Wrocław Extra

Tajemnice stradivariusa. Rozmowa ze skrzypkiem Januszem Wawrowskim

– To bardzo ważne, żeby publiczność miała szansę poznać wartościowe dzieła wykonane na instrumencie, który znacznie lepiej pomaga wydobyć ich magnetyzm – mówi skrzypek Janusz Wawrowski. Nam opowiada o tajemnicy skrzypiec Stradivariego, możliwościach, jakie dają, oraz o swoich planach na przyszłość.

Redakcja www.wroclaw.pl | 08 grudnia 2019

Oskar Łapeta: Jakie to uczucie po raz pierwszy trzymać w ręku skrzypce Stradivariego?

Janusz Wawrowski: Fantastyczne! Z początku było to stresujące, bo to bardzo cenne skrzypce, więc uważałem, żeby ich nie zepsuć, ale z czasem się przyzwyczaiłem. One są przyjazne, dobrze leżą w rękach. Nie są za duże. Łatwo tańczyć na nich smyczkiem i nic nie uszkodzić.

W czym tkwi tajemnica brzmienia stradivariusa?

Składa się na nią dużo czynników. Stradivari miał szczęście do świetnego drewna. W Europie wystąpiło wówczas zjawisko znane jako mała epoka lodowcowa, która sprawiło, że rosły wtedy drzewa o specyficznych właściwościach. Bardzo ważną rolę odgrywał lakier. Jego skład pozostał tajemnicą Stradivariego, który współpracował też z najwybitniejszymi matematykami tamtych czasów. Całe życie poszukiwał, był dociekliwy, podchodził do tego zagadnienia trochę mistycznie, a trochę naukowo. Żył długo, więc miał dużo czasu, żeby tworzyć i wypracowywać jak najlepsze kształty i proporcje. Wszystkie te elementy odegrały swoją rolę. Stradivari miał też kontakty z dobrymi muzykami, stale zabiegał, aby na jego instrumentach grali najlepsi.

Janusz Wawrowski podczas koncertu w NFM/fot. Karol Sokołowski

Jakie to uczucie wykonywać na tym instrumencie I Koncert skrzypcowy Karola Szymanowskiego?

Kosmiczne! Ten instrument powstał pod koniec XVII wieku, a gram na nim koncert, który został napisany ponad 200 lat później. Stradivari tworzył instrumenty, w których wykorzystywano struny jelitowe, używano też zupełnie innych smyczków. Wydobycie dużej mocy brzmienia było wtedy niemożliwe. Muzyka epoki baroku i klasycyzmu wymaga o wiele delikatniejszego dźwięku. Jednak w tych instrumentach genialne jest to, że idealnie pasują do muzyki pisanej w XX wieku. To właśnie na nich jest się w stanie wydobyć z niej najwięcej. Skrzypce Stradivariego czy Guarneriego są skonstruowane w sposób absolutnie wizjonerski pod względem technologicznym.

Koncert Szymanowskiego jest utworem bardzo zaawansowanym pod względem barwy.

Ten instrument sprawdza się tu niesamowicie zarówno pod względem kolorystyki, jak i mocy brzmienia. Orkiestra w tym utworze jest bardzo rozbudowana, to chyba jedyny koncert, w którym soliście towarzyszy tak potężny zespół. Przebicie się przez taką masę brzmienia, a jednocześnie dopracowanie kolorystyki jest bardzo trudne, ale dzięki temu instrumentowi jestem w stanie sprostać zadaniu. Szczególnie dobrze sprawdza się on w dużej sali. Jest nośny, ale czuję, że ma też pewien zapas pod tym względem. To z kolei sprawia, że mam pewność, że i tak będzie doskonale słyszalny.

Jak przebiega twoja współpraca z Maestro Giancarlem Guerrero, dyrektorem artystycznym NFM Filharmonii Wrocławskiej?

To jest mój pierwszy występ z nim. Od razu nawiązaliśmy dobry kontakt, to stało się jasne, jak tylko zaczęliśmy przeglądać partyturę i rozmawiać o muzyce, a następnie kiedy weszliśmy na estradę i rozpoczęliśmy pracę z orkiestrą. Jest bardzo otwartym i skromnym człowiekiem. Podchodzi do partytury z pokorą. Najważniejsze jest dla niego to, co napisał kompozytor. Logicznie tłumaczy to, co jest zapisane w partyturze. Jest radosny, traktuje muzykę bardzo naturalnie. Jego podejście jest mi bliskie.

Jakie są twoje wrażenia odnośnie akustyki Sali Głównej Narodowego Forum Muzyki?

Fantastyczne! Marzyłem, żeby zagrać tu z orkiestrą. Jakość dźwięku jest tutaj wybitna, świetnie słyszę wszystko z mojej perspektywy. Bardzo dobry jest też kontakt z zespołem, a to nie jest oczywiste. Tutaj słychać każdego, nawet artystów siedzących najdalej, a w przypadku utworu przeznaczonego na tak wielką obsadę wykonawcy siedzą naprawdę bardzo daleko! Akustyka jest ciepła i szlachetna, z lekkim pogłosem. Coś niesamowitego.

Janusz Wawrowski podczas koncertu w NFM/fot. Karol Sokołowski

Jakie utwory chciałbyś zagrać na tym instrumencie?

Marzy mi się przede wszystkim nagrać jak najwięcej arcydzieł polskiej wiolinistyki. Mamy przecież tak wielu niewypromowanych kompozytorów. Samych interesujących koncertów skrzypcowych jest bardzo wiele. Najlepiej jest z promocją tych napisanych przez Szymanowskiego, ale są też przecież utwory Karłowicza czy Różyckiego. Koncert tego ostatniego twórcy będę nagrywał za dwa tygodnie w Londynie z Grzegorzem Nowakiem i Royal Philharmonic Orchestra.

Ostatnio zakochałem się w koncertach i sonatach Grażyny Bacewicz. Duże znaczenie ma to, że mam szansę promować te dzieła, grając je właśnie na stradivariusie. Tę jakość brzmienia świetnie słychać na nagraniach. Pamiętam, że kiedy nagrywałem na tym instrumencie moją pierwszą płytę, „Hidden Violin”, reżyser dźwięku powiedział mi, że umiejscowienie mikrofonów w zasadzie nie ma znaczenia, bo on dobrze brzmi przy każdym ustawieniu. Nie ma znaczenia, na jakim sprzęcie słucha się nagrania tego instrumentu. Brzmi równie dobrze na słuchawkach, na odtwarzaczu wysokiej klasy, a nawet odtwarzany z telefonu.

To bardzo ważne, żeby publiczność miała szansę poznać wartościowe dzieła wykonane na instrumencie, który znacznie lepiej pomaga wydobyć ich magnetyzm. Mam nadzieję, że będzie mi dane długo grać na tych skrzypcach, zarejestrować na nich jak najwięcej dzieł i pokazać je światu przy udziale świetnych dyrygentów i świetnych orkiestr. Jest to moje największe marzenie.

zdjęcie główne:Kinga Karpati/Daniel Zarewicz