Wrocławska Rada Działalności Pożytku Publicznego [WYWIAD]

Spotykamy się co miesiąc na specjalnych posiedzeniach, odnosimy się do uchwał Rady Miejskiej, a także do obszernych dokumentów administracyjnych. To nie jest jednak format, w którym najlepiej sprawdzają się działacze z naszego sektora – mówi przewodnicząca Wrocławskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego Karolina Mróz

Patryk Załęczny: Czym jest Wrocławska Rada Działalności Pożytku Publicznego i jakie zadania zostały jej powierzone?

Karolina Mróz: – Używając języka metafor, jeśli 3 sektor we Wrocławiu można porównać do branży w biznesie, która jest np. „jakością życia”, a samorząd do rządu krajowego, to WRDPP jest Narodową Radą Rozwoju przy prezydencie Polski, a my – 6 przedstawicieli organizacji pozarządowych jesteśmy lobbystami wspomnianej branży „jakość życia”. Ujmując to jednak konkretnie, jesteśmy ciałem doradczym prezydenta Wrocławia w zakresie pożytku publicznego, złożonym z 2 przedstawicieli Rady Miejskiej, 2 urzędników typowanych przez prezydenta oraz 6 przedstawicieli 3 sektora.

– Możliwość tworzenia takich rad, których kadencja trwa 3 lata, wynika z ustawy o pożytku publicznym, która mówi, że naszym zadaniem jest konsultować roczne i wieloletnie programy współpracy z organizacjami pozarządowymi oraz inne akty prawa miejscowego, odnoszące się do sfery pożytku, a także mediować w konfliktach między samorządem a NGO. We Wrocławiu zmieniliśmy ten paradygmat całkowicie.

Jak możemy to rozumieć?

– Kiedy w 2013 roku znalazłam się w WRDPP, mieliśmy do czynienia z tzw. „nowym narybkiem”. Poprzednią kadencję przekazali nam koledzy i koleżanki (dla przykładu Robert Drogoś czy Maria Mika), od których uczyliśmy się, jak pracować w 3 sektorze. Wszyscy byliśmy jednak z dekady lat 80. Nie mieliśmy pojęcia o dotychczasowych barierach we współpracy, ale też nie bardzo wiedzieliśmy, po co ta Rada właściwie istnieje. Młodzieżowym entuzjazmem, ale także dzięki ogromnemu zaufaniu i wsparciu ze strony doświadczonych samorządowców – Bohdana Aniszczyka czy Dominika Golemy – przejęliśmy ją i cały czas tworzymy na nowo.

Jak funkcjonuje Wrocławska Rada Działalności Pożytku Publicznego?

– Rada ma dość formalny charakter. Spotykamy się co miesiąc na specjalnych posiedzeniach, odnosimy się do uchwał Rady Miejskiej, a także do obszernych dokumentów administracyjnych. To nie jest jednak format, w którym najlepiej sprawdzają się działacze z naszego sektora. Szukając odpowiedniej formy, zaczęliśmy spotykać się z organizacjami w formule „dialog i współpraca czy smaki współpracy”, ale także przeprowadziliśmy Badanie Jakości Współpracy – Czujnik, aby poznać potrzeby i bariery we współpracy między NGO a samorządem.

Wspomniane działania zdały rezultat?

– Dzięki tym działaniom poznawaliśmy się nawzajem i wymienialiśmy pomysłami. Udało nam się także opracować listę rzeczy „do zrobienia” dla WRDPP. Jednak należy pamiętać, że Rada działając w oparciu o pracę społeczną i regulamin opracowany przez prezydenta, rządzi się swoimi prawami i ma swoje ograniczenia.

Została pani przewodniczącą WRDPP.

– Jestem analityczką i lubię pracować z dokumentami, mam także zaplecze moderatorskie, dlatego taka formuła pracy mi odpowiada. Od dawna pasjonuje mnie świat polityki publicznej i profesjonalizacja sektora 3, dlatego też członkowie Rady w kadencjach 2015 i 2017 mianowali mnie przewodniczącą.

Prezydent Rafał Dutkiewicz nowy zespół WRDPP powołał 27 października 2017 roku. To swego rodzaju nowe otwarcie, jednak mając już za sobą ponad pół roku działalności można powiedzieć, że obecna Rada spełnia oczekiwania?

– Sposób działania obecnej Rady jest wypadkową dwóch czynników. Indywidualnych postaw i aspiracji jej członków oraz doświadczeń poprzednich 3 kadencji. Zależy nam na tym, aby puścić w niepamięć uprzedzenia i podziały na „my i oni”, a także zdiagnozować obszary do poprawy we współpracy i po prostu tę zmianę wdrożyć w życie.

