51. rocznica śmierci Zbigniewa Cybulskiego

– Wiedziałam o nim tylko tyle, że był zdolnym aktorem, w którym kochały się kobiety w różnym wieku, zagrał w „Popiele i diamencie” i młodo zginął pod kołami pociągu – mówi Mariola Pryzwan, autorka książek poświęconych Zbigniewowi Cybulskiemu. O rocznicy śmierci, jak co roku, pamiętają wielbiciele, którzy zapalą lampkę na dworcu i pod tablicą na budynku CeTA.


Feralny wypadek na trzecim peronie

W ubiegłym roku uroczyście obchodzono 50. rocznicę śmierci (i 50. urodzin) Zbigniewa Cybulskiego, który feralnej nocy 8 stycznia 1967 roku biegł na trzecim peronie wrocławskiego dworca PKP z przyjacielem Alfredem Andrysem, aby zdążyć wciąść do odjeżdżającego pociągu do Warszawy. Andrysowi się udało, Zbyszek zsunął się z oblodzonych schodków i wpadł pod pociąg. W szpitalu im. Rydygiera nie udało się go odratować. Pogrzeb (a właściwie dwa – cywilny i kościelny) zgromadził w Katowicach prawdziwe tłumy. Zofia Czerwińska wspominała, że cały pociąg relacji Warszawa-Katowice wypełniali przyjaciele i wielbiciele aktora, a warszawski taksówkarz, z szacunku do Cybulskiego, nie policzył za kurs z mieszkania aktorki na dworzec.

Wrocław ważnym miastem

Zbigniew Cybulski zginął na dworcu we Wrocławiu, ale miasto nie było tylko miejscem jego ostatniej podróży. W tutejszej Wytwórni Filmów Fabularnych (obecnie Centrum Technologii Audiowizualnych) i we wrocławskich plenerach nakręcił swoje najważniejsze filmy – „Popiół i diament” Andrzeja Wajdy, „Giuseppe w Warszawie” Stanisława Lenartowicza, „Rękopis znaleziony w Saragossie” Wojciecha Jerzego Hasa, czy „Salto” Tadeusza Konwickiego. To we Wrocławiu dowiedział się, że został wybrany do roli Stanley'a Kowalskiego w „Tramwaju zwanym pożądaniem”, amerykańskiej międzynarodowej produkcji. Dzięki niej zdobyłby sławę na świecie, ale nie zdążył zagrać. 

Reżyser Stanisław Lenartowicz pod tablicą Zbyszka Cybulskiego na budynku CeTA, dawnej Wytwórni Filmów Fabularnych/fot. Tomasz Walków

Wrocławskie kontakty Zbigniewa Cybulskiego

Aktor przyjaźnił się też z wieloma wrocławianami. Dziennikarka Elżbieta Sitek doskonale go pamięta. Nie tylko dlatego, że stłukł u niej w domu talerzyk i napisał na nim przeprosiny (przeczytacie o tym w Film "Giuseppe w Warszawie" ma 50 lat. Wywiad z Elżbietą Sitek), ale też ze względu na fakt, iż to właśnie w jej mieszkaniu leżały rzeczy zmarłego Zbyszka, zanim przyjechał po nie jego brat.

Druga z wrocławskich dziennikarek, Zofia Folta robiła z Cybulskim słynną rozmowę dla telewizji (przeczytacie o niej w Zbigniew Cybulski - niezwykła historia zdjęcia z Wrocławia).

Unikatowe zdjęcia robił Cybulskiemu na planie Stefan Kurzyp, wrocławski fotosista. Zasada była jedna – nie wolno było Cybulskiego fotografować znienacka. – Jak usiłowałem mu robić zdjęcie „w cywilu” to mówił: „Starenia, ty nie rób mi teraz, zrób na planie, jak jestem przygotowany, w kostiumie, wtedy się czuję tak, jak należy” – uśmiecha się Stefan Kurzyp i dodaje, że umowy z aktorem dotrzymał. Więcej, aktorskie kreacje Zbyszka tak zafascynowały wrocławianina, że, gdy pozwalały mu na to obowiązki, starał się być obecny na kolejnych planach filmowych Zbyszka Cybulskiego. – Starenia, uważaj, jakie mi fotografie robisz, chciałbym od czasu do czasu którąś zobaczyć – żartował aktor.

We Wrocławiu Zbigniew Cybulski odwiedzał także swoją ostatnią miłość, aktorkę Ewę Warwas, o której wszyscy dowiedzieli się oficjalnie dopiero z najnowszej biografii Zbyszka, pióra dziennikarki Doroty Karaś. To właśnie Ewa Warwas towarzyszyła aktorowi tej nocy, którą zakończył fatalny skok do pociągu. – Stwierdziłam, że nie będę tej relacji ukrywała, bo moja książka nie ma być hagiografią, zresztą żona Zbigniewa Cybulskiego, pani Elżbieta Chwalibóg-Cybulska nie próbowała zafałszowywać prawdy, zdawała sobie sprawę, że w życiu męża pojawiały się różne kobiety – opowiada Dorota Karaś.

Zofia Folta podczas telewizyjnego wywiadu ze Zbigniewem Cybulskim/fot. z archiwum Zofii Folty

Zgłoś uwagę