55. Santander Jazz nad Odrą Festival: Weezdob, Keyon Harrold

Dwa dobre koncerty sobotnie. najpierw laureaci konkursu z ubiegłego roku, którzy dobrze wydali pieniądze z nagrody, czyli Weezdob Collective, potem Keyon Harrold z formacją.

  • Keyon Harrold na scenie Impartu/fot. Andrzej Rakowski

  • Perkusista Charles Haynes/fot. Andrzej Rakowski


Weezdob Collective i goście

Poznańska formacja Weezdob Collective wygrała ubiegłoroczny Konkurs na Indywidualność Jazzową, a nagrodą jest, między innymi, występ podczas kolejnej edycji Jazzu nad Odrą. Ale poznaniacy zaskoczyli, bo przygotowali nie tylko program made by Collective (gitarzysta Piotr Scholz, harmonijkarz Kacper Smoliński, saksofonista Kuba Marciniak, basista Damian Kostka oraz perkusista Adam Zagórski), ale i w znacznie bardziej rozbudowanym składzie – z zaproszonym Leszkiem Możdżerem i Poznań Jazz Philharmonic Orchestra.

Orkiestra działa od pięciu lat, jest pomysłem gitarzysty Weezdob, Piotra Scholza, któremu zamarzył się renesans jazzowych orkiestr w Polsce. Scholz, który doktoryzuje się obecnie na studiach muzycznych, jest wyjątkowo utalentowanym aranżerem. Część utworów Weezdob Collective przygotował na większy skład. Efekt? To była najciekawsza część wieczoru. 

Weezdob w pierwszej części koncertu zagrali część repertuaru z nowego albumu „Star Cadillac” nagranego za pieniądze z wrocławskiej nagrody. Potem był czas na utwory („Laniakea”, czy „Hermoso Lugar”) z płyty, na której to właśnie Poznań Jazz Philharmonic Orchestra gra Weezdob Collective.

Poznaniacy grają interesująco, nie brak im kreatywności, mają wreszcie atuty w postaci fantastycznych instrumentalistów, obok lidera, choćby Kacpra Smolińskiego, harmonijkarza i kompozytora.  

Keyon Harrold, The Mugician

Amerykański trębacz i laureat zeszłorocznej nagrody Grammy za ścieżkę dźwiękową do filmu „Miles Ahead” do Polski wraca, jak do domu. – Czuję tu zawsze feeling, to jak drugi dom – przyznał podczas koncertu w Imparcie, gdzie wystąpił ze swoją formacją. 

Keyon Harrold podczas koncertu JnO/fot. Andrzej Rakowski

Co ciekawe, początki profesjonalnej kariery Harrold, jedno z szesnaściorga dzieci dzieci z bardzo religijnej amerykańskiej rodziny, wiąże właśnie z Polską. Piętnaście lat temu wygrał w Szczecinie znaczący konkurs, w którym nagrodą była dobrej jakości trąbka. Harrold zabierał ją potem często na nagrania i koncerty, bo kolejne lata były wyjątkowo dla niego pracowite.

Grał z raperami, muzykami kojarzony ze sceną pop, jazzmanami – zawsze z najwyższej półki. Pomiędzy sesyjnymi nagraniami czasu starczyło mu jedynie na nagranie dwóch sygnowanych jego nazwiskiem albumów plus wspólną inicjatywę fonograficzną „Culture Revolution Project” z polskim saksofonistą Sylwestrem Ostrowskim (Panowie poznali się, nomen omen, podczas szczecińskich Zmagań), którego zaprosił na scenę Impartu. 

To był wieczór grania doświadczonego. Może wiek na to nie wskazuje, ale Harrold jest muzykiem sesyjnym, który „zjadł zęby” towarzysząc w studiu wielu znanym artystom, a pamiętać trzeba, że Beyonce, czy Gregory Porter selekcjonują tych, z którymi pracują. Każde dobre brzmienie „pożyczonego” muzyka odpowiednio działa na korzyść ich albumu.

W Imparcie Harrold grał m.in. „Love in Tragedy”, czy „All Connected” z płyty „Culture Revolution Project”. Fantastyczna była piosenka „Her Beauty Through My Eyes” z albumu „The Mugician”, którą Harrold zaśpiewał, a głos ma też świetny.

Keyon Harrold i na perkusji Charles Haynes/fot. Andrzej Rakowski

Nazywany nadzieją trąbki (pisał ścieżkę dźwiękową do filmu poświęconego Milesowi Davisowi, swojemu idolowi) gra świetnie, momentami wręcz hipnotyzująco, ale daje też zabłysnąć zespołowi (na basie Burniss Travis, na perkusji Charles Haynes).

Na stronie trębacza pod hasłem trasy widnieje adnotacja „No upcoming events”, więc ten wrocławski występ to taki prezent dla prawdziwych fanów.



Zgłoś uwagę