Warzywa z miasta mogą być nawet lepsze od tych ze wsi

fot. Michał Piątek

Własna marchewka, rzodkiewka albo bazylia? Bez przeszkód uprawiać możemy je w mieście. Samodzielnie wyhodowane rośliny są smaczne, zdrowe i pełne witamin. O ogrodach społecznych i „jadalnych miastach” z Brunonem Zachariasiewiczem z wrocławskiej fundacji Plastformers, współtworzącej Ołbiński Ogród Otwarty rozmawia Maciej Wołodko.

Ogrody społeczne parę lat temu zaczęły stawać się modne. Ale można spotkać się i z taką opinią, że w gruncie rzeczy to taki bajer dla hipsterów, hobby, nic więcej. Czy to całe ogrodnictwo społeczne ma jakieś zastosowanie praktyczne?

Oczywiście. Nie każdy we Wrocławiu ma działkę albo ogródek. A w ten sposób może wyhodować sobie własne warzywa, owoce i zioła. Czy choćby powymieniać się z innymi sadzonkami roślin. Wszystko za darmo. Wkładem jest tutaj głównie - tylko i aż, własna praca. Dzięki ogrodom społecznym nie tylko jemy zdrowiej, ale i mniej kupujemy.

Właściciele warzywniaków muszą was nienawidzić…

[Śmiech] Bez przesady, skala tego co robimy, jest mała. Chyba nie mają nam tego za złe.

Zdjęcie z @OlbinskiOgrodOtwarty / Facebook.com

No dobrze. Ale zastanawia mnie jedna rzecz. Miasto to przecież spaliny, smog, zanieczyszczenia. Czy taka żywność, wyhodowana w mieście, jest rzeczywiście zdrowa?

Jak najbardziej. Zachodnie uniwersytety prowadziły badania w tym kierunku. O ile rośliny nie są uprawiane przy jakiejś głównej drodze, z dużym natężeniem ruchu, nie ma problemu. Miejski smog nie wpływa na nie mocno. Jest największy zimą, czyli poza sezonem wegetacyjnym. Samodzielnie wyhodowane rośliny są pełne witamin i nieskażone np. pestycydami.

Smaki z ogrodu są też intensywniejsze. Największa różnica jest chyba w przypadku rukoli. Rukola z mojej działki na Sępolnie jest pikantniejsza, bardziej wyrazista od tej sklepowej. Zupełnie bez porównania.

Łatwo jest dzisiaj zostać prosumentem – czyli konsumentem, który sam wytwarza część tego co zje?

Tak, to nie jest trudne. Najprostsze w uprawie są zioła. Tak naprawdę wystarczy im kawałek parapetu albo balkon, na którym postawimy doniczki. Jeśli zaczynacie dopiero przygodę z uprawą roślin, to zioła na dobry początek będą w sam raz.

Zdjęcie z @OlbinskiOgrodOtwarty / Facebook.com

Uprawa warzyw wymaga już oczywiście zarówno trochę miejsca, jak i wysiłku. Ale ta praca się też zwraca. To nie jest taki jałowy ruch jak na siłowni. Jest przy tym szalenie odprężająca. Wiedział pan o tym, że w glebie znajdują się bakterie, aktywujące u człowieka serotoninę? Serotonina nazywana jest hormonem szczęścia. To, że aktywuje się kiedy pracujemy na grządkach, odkryli parę lat temu badacze z uniwersytetu w Bristolu.

Czyli grzebanie w ziemi czyni nas szczęśliwszymi?

Dokładnie tak. Ale przyjemne z pożytecznym może być też zbieranie owoców. Rośliny wieloletnie, czyli drzewa i krzewy owocowe, po paru latach stają się prawie bezobsługowe. Możemy je zresztą spotkać w wielu punktach Wrocławia – na skwerach czy w podwórkach. Tak naprawdę wiele owoców możemy zrywać w miejscach publicznych, bez konieczności sadzenia własnych drzew. Jest nawet taka strona internetowa – fallingfruit.org, gdzie na mapie zaznaczone są dostępne dla każdego drzewa owocowe.

To jest związane z koncepcją „miast jadalnych”.

Na czym ona polega?

Na tym, żebyśmy jak najwięcej pożywienia mieli pod ręką. Żeby drzewa rosnące z dala od głównych dróg, były tymi jadalnymi. Żeby w miastach były ogrody warzywne. Weźmy za przykład Rodzinne Ogródki Działkowe. Nasze ROD-y to prawdziwy skarb, wiele miast na zachodzie chciałoby takie mieć.

Zdjęcie z @OlbinskiOgrodOtwarty / Facebook.com

Współcześnie w Polsce najczęściej dba się o estetykę zieleni, ale dawniej w miastach rosło więcej żywności, zwłaszcza drzew i krzewów owocowych. Większą wagę przykładano do funkcji roślin. Ten trend powoli powraca. U nas we Wrocławiu też pojawiają się nowe możliwości. W ramach projektu FoodSHIFT2030, miasto wspiera zakładanie ogrodów społecznych.

Co trzeba zrobić, żeby taki ogród założyć?

Jeśli chcecie zacząć uprawiać warzywa we Wrocławiu, a nie macie własnego ogrodu ani działki, możecie skrzyknąć parę osób i zwrócić się do Fundacji EkoRozwoju. Czasami wystarczy znaleźć odpowiednie miejsce, należące do gminy. Oni pomagają wytypować takie miejsca.

W ramach tego samego projektu, w każdy piątek bezpłatnych porad udziela ogrodnik.

(Swoje pytania możecie przesyłać na doradca.ogrodniczy@gmail.com - przyp. red.)

Czym zajmujecie się w Ołbińskim Ogrodzie Otwartym?

Poza uprawą roślin, prowadzimy też warsztaty dla mieszkańców. Od chwastożerstwa – czyli nieoczywistych roślin jadalnych, przez przetwarzanie owoców i warzyw, po warsztaty rzemieślnicze, pokazujące co ciekawego każdy z nas może zrobić samodzielnie, dysponując tylko kawałkiem miejsca na działce albo w ogródku. Udało nam się pozyskać grant z Narodowego Instytutu Wolności. Bezpłatne warsztaty będziemy prowadzić przez całe lato.

Jakie wydarzenia planujecie w najbliższym czasie?

Na sobotę 31 lipca zaplanowaliśmy warsztaty kulinarne, poświęcone przetwarzaniu warzyw i owoców. 7 sierpnia – też w sobotę, będziemy robić sita do suszenia roślin i grzybów, a dzień później zorganizujemy warsztaty wytwarzania działkowych napojów. Zapraszamy serdecznie. O tych i o następnych wydarzeniach, informujemy też na grupie facebookowej Ołbiński Ogród Otwarty.

Zobacz również: EKOpoRADIO - czy w mieście warto hodować dla siebie żywność?