Wrocław Extra

Ciągle jestem w podróży. Przywożę spokój i siłę

– Świat jest bardzo ciekawy, ale każdy z nas szuka w nim czegoś innego – mówi Paweł Skorupa, który pasji podróżowania przydzielił specjalne miejsce w swoim życiu. Jego interesują ludzie, napotykani tysiące kilometrów od wrocławskiego domu. Robi im fotograficzne portrety. Szuka w nich spokoju i mądrości życiowej, pasji. Na co dzień jest trenerem biznesu, konsultantem i menedżerem w swojej firmie.

Czy podróże to plan na całe Twoje życie?

Odwrotnie. Przecież całe nasze życie jest podróżą. Może nie wszyscy są właściwie do niej przygotowani, może mamy różne na nią pomysły czy apetyty, ale wszyscy gdzieś podróżujemy. W pracy zawodowej pomagam ludziom w podróżach związanych z karierą i rozwojem. Moja pasja podróżowania pomaga mi w zrozumieniu człowieka. Oba te światy pięknie się uzupełniają. Tak, mam wrażenie, że ciągle jestem w podróży i chcę planować kolejne. I moje życie jest fantastyczną podróżą.

Poranna ceremonia mycia Buddy. Klasztor Maha Myat Muni Paya. Okolice Mandalay. Birma

To porozmawiajmy o początkach Twojej przygody ze zwiedzaniem świata.

Ta przygoda to wypadkowa ciekawości świata i ogromnego apetytu na życie. Właściwie od kiedy dostałem paszport, zacząłem wyjeżdżać. Najpierw „nieśmiało” – do Czechosłowacji, potem do Austrii, Niemiec. Później apetyt rósł w miarę jedzenia – Europa, Ameryka itd. Moja praca również sprzyjała poznawaniu nowych miejsc, głównie w Polsce. Przez dwanaście lat zarządzałem sieciami sprzedaży, więc ciągle byłem w trasie, do popołudnia pracowałem, a wieczorem samodzielnie wyznaczałem szlaki i zwiedzałem. Teraz to dużo prostsze – są social media, w których nie brakuje entuzjastów oprowadzania po swoich okolicach. Również z tego korzystam, umawiam się z lokalsami w Katowicach czy Łodzi i często na miejskich rowerach poznaję miejsca, o których nie można przeczytać w przewodnikach.

Sam też chętnie oprowadzam po Wrocławiu. Jestem patriotą lokalnym, więc „zajeżdżam” turystów opowieściami i nowymi trasami.

Mnich nauczyciel czekający na swoich uczniów w szkolenie przyklasztornej. Klasztor MahaAungmye Bonzan. Inwa. Birma

No i robisz zdjęcia...

Od kiedy pamiętam zawsze był pod ręką aparat. Początkowo fotografowałem miejsca, budynki, ale od dziesięciu lat głównie fotografuję ludzi, których spotykam na swoich szlakach.

Dzisiaj Twoje wojaże to już nie takie „nieśmiałe” destynacje. Zapuszczasz się całkiem daleko. I dlaczego właśnie tam? 

Świat jest bardzo ciekawy, ale każdy z nas szuka czegoś innego. Od dziewięciu lat latam na dłuższe wyprawy do Azji. Po tym, gdy poleciałem tam pierwszy raz, wiedziałem, że będzie to stały kierunek moich wypraw. Azja dostarcza wyjątkowych bodźców do rozwoju samoświadomości. Uczy tolerancji, wyciąga sprytnie podróżnika ze strefy komfortu, a to jest zawsze rozwojowe. Azja pozwala też na wakacje, jak za czasów dzieciństwa – duża swoboda, zero zakazów, trzeba tylko nauczyć się tam przetrwać. 

Wielkie, bogate miasta przemieniły się w małe, zapomniane wioski. Chlewik w bramie świątynnej. Okolice Inwa. Birma

Różnorodność azjatyckich krajów, kultur, zwyczajów, jedzenia nie pozwala myśleć o troskach dnia codziennego, co bardzo dystansuje i daje prawdziwy spokój i odpoczynek.

Azja też jest świetnym plenerem do sesji zdjęciowych i jest to czas, gdy doskonalę swoje umiejętności, ponieważ w fotografii podróżniczej jestem samoukiem. Cieszy mnie również, że zarażam pasją do fotografowania i Azji moich współtowarzyszy podróży.

Długa przerwa wakacyjna w szkole sprzyja wiecznej zabawie. Chłopcy z wioski Czinów. Okolice Myauk U. Birma

A mogę zapytać, kim oni są?

