wroclaw.pl strona główna Kulturalny Wrocław – najświeższe wiadomości o kulturze Kultura - strona główna

Infolinia 71 777 7777

1°C Pogoda we Wrocławiu
Ikona powietrza

Jakość powietrza: dobra

Dane z godz. 22:00

wroclaw.pl strona główna
Reklama
  1. wroclaw.pl
  2. Kultura
  3. Aktualności
  4. Niezwykłe kobiety z Breslau i Wrocławia w książce Ewy Pluty. Poznajcie naukowczynie, sportowczynie, artystki (rozmowa)

Ewa Pluta, wrocławska historyczka sztuki i rzeczniczka Muzeum Miejskiego we Wrocławiu napisała pasjonującą książkę o wrocławskich kobietach, które przełamywały bariery wznoszone dla swojej płci od XIX wieku do lat 60. XX wieku. Przeczytamy o znakomitych malarkach, aktorkach, naukowczyniach, sportowczyniach, przedsiębiorczyniach. Herstorie są ciekawe, a autorka zapewnia, że ma już gotowych 60 kolejnych.

Reklama

Magdalena Talik: Przyznaję, większości z kobiet, o których piszesz w „Wrocławianki, Książka herstoryczno-artystyczna” w ogóle nie znam. Powinnam się wstydzić?  

Ewa Pluta: Nie, ponieważ herstoria i w ogóle kobiety były wyrugowane z historii, nie tylko Wrocławia, przez stulecia, więc każdy ma prawo nie znać tych kobiet. Przyznam, że do momentu, kiedy sama nie wpadłam na ich trop, również były dla mnie zagadką, a jestem historyczką sztuki i pracuję w Muzeum Miejskim Wrocławia, czyli instytucji zajmującej się lokalną historią.

Szczęśliwie, coraz więcej dziś mówimy o kobietach, pojawia się wiele ich biografii, są głównymi bohaterkami filmów i seriali. 

Nagle zauważyliśmy, że kobiety istniały, działały i należy im się miejsce w historii. Poza tym to ciekawy, nieodkryty temat, a historia ma to do siebie, że żyje przez jakiś czas wątkami, które są na topie, a potem musi przyjść czas na nowy temat. Teraz tak się akurat złożyło, że odkrywamy herstorie.

Rychło w czas, bo można to było zrobić dużo wcześniej. Ale wymazywanie kobiet stało się wręcz specjalizacją wielu osób zajmujących się historią. Niestety, także kobiet.

Jak trafiałaś na swoje bohaterki. Przez przypadek, przy okazji czytania biografii mężczyzn, wiedziałaś o ich istnieniu wcześniej?

Było różnie. Przypadkowe znaleziska to efekt tego, że w muzeum mam ogromne możliwości, jeśli chodzi o badanie historii miasta. Także moja instytucja, jako pierwsza, zaczęła mówić o herstorii Wrocławia co nie było powszechne jeszcze kilka lat temu. To właśnie Muzeum Miejskie jako pierwsze pokazywało dokonania artystyczne wrocławianek m.in. za sprawą świetnej wystawy Getrud Staats.

Temat coraz bardziej mnie wciągał i miałam już rozpoznane tropy, ale też w międzyczasie otwarło się wiele publicznych baz źródłowych, publikowane są kolekcje archiwalne, jakie zostały po kobietach. Można z nich korzystać nawet jeśli znajdują się na drugim końcu świata.

Podam przykład jak trafiłam na jedna z wrocławianek. Alice Rosenstein, prawdopodobnie pierwsza neurochirurżka na świecie, „wyskoczyła mi” przy okazji badania biografii Ludwiga Guttmanna – twórcy Igrzysk Paralimpijskich (od 2023 roku piszemy tą nazwę bez „o”). Podobnie jak on była asystentką u Otfrida Foerstera.

Zaczęłam szukać i tak trafiłam na bazę o amerykańskich neuropsychologach i neuropsycholożkach, gdzie też było coś o Alice Rosenstein. Skleiłam jej biografie z okresu wrocławskiego i nowojorskiego.

Czasem słyszę też od kogoś o ciekawej postaci, natychmiast notuję, ale to najrzadsze przypadki. Chyba jestem jak ptaszyca, która poluje zamiast na ofiarę na historyczną wiedzę.

W książce piszesz o kobietach związanych ze sztuką, światem nauki, sportu. 

