Pożegnanie red. Barbary Folty

Barbara Folta była dziennikarką radiową i telewizyjną, scenarzystką i autorką filmów dokumentalnych. Pisała recenzje i książki, które podobnie jak czasopismo „Spotkajmy się we Wrocławiu” wydawała we własnym wydawnictwie. Zmarła w wieku 86 lat. 16 stycznia br. pożegnają Ją rodzina, przyjaciele i znajomi. 

  • barbara folta

    Red. Barbara Folta, 1933-2020, fot. archiwum prywatne


Świecka ceremonia pożegnania red. Barbary Folty odbędzie się w Domu Pogrzebowym „Gloria” przy ul. Kwiatkowskiego 13 we Wrocławiu. Rodzina prosi o nieprzynoszenie kwiatów, ale o dowolne datki na rzecz Wydawnictwa Artystów Malujących Ustami i Nogami AMUN – nr konta: 98 1050 0099 5105 0020 1002 3829 (KRS 0000036802).

Barbara Folta spocznie w swoim rodzinnym Jaśle.

Mówiono o Niej – „nestorka dziennikarstwa” i choć to prawda, Barbara nie bardzo lubiła to określenie. Wolała, gdy poprzestawano na „redaktor”.

Swoją pracę, znała od podszewki. Zaczynała ją w czasach (na poczatku lat 50. ub. wieku), gdy docieranie do informacji, zdobywanie ich, a potem prezentowanie odbywało się i w odmiennych od dzisiejszych warunkach, i wymagało nieraz zgoła innych umiejętności niż te, które wystarczają obecnym ludziom mediów.

Poznała pracę w radiu, potem w telewizji (lata 60.), także jako jedna z pierwszych prezenterek wrocławskiego oddziału. Ale jej pasją była praca w terenie – kręcenie reportaży, najczęściej na podstawie własnych scenariuszy, których bohaterami byli ludzie przemysłu, medycyny, kultury...

Wiedziała chyba wszystko o polskiej miedzi i ludziach, którzy ją na Dolnym Śląsku tworzyli. Wyciągała od niech niezwykłe historie życia i pracy, które trafiały nie tylko do filmów i telewizyjnych repotraży. Pisała bowiem też na ten temat książki. Tak powstały „Miedź i medycyna” i „Tadeusz Zastawnik – człowiek Polskiej Miedzi”.

Ta druga w poszerzonej wersji  („Tadeusz Zastawnik – twórca kombinatu i pionierzy Polskiej Miedzi – trzynaście pierwszych lat historii KGHM”) stała się tematem doktoratu Barbary, który napisała i obroniła jako 80-latka na wrocławskim Uniwersytecie pod kierunkiem prof. Wojciech Wrzesińskiego.

Jej kolejną pasją była sztuka. Zrobiła filmy m.in. o Norwidzie, Ignacym Paderewskim, Stanisławie Szukalskim (film nagrodzony na Przeglądzie Filmów o Sztuce w Zakopanem, 1988), Eugeniuszu Geppercie, Lutosławskim...

Po przejściu na emeryturę, nie zwolniła tempa, choć już nie za kamerą, wykorzystała umiejętność prowadzenia rozmowy, słuchania i pisania. Szczególnie cenne były te dwie pierwsze Jej cechy. Nie przerywała rozmówcom, zachęcała do tego, by snuli własną opowieść, którą potem przelewała na papier, chociażby kolejnych numerów „Spotkajmy się we Wrocławiu”.

To czasopismo o mieście, gdzie spędziła większość życia, regionie, ludziach i wydarzeniach, sama stworzyła, „wychodziła” fundusze, żeby je publikować, opatentowała znakiem towarowym pod egidą własnego wydawnictwa.

Nawet w ostatnich dniach choroby, która zakończyła Jej życie, myślała o kolejnym numerze „Spotkamy się...”, o tematach, jakie tam się pojawią.

We Wrocławiu ciągle była obecna – na konferencjach prasowych, premierach, wernisażach, na przeróżnych spotkaniach, w Studium Generale, na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Wiele seminarów zorganizowała.

Znała szereg ważnych osób i wielu ludzi znało także Ją. Była istną skarbnicą historii i anegdot, które umiała pięknie opowiadać, bo miała świetną pamięć do dat, nazwisk, okoliczności...

Kilka lat temu z okazji sympatycznej okazji – Dnia Dziecka, między innymi Barbarze zadałam kilka pytań o jej dziecięce skojarzenia, które opublikowaliśmy na łamach miejskiego portalu. Oto, co odpowiedziała: 

„Kiedy byłam małą dziewczynką – podobał mi się świat, nawet gdy padał deszcz. Moje warkocze świetnie rosły po myciu w deszczówce.

Okropnie żal mi było koni, które ciągnęły w mieście bardzo ciężkie wozy, a wstrętny woźnica Michał okładał je batem.

Kochałam wieś, spanie na strychu w pachnącym sianie. Trochę się bałam krów, ale asystowałam przy dojeniu.

Nie znaliśmy Dnia Dziecka. Oczywiście chcieliśmy dostawać prezenty. Najbardziej cukierki kanoldy, każdy za 1 grosz. Lubiłam je, ale bardzo podobały mi się żółte ołówki, bo miały fioletowy grafit.

Chciałam jak najszybciej zostać uczennicą, a w dalszej przyszłości nauczycielką”.

Prawie dokładnie pięć lat temu, w styczniu 2015 r. Barbara opowiedziała nam również o dziejach jednego ciekawego zdjęcia, na którym towarzyszy Zbigniewowi Cybulskiemu. Wszystko na ten temat, i wiele więcej, zdradziła w wywiadzie, który przeprowadziła z Nią Magdalena Talik.

Spotkajmy się we Wrocławiu z Barbarą Foltą po raz ostatni w czwartek, 16 stycznia. Będzie Jej brakować.  

 



Zgłoś uwagę