Wrocław Extra

50 lat Baranówki. Stacji polarnej UWr na Spitsbergenie

Mateusz Cz. Strzelecki

– Przez stację przewinęli się wszyscy najważniejsi polscy badacze polarni. Pobyt w Arktyce to nie tylko szansa na realizację naukowych marzeń, ale też przestrzeń i czas do formowania charakterów – tak dr hab. Mateusz Strzelecki, prof. UWr opowiada o kierowanej przez siebie Stacji Badawczej UWr im. Stanisława Baranowskiego na Spitsbergenie. Mija 50 lat od powstania Baranówki.

Tomasz Wysocki | 26 grudnia 2021

Zacznijmy od tego, kiedy i dlaczego powstała Baranówka?

W latach 50. i 60. we Wrocławiu uformowała się poważna grupa polarna, bazującą na doświadczeniach zebranych podczas jeszcze przedwojennych wypraw arktycznych.  We wrocławskiej grupie pierwsze skrzypce w badaniach lodowców zaczął odgrywać  Stanisław Baranowski. Młody uczony miał wielkie ambicje. Miał także dobrą opinię u prof. Alfreda Jahna – wielkiego autorytetu naukowego, który widział w nim przyszłość polskich badań lodowcowych.

Czytaj też: Mateusz Czesław Strzelecki 30 Kreatynwych Wrocławia

Prof. Mateusz Cz. Strzelecki w pobliżu Baranówki

Prof. Mateusz Cz. Strzelecki w pobliżu Baranówki, fot. archiwum prywatne

Baranowski swoją uwagę skupił na badaniach lodowca Werenskiolda. To charakterystyczny dolinny lodowiec z ciekawymi systemami jaskiń lodowcowych i zróżnicowaną rzeźbą proglacjalną. Jest  doskonałym miejsce do badań glacjologicznych, hydrologicznych, geomorfologicznych, zmarzlinowych, a także ekstremalnej speleologii lodowcowej. Wrocławianie najpierw budowali obozowiska namiotowe, lecz potrzebowali bezpiecznego i suchego miejsca jako bazy. Na przełomie lat 60. i 70. Baranowski wpadł na pomysł budowy małej stacji badawczej.

Jak wygląda to miejsce?

To niewielki, trzydziestometrowy domek w stylu chatki traperskiej z przełomu XIX i XX wieku, które nazywają się hus. Na Spitsbergenie mamy aż pięć polskich stacji badawczych. Całoroczną, narodową stację w Hornsundzie i cztery uniwersyteckie: Uniwersytetu Wrocławskiego oraz uniwersytetów w Toruniu, Poznaniu i Lublinie. Stacja w Hornsundzie to nowoczesny kompleks, ale pozostałe stacje uniwersyteckie zostały ulokowane albo w starych husach, albo w chatkach wpisujących się estetycznie w ten typ zabudowy.  

Nasza Baranówka stoi nad rzeką Brattegg. Powstała latem 1971 roku. Baranowski z zespołem większość materiałów budowlanych musiał sprowadził z Polski, a budował stację w oparciu o projekt swojej żony, architektki. Niektóre elementy można było przewieźć z wybrzeża motorem z przyczepką, całą resztę budowniczy przenieśli na własnych barkach. To nie było łatwe, bo droga prowadzi przez teren górzysty oraz obszar tundrowy, podmokły. Trzeba pamiętać, że w przeciwieństwie do pozostałych stacji badawczych na Spitsbergenie – Baranówka nie leży na wybrzeżu, ale prawie 3 km od, w miarę bezpiecznej do rozładunku, zatoki Hytte.

Położenie stacji polarnej im. Baranowskiego

Stacja przeszła kilka metamorfoz. Z czasem została rozbudowana, podniesiono dach, zwiększono kubaturę, co umożliwiało w miarę wygodny pobyt grupy 6-7 osób, chociaż w porywach spało tam nawet kilkanaście osób. Dobudowano saunę i łazienkę. Obok przez pewien czas stała mniejsza konstrukcja na agregaty i materiały budowlane.