Zależało mi na tym, aby pokazać różnorodność, powiedzieć, że kobiety robiły naprawdę świetne rzeczy, że wkraczały w przestrzenie uważane za bardzo męskie, jak neurochirurgia, czy himalaizm.

Wspinająca się Hettie Dyhrenfurth bez pardonu weszła w sferę sportową bardzo długo uważaną za domenę mężczyzn. Do tego stopnia, że kiedy kobiety zaczęły chodzić w wyższe góry i upodobały sobie określoną trasę, himalaiści tą trasę odrzucali, uważając, że jest ich niegodna, bo stała się „zbyt kobieca”.

Lina Radke, kolejna sportowczyni, ścigała się na 800 m, ale potem przez wiele dziesięcioleci zawody zniknęły z olimpiady, bo grono działaczy sportowych uznało, że dla kobiet ta dyscyplina jest zbyt forsowna.

Bardzo chciałam pokazać, że kobiety w historii to nie tylko te panie, które wykonywały pracę opiekuńczą w domu. Jest ona bez wątpienia bardzo ciężka i ważna, ale to właśnie z nią wciąż kojarzona jest społeczna rola kobiet. Bardzo często wbrew samym kobietom i ich ambicjom.

Za przykład niech posłuży biografia chemiczki Clary Immerwahr, która pragnęła być naukowczynią, ale decyzją męża zajmowała się domem. To ją głęboko unieszczęśliwiło.

W historii większość tych znanych kobiet to artystki. W dużej mierze pewnie najlepiej kojarzymy właśnie kobiety śpiewaczki, aktorki, pisarki.

Wynika to z tego, że do zawodów artystycznych kobietom było się najłatwiej przebić. Ale gdybym skupiła się tylko na nich nie zostałoby spełnione najważniejsze założenie dotyczące mojej książki. Nie napisałam rozprawy naukowej, nie mam takich ambicji, ale liczę na to, że „Wrocławianki. Książka herstoryczno-artystyczna” wpadnie w ręce młodego badacza/badaczki, osób zajmujących się historią i rozumiejących, że historia nie jest czarno-biała, a ludzie ja tworzący byli bardzo różni.

I że taka osoba stwierdzi: „Erika Bruck, pediatrka? Nie znam, przyjrzę się”. Może będzie miała więcej czasu, możliwości. Dlatego zwracam się do badaczy i badaczki: Weźcie moje krótkie teksty i idźcie, szukajcie dalej.

Większość opisywanych przez ciebie kobiet to obywatelki Breslau. Jakie było ich życie i możliwości pracy, robienia kariery w przedwojennym Wrocławiu?

Niewiele się różniło od możliwości, jakie miały kobiety w innych miastach Europy, bo właściwie wszędzie kobiety mogły wstępować na uniwersytet dopiero po I wojnie światowej, większość żyła w biedzie, wykonywała pracę opiekuńczą, była uzależniona od mężczyzn, zarówno finansowo, jak i od ich opinii.

Żeby coś osiągnąć w świecie zdominowanym przez mężczyzn kobieta zwykle musiała pochodzić z zamożnego domu i większość moich bohaterek miało szczęście, że ich rodziny miały pieniądze, a przede wszystkim rozumiały sens kształcenia kobiet.

Mowa tu głównie o rodzinach żydowskiego pochodzenia, bo emancypacja u Żydów nastąpiła stosunkowo szybko i w jej ramach narodziła się przekonanie, że nie ma przeciwwskazań, aby kobieta była lekarką, fizyczką, chemiczką.

Ojciec Alice Rosenstein wspierał jej lekarską edukację, Erika Bruck także mogła się kształcić na Uniwersytecie Wrocławskim. Artystycznym aspiracjom Getrud Staats nie sprzeciwiał się jej ojciec, a nawet mocno dotował jej malarską karierę.

Niestety, bez pieniędzy trudno się było uczyć, a jeśli do tego dochodziła jeszcze mentalność społeczeństwa, w myśl której kobieta miała wyjść za mąż i założyć rodzinę, szans na osiągnięcie sukcesu malała do zera.

Agnes Sorma i Käthe Kruse pochodziły z biednych rodzin – obie były aktorkami, bo był to jeden z niewielu zawodów, który kobietom dawał niezależność finansową. Kruse po latach została przedsiębiorczynią, produkowała lalki. Ale ani Sorma, ani Kruse nie mogła pójść na studia. Kto by je wtedy utrzymywał, gdzie by mieszkały, za co pomogły rodzinie?

