wroclaw.pl strona główna Akademicki Wrocław – studia i uczelnie wyższe we Wrocławiu Akademicki Wrocław - strona główna

Infolinia 71 777 7777

19°C Pogoda we Wrocławiu
Ikona powietrza

Jakość powietrza: umiarkowana

Dane z godz. 10:30

wroclaw.pl strona główna

Reklama

  1. wroclaw.pl
  2. Akademicki Wrocław
  3. Aktualności
  4. Wrocławianie w drodze na Marsa
Wrocławianie w drodze na Marsa

Wizualizacja bazy marsjańskiej Space Is More, fot. Space Is More

Młodzi naukowcy z grupy Space Is More przywieźli wyróżnienie z konkursu NASA w na projekt budowy bazy na Marsie. To kolejny sukces wrocławian w międzynarodowej imprezie. - Rozwija się nowy wyścig kosmiczny, już nie między krajami, ale prywatnymi instytucjami. Firmy chcą wysyłać ludzi na stację kosmiczną, planują wydobywanie szlachetnych metali z asteroid. Najbardziej możni ludzi tego świata inwestują grube miliony w przemysł kosmiczny – mówią Leszek Orzechowski i Szymon Gryś z grupy Space Is More.

Reklama

Oglądaliście już panowie „Marsjanina” Ridleya Scotta?

Leszek Orzechowski: No pewnie. Tak naprawdę to część naszej roboty. „Marsjanina” już znacznie wcześniej czytaliśmy. Chcieliśmy sprawdzić jak książka została przełożona na język filmowy. Wyszło nieźle i trudno byłoby się przyczepić do czegokolwiek. Zresztą, nawet NASA stwierdziła, że to bardzo dobry film do promowania eksploracji kosmosu. Nie dość, że trzyma w napięciu, to także odpowiada realiom naukowym. Siedzieliście panowie z wyczekiwaniem, co nieprawdopodobnego z punktu widzenia naukowca pojawi się na ekranie?

Szymon Gryś: Już wcześniej słyszeliśmy opinie, że jest nieźle. Że niewiele zmieniono względem książki, a w książce historia bardzo mocno trzyma się realiów. Leszek: Z jednym wyjątkiem, czego, jak podejrzewam, nie udało się uniknąć ze względów dramaturgicznych. Główny bohater zostaje uwięziony na Czerwonej Planecie, kiedy rozpętuje się potężna burza i cały zespół musi uciekać. Natomiast bohater, uderzony przez fragment anteny, zostaje uznany za martwego i pozostawiony sam. Tymczasem na Marsie tak poważnej burzy by nie było. Ale trudno się na ten fakt denerwować, lepiej się cieszyć, że reszta już nie mija się z prawdą i jest bardzo dobrze zrealizowana. Jak panowie wytłumaczą dzisiejsze zainteresowanie Marsem? Filmy, relacje z badań, plany dotyczące wysyłania ludzi, podobnych informacji na temat Czerwonej Planety jest bardzo dużo w ostatnich latach.

Szymon: Na początku tej dekady zamknięto program amerykańskich lotów z wykorzystaniem wahadłowców i przemysł kosmiczny na całym świecie wpadł w zapaść. Nagle okazało się, że jedynie wysyłamy rosyjskimi rakietami ludzi w kosmos. Na Marsie lądowały łaziki, jednak przede wszystkim ciekawiło to pasjonatów. Dopiero, kiedy pojawiły się plany wysyłania ludzi w kosmos, między innymi przez Boeinga, SpaceX, wróciło zainteresowanie kosmosem. Za tym poszły takie filmy jak „Grawitacja”, „Interstellar”. Leszek: Teraz kosmos stał się nowym Neverlandem. Przez ostatnie lata funkcjonowały one na przykład w „Harrym Poterze”, „Władcach Pierścieni”, a teraz to kosmos pełni tę funkcję. To jedyny Neverland, o którym faktycznie możemy myśleć, żeby tam polecieć. On istnieje, nie jest w sferze wyobraźni, ale kwestią czasu by to zrealizować. NASA bardzo długo się wahała z przedstawieniem spójnego planu, co dalej po stacjach kosmicznych, co dalej po wahadłowcach, w których zostały utopione ogromne ilości dolarów, i które nie spełniły oczekiwań. Dopiero dwa-trzy tygodnie temu NASA pokazała dokładny plan tego, jak polecimy na Marsa. Amerykanie uruchamiają całą marketingową maszynerię, aby sprzedać ludziom ten pomysł: Za 15-20 lat lecimy na Marsa. Bądźcie na to gotowi. Tworzymy różne technologie, które będą nam do tego potrzebne.

fot. Space Is More

Panowie jesteście pewni tego, że my jeszcze doczekamy ludzi na Marsie?

Leszek: Tak. NASA można wierzyć, jeśli chodzi o ich założenia. W dodatku mają konkurencję. Rozwija się nowy wyścig kosmiczny, już nie między krajami, ale prywatnymi instytucjami. Kilka firm chce wysyłać ludzi na stację kosmiczną, kilka innych planuje wydobywanie szlachetnych metali z asteroid. Zwyczajnie, najbardziej możni ludzi tego świata inwestują grube miliony, miliardy dolarów w przemysł kosmiczny. Szymon: Europejska Agencja Kosmiczna także wybiera się w kosmos, za 10 lat chcą wrócić na Księżyc, co będzie krokiem milowym w stronę dalszej eksploracji. Zakładają budowę stacji kosmiczne po ciemnej stronie Księżyca, co jest bardzo ciekawe. Leszek: Trwa właśnie konkurs Europejskiej Agencji Kosmicznej na zaprojektowanie całej misji związanej z Księżycem na rok 2020-2030, w którym bierzemy udział. Konkurs obejmuje przygotowanie planu: co trzeba zrobić, aby powrócić na Księżyc i wybudować tam stałą bazę. Do realizacji tego projektu mamy mocny, międzynarodowy zespół.

To kolejny konkurs w tym roku, w którym udział bierze Space Is More. Niedawno wróciliście z Nowego Jorku z finału konkursu firmowanego m.in. przez NASA, gdzie znaleźliście się w pierwszej dziesiątce i dostaliście wyróżnienie.

NASA gra w otwarte karty: lecimy na Marsa za 15-20 lat i musimy brać pod uwagę to, w jaki sposób taka misja mogłaby się odbyć. Na Marsie jest bardzo niskie ciśnienie, przez co są niskie temperatury, ale też na tyle mało jest powietrza, że trudno wyhamować. Zatem nie możemy wysyłać tam dużych ładunków, nie postawimy na Marsie nic cięższego niż tona. Zapewne to się zmieni, jak się rozwinie technologia, jednak na dzisiaj nie jesteśmy w stanie postawić na Marsie dużego budynku. Dlatego NASA ogłosiła konkurs, w którym należało pokazać jak wydrukować z marsjańskiej gleby, skał kompletny habitat. Czyli nie zabieramy całego budynku, tylko drukarki, które mogą go wydrukować. Potem możemy tych habitatów tworzyć do woli. Taka była koncepcja. Oceniane było to, czy to jest w ogóle możliwe do wykonania, na czym polegają największe trudności, czy ta technologia nie jest zbyt wydumana, czy udałoby się już w ziemskich warunkach zastosować. Właśnie zastosowanie w naszych warunkach było wyżej oceniane niż zastosowanie na Marsie. Idea NASA jest taka: na Marsa lecimy za 20 lat, technologia do tego czasu na pewno się rozwinie, udoskonali, ale do tego czasu na Ziemi można wykorzystać rozwiązania powstałe z myślą o Czerwonej Planecie. Na przykład, wybudować niedrogie osiedla z wykorzystanie drukarek 3D. Ostatecznie, znaleźliśmy się w pierwszej dziesiątce.

fot. Space Is More

Co jurorzy docenili w waszym projekcie?

Prostotę wykonania i możliwość wykonania. Mimo że tematem konkursu było zaprojektowanie technologii druku na Marsie my zwróciliśmy na siebie uwagę tym, że nasza technologia w najłatwiejszy sposób mogłaby być zastosowana na Ziemi. W ciągu roku moglibyśmy stworzyć prototyp i stawiać budynki na Ziemi.

A co pokazali zwycięzcy?

Wygrali, bo mieli najbardziej oryginalny pomysł: drukowali z zamarzniętej marsjańskiej wody. Stworzyli lodowy pałac, lodowy habitat. Na Ziemi się tego nie zrobi, chyba że na Antarktydzie. To było najbardziej innowacyjne podejście do tematu, chociaż pewnie w tyle głowy im siedziało, że nie da się tej technologii zastosować powszechnie na Ziemie. Jednak postawili wszystko na jedną kartę. Dzięki temu wygrali z takimi grupami jak Foster i Partnerzy, czy drużyną Europejskiej Agencji Kosmicznej. Zajęliśmy miejsce tuż za nimi, ale to wspaniałe towarzystwo, w którym się znaleźliśmy. Możemy mówić, że jesteśmy w czołówce jeśli chodzi o architekturę kosmiczną.

Czym te konkursy są dla NASA? Amerykanie szukają w ten sposób ludzi o dużym potencjale, pomysłowych, ambitnych,  których pomysły mogą być punktem wyjścia do pracy na technologiami użytecznymi za 10-15 lat podczas misji na Marsa?

Szymon: Mimo że nie wygraliśmy, to może za kilka lat ktoś zadzwoni z propozycją współpracy. Musimy być gotowi na podjęcie wyzwania. Leszek: Podczas tych imprez rozmawiamy z wieloma ludźmi, omawiamy nasze pomysły. To bardzo intensywne spotkania, rozdajemy dziesiątki wizytówek. Fakt, z jednej strony NASA będzie czerpała z naszych pomysłów. Z drugiej strony, oni też oczekują, że swój pomysł rozwiniemy. Nowojorski etap konkursu polegał na prezentacji technologii i architektury. NASA by chciało byśmy znaleźli inwestorów, stworzyli prototyp i wydrukowali go na Ziemi. Tym wygramy kolejny etap konkursu, za który można dostać np. dwa miliony dolarów. My byśmy mieli gotowy produkt, technologię, a NASA miałaby sprawdzone rozwiązanie. Szymon: Trzeba pamiętać jak radykalnie różni się przemysł kosmiczny od jakiekolwiek innej branży. Branża motoryzacyjna jest tak potężna, że może sobie wybierać upatrzone osoby. Nasze środowisko jest dużo mniejsze, wymaga dużo czasu i pracy by się wdrożyć w tematykę, którą się zajmujemy, ale kiedy jest się już zakorzenionym w środowisku, to wiele można z niego czerpać.

W Polsce ludzi zaangażowanych w pracę na rzecz przemysłu kosmicznego jest garstka, zatem współpraca międzynarodowa wydaje się niezbędna.

Szymon: Oczywiście, Polska nigdy nie będzie dysponowała flotą wahadłowców kosmicznych. Na tym etapie, na którym jesteśmy dzisiaj, możemy zrozumieć jak działa ten przemysł, wyspecjalizować się w wąskiej dziedzinie. Tak zresztą robi Polska Akademia Nauk, gdzie powstają penetratory wykorzystywane w misjach. Znaleźli swoją niszę i dzisiaj robią najlepsze penetratory na świecie. Druga gałąź tego przemysłu obejmuje prace teoretyczne, koncepcje misji. Ich element to na przykład, takie konkursy, w których my braliśmy udział. Jeżeli przedstawi się dobre prace koncepcyjne, to jest szansa na zainteresowanie sobą agencje kosmiczną na nawiązanie współpracy. W konkursie, w którym obecnie bierzemy udział, współpracujemy z ludźmi ze Stanów Zjednoczonych, Japonii, Włoch, Wielkiej Brytanii. Taki był warunek, aby w zespole znalazły się osoby przynajmniej z dwóch kontynentów. Leszek: Polska za przynależność do Europejskiej Agencji Kosmicznej płaci 40 mln euro. Te pieniądze powinny co roku wracać do Polski w postaci projektów, finansowania różnego typu przedsięwzięć i rozwoju sektora kosmicznego. Te pieniądze trzeba wykorzystać. Niestety, dzisiaj korzystają z nich firmy zagraniczne, które mają w Polsce swoje przedstawicielstwa. Inwestycja w przemysł kosmiczny to nie jest droga fanaberia wysoko rozwiniętych państw. To się opłaca. I jest przydatna na co dzień. Codziennie korzystamy z GPS, telefonów komórkowych, patelni pokrytych teflonem, czy nawet rzepów w butach. To rozwiązanie, które pierwotnie służyły uczestnikom misji kosmicznych.

fot. Space Is More

Kiedy wasze zajęcie przestało być zabawą grupy młodych ludzi, studentów, pasją, a zrobiło się pracą na serio?

Szymon: Każdy z nas interesował się kosmosem, badaniami kosmicznymi dużo wcześniej. Jednak w momencie kiedy zabraliśmy się za pierwszy projekt „Inspiration Mars”, to już było na poważnie. Leszek: Kiedy dostaliśmy się do finału „Inspiration Mars” musieliśmy zdobyć pieniądze na wyjazd, wykazać się przedsiębiorczością. I potem kiedy trafiliśmy do NASA, zobaczyliśmy centra badawcze, to nas tak urzekło, że uznaliśmy, że chcemy to dalej robić, chcemy być częścią tego świata. To był mocny kop dla nas. W najbliższej przyszłości nie zamierzamy zwalniać tempa.

Space Is More to miejsce, które przygotuje i ułatwi znaleźć pracę członkom zespołu w dużej agencji kosmicznej?

Szymon: Oczywiście, świetnie brzmi, że się pracuje dla NASA, ale nas dużo bardziej urządzałaby praca na własny rachunek we współpracy z agencją kosmiczną. Wtedy możemy robić dalej to, co robiliśmy do tej pory, nie musimy zrzekać się dorobku Space Is More. Nie traktujemy zespołu jako miejsca, które pozwoli nam się wybić, uzyskać dobrą pracę. Chcemy rozwijać markę Space Is More. Leszek: Mamy swoją markę i dzisiaj dużo łatwiej zdobyć nam pieniądze na przygotowanie projektów. Wspierają nas także Politechnika Wrocławska, miasto Wrocław. Mamy znajomości w konkretnych firmach, które są zadowolone ze współpracy z nami. Współpraca z agencjami kosmicznymi nie ucieknie.

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama

Powrót na portal wroclaw.pl