„Dzieje człowieka piszącego” Kazimierza Orłosia. Laureat Nagrody „Odry” o sobie

W czerwcu pisarz Kazimierz Orłoś odbierał w Centrum im. Willy Brandta prestiżową nagrodę miesięcznika „Odra”, a odczytujący wówczas laudację profesor Marek Zybura podkreślił, że laureat jest, od ponad półwiecza, zaangażowym kronikarzem naszej rzeczywistości. Nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazała się właśnie obszerna autobiografia Orłosia „Dzieje człowieka piszącego”, będąca swoistą kontynuacją jego wspomnień „Dzieje dwóch rodzin...”, historycznej sagi kresowych rodzin – Mackiewiczów z Litwy i Orłosiów z Ukrainy.

  • Autobiografia Kazimierza Orłosia ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego


Pisarz nieobojętny

– Należę do ludzi piszących, którzy nie potrafią się wyłączyć, nie przejmować tym, co dzieje się naokoło – powiedział kiedyś Kazimierz Orłoś. Moralne poczucie odpowiedzialności pisarz wyniósł z domu rodzinnego, łączy go ono przede wszystkim z wujem, pisarzem Józefem Mackiewiczem. Jego postać przywołuje autor nie tylko w „Dziejach dwóch rodzin...”, także w najnowszym tomie „Dzieje człowieka piszącego” podkreślając, jaki wpływ miały na niego słowa Mackiewicza, że „jedynie prawda jest ciekawa”. Stały się dla Kazimierza Orłosia swoistą busolą. „Myślę, że takie spojrzenie na literaturę, na prozę, która jest wiarygodna tylko wtedy, gdy opisuje prawdziwe życie i ludzi, jakich poznaliśmy, było mi od początku bliskie.”

Jako pisarza moralistę czytelnicy (choć tylko niektórzy szczęśliwi) najpełniej poznali Kazimierza Orłosia za sprawą powieści „Cudowna melina”, której rozdziały, rozesłane do rozmaitych pism, zablokowały publikację całej książki w Polsce. Ukazała się rok później, w 1973 roku, dzięki Jerzemu Giedroyciowi, w Instytucie Literackim w serii Biblioteka „Kultury”, a autora skazała na lata literackiej banicji, które zakończył dopiero 1989 rok. Akcja książki rozgrywała się w peerelowskim miasteczku, gdzie aparat władzy, czyli Miejska Rada Narodowa wyznaczała standardy, a nepotyzm, złodziejstwo, nadużywanie alkoholu było powszechnie akceptowanym kanonem zachowań. Przełomem dla pisarza okazał się dopiero rok 1989.

Dlatego autobiografia Kazimierza Orłosia datowana od momentu zimy 1945 roku (kiedy po klęsce Powstania Warszawskiego, wraz z rodzicami, znalazł się w Rawie Mazowieckiej i, jak podkreśla, mając skończone dziewięć lat mógł więcej zobaczyć i krytycznie spojrzeć na rzeczywistość), a zamknięta na zimie roku 1989, kiedy nakładem Wydawnictwa „Iskry” ukazało się pierwsze w Polsce oficjalne wydanie „Cudownej meliny”, a księgarnię, w której autor miał podpisywać egzemplarze, szturmowały prawdziwe tłumy czytelników.

Kazimierz Orłoś podczas uroczystości wręczenia nagrody miesięcznika „Odra”/fot. MAT

Dać świadectwo, pozostawić ślad

Proza Orłosia jest oszczędna, funkcjonalna, próżno w niej szukać językowych eksperymentów. W autobiografii jego wierni czytelnicy odnajdą ten precyzyjny sposób kronikarskiego opisu rzeczywistości, jaki znają z książek pisarza. „Dzieje piszącego człowieka” powstały, aby pozostawić ślad, „(...) danie świadectwa i opisanie na tym tle własnego losu – taki był zamiar” – pisze we wstępie autor.

Wychowany w rodzinie, w której przetrwały zasady i głęboka świadomość, by bronić dzieci przed indoktrynacją, czuł się częścią wielkiej tradycji. Także literackiej, bo obydwu wujów – Józef i Stanisław „Cat” było pisarzami. Okoliczności powrotu z emigracji legendarnego „Cata” Orłoś, wówczas student drugiego roku prawa doskonale zapamiętał.

Autor nie tylko odnotowywał fundamentalne dla kraju wydarzenia, ale uczestniczył w nich (m.in. w wydarzeniach sierpniowych w Gdańsku '80), a kiedy ukazała się „Cudowna melina” jego nazwisko trafiło do „Czarnej księgi cenzury PRL” z adnotacją „Nie należy zezwalać na publikację żadnych utworów Kazimierza Orłosia. Ewentualne publikacje dotyczące tego autora winny być każdorazowo uzgadniane z kierownictwem GUKPPiW” i stał inwigilowanym przez SB autorem. W „Dziejach człowieka piszącego” kluczowym wątkiem jest pisarstwo, ale także hołubiona rodzina.

– Natura niespecjalnie towarzyska, ale obdarzony wielką empatią i otwarciem na drugiego człowieka – powiedział o Kazimierzu Orłosiu profesor Marek Zybura, a dokładnie tę troskę wyczuwamy we wspomnieniach pisarza. Jest wreszcie wątek zakupionego na Mazurach niewielkiego domu, który stał się zarówno miejscem rodzinnych spotkań, jak i pisarską samotnią, miejscem inspirującym nowe utwory literackie (książki „Dziewczyna z ganku” i „Dom pod lutnią” – obydwa w Wydawnictwie Literackim), także jeden z najnowszych – opowiadanie „Sen o brzozie”.



Zgłoś uwagę