Gosia Herba

Tworzy ilustracje, które zachwycają świat

Z archiwum Gosi Herby

Na Instagramie jej prace ogląda regularnie 85 tysięcy osób, rysowane przez nią książki są bestsellerami w wielu krajach, a w zeszłym roku ilustracje zamówił u niej najpierw legendarny tygodnik „The New Yorker”, biblia wszystkich ilustrujących artystów na świecie, a zaraz potem słynny dziennik „The New York Times”.

Magdalena Talik | 17 marca 2022

Kariery Gosia Herba nie robiła tradycyjnie, tylko – jakby na przekór – udowodniła, że w życiu czasem warto zaryzykować, ale zawsze trzeba ufać i słuchać własnego instynktu.

Ilustratorka, która chowa się za rysunkami

Autoportret Gosi Herby w książce „Nie ma się co obrażać. Nowa polska ilustracja” Patryka Mogilnickiego (Wydawnictwo Karakter 2017) – krótko podcięte ciemne włosy, charakterystyczne okrągłe okulary (dziś są w kolorze żółtym), czujne spojrzenie i…zamalowane usta. Niekoniecznie oznaczają milczenie, bardziej skupienie na czymś innym. „Chowam się za swoimi rysunkami” – potwierdza artystka autorowi opracowania poświęconego najbardziej cenionym dziś ilustratorom.

Gosia Herba - Autoportret

Nam przyznaje, że nawet w dzieciństwie (spędzonym w rodzinnej Oławie) od zabawy wolała rysowanie i czytanie książek. Może jeszcze lekcje gry na saksofonie altowym w szkole muzycznej, choć tu w zrobieniu ewentualnej kariery przeszkodziła trema.

– Nie nadawałabym się do scenicznego życia, wolałam działać w pracowni – bezpiecznie i przy biurku – śmieje się dziś Gosia Herba. Rozmawiamy przez komunikator – ona z ukochanej pracowni, za nią półka pełna książek.

To pokój, w którym powołuje do życia ilustracje, jakimi zachwyca się cały świat. Książki z pracami Gosi Herby wydają m.in. brytyjskie Quatro, kanadyjski Milky Way Picture Book, chiński Dandelion, polski Harper Collins, Znak czy Warstwy.

Gosia Herba-okładki książek

Wiele z nich to bestsellery. Książka pochodzącej z Kanady autorki Christianne Dorion „Wynalazcy. Poznaj zwierzęta, które inspirują świat nauki” z ilustracjami Gosi Herby została przełożona na 28 języków. Niedawno wrocławianka skończyła pracę nad kolejną odsłoną cyklu Dorion, tym razem poświęconą roślinom.

Tom „Powered by Plants” ukaże się w najpierw w Wielkiej Brytanii nakładem wydawnictwa Quatro (będzie też polskie) i z pewnością okaże się bestsellerem, choć Gosię Herbę bardziej niż sukces martwiła sprawa…personifikowania roślin. – Na przykład, jak narysować kaktusa, który ogląda telewizję – zastanawiała się artystka. Przekonamy się wkrótce.

Gosia Herba - książka "Wynalazcy"

Ilustracja z anglojęzycznego wydania tomu „Wynalazcy. Poznaj zwierzęta, które inspirują świat nauki”/fot. archiwum Gosi Herby

O psie, który kocha malować obrazy

Polskie dzieci dotychczas zachwyciło jeszcze kilka innych ilustrowanych przez wrocławiankę książek, ale szczególnie pokochały „Van Doga” autorstwa Gosi Herby i jej męża Mikołaja Pasińskiego (z którym razem tworzą tomy) o utalentowanym malarsko psie inspirowanego sztuką Vincenta van Gogha. Niedługo obejrzą tę cudowną historię młodzi czytelnicy z Kanady.

Trwają też rozmowy, aby sprzedać tę opowieść na prestiżowy, ale trudny rynek brytyjski. – W ich agencji literackiej uważano, że zarówno „Van Dog”, jak i moja wcześniejsza książka „Balonowa” są dziwne, szalone, nie mają liniowej historii i wyrazistego zakończenia – tłumaczy artystka, ale dodaje, że każdy kraj ma swoją specyfikę i cierpliwością oraz konsekwencją można podbić obce rynki.  

Gosia Herba - Ilustracja "Van Dog"

Ilustracja z książki „Van Doga” Gosi Herby i Mikołaja Pasińskiego/fot. z archiwum Gosi Herby

Głód wiedzy i miłość do wielkich malarzy

Nieustępliwości nauczyła się, kiedy tuż po ukończeniu Liceum Plastycznego we Wrocławiu i rozpoczęciu studiów na historii sztuki proponowała współpracę redaktorom czasopism. Przez lata jej prace oglądaliśmy w „Charakterach”, „Stylach i charakterach”, „Zwierciadle”, „Twoim Stylu”, „Claudii”. – Całkiem dobry początek, nabierałam wprawy, uczyłam się fachu – opowiada Gosia Herba.

Wybór historii sztuki zamiast Akademii Sztuk Pięknych był świadomy. – Miałam ogromy głód wiedzy – antropologii, historii, sztuki, nauki o kulturze, której ASP by raczej nie zaspokoiło, pamiętałam jak po macoszemu były traktowane w liceum plastycznym przedmioty humanistyczne, a chciałam mieć po prostu gruntowne wykształcenie – tłumaczy Gosia Herba.

Na studiach zaprocentowały godziny spędzone w domu na oglądaniu albumów z obrazami, a inspiracją dla rysowniczych dzieł bywał nie raz wielki artysta. Do dziś kocha Matisse'a, Cezanne'a, Balthusa. Ze współczesnych interesują ją sztuka Kerry'ego Jamesa Marschalla, Jonasa Wooda, Cy'a Twombly'ego, ale uwielbia również sztukę średniowieczną, japońską, komiksy, gry komputerowe. 

Gosia Herba-wczesne prace

Wczesne prace Gosi Herby/fot. z archiwum Gosi Herby

Pierwsze poważniejsze próby ilustratorskie zbiegły się w czasie z powstaniem Digart.pl, jednego z pierwszych portali dla kochających rysować. Każdy mógł wrzucić swoje rysunki, a pozostali mogli je ocenić. Najlepsze trafiały na pierwszą stronę. Gosia Herba kilkakrotnie została digem dnia. Portal okazał się pionierską w Polsce platformą wymiany i najlepsza galerią, w której pokazywali swoje prace dzisiejsze gwiazdy ilustracji – Agata Dudek, Michał Rzecznik, Ola Jasionowska, czy Adam Pękalski.

Gosia Herba ilustrowanie traktowała początkowo jako dodatkowe zajęcie, które z pomocą stypendium, pozwalało samodzielnie utrzymać się na studiach. Zleceń pojawiało się coraz więcej, a pod koniec studiów rysowała już dla „Przekroju”.

Bywały i chude lata, gdy na trzy zmiany pracowała w ZETO obliczając ZUS. Dała radę, ale wtedy dla sztuki postawiła wszystko na jedną kartę. Rzuciła pracę, na rok wyjechała do Gdańska i tam skupiła się tylko na ilustrowaniu. Poszukała zleceń, poszerzyła listę kontaktów. Po powrocie do Wrocławia wszystko zaczęło się układać, posypały się propozycje.

Marzenie każdego ilustratora – New Yorker

Większość ilustratorów na świecie nigdy nie odbierze takiego telefonu ze Stanów. Gosia Herba usłyszała po drugiej stronie słuchawki głos redaktora „The New Yorkera” pod koniec ubiegłego roku. Wykonanie najmniejszego nawet zlecenia dla tego tygodnika to wielki zaszczyt. Swoje ilustracje zamieszczali tu najwięksi – George Booth, Peter Arno, Barbara Shermund, Charles Barsotti, czy Jean-Jacques Sempé.

Wrocławianka została poproszona o zobrazowanie recenzji książki „Kobiety Troi” Pat Barker. Termin realizacji? Błyskawiczny – zaledwie 2 dni i nikt nigdy nie narzeka. – Jedyny problem to, aby z tego rozemocjonowania i stresu się nie zablokować – przyznaje Herba. Emocji nie zabrakło, bo recenzja (i towarzysząca jej ilustracja Gosi Herby) nie ukazały się w planowanym terminie.

– Tekst przenoszono z numeru na numer, bo autor go jeszcze nie ukończył, cały czas wnosił poprawki i ostatecznie recenzja ukazała się z ponad miesięcznym opóźnieniem – opowiada artystka. Dopiero wtedy mogła pozwolić sobie na świętowanie. – Byłam strasznie szczęśliwa – nie kryje.

Gosia Herba-The New Yorker

Ilustracja do recenzji książkowej w słynnym „The New Yorkerze”/fot. archiwum Gosi Herby

Potem udało się wreszcie narysować czarno-białą winietę dla dziennika „The New York Times”, choć redaktor James Datz kilkakrotnie próbował wstrzelić się w kalendarz wrocławianki. Zawsze miała już zarezerwowany termin, a podczas wakacji nie chciała pracować.

Głównym motywem dla NYT miał być magazyn, gazeta. Wybór postaci, sztafażu – dowolny, w zależności od wyobraźni artysty. Gosia Herba narysowała psa czytającego gazetę. Psy zresztą uwielbia, regularnie pojawiają się w jej pracach. Być może wkrótce uda jej się adoptować zwierzaka.

Gosia Herba-"The New York Times"

Ilustracje dla „The New York Timesa”/fot. archiwum Gosi Herby

Pieniądze przede wszystkim? Niekoniecznie

Odmawianie to część zawodu artysty. Gosia Herba nauczyła się, że musi ufać instynktowi, dlatego w zeszłym roku pożegnała się brytyjską agencją ilustratorów, z którą od dawna współpracowała. Czuła, że zaczyna im być artystycznie nie po drodze. – A dla mnie liczą się nie pieniądze, ale utrzymywanie dobrego poziomu artystycznego i rysowanie czegoś w zgodzie ze sobą – podkreśla.

Ryzyko się opłaca, choć wątpliwości, czy zrobiła dobrze, nie brakuje. Rynek ilustratorów jest coraz większy, zawód zrobił się popularny, konkurencja spora. Trzeba pokazywać prace w mediach społecznościowych, śledzić ludzi z branży, koniecznie publikować na portalu beehance.com, bodaj najważniejszym medium ilustratorów. – Dobrze jest znaleźć się na pierwszej stronie, wtedy oglądają nas dziesiątki tysięcy osób z branży, zwłaszcza że nikomu nie chcę się często brnąć dalej – tłumaczy artystka.

Udaje jej się być wyróżnianą w beehance, a jej ilustracje pojawiają się tam regularnie. Ale społeczności coraz bardziej ją męczą. – Każdy chce być na Insta i gubi się gdzieś cel tego, co robimy. A mnie zależy na pracy twórczej i procesie, nie na efekcie ostatecznym i Instagramie – powtarza.

Lepiej pomagać niż konkurować

Niezdrowa konkurencja w branży? – Staram się iść w zupełnie drugą stronę, czyli wspierać kolegów, koleżanki, bo przecież dla każdego znajdzie się nisza – przekonuje. Teraz działa w Klubie Ilustratora, prywatnej grupie na FB. – Dzielimy się wiedzą, doświadczeniem i ku mojej radości świadomość ilustratorów rośnie – zwraca uwagę Gosia Herba.

W czym można pomóc? Na przykład znaleźć niedrogiego prawnika, podpowiedzieć negocjowanie umów i koniecznie podpisywanie umowy przed podjęciem zlecenia. – Od zawsze potrafiłam walczyć o moje prawa, wcześnie poszłam do prawnika i pozwałam pierwszego pracodawcę, który mi nie zapłacił, ale wiele osób się tego boi – przyznaje Gosia Herba.

Dlaczego przeciera szlaki polskim ilustratorom? Bo, jak przyznaje, w porównaniu z zagranicą, kultura pracy jest u nas wciąż bardzo niska. – To deprymujące, kiedy nawet uznane wydawnictwa wymagają, abyśmy wykonywali darmowe ilustracje, próbki, pracowali bez umowy – tłumaczy dodając, że problemem bywa też czasem sam klient.

– Klienci ze Stanów, ale też z Wielkiej Brytanii, Niemiec, czy Kanady pozostawiają ilustratorowi pole do popisu. Polski, nawet jeśli nie posiada kompetencji, zawsze chce wyrazić swoje zdanie, co skutkuje niekończącymi się poprawkami – opowiada wrocławianka.

No i zasadniczą różnicą jest też oddźwięk. Amerykańscy wydawcy potrafią pochwalić, dodać otuchy. W Polsce nikt nie bawi się w subtelności, praca ma być najczęściej wykonana na czas, z reguły w morderczym tempie.

Polskie tempo pracy szkodzi ilustracji

Może dlatego Gosia Herba woli ilustrować dla Wielkiej Brytanii (zwłaszcza wydawnictwa Quatro, ale podobne doświadczenia ma z Penguin Random House, czy Andersen Press), bo od tamtejszych wydawców dostaje pół roku na narysowanie książki, w Polsce musiałaby zdążyć w dwa miesiące.

– Nie chcę wybrzydzać, ale polskie tempo już mi nie odpowiada. Nie lubię wypuszczać rzeczy przeciętnych, pracować pod presją, wolę mieć czas się pomęczyć, popracować z ilustracją, robić coś od nowa, a polski pęd na to nie pozwala – ubolewa ilustratorka.

Jak być slow, czyli moda i czas wolny

Ilustracja slow to nie jedyna „powolna” aktywność w jej karierze. Teraz zaangażowała się także w slow fashion. Wykonane przez nią wzory brytyjska firma Everpress nanosi w limitowanej liczbie egzemplarzy na podkoszulki. Kolekcja jest wyprzedana w całości, bo wcześniej klienci zamawiają wzory, a firma wykonuje tylko zamówioną ilość. Nie marnują się materiały, farby są przyjazne środowisku.

Gosia Herba-nadruk na podkoszulki

Wzory nadruków na podkoszulki zaprojektowane przez Gosię Herbę/fot. archiwum Gosi Herby

Swoje podejście do mody Gosia Herba zrewidowała kilka lat temu, kiedy sprzedała licencję firmie Medicine. – Dziś bym tego chyba nie powtórzyła. Ograniczam kupowanie ubrać z sieciówek, bo widzę, jak niskiej jakości są ubrania, jak przerażający jest potem ich przemiał, z jak niezdrowych materiałów są wytwarzane – wylicza artystka.

Dla relaksu i bycia slow zaczęła ostatnio haftować. – Jestem pracoholikiem i muszę się odstresować, ale mam zespół ruchliwych rączek, więc nie umiem usiedzieć w miejscu – śmieje się. Najpierw dziergała na drutach, ale wściekała się gubiąc oczka, a w Internecie zachwyciły ją nagle japońskie hafciarki. Rzecz okazała się równie wciągająca, zaczęła się uczyć haftować i teraz przenosi szkice na ubrania.

Gosia Herba - haft

Wrocławska ilustratorka też rewelacyjnie wyszywa/fot. archiwum Gosi Herby

Lęk ilustratora jest po prostu jak katar

Cały czas ilustruje, więc właściwie nie powinna martwić się o kolejne zlecenia. Wyrobiła sobie nazwisko, własny styl, ma wielu fanów, ale średnio co miesiąc czuje, że…nie potrafi rysować. – Okazało się, że wszystkim ilustratorom dolega to samo, nawet ludziom ze wspaniałym dorobkiem, więc nauczyłam się z tym funkcjonować, bo lęk jest jak katar – przychodzi, pomęczy i odchodzi – śmieje się Gosia Herba.