We wszystkich wyprawach towarzyszy mi moja przyjaciółka Ania. Jeździmy razem od wielu lat, bardzo dobrze się znamy. Pozostały skład jest zmienny. Cieszę się, że osoby, które choć raz były ze mną w Azji, kontynuują te wyprawy na własną rękę, wciągając w nie coraz więcej swoich znajomych.

To teraz pytanie z gatunku drażliwych: jak znajdujesz na te podróże czas i pieniądze?

Gdy mówię, że w okresie zimowym przeznaczam na wyprawy sześć tygodni, to słuchacze łapią się za głowy i od razu skreślają możliwość wyjazdu, bo przecież nie dostaną tak długiego urlopu. Ja również pracowałem na kontrakcie menedżerskim i miałem określoną liczbę dni wolnych, a jednak udawało mi się taki urlop wynegocjować. Moi klienci, odpowiednio do tego przygotowani, również to akceptowali, a często dopingowali mnie w tym, by wyprawa mogła się odbyć.

Zakłady tkackie to silny magnes na turystów, ale też doskonałe miejsce na udane zakupy. Wioska na Ilne Lake. Birma

Nie chcę wprost mówić o pieniądzach, jednak podróżowanie w moim systemie (tani bilet lotniczy, samodzielna organizacja noclegów, transportu itd.) nie jest droższe niż dwutygodniowy pobyt nad polskim morzem, które również uwielbiam.

Teraz wiem, że kwestia pieniędzy i czasu to usprawiedliwienia dla samego siebie, by nie ryzykować i nie spróbować czegoś innego. I to nie dotyczy jedynie podróżowania. Czasem brakuje nam po prostu odwagi, by zmienić coś na lepsze i prościej jest uwierzyć w wytłumaczenie, niż podjąć się wyzwania.

Wiem, że odwagi na pewno Ci nie brakuje. Ale potrzebny jest też chyba solidny plan, bo wydaje się, że wyjazdowy spontan i „jakoś to będzie” mogą się sprawdzić co najwyżej na wypadzie rowerowym do Sobótki, a nie na Twoich azjatyckich szlakach.

Jasne, aby móc właściwie wykorzystać ten czas i pieniądze, wyprawa powinna być zaplanowana. Najczęściej zaczyna się od wybrania kraju i zakupu biletów lotniczych w atrakcyjnej cenie. Warto to zrobić na pół roku przed planowanym urlopem lub zaryzykować i poczekać na promocje w ostatnim miesiącu. Na bardzo popularnych kierunkach raczej bym odradzał zwlekanie.

Kiedy jest już bilet, zaczyna się praca nad zaplanowaniem wyprawy. Wyznaczamy ze współtowarzyszami miejsca, które chcemy zobaczyć, czytamy o nich, wybieramy, nanosimy na mapę i wyznaczamy trasę, analizując możliwości połączeń pomiędzy punktami.

Tanaka to tradycyjny filtr przeciwsłoneczny stosowany przez Birmańczyków. Rysunki przyjmują różne kształty i są praktyczną ozdobą zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. Mandalay. Birma

Transport w Azji jest bardzo zróżnicowany, ale często mało rozbudowany i mało logiczny, więc trzeba dokładnie sprawdzać możliwości przemieszczania się. Jeśli chodzi o noclegi, to zawsze rezerwuję pierwszy i ostatni nocleg – wiem, gdzie będę, reszta planu może się zmieniać. Pozostałe noclegi rezerwuję na bieżąco – albo przez platformy do rezerwacji, albo wchodząc do hotelu/hostelu/domu gościnnego „z buta”.

Kolejnym krokiem jest zadbanie o zdrowie, czyli obowiązkowe szczepienia i ubezpieczenie. Ze szczepieniami nie przesadzam, szczepię się na to, co rzeczywiście jest konieczne. Przy zachowaniu odrobiny ostrożności można uniknąć przykrych zdarzeń, a dzięki temu wcześniejszego szczepienia, np. przeciw wściekliźnie.

Każda wioska ma swój dzień targowy. Tam można podglądać prawdziwe życie lokalsów. Wioska przy Ilne Lake. Birma

Ważnym punktem przy planowaniu wyprawy jest dobór współtowarzyszy. Dużym ryzykiem jest wyjazd z osobami, które mało się zna i nie wie, jak reagują w sytuacjach trudnych lub zaskakujących. Niewłaściwy skład może zamienić najlepszą wyprawę w horror. Ponieważ moje wyprawy są mocno powiązane z fotografowaniem i zwiedzaniem, staram się wyjeżdżać w małych, 2-3 osobowych grupach. Wtedy łatwiej pogodzić oczekiwania wszystkich i jest sporo wolnego czasu, by eksperymentować z aparatem. Warto też zaangażować współtowarzyszy w tworzenie planu wyprawy, wtedy bardziej  utożsamiają się z nią i wezmą udział w przygodzie, a nie wycieczce.

