwadzieścia. Obserwowałem, jak przestają świecić. Znikały, bo przestawały istnieć przedsiębiorstwa, do których należały. Pod koniec lat 90. młody kapitalizm szybko wypierał PRL. Zamiast neonów pojawiły się chińskie ledy. A prawdziwe neony robili artyści. Każdy był specjalnie zaprojektowany. Wymyślano różne kształty. Litery mają fikuśne kształty. Dlatego są niepowtarzalne i wyjątkowe.

No to jak się je naprawia, bo części zamiennych chyba nie ma?

Tomasz Kosmalski: – We Wrocławiu znam rzemieślników, jedynych na Dolnym Śląsku, którzy potrafią „zaświecić” stary neon. Ciekawostką jest, że przez lata docierałem do nich przez pośredników, którzy nie chcieli mi dać bezpośredniego kontaktu, bo w ten sposób na mnie zarabiali. Kolejna najbliższa znana mi firma od neonów jest dopiero w Łodzi.

Śnią się panu neony?

Tomasz Kosmalski: – Bez przesady (śmiech), żużel mi się śni, bo fascynuję się nim całe życie. Staram się do neonów podchodzić racjonalnie, żeby nie zwariować. Choć to kawał mojego życia. Nie wiem, jak pan na to patrzy… Jest to szaleństwo, ale myślę, że pan też coś ma…

Ostatnio rybki akwariowe.

Tomasz Kosmalski: – A neonki pan ma?

Owszem.

Tomasz Kosmalski: – Myślałem, by w galerii przy Ruskiej - obok neonów - było akwarium z neonkami i kawiarenka. To ma być miejsce, do którego każdy może przyjść porozmawiać o neonach, czy miejscach, w których one były czy pomóc w ich naprawie.

Zgłoś uwagę