– Rada nie ma takich zasobów, aby działać efektywnie. Jesteśmy lobbystami i doradcami. Dlatego szukaliśmy sojuszników. Razem z Agatą Bulicz, 13 silnymi wrocławskimi organizacjami, BPSem oraz dyrektorem Sutrykiem powołaliśmy grupę roboczą, która była jak „urząd wykonawczy”, służąca wizji WRDPP. Początkowo pracowała w oparciu o metodykę SCRUM, a dziś mianuje się Koalicją.

– Ta grupa zorganizowała w zespole roboczym dowodzonym przez DFOP I i II Wrocławski Kongres Organizacji Pozarządowych, a zespół kierowany przez FEPS przeprowadził profesjonalne badania 3 sektora we Wrocławiu i na ich podstawie opracował Strategię Rozwoju Współpracy z Organizacjami Pozarządowymi.

Widać dobrze nakreślony plan i jego wykonanie.

– W ten właśnie sposób budował się Wrocławski Model Dialogu i Współpracy. Teraz widzimy, że WRDPP jest czubkiem piramidy w tym modelu, a tzw. GDSy – Grupy Dialogu Społecznego są miejscem, gdzie na bieżąco dochodzi do analizy problemów i formułowania rekomendacji. Skoro tam jest żywioł aktywistyczny, przestrzeń do spotkań urzędników i zainteresowanych stron, a my jako rada możemy lobbować rekomendowane rozwiązania – musimy ich wspierać.

– W dyskusji o modelu jak bumerang wraca też postulat federacji, która miałaby reprezentować mniejsze organizacje, ale także wspierać ich organiczne działanie, poprzez sharing usług i zamówień. Szukamy wspólnej wizji.

– Wspominając, że „wymyśliliśmy na nowo”, jak ma działać WRDPP, mam na myśli właśnie to, że poszliśmy swoją drogą, głównie za potrzebami. We Wrocławiu mamy bardzo dobry Roczny Program Współpracy z Organizacjami Pozarządowymi. Tam po prostu nie ma czego konsultować, także nasze pierwsze zadanie, jest po prostu fikcją.

– Brakuje miejsca na wizję jakości tej współpracy, więc po to właśnie zorganizowaliśmy Kongres i opracowaliśmy Strategię. Jako akt prawa miejscowego, zatwierdzony w tym roku przez Radę Miejską, ma moc sprawczą i przydzielone środki na konkretne działania w celu rozwoju współpracy. I to jest konkret.

Na swoim koncie macie także inne działania.

– Działamy naprawdę bardzo mocno, dla przykładu zorganizowaliśmy mediacje, kiedy obecność Domu Socjalnego Stowarzyszenia Ludzie Ludziom wywołała niepokoje i spory na osiedlu Różanka. Włączyliśmy wówczas organizacje pozarządowe i lokalną społeczność, zorganizowaliśmy spotkania informacyjne, wyjaśnialiśmy obawy i wspieraliśmy komunikację i budowę mostów między stronami.

– Takich napięć widzimy we Wrocławiu coraz więcej, ale także wiemy, ze będą one sporym wyzwaniem w najbliższych miesiącach czy latach – dla nas, ale i dla samorządu.

Co początkowo sprawiło najwięcej problemów?

– Obecnie mamy już mniej więcej pełny obraz tego, do czego ma służyć rada. Model dialogu, rzecznictwo, opieka nad wdrażaniem Strategii i mediacje. Jednak przez pierwsze pół roku mierzyliśmy się z wyważeniem indywidualnych aspiracji i perspektyw czy podziałem obowiązków. Oczywiście, możemy koncentrować się na działaniu w terenie, jednak regulamin zobowiązuje nas do wspomnianej wcześniej formy. Prezydium Rady ma mnóstwo obowiązków.

– Dla przykładu zbiera „zamówienia”, przygotowuje spotkania, moderuje je, opracowuje protokoły i uchwały, czy reprezentuje Radę w mediach i komisjach konkursowych. To praca społeczna, którą trzeba wcisnąć między swoje życie prywatne i zawodowe. Do tego dochodzą pomysły na usprawnienie działania profili społecznościowych i współpraca z GDSami. Myślę, że dotarliśmy się już odpowiednio, dlatego też nowy podział obowiązków pozwoli nam od września działać z pełną parą.

WRDPP składa się z 10 osób. Każdy jest odpowiedzialny za inne projekty, czy działacie wspólnie?

– Członkowie Rady to przede wszystkim ludzie, którzy zaufali sobie na tyle, żeby w otwarty sposób rozmawiać, co jest możliwe i w jaki sposób to zrobić. W naszym gronie znaleźli się: znany wszystkim szef Sektora3 Grzegorz Tymoszyk, „spirytus movens” strategii Krzysztof Nowak z FEPSu, „rzecznik” dostępności i nowych technologii dla NGO, szef FIBRL Damian Dudala, Szef Porozumienia Wschód-Zachód i jednocześnie „rzecznik” Ukraińców Błażej Zając i ikona oddolnych działań osiedlowych Paweł Suś.

– Po stronie osób oddelegowanych przez prezydenta wspólnie pracujemy z dyrektorem Departamentu Spraw Społecznych Jackiem Sutrykiem i szefową biura prezydenta Barbarą Radomską, a także z dwoma przedstawicielami Rady Miejskiej – Janem Chmielewskim i Michałem Piechelem. To silny skład, który pozwala zobaczyć problem z wielu perspektyw i zaproponować różne rozwiązania.

– Doszliśmy także do wniosku, że poza kongresem i strategią, które są naszym priorytetem, od września ruszamy z dyżurami dla NGO. Ponadto, każdy z nas poświęci się konkretnej sprawie i będziemy ją rozpatrywać i lobbować na posiedzeniach.

– W kuluarach marzymy także, aby w 2019 roku powołać Forum Rad i zebrać wszystkie rady doradcze przy prezydencie, dzielić się doświadczeniami, planami, ustalać stanowiska – po prostu grać do jednej bramki. Mam nadzieję, że ten pomysł spodoba się prezydentowi i radom i będziemy mogli ruszyć z tymi planami w nowym roku.

Jak układa się współpraca z organizacjami pozarządowymi? Niedawne fora i kongresy we Wrocławiu pokazują, że ludzie chcą działać. 

– Skala liczbowa kongresu pokazuje, że istnieje ogromne zapotrzebowanie na moderowaną integrację i dialog między organizacjami. Świadomość konieczności bycia częścią sektora i współpracy rosną. We Wrocławiu mamy sporo takich wydarzeń.

– Osobno spotyka się środowisko kultury, rad osiedli, praktycy partycypacji i osobno NGO. W trakcie czerwcowego kongresu miałam jednak wrażenie, że najlepiej tę przestrzeń wykorzystały organizacje związane z osobami z niepełnosprawnościami. Są bardzo liczne, aktywne, mają zdiagnozowane swoje potrzeby, zaczynają się integrować i budować porozumienie.

– Kongres praktyków partycypacji zgromadził zarówno NGO, jak i Rady osiedli, ale także tych, których nazywamy we Wrocławiu Sektorem Pi - czyli niezrzeszonych aktywistów. Widzimy, że ludzie mają potrzebę rozmawiać z innymi w ramach swoich branż. Chciałabym, aby to w następnych latach przełożyło się na aktywność właśnie w takich grupach branżowych, które współpracowałyby z urzędem, planując polityki publiczne i wspólnie realizując zadania.

– Może kiedyś WRDPP składała się będzie po stronie społecznej z przedstawicieli branżówek-lobbystów konkretnych grup, którzy przychodziliby z konkretną wizją i rekomendacjami, ale mieliby także zaplecze – w formie grup branżowych, aby konsultować nowe pomysły.

Jakie ma pani osobiste, daleko idące plany związane z WRDPP?

– Po prostu chciałaby, aby Wrocław był prekursorem zmian w obszarze współpracy UM-NGO. Abyśmy dołączyli do miast europejskich, w których większość usług społecznych i usług rynku pracy realizowanych jest przez NGOsy, spółdzielnie czy podmioty ekonomii społecznej, gdzie wspólnie planuje się polityki publiczne, dysponując przy tym instrumentami prawnie wspierającymi taki stan rzeczy.

– To się po prostu opłaca wszystkim. Jest tańsze i lepsze – bliższe odbiorcom i ich potrzebom. Do tego potrzebujemy wdrażania strategii, a w szczególności rozwoju dialogu międzysektorowego i komunikacji między nami a mieszkańcami, dobrze działających instrumentów prawnych w obszarze zlecania zadań i klauzul społecznych oraz wsparcia rozwoju kompetencji w NGO, poprzez edukację i kaskadowe powierzanie zadań – od mikrograntów do wieloletnich, na dużą skalę.

– Na dodatek życzyłabym sobie dużej liczby spotkań przy „okrągłym stole”, kawie, w dobrej atmosferze, gdzie możemy poznać się jeszcze bardziej, swoje punkty widzenia, potrzeby i wspólnie budować zaufanie, kontynuując przy tym owocną współpracę.