Trzeba pamiętać, że kobiety, mimo przyznania praw wyborczych i możliwości studiowania na uczelni, miały ciężkie życie. To że niektórym udawało się wybić, w moim odczuciu, zakrawa na cud, ale to efekt ich potężnej determinacji.

Opisujesz bohaterki z Breslau, ale też z powojennego Wrocławia.

Zaczynam od kobiet z połowy XIX wieku i kończę na latach 60. XX wieku, stąd postaci, jak Anna Kowalska, Hanna Krzetuska, Maria Prokopowicz-Wierzbowska, które przyjechały odbudować Wrocław po zniszczeniach, stworzyć tu uczelnie – medyczną i artystyczną oraz życie literackie.

Która z kobiet najbardziej do Ciebie przemawia?

Fizyczka Hedwig Kohn, bo była moim wielkim odkryciem. Przypadkiem trafiłam na jej biografię i oniemiałam. Jedna z trzech pierwszych kobiet w Niemczech, która zdobyła doktorat z fizyki. Pierwsza wykładowczyni akademicka na Uniwersytecie Wrocławskim, pierwsza wrocławianka z tytułem profesorskim, a nic o niej nie wiemy.

Gdzie jest jej zdjęcie na uniwersytecie, gdzie są ślady po Hedwig Kohn? Wtedy pomyślałam, że przydałaby się taka książka, aby inni się o niej dowiedzieli. Hanna Krzetuska, w moim odczucie niesłusznie zapomniana, wspaniała artystka o genialnej biografii. Jestem teraz w trakcie zbierania materiałów na książkę o niej.

Jednak mentalnie najbliżej mi do Marii von Maltzan, weterynarki, jedynej arystokratki w gronie tych trzydziestu wrocławianek, która cechowała się niewyobrażalną wręcz odwagą. Potrafiła wyśmiać brata paradującego w nazistowskim mundurze, ratowała osoby żydowskiego pochodzenia przed Zagładą, protestowała przeciwko likwidacji tureckich osiedli w Niemczech.

A kiedy dostała Medal Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata i zaproszono ją do Ambasady Izraela na uroczystość  przyznania odznaczenia, odmówiła. Spotkanie w ambasadzie zbiegło się w czasie z bombardowaniem przez Izrael cywilnych osiedli w Libii, von Maltzan, nie zważając na burze jaka wywoła, odpisała ofiarodawcom, że zawsze była za prawem ludzi do pokoju i nie widzi, aby Izrael miał z tym cokolwiek wspólnego.

Wrocławianki w twojej książce nie mają swoich zdjęć, to wizerunki wyobrażone. O ich wykonanie poprosiłaś czołowe artystki, w tym choćby Katarzynę Kmitę, które zrobiły do książki fantastyczne ilustracje.

Nie chciałam w książce klasycznych biogramów i zdjęć, choć udało mi się znaleźć wszystkie portrety wrocławianek. Marzyło mi się, aby nawiązać dialog między wrocławiankami, które żyły tu kiedyś, a tymi, które żyją teraz, żeby książka stała się rodzajem pomostu w obrębie jednego miasta.

A ponieważ znam świetne artystki, postanowiłam je zaprosić do współpracy i okazało się, że mimo iż mają mnóstwo na głowie, żadna z nich mi nie odmówiła, co mnie niezwykle wzrusza, ta kobieca komitywa.

Bardzo im za to dziękuję: Alex Urban, Jagodzie Dobeckiej, Viktorii Tofan, Iwonie Ogrodzkiej, Karinie Marusińskiej, Justynie Baśnik, Agacie Kalinowskiej, Annie Kołodziejczyk, Kasi Kmicie, Danieli Tagowskiej. Nie ingerowałam w sposób, w jaki artystki przedstawiły moje bohaterki. Część była klasyczna, portretowa, część to kolaże, praca Victorii Tofan jest częściowo wyszywana.

Wszystko w całość wspaniale zaprojektowała Joanna Jopkiewicz z Grupy Projektor.

Prawdziwa herartystyczna książka. A co jest na okładce?

Fragment pracy „W cieniu innych świecić” Kariny Marusińskiej, jednej z artystek która wykonała ilustracje do książki. To instalacja poświęcona kobietom, na którą składają się szklane supełki. Niedługo będzie eksponowana w Muzeum Miejskim W Starym Ratuszu.

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama
Powrót na portal wroclaw.pl Wróć na portal wroclaw.pl