Wyprawa „Z Ziemi Tajskiej do Polski” – realizowany właśnie pomysł mieszkającego na stałe w Tajlandii Pawła Frączyka – wystartowała 28 lutego.
Dwa Fiaty 125 p z 1978 roku i Polonez Borewicz, rocznik 1980, wyeksportowane do Azji ponad 4 dekady temu, wracają do ojczyzny na własnych kołach przez 11 krajów, by stać się częścią ekspozycji w Muzeum Motoryzacji WENA w Oławie niedaleko Wrocławia. Mają do pokonania co najmniej 15 tys., a niewykluczone, że 18 tys. km.
Z miłości do polskich klasyków
Wrocławianin Grzegorz Kapsa, który na co dzień zajmuje się robieniem mebli na wymiar, jest jednym z pięciu uczestników wyprawy. Dlaczego do niej dołączył?
Moją pasją jest polska motoryzacja, więc gdy w zeszłym roku poznałem w Tajlandii Pawła i usłyszałem o pomyśle sprowadzenia kupionych tam polskich aut z powrotem do Polski, od razu wiedziałem, że chcę wziąć w tym udział.Grzegorz Kapsa z Wrocławia
– Moja miłość do klasyków zaczęła się 20 lat temu, kiedy kupiłem pierwszego Fiata 125p z roku 1972 i doprowadziłem go stanu jak z fabryki – dodaje. – Dlaczego postawiłem na takie auto? Ze względu na dobre wspomnienia z dzieciństwa: pierwszym samochodem w naszym domu był właśnie duży Fiat. Teraz mam w swojej kolekcji 6 klasyków, za sobą kilka rajdów Motoclassic i jeden Rajd Koguta, w którym wezmę udział także w tym roku: po wyprawie wybieram się razem z innymi uczestnikami do Zamościa.
Swoją pasją dzieli się na Facebooku na profilu Yellowbahama125p.pl - Polska Klasyka w najlepszym wydaniu.
Tajlandia, Laos, Chiny….
Gdy pierwszy raz rozmawialiśmy z Grzegorzem, był jeszcze w Tajlandii.
Ludzie w Tajlandii są bardzo życzliwi i uśmiechnięci. Przejechaliśmy tu 1900 km, więc mieliśmy okazję zobaczyć wiele rejonów: m.in. wyspę Phuket z niską zabudową, mnóstwem turystów i plażami, Bangkok - ogromną metropolię z wieżowcami i wspaniałymi zabytkami, tętniącą życiem 24 godziny na dobę i klimatyczny, pełen pięknych świątyń i dużo mniej zatłoczony Chiang Mai na północy.Grzegorz Kapsa z Wrocławia
Po długim czekaniu na granicy uczestnicy wyprawy wjechali do Laosu, gdzie mieli do pokonania 250 km. Niewiele, jednak drogi były tam bardzo kiepskie, choć – jak napisali – widoki wynagradzają wszystko.
Teraz są w Chinach, gdzie spędzą prawdopodobnie około 20 dni – do przejechania przez to państwo mają 6,8 tys. km.
– Musieliśmy wyrobić chińskie prawo jazdy i dostaliśmy na czas przejazdu tutejsze tablice rejestracyjne – opowiedział nam wczoraj Grzegorz. Właśnie wrócił z innymi członkami wyprawy z targu nocnego.
Pooglądaliśmy, posiedzieliśmy, zjedliśmy, pogadaliśmy, pośmialiśmy się. Nie chcemy tylko gonić kilometrów, ale też coś po drodze zobaczyć, zwiedzić, poczuć klimat.Grzegorz Kapsa z Wrocławia
W Chinach przydarzyła się im większa awaria (te mniejsze są na porządku dziennym i radzą sobie z nimi sami).
„Znaleźliśmy najlepszego fachowca w Chinach!! Zobaczcie, układ wydechowy naprawił w 30 minut” – napisali na Facebooku.
Następny kraj: Kazachstan, gdzie będą mieli do pokonania 3,5 tys. km. Potem Rosja, Gruzja, Turcja, Bułgaria, Rumunia, Węgry i Słowacja. Podróż będzie trwała 2 miesiące, choć może być i tak, że trochę się przedłuży.
Z Ziemi Tajskiej do Polski. Gdzie można śledzić wyprawę?
Relację z wyprawy można śledzić w wielu miejscach, m.in.
- w serwisie YouTube na kanale Pawła Frączyka
- na Facebooku Pawła Frączyka
- w serwisie You Tube na kanale Muzeum Motoryzacji Wena w Oławie.