W tym roku, przy okazji pięćdziesięciolecia stacji polarnej, trzeba było dopełnić formalności, które budowniczemu Stanisławowi Baranowskiemu umknęły.

Baranówka powstała w romantycznym okresie, kiedy można było przyjechać na Spitsbergen ze swoimi marzeniami i po prostu je zrealizować. Patrząc na różne dokumenty i notatki dotyczące Baranówki wygląda na to, że gubernator Svalbardu dowiedział się o powstaniu stacji po paru latach jej działania. Obawiano się nawet, że stacja została zbudowana już po założeniu na tym obszarze Parku Narodowego Południowego Spitsbergenu. W parku zasady są bardzo restrykcyjne, dosłownie trzeba mieć zgodę na każde wbicie łopaty w ziemię. Na przykład, nie można poruszać się pojazdami zostawiającymi ślad w gruncie.

Kiedy o sprawie dowiedział się profesor Baranowski, natychmiast wysłał depeszę do ambasadora Norwegii, że stacja powstała wcześniej, w 1971 roku, kiedy jeszcze nie było tam parku narodowego. Komunikat od Baranowskiego trafia do gubernatora Spitsbergenu, a ten odpowiada swojemu ministrowi: „Skoro profesor uniwersytetu oświadczył, że własnoręcznie zbudował stację w roku 1971, nie mamy podstaw by mu nie wierzyć. Niniejszym zamykam śledztwo”. To były czasy, kiedy słowo profesora znaczyło wiele.

Niedźwiedź polarny spotkany podczas jednej z wypraw

Niedźwiedź polarny spotkany podczas jednej z wypraw, fot. Marek Kasprzak, Petr Tábořík / FB Baranówka

W tym roku udało nam się symbolicznie zamknąć ten okres poprzez organizację pierwszej oficjalnej wizyty urzędującego rektora Uniwersytetu Wrocławskiego na Spitsbergenie, podczas której spotkał się z gubernatorem  Svalbardu i wizytował naszą stację. Zbiegiem okoliczności nowy gubernator właśnie rozpoczął swoje urzędowanie i byliśmy pierwszą grupą naukowców, która odwiedziła go z oficjalną wizytą. Uzyskaliśmy deklarację, że obejmie naszą stację swoją opieką.

Jak wygląda dzień pracy w Baranówce?

Z Baranówki można korzystać w okresie letnim, który na Spitsbergenie trwa od połowy czerwca do połowy września, kiedy temperatury sięgają 7-8 stopni Celsjusza, chociaż ostatnie lata przynosiły większe wartości na termometrach. Przeżycie tam zimą byłoby bardzo trudne, choć wizyty wiosenne były już praktykowane.

Optymalny wyjazd badawczy obejmuje zwykle grupę 5-6 osób włączenie z pracownikiem technicznym. W tym zakresie bazujemy na wiedzy i doświadczeniu naszego wieloletniego współpracownika Piotra Modzela, który ma nadzwyczajny zmysł techniczny, zajmuje się naprawami bieżącymi, serwisem sprzętu terenowego.

Korzystając z dobrodziejstwa dnia polarnego w terenie można pracować nawet kilkanaście godzin. Wracamy potem do stacji, gdzie jest ciepło, czeka gorący posiłek. Dba o to osoba techniczna. Oczywiście, wieczorem są rozmowy, śpiewy z gitarą lub lektura polarnych książek. Najlepsze są wieczory kiedy w ekipie są stare „polarne lisy” i przy rozgrzanej kozie wspominają dawnych kolegów.

W regulaminie stacji badawczej jest mowa o przydatnej umiejętności posługiwania się bronią palną.