Są jeszcze trudno dostępne miejsca dla turystów i tam warto się wybrać. Tutaj czas płynie zdecydowanie wolniej. Myauk U. Birma

Ale jest i spontan. Zaczyna się na miejscu. Czasem podczas wyprawy zmieniamy plan, bo np. ktoś nam powiedział o ciekawym miejscu, którego nie wyłapaliśmy, opracowując trasę. Czasem choroba albo niespodziewane zdarzenia wpływają na jego korektę. Zasada, którą przyjmujemy: nie rezygnujemy z niczego, na czym nam zależy, możemy zmienić metody dotarcia czy zwiedzania danego miejsca, ale nie samo miejsce.

W planie są też 2-3 dni rezerwy, które wykorzystujemy na miejsca, gdzie czujemy się dobrze, i żal nam wyjeżdżać, albo trafiamy na wesele, na które jesteśmy zaproszeni tego samego dnia.

To rzeczywiście miłe momenty. Ale trafiają się chyba też niebezpieczne. Przeżyliście takie? 

Uważam, że Azja jest bardzo bezpiecznym kierunkiem na podróżowanie. Przy zachowaniu minimalnych środków ostrożności i przy dbaniu o siebie nawzajem podczas wyprawy nic nam nie grozi. Będąc w Paryżu czy w Warszawie, czuję się mniej bezpiecznie niż w Rangunie czy Tokyo. Niewątpliwie duży wpływ na to poczucie mają ludzie. W Azji wszyscy są życzliwi i bardzo się angażują w pomaganie turystom z plecakami. Czasem są to sytuacje, które mnie zaskakują.

Płatki złota, którymi ozłaca się posągi Buddy, ciągle są produkowane rzemieślniczą metodą poprzez ręczne okładanie kasety drewnianym młotem. Prezentacja sprasowanej kasety. Mandalay. Birma

Opowiesz o nich? 

Przykładem może być sytuacja, gdy pociąg przecinający region Maharasztry (Indie) staje o trzeciej w nocy na stacji, do miasteczka jest 15 km i nie mamy możliwości skontaktowania się z hotelem. Ni stąd, ni zowąd, pojawia się na peronie Hinduska, która z nami jechała w przedziale, i proponuje podwiezienie do miasta swoim autem. Po dotarciu do hotelu, dobija się z całych sił, bo nasz hotel jest zamknięty na cztery spusty. Dzwoni, ustala z właścicielem nasz pobyt i gdy już wiadomo, że zostaniemy przyjęci, robi sobie z nami selfie i jedzie do męża i dzieci. Potem okazało się, że była to pani profesor z miejscowego uniwersytetu.

Dzień targowy na China Town. Rangun

Druga taka sytuacja przydarzyła się, gdy wypożyczyliśmy rowery, żeby zwiedzić okolice Mandalay (Birma). Przy kolejnym stromym podjeździe mojemu współtowarzyszowi pękł łańcuch. Jest godz. 14.00, 35 stopni, pełne słońce. Właściciel warsztatu samochodowego odsyła nas dalej, do kolejnej, oddalonej o 3 km wioski, bo tam rzekomo jest warsztat rowerowy. Aby wszystko przyspieszyć, łapiemy na stopa rolnika, który jedzie małym traktorem, i prosimy o podrzucenie roweru do tamtej wioski. Okazuje się, że w niej ma warsztatu rowerowego, w kolejnej również... Przejechaliśmy cztery wioski i nigdzie nie było możliwości naprawy roweru. W końcu właściciel ciągnika zabiera go 20 km dalej, do swojego domu, sam rower naprawia i z dumą pokazuje, że wszystko działa. Potem bierze rower na pakę i znowu jedzie 20 km, żeby nam go przywieźć. To trwa ok. dwóch godzin. Rolnik poświęcił je nam, zmienił plany, by nam pomóc, i nie chciał za to pieniędzy.

Takich sytuacji jest mnóstwo. Mógłbym o nich mówić godzinami. Te sytuacje przywracają mi wiarę w ludzi.

Trzy lata temu pokazałeś takich ludzi na fotografiach, na swojej pierwszej wystawie. 

Rzeczywiście, wystawa „Asian Homo Faber” była moją pierwszą wystawą i pierwszym krokiem do podzielenia się pasją podróżowania z innymi. To był intensywny czas, obfitujący w wiele wspaniałych chwil, z bardzo dobrą energią. Otrzymywałem dużo pozytywnych opinii, ale też zapytań – co dalej.

Album „Asian Homo Faber”

Nie wiedziałem wtedy, że ta wystawa będzie dla mnie swego rodzaju złożonym zobowiązaniem, że będę podróżował i robił zdjęcia już nie tylko dla siebie, ale również dla tych, którzy chcą je zobaczyć. Zacząłem się lepiej przygotowywać do wypraw, czytać nie tylko blogi czy przewodniki, ale również książki podróżnicze. Zacząłem opisywać moje wyprawy, gdzie przemycam ciekawe fakty historyczne o danym miejscu czy danej sytuacji, którą fotografuję.

Album „Asian Homo Faber”

Myślę o blogu podróżniczym, który nie będzie dostarczał praktycznych wskazówek, a jedynie refleksje nad sytuacjami, obrazami, nad człowiekiem w innej kulturze. Ponad miesiąc temu ukazał się album z tej mojej pierwszej wystawy i w nim takie refleksje właśnie są. Podoba mi się ten kierunek i będą go kontynuował.

Wiem, że na pewno powstaną kolejne części albumu „Asian Homo Faber”. W przygotowaniu mam Birmę, a myślę też o Japonii. Jest spory materiał do przepracowania.

Album „Asian Homo Faber”

A kolejna wystawa Twoich prac?

Jeśli chodzi o wystawę, dostaję takie zapytania. Bardziej myślę o zmianie formy niż treści wystaw, no ale jest to początkowy proces. Chętnie bym coś jeszcze pokazał.

Może również z następnych wojaży, z miejsc, których jeszcze nie spenetrowałeś?

Kolejnym kierunkiem azjatyckim są Chiny, ale wcześniej planuję Islandię – wspaniałe plenery, niesamowita przyroda, to trzeba zobaczyć jeszcze w tym roku. Nie zapominam również o Europie, weekendowo wyruszamy z przyjaciółmi, zwiedzając europejskie miasta, no i są takie, za którymi się tęskni i do nich powraca, np. Lizbona.

Czy to ją na przykład mógłbyś zamienić na Wrocław, żeby tam mieszkać?

Wrocław jest moim miastem. Jeżdżę sporo po Polsce i uważam, że jest to miejsce wyjątkowe. Nie zamierzam się stąd ruszać. Tutaj mam rodzinę i grono wyjątkowych przyjaciół. Jest mi tu dobrze. 

Trwały tatuaż miał szpecić, by chronić przed porwaniami. Zanikająca tradycja. Wioska Czinów. Okolice Myauk U. Birma

Wrócę jeszcze do ludzi, którzy – jak podkreślasz – są języczkiem u wagi Twoich dalekich wypraw. Podróżujesz z przyjaciółmi, ale pewnie wracasz z bagażem nowych znajomości...

Z każdej wyprawy wracam z gronem nowych znajomych na FB, z częścią z nich relacje się zacieśniają i przeradzają w długotrwałe znajomości. Podobnie jest ze współtowarzyszami wypraw. Najczęściej początkowo są to kumple, jednak podczas wyjazdów bardzo się te relacje rozwijają i zamieniają na wieloletnie przyjaźnie.

Tak się stało z Michałem i Tomkiem, z którymi wybrałem się na trip wokół Annapurny w Nepalu w zeszłym roku. Do wyprawy dołączył Kisan, niepozorny, mały Nepalczyk o wielkim sercu i niesamowitej determinacji, który był naszym przewodnikiem i tragarzem. Mocno się z nim polubiliśmy.

Życie w rodzinach wielopokoleniowych ma ogromne znaczenie, gdy warunki bytowe i klimat są niesprzyjające. Wioska Czinów. Okolice Myauk U. Birma

Kisan podzielił się z nami swoją tragedią – utracił dom podczas trzęsienia ziemi. Nie jest tragarzem z biura podróży, jest chłopakiem, który w ten sposób zarabia na to, by zapewnić bezpieczeństwo swojej rodzinie – żonie i czworgu dzieciom. Na co dzień jest rolnikiem, ale z upraw jest w stanie wyżywić rodzinę, ale nie zbudować dom. Postanowiliśmy mu w tym pomóc i w ubiegłym roku zorganizowaliśmy zbiórkę pieniędzy wśród naszych znajomych. Zrezygnowaliśmy z prezentów urodzinowych, włożyliśmy sporo wysiłku, by do akcji przekonać współpracowników w naszych firmach. Zebraliśmy ponad 5000 zł. I w ten sposób mamy „swój” dom w Nepalu, a kontakt z Kisanem praktycznie dwa razy w miesiącu i pewnie go tam jeszcze odwiedzimy. 

Ryba patroszona przy kliencie. Kurczak z klatki, a nie z tacki. Świeże mięso i owoce morza to podstawa dobrej kuchni azjatyckiej. Targ rybny w China Town. Rangun

Podczas wyprawy w Radżastanie poznałem Francuzkę o imieniu Jessica, która podróżowała samotnie i na kilka dni dołączyła do nas. Nasze drogi się rozeszły, jednak kontakt cały czas utrzymywaliśmy. Gdy robiłem pierwszą wystawę, Jessica specjalnie przyleciała z Paryża, aby być na jej otwarciu. Wtedy była pierwszy raz w Polsce, we Wrocławiu. Wciąż się kontaktujemy.

Takie przykłady można mnożyć. Ostatnia wyprawa do Birmy zaowocowała zaproszeniem na Filipiny. Poznaliśmy Caren przy nocnej sesji zdjęć księżyca. Nigdy nie wiesz, kogo i gdzie spotkasz. Ważne, że poznaje się nietuzinkowych ludzi. Z pasjami, otwartych na innych, chętnych do rozmowy, wspólnego podróżowania czy podjęcia się wspólnej inicjatywy. Tutaj nikt nie walczy o miejsce przy basenie czy darmowego drinka. To są cenne znajomości.

Mądrość. Wioska Czinów. Birma

Zdjęcia, znajomości, przyjaźnie... co jeszcze przywozisz z dalekich podróży? Cenne pamiątki, okazyjne zdobycze...?

Najwięcej zdobyczy jest w głowie. Sposób patrzenia na świat, a przez to dylematy o sensie życia przeszły u mnie sporą ewolucję. Teraz widzę wyraźniej, kim jestem i kim chcę być w przyszłości. Zmiany te dotyczą nie tylko obszaru akceptacji różnie rozumianej inności, ale również obszaru duchowości, religijności.

Z wypraw przywożę silne relacje, bo wspólne podróżowanie łamie bariery i buduje prawdziwe przyjaźnie. Przywożę spokój i siłę.

Dalekie wyprawy – kilka dobrych rad od Pawła Skorupy 

  • Zabierając się w taką wyprawę, dokładnie ustalcie w grupie, jakie są oczekiwania poszczególnych uczestników. To kluczowe, byście rozumieli potrzeby innych podczas tripu.
  • Czytając polskie blogi podróżnicze, traktujcie rady w przymrużeniem oka, wiele ostrzeżeń i trudności, o których piszą blogerzy, nie maja zastosowania i miejsca. Blogi są bardzo subiektywne i często opisują zdarzenia czy problemy, z którymi się nie spotkacie. Traktowanie wpisów serio może zniechęcać.
  • Pakując się na wyprawę, zabierzcie raczej mniej rzeczy niż „na zapas”. Stają się kłopotliwe w trakcie, bo trzeba je nosić i zabierają miejsca na pamiątki w plecaku. Najlepiej po prostu zakupić ubrania na miejscu, w Azji jest tanio.
  • Warto świadomie podróżować, poczytajcie o kraju, zwyczajach, o religii danego regionu, by prowadzić etyczną turystykę.
  • Podczas wyprawy weźcie odpowiedzialność za innych uczestników, dbajcie o siebie, pamiętajcie o potrzebach innych, wtedy będzie wspaniale.
  • Kupujcie wycieczki na miejscu w lokalnych biurach, nie w hotelach – będzie taniej i często lepiej.
  • Nie bójcie się prosić o pomoc, jeśli kogoś pytacie o drogę, potwierdźcie kierunek u drugiej osoby – ludzie Azji zawsze wam wskażą kierunek, niekoniecznie właściwy.
  • Uszanujcie prywatność lokalsów, nie zawsze musicie zrobić zdjęcie, zwłaszcza w kłopotliwych dla innych sytuacjach czy w miejscach, w których są właściwe komunikaty.
  • Zadbajcie o obowiązkowe szczepienia.

 

Rozmawiała: Małgorzata Wieliczko
Zdjęcia z podróży po Birmie, luty 2019: Paweł Skorupa