Wrocław Extra

Wrocławianka napisała biografię Marii Dulębianki - partnerki Konopnickiej

fot. Janusz Krzeszowski

„Samotnica” to świetny debiut wrocławskiej historyczki sztuki i polonistki Karoliny Dzimiry-Zarzyckiej, która napisała biografię z elementami reportażu historycznego. Zdecydowała się sportretować Marię Dulębiankę, malarkę, działaczkę na rzecz praw kobiet, partnerkę Marii Konopnickiej. Rozmawiamy o tej niezwykłej, przez wielu nieznanej postaci, która wywarła wpływ m.in. na uzyskanie praw wyborczych przez Panie.

Magdalena Talik | 26 czerwca 2022

Magdalena Talik: Przyznaję, wiedziałam o istnieniu Marii Dulębianki i o tym, że partnerowała Marii Konopnickiej, ale nie miałam do końca pojęcia, jak ciekawą była malarką i jak ważną społeczniczką, która walczyła o prawa kobiet.

Karolina Dzimira-Zarzycka: Mam wrażenie, że w ostatnich latach Maria Dulębianka była trochę przypisana do biografii Marii Konopnickiej. Jeśli ktoś kojarzył nazwisko, to najczęściej w kontekście poetki i różnych kontrowersji z tym związanych. Ja starałam się pokazać, że Dulębianka była pełnoprawną postacią działającą przede wszystkim na dwóch polach.

Z jednej strony jako pionierka malarstwa, jedna z pierwszych polskich artystek, które studiowały w Paryżu, zbierająca świetne recenzje i otrzymująca nagrody. Z drugiej strony jako jedna z pierwszych emancypantek, która zasłużyła się dla ruchu emancypacyjnego, jeśli chodzi m.in. o walkę o prawa wyborcze czy dostęp do edukacji.

Wiadomo, że spora część mojej książki dotyczy jej życia z Marią Konopnicką i jest przefiltrowana przez spojrzenie poetki, zwłaszcza że korzystałam np. z listów autorki „Roty” do dzieci. Ale nawet i bez tego kontekstu Dulębianka zasługiwałaby na własną biografię oraz opisanie jej inspirującego życia.

Okładka książki „Samotnica”

Książka „Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki” ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy

Jak się nią Pani zainteresowała?

Pisząc teksty popularnonaukowe, dotyczące kultury i sztuki XIX i XX wieku, często historii kobiet artystek czy pionierek, co jakiś czas trafiałam na Dulębiankę. Raz pojawiła się jako koleżanka Anny Bilińskiej, którą niektórzy lepiej kojarzą jako jedną z pierwszych polskich artystek, uczennicę Wojciecha Gersona i Académie Julian.

Innym razem zaczęła się pojawiać, kiedy przygotowywałam artykuły o pierwszych emancypantkach i walce kobiet o prawa wyborcze z okazji stulecia uzyskania ich przez Polki.

Coraz mocniej nazwisko Dulębianki wybrzmiewało też na marginesie biografii Marii Konopnickiej. Za każdym razem, kiedy na nią trafiałam, w coraz nowym kontekście zastanawiałam się, jak to możliwe, że tak ciekawa postać, która wiodła tak wielowątkowe życie, nie została jeszcze opisana. I tak narodził się pomysł na tę biografię.

Spotkanie z autorką pierwszej biografii Marii Dulębianki

Spotkanie z autorką pierwszej biografii Marii Dulębianki

Dla wszystkich / Spotkania z autorami
Termin 30 czerwca 2022 18:00

Miejsce Barbara

Zobacz

Na początku Dulębianka kształcona była na malarkę, dopiero potem jej życie skręciło w innym kierunku – została społeczniczką. Na ile ta zmiana wynikała z potrzeby, a na ile z życiowej konieczności?

Musimy trochę pospekulować, bo trudno to uchwycić. Wydaje mi się, że jej planem na życie było zostanie malarką. Do tego dążyła konsekwentnie od najmłodszych lat, w wieku 15 lat wyjechała na studia do Wiednia, później pobierała nauki w Warszawie u Wojciecha Gersona, wreszcie trafiła do Paryża, a to wówczas nie było taką prostą sprawą. Była jedną z pierwszych uczących się tam polskich artystek.

Później nastąpiło zderzenie z brutalną rzeczywistością – pogonią za zamówieniami, niskimi honorariami, przyziemną pracą malarza. Wydaje się, że katalizatorem zmian okazało się spotkanie z Marią Konopnicką i decyzja, aby z nią podróżować i żyć za granicą. Nieustannie się przeprowadzała, musiała listownie prosić o zaliczki, honoraria, przesyłać prace na wystawy z kolejnych miast. To na pewno nie pomagało w pracy artystycznej.

Dla porównania Anna Bilińska, która po studiach została już w Paryżu i robiła tam konsekwentnie karierę, pięła się coraz wyżej, zdobywając kolejne nagrody oraz zamówienia, dzięki którym mogła się utrzymać z malarstwa.

Karolina Dzimira-Zarzycka/fot. Janusz Krzeszowski

Karolina Dzimira-Zarzycka/fot. Janusz Krzeszowski

Pianistka Martha Argerich mówiła kiedyś, że dla kobiety robienie kariery jest o wiele trudniejsze, bo w domu nie czeka najczęściej partner. Tymczasem partnerski związek Dulębianki i Konopnickiej był pewną alternatywą.

Tak, wydaje się, że był to ważny aspekt ich relacji. Podobne pary kobiet bywały zawiązywane w tym okresie przez naukowczynie, pisarki, artystki, które chciały robić karierę, a niekoniecznie zakładać rodzinę, czy wiązać się z mężczyzną, bo to ograniczało możliwości pracy. Niektóre, jak Maria Konopnicka, miały skomplikowaną sytuację osobistą (zresztą ona także zaczęła poważną karierę literacką dopiero po opuszczeniu męża).

Dlatego kobieta często znajdowała oparcie, tak potrzebne w prozaicznym życiu domowym, w drugiej kobiecie, która myślała podobnie. Czasem były to bardziej partnerskie relacje, innym razem jedna z kobiet poświęcała się bardziej dla drugiej, jak w przypadku francuskiej malarki Rosy Bonheur, której dom prowadziła jej towarzyszka życia.

Jaki był związek Dulębianki i Konopnickiej?

Nie jesteśmy w stanie określić, czy w grę wchodził aspekt romantyczny czy erotyczny – podobnie jak w większości podobnych przypadków z tego okresu. W amerykańskich badaniach nad historią kobiet takie pary kobiet nazywa się „małżeństwami bostońskimi”. Opierały się na wspólnocie, partnerstwie, pomaganiu sobie. Na pewno część z nich miała podłoże romantyczne czy erotyczne. Tylko czasem jesteśmy jednak w stanie dotrzeć do tych informacji, jeżeli zachowały się np. szczere pamiętniki czy czułe listy.

W przypadku Dulębianki i Konopnickiej możemy tylko zgadywać, nie mamy dokumentów, które by to potwierdzały. Wiemy, że tworzyły rodzinę, dzieliły się obowiązkami, przez dwadzieścia lat wspólnie wynajmowały mieszkania i opiekowały się sobą w chorobie. Dulębianka była przy Konopnickiej do ostatnich chwil.

Konopnicka i Dulębianka na werandzie dworka w Żarnowcu

Fragment fotografii Konopnickiej i Dulębianki na werandzie dworka w Żarnowcu/fot. Józef Zajączkowski, 1903

Kiedy obydwie panie spotkały się po raz pierwszy, to była błyskawiczna fascynacja czy stopniowy proces nawiązywania przyjaźni?

Do tej pory data pierwszego spotkania była osnuta tajemnicą. Dotarłam do zapisków Dulębianki, która przeżywając żałobę po śmierci Konopnickiej, starała się zanotować najważniejsze wydarzenia z ich wspólnego życia – najważniejsze odwiedzane miejsca, najpiękniejsze chwile. I tam pojawia się informacja, że spotkały się w 1889 roku, co jest bardzo późną datą, bo już w 1890 roku zaczęły wspólnie podróżować. Wcześniej wydawało się, że musiały się wtedy znać już kilka lat.

Z moich badań wynika, że wszystko potoczyło się bardzo szybko, a katalizatorem okazała się, być może, trudna sytuacja prywatna Konopnickiej, znękanej skandalami związanymi z córką Heleną, cierpiącą na zaburzenia psychiczne. Chcąc uciec od problemów i skandali, Konopnicka próbowała żyć za granicą.

W okresie przed wyjazdem, kiedy była już sama, a dorosłe dzieci mieszkały poza Warszawą, w jej korespondencji zaczęło pojawiać się nazwisko Dulębianki, która wspierała ją w tych trudnych sytuacjach. Wtedy mogły się do siebie zbliżyć.

Maria Konopnicka miała wpływ na to, w jaki sposób zmieniła życie Maria Dulębianka. Z artystki stała się walczącą o prawa kobiet działaczką.

Początkowo zaangażowanie Dulębianki w sprawę emancypacji kobiet było mocno związane z jej karierą malarską. Na łamach feministycznego czasopisma „Ster” opublikowała np. manifest, w którym domagała się równego dostępu do edukacji artystycznej i dopuszczenia studentek do Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie (dzisiejszego ASP). Dla kolejnego pokolenia Polek walczyła o szanse, których sama w młodości nie miała.

W kolejnych latach coraz bardziej rzucała się w wir pracy feministycznej i społecznej. Najmocniej zaangażowała się w walkę, kiedy w 1903 roku zamieszkała z Konopnicką w dworku w Żarnowcu, a potem po śmierci poetki. Szczególnie aktywnie działała we Lwowie, a zabór austriacki był najbardziej „przyjazny”, liberalny pod względem politycznym.

Dworek w Żarnowcu

Dworek Marii Konopnickiej w Żarnowcu, 1903/fot. Józef Zajączkowski 

Dla Polek walczących o prawa wyborcze w Galicji istotna była też sytuacja innych obywatelek Austro-Węgier, jak Czeszek czy Austriaczek. W 1912 roku Dulębianka współorganizowała np. austriacki zjazd kobiet w Wiedniu, gdzie wspólnie manifestowały walkę o prawa wyborcze.

Dulębianka była szanowana przez Konopnicką i jej dzieci, otoczona wianuszkiem przyjaciół i sojuszniczek-feministek. A Pani dała przewrotny tytuł „Samotnica”…

Rzeczywiście, przewrotny. Takie sformułowanie pojawia się w jednej z recenzji obrazu Dulębianki Sama jedna. Pewien krytyk zwrócił uwagę na rzesze samotnic, czyli samotnych kobiet, których przybywanie było coraz bardziej powszechnym zjawiskiem społecznym. Wiele młodych kobiet pozostawało niezamężnych z różnych powodów – czasem był to wybór, czasem nie znalazły partnera, bo np. po Powstaniu Styczniowym czy z powodu emigracji mężczyzn było znacznie mniej.

A czasem kobiety same wybierały życie samotne, bo pod koniec XIX wieku miały już większe możliwości pracy zawodowej i samodzielnego utrzymania się. O tę samodzielność walczyła także Dulębianka, choć oczywiście nie zawsze była w tym osamotniona.

Ale finisz życia miała zupełnie zaskakujący. Została pochowana najpierw w grobie Konopnickiej, ale po interwencji córki poetki została przeniesiona do osobnego grobu.

Też mnie to zaskoczyło. Laury Pytlińska, córka Marii Konopnickiej rozesłała do kilku redakcji pełen oburzenia list, że Dulębianka została pochowana w grobie matki. Wydało mi się to przykre, zwłaszcza że Dulębianka żyła przecież w bardzo dobrych relacjach z dziećmi Konopnickiej, przyjaźniła się z nimi.

Wydaje się, że dzieci oburzyła bardziej samowola miasta, którego urzędnicy – bez konsultacji z rodziną – postanowili pochować Dulębiankę w grobie Konopnickiej. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że Dulębianka zmarła w 1919, kiedy sytuacja we Lwowie wciąż była trudna i pochowanie w jej grobie przyjaciółki, przynajmniej tymczasowe, wydawało się naturalne.

Kilka lat później przeniesiono ją do innego grobu – na nowo utworzony Cmentarz Obrońców Lwowa – honorując jej zasługi dla miasta. Nie miał na to wpływu apel córki Konopnickiej, lecz docenienie działalności Dulębianki. Ale, przyznaję, symbolika rozdzielenia przyjaciółek jest nawet dziś przejmująca.