Leśnica tajemnicza jak Mona Lis(s)a (cz. I)

Niczym w bajce: rycerze, księżniczki, duchy…

  • Leśnica

    Przed II wojną światową jeszcze Lissa...


Jest przynajmniej kilka pretekstów, by ochoczo udać się na wizytę do pięknej Lissy. Będzie można podziwiać jej czar, ogładę i skromność. Ale gwarantowane mamy, że ta niemłoda, lecz naprawdę urodziwa dama, pokaże także parę szpetnych min.

Lissa to przedwojenna nazwa Leśnicy. To wrocławskie osiedle, o którym nie sposób nie myśleć w kategoriach osobnego miasteczka. Wprawdzie w granice miasta wcielone zostało już w 1928 r., ale trochę po znajomości – decyzję podjął burmistrz Karl Mache, który urodził się w Leśnicy.
Warto zwrócić uwagę, że do dzisiejszych czasów zachowała ona swoistą autonomię choćby w języku: wybieramy się wszak na Szczepin, na Osobowice czy na Maślice, ale nie „na”, lecz „do” Leśnicy. I tak pewnie już zostanie. A gdy już obejdziemy to mikromiasteczko, jego odrębność ujawni się też w wyraźnie zauważalnej indywidualności.

Choć pierwszych zapisów dotyczących tego grodziku doszukano się w pismach z 1201 r. (miejscowości przyznano prawo do organizowania własnych targowisk), obecną nazwę po raz pierwszy udokumentowano w łacińskim piśmie śląskiego księcia Henryka III Białego w 1266 r. w postaci Lesnitz, ale na przestrzeni kilku stuleci przybierała ona różne warianty – Lesnicza, Lesna, Leśna, a nawet Leszno, czyli po niemiecku właśnie Lissa, stąd wzięło się uzupełnienie Deutsch, dodawane dla odróżnienia od Polnisch Lissa. Ta stara nazwa nadal uwodzi wielu leśniczan swoim tajemniczym czarem. Tak nazwany został śliczny pub przy ulicy Średzkiej, taki tytuł nosi przepiękny fotoblog, z „migawkami z zachodniego krańca Wrocławia i okolic”, prowadzony już od sześciu lat przez Paulinę Miżejewską. Dziewczyna naprawdę zna się na czarowaniu za pomocą obiektywu aparatu fotograficznego, ma oko, spostrzegawczość i wrażliwość. Szkoda, że – jak sama oznajmia – nie będzie już mieć tak wiele czasu na uprawianie hobby, więc siłą rzeczy nie będzie już tak aktywna w blogosferze. Ale piękny album trwać przecież będzie w sieci (http://lissa.blox.pl).

 

Jazda z krokodylem

Dojazd do Leśnicy, choć to 10 kilometrów od centrum, to pestka. Zwłaszcza gdy się sięgnie pamięcią wstecz i przywoła telepiące tramwaje, rzucające swoimi pasażerami na prawo i lewo z powodu zdezelowanych torów i co chwila stające na długie, jak dzień bez jedzenia, postoje na mijankach.
No więc pora ruszać, nawet niekoniecznie tylko tą „dziesiątką” – jednym cudownym, absolutnie leśnickim wozem tramwajowym autorstwa artysty Tomka Brody, mieszkańca Leśnicy i zarazem dokumentalisty tego miejsca. Na tym wyjątkowym pojeździe malarz utrwalił bowiem to wszystko, co na tym osiedlu najciekawsze i najoryginalniejsze, nawet krokodyla, który mieszkał sobie w najlepsze w jednym z leśnickich mieszkań, mając do dyspozycji jeden pokój z wszelkimi wygodami.

Krokodyl to niejedyna mroczna tajemnica prastarego grodu, ale aby poznać choć część z nich, trzeba wyruszyć na poszukiwanie leśnickiej przygody. Większość wrocławian kojarzy osiedle tylko z mijaną kawalkadami aut ulicą Średzką i z zamkiem. Ale wystarczy zagłębić się w malownicze uliczki, by pokochać to miejsce miłością szczerą i nieodwzajemnioną. Już przed ostatnim leśnickim przystankiem na pętli, jeszcze zza tramwajowych okien, nacieszymy oczy pięknymi widokami. Zobaczymy po lewej stronie zachwycający dzikością i prostotą stadion Leśnica, który jednak bywał miejscem najwyższych emocji towarzyszących sportowym zmaganiom.

 

Leśnicki stadion, choć wygląda niepozornie, dysponuje pełnowymiarowym boiskiem z trybunami dla tysiąca widzów, boiskiem treningowym i torem żużlowym

 

Następnie należy szybko, z refleksem, odwrócić głowę, by spojrzeć na jeden z najbardziej niestandardowych w kształcie budynków – niewielki „kiosk” po prawej stronie, przy ulicy Jeleniogórskiej. Zafrapować on może każdego architekta, który pewnie zaraz puści wodze wyobraźni i dorysuje sobie w głowie bryłę całego budynku, zniszczonego w czasie wojny.

 

To wszystko, co zostało z domu widocznego na rycinie poniżej

 

A dom to nie byle jaki. Zachowała się na szczęście archiwalna rycina, więc nie ma wątpliwości. Tu mieszkali i prowadzili rodzinny biznes Meisnerowie, jak zresztą wynika z napisu z nazwiskiem przedsiębiorcy mającego na parterze sklep z delikatesami spożywczymi, ale pewnie również i z domową chemią, skoro w wystawowym oknie wyraźnie widać reklamę pewnego proszku.
W tej rodzinie, a może nawet i w tym domu u zbiegu Berliner Chaussee i Hirschberger, w Boże Narodzenie 1933 r. przyszedł na świat mały Joachim. W przyszłości miał zostać księdzem, a potem nawet biskupem diecezjalnym Berlina oraz arcybiskupem metropolitą Kolonii. I choć wyjechał z Wrocławia, mając kilka lat, w pewnym sensie w nim pozostał: jako kilkunastolatek podjął studia teologiczne na uczelni w Neuzelle, miejscowości leżącej w granicach przedwojennej diecezji wrocławskiej. Jako duszpasterz wracał i wraca do Leśnicy, by pomagać materialnie, „poprawiać” historię, nawiązywać dialog polsko-niemiecki, wspomagać ratowanie zabytków, także tych, które były składnikami krajobrazu jego dzieciństwa. Kardynał jest kawalerem Krzyża Wielkiego Orderu Odrodzenia Rzeczpospolitej Polskiej oraz doktorem honoris causa KUL. W dalszej drodze spotkamy się jeszcze z tą postacią.

 

Dom rodziny Meisnerów
źródło: dolny-slask.org.pl

 

Na wprost tego, co pozostało z domu przyszłego niemieckiego biskupa, po drugiej stronie ulicy zobaczymy w oddali wejście i szyld Starej Garbarni, domu weselnego i miejsca innych imprez, balów, uroczystości, a na pierwszym planie ładny budynek hotelu i restauracji, w przeszłości stanowiący własność fabrykanckiego rodu Rheinland, parającego się branżą maszynową, potem będący szkołą pielęgniarską i przedszkolem ze wspaniałym otoczeniem.

 

Hotel i restauracja to dawna rezydencja rodziny fabrykantów

 

Kto zechce przyjrzeć się z bliska tym ciekawostkom i wysiądzie z tramwaju na przystanku Jeleniogórska, będzie miał też przyjemność przejścia po podwójnym mostku Średzkim. W tym miejscu wypada się zadumać, bo to niezwykły most, to kawał historii!

 

Poczwórny most

 

Encyklopedycznie Średzkie to zespół czterech mostów – dwa stare, wybudowane w 1948 r. w miejsce zniszczonych wojennymi działaniami i dwa mosty postawione w 1995 r. Do czasu tej modernizacji z połowy lat 90. przekraczanie granicy ulicy Kosmonautów i Średzkiej było dla kierowców i motorniczych tramwajów prawdziwą udręką – wąski paseczek drogi musieli dzielić sprawiedliwie, a nie zawsze się udawało.
To historyczna przeprawa przez Bystrzycę. Od wielu setek lat ludzie stawiali w tym samym miejscu kolejne drewniane mosty, coraz doskonalsze, a wciąż zniszczalne, by w pierwszych latach XX w. zabrać się za budowę kamiennego, łukowego mostu, który zdewastowały świadomie podłożone przez Niemców ładunki, mające za zadanie zmienić choć odrobinkę nieunikniony już bieg historii. 

 

Takim drewnianym mostem można było przed laty przejść nad Bystrzycą
źródło: dolny-slask.org.pl

 

Miniemy również widoczny w dole młyn. I znów należy pochylić głowę przed przeszłością – poprzednik tego obecnego młyna powstał w tym miejscu w 1398 r.! Ileż pokoleń leśniczan poznało smak chleba z mąki zmielonej dzięki nurtowi Bystrzycy, tu przechodzącej w odnogę młynówki.
Budynek, widoczny z mostu, zbudowany został w 1932 r., widział więc niejedno i pracował dla wielu młynarzy. Dziś należy do prywatnej firmy, ale zakończył służbę i już nie mieli ziarna.

 

 

Młyn...

 

...i młynówka

 

Młyn to pierwszy adres na Średzkiej, z mostu wejdziemy wprost na tramwajową pętlę, serce komunikacyjne grodu i miejsce, z którego patrzy na wszystko pomnik Jana Pawła II, model standