Sympozjum 70/20, czyli jak odkrywać Wrocław sprzed 50 lat

Blisko 60 rzeźb i instalacji, często sporych rozmiarów, autorstwa znakomitych twórców, umieszczonych na nowych miejskich osiedlach, m.in. na Gajowicach – tak mógł wyglądać wrocławski krajobraz po Sympozjum Plastycznym w 1970 roku. Przeszkodziły, jak zawsze, względy praktyczne i pomysły artystów, które nie zawsze szły w parze z oczekiwaniami partyjnych towarzyszy. Po 50 latach pamięć o tamtym wydarzeniu wskrzesiła grupa zapaleńców i przygotowała świetny program Sympozjum 70/20 aż do jesieni.  

  • Fotografia wybitnego Tadeusza Rolke, który uchwycił zwiedzających wystawę Plastycznego Sympozjum '70

  • Kolejny znakomity fotografik Michał Diament uchwycił moment, gdy publiczność oglądała pracę Henryka Stażewskiego z okazji święta zwycięstwa


Wspomniani zapaleńcy to niemała grupa – ponad 50 organizacji formalnych i nieformalnych. – Wszystkich zjednoczyła idea Sympozjum Plastycznego Wrocław '70, bo wciąż uważamy, że to wydarzenie niemal niewidoczne i za słabo pamiętane w historii Wrocławia. W 1970 roku miało mieć ogromny zasięg, nie tylko jeśli chodzi o miasto, ale też o Polskę, a nawet Europę, a wielu zaproszonych artystów było już wówczas wyjątkowo cenionych – wyjaśnia Anna Bieliz, koordynatorka działań edukacyjnych w grupie Sympozjum 70/20, związana ze Strefą Kultury Wrocław i Fundacją Ładne Historie. 

Zobaczcie program Sympozjum 70/20

Sympozjum Wrocław 70/20

Sympozjum Wrocław 70/20

Konferencje
Termin od 30 kwietnia 2020 do 1 grudnia 2020

Miejsce Wrocław - różne lokalizacje wg programu dnia

Zobacz

Rok 1970 i nowe wrocławskie symbole

Towarzystwo Miłośników Wrocławia postanowiło zorganizować sympozjum w 1970 roku, a przypadała wtedy 25. rocznica Powrotu Ziem Zachodnich i Północnych do Macierzy, choć z punktu widzenia artystycznego zdecydowanie ważniejsze było promowanie konceptualizmu. – Impreza miała skupiać wszystkich artystów działających wokół tego tematu. Zakładano, że przy realizacji prac będą współpracowały z nimi lokalne zakłady, miejscowi robotnicy byli więc zapraszani na wizje lokalne, władzom zależało na nowych symbolach dla nowego polskiego Wrocławia – tłumaczy Anna Bieliz. 

Czas wydawał się idealny, na zgliszczach dawnego Breslau wyrastały bloki Wrocławia. Na Gajowicach pojawiały się osiedla o wdzięcznych nazwach Anna, Barbara, Celina (dzisiejsze rejony ul. Gajowickiej, Kruczej) i to m.in. dla tych lokalizacji (a łącznie 40 w mieście) przygotowywanych było 57 projektów prac, które pomogłyby mieszkańcom bloków oswoić nowe przestrzenie.

W życie wcielonych zostało zaledwie kilka pomysłów, zresztą większość po latach. Pozostał jedynie zrealizowany w 1972 roku „Żywy pomnik. Arena” Jerzego Beresia na Wyspie Bielarskiej (usunięty w latach 80., potem przywrócony), a blisko dekadę temu pokuszono się o skonstruowanie „Krzesła” na podstawie projektu Tadeusza Kantora (obok Teatru Współczesnego).  

– Większość koncepcji nie doszła do skutku, choć wiele z nich było bardzo ciekawych, odwoływały się do przeszłości Wrocławia, życia Breslauerów, jak w pracy Zbigniewa Makarewicza. Inne miały łączyć pamięć o przeszłości, zwłaszcza o byłych mieszkańcach miasta z ówczesnym kształtem Wrocławia, jak w propozycji Oskara Hansena „Światowit”. – zwraca uwagę Anna Bieliz.  

Niektóre projekty zostały zapamiętane, mimo że zaplanowano je wyłącznie jako interwencje. Jak pracę Henryka Stażewskiego z wykorzystaniem reflektorów wojskowych, których światło tworzyło szczególną tęczową instalację. – Światła puszczone w niebo 9 maja, w dzień zwycięstwa obchodzony w krajach bloku wschodniego, były spektakularne, widoczne wiele kilometrów za Wrocławiem, zapamiętała je ogromna liczba osób, zbieramy ich wspomnienia – podkreśla Anna Bieliz. 

Dlaczego większości zaplanowanych projektów nie udało się wdrożyć w życie? – Także ze względu na dosyć abstrakcyjne formy i nakład środków, który okazał się olbrzymi. Nie wspominając o niełatwej koordynacji pracy wielu instytucji przy realizacji zamierzeń – dodaje Anna Bieliz.   

Pigułka i mapa, czyli więcej o Sympozjum 70/20

Po latach wspomniani zapaleńcy, współtwórcy grupy roboczej Sympozjum 70/20 odkrywają archiwalne prace sprzed pół wieku, zakładają komitet ds. edukacji, przygotowują precyzyjnie program nowego sympozjum. Promocyjnie służy temu specjalna strona internetowa, na której znajdziemy w pigułce, czym było Sympozjum Wrocław '70, kto był zaangażowany w jego program, skąd wynikało niepowodzenie projektów, jak wpisać sympozjum w kontekst europesjki.

Jest także mapa z opisem i lokalizacją prac. – Chcemy zachęcić osoby korzystające z tej mapy do wędrówki po Wrocławiu i w tym celu zrobiliśmy dwie trasy rowerowe. Próbujemy sobie wyobrazić, jak te prace mogłyby zmienić wygląd osiedla Gajowice, czy Ołbina – mówi Anna Bieliz.

Należy więc sobie wyobrazić, że rzeźby formatu krzesła Kantora znajują się jeszcze w przynajmniej 40 lokalizacjach.

Polecamy wystawy i wydarzenia Sympozjum 70/20

13 sierpnia w Muzeum Współczesnym Wrocław startuje ogromna wystawa „Nowa normatywność. Sympozjum Plastyczne Wrocław '70” ze świetnymi materiałami archiwalnymi, filmami z końca lat 60. Nie zabraknie zdjęć, makiet, które udało się wyszperać, ocalić. Przekonamy się, jaka była atmosfera tamtych czasów.

Ciekawie zapowiada się projekt Złoty Kiosk, czyli malowany na złoto kiosk, w którym co jakiś czas odbywać się będą wystawy artystów inspirowane Sympozjum. Planowane jest przeniesienie kiosku na Wzgórze Słowiańskie, na którym miała znajdować się też jedna z sympozjalnych prac. 

Za 2 tygodnie na 4 wrocławskich osiedlach prowadzona będzie akcja „Śniadania z Sympozjum”, aby poprzez jedzenie i zabawę przemycić trochę sztuki konceptualnej. – Szykujemy zdalną akcję na Ołbinie, Placu Grunwaldzkim, a w drugiej odsłonie na Szczepinie i Popowicach – wylicza Anna Bieliz. Najpierw zgłosimy się po przepiśnik inspirowany pracami z Sympozjum Wrocław '70 przygotowany przez specjalistki od pysznego jedzenia z nieistniejącego już bistro „Żyzna”, listę produktów i rekomendowanych sklepów osiedlowych, w których można zrobić zakupy.

– W dwóch terminach w czerwcu 13-14, 27-28 będziemy osobno, choć w pewnym sensie razem robić śniadania, pozbieramy zdjęcia, nagramy filmiki. Potraktujemy nasz talerz jako przestrzeń do zabawy ze sztuką, a przy okazji pragniemy podreklamować małe, lokalne sklepy, w których zakupimy owoce i warzywa – podkreśla Anna Bieliz.



Zgłoś uwagę