To konieczne na wypadek spotkania z niedźwiedziem polarnym. Niedźwiedzie co jakiś czas przychodzą do stacji. Obwąchują ją, sprawdzają, czy nie ma czegoś do spróbowania. Każde wyjście z chatki, nawet do toalety, która jest na zewnątrz, wymaga zabrania z sobą broni. W każdej grupie, która wychodzi w teren, musi być osoba umiejąca posługiwać się sztucerem. Całe szczęście w okolicy stacji nie było sytuacji, w której trzeba było strzelać do niedźwiedzia ostrą amunicją. Za to strzelało się na postrach, z rakietnic, broni hukowej. Sam kilkukrotnie musiałem w ten sposób odstraszyć niedźwiedzia.

Jakie znaczenie ma Baranówka z perspektywy naukowej?

Przez stację przewinęli się wszyscy najważniejsi polscy badacze polarni. W szczególności w kontekście badań glacjologicznych i geomorfologicznych. Zaryzykuje stwierdzenie, że stacja miała wpływ na naukowe życiorysy nie tylko Baranowskiego i prof. Jahna, ale i chociażby prof. Puliny, prof. Migały  czy  prof. Janii – legendy polskiej glacjologii. Dzisiaj stacja to też miejsce pracy doskonałych naukowców. Dr hab. Marek Kasprzak prowadzi przełomowe o badania wieloletniej zmarzliny w okolicznych dolinach i na wybrzeżu.

Czym obecnie zajmują się naukowcy przyjeżdżający na stację?

Wskazałbym trzy kierunki badań, które realizowane są na Stacji. To szeroko pojęte badania środowiskowe doliny Brattegg, ciekawego system dolinnego z interesującym system jezior polodowcowych. Drugi to przedpole lodowca Werenskiolda będące polem do popisu dla glacjologów, geomorfologów glacjalnych, ale też ekspertów od hydrologii lodowcowej. Trzeci obszar to analiza procesów peryglacjalnych i związanych z obecnością zmarzliny w strefie brzegowej.

Stacja polarna Uniwersytetu Wrocławskiego im. Stanisława Baranowskiego

Stacja polarna Uniwersytetu Wrocławskiego im. Stanisława Baranowskiego, fot. archiwum prywatne Mateusz Cz. Strzelecki

Stacja jest otwarta na współpracę z naukowcami spoza Wrocławia. Często udostępniamy ją specjalistom z Uniwersytetu Śląskiego. Służy też grupom speleologów z Czech. W Baranówce byli członkowie słynnej rodziny Rehaków, którzy zaangażowali się w jej remont w latach 90., gdy postawili stację na betonowych fundamentach i uratowali przed zalewaniem podczas wezbrań Bratteggu W Baranówce pojawiają się partnerzy z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Niemiec.

Jakie są plany na kolejne 50 lat Baranówki?

Chciałbym, aby stacja stała się platformą naukową dla naszego nowej inicjatywy badawczej tj. Programu Badań Regionów zimnych im. Alfreda Jahna. Wspólnie z kierownikami innych stacji planujemy powołanie unii polskich stacji uniwersyteckich na Spitsbergenie. W pierwszych latach zamierzamy skupić się na temacie rozwoju jezior lodowcowych. To jeden z wątków łączących zmiany klimatu, które wpływają na szybkie wycofywanie się lodowców, z gwałtowną transformacją arktycznych krajobrazów.

Chciałbym, żeby Baranówka była katalizatorem współpracy między uczelniami. Marzy mi się, aby do Baranówki wrócili młodzi naukowcy, doktoranci i magistranci. Pobyt w Arktyce to nie tylko szansa na realizację naukowych marzeń, ale też przestrzeń i czas do formowania charakterów. W takich miejscach jak Arktyka, gdzie widać dzikość i potęgę natury, można zastanowić się nad sensem życia, człowieczeństwa. To sprawia, że takie wyjazdy mają także wymiar duchowy. A pięknych umysłów i silnych charakterów potrzebuje nie tylko nasza uczelnia, ale może i przede wszystkim cała Polska.

Rozmawiał Tomasz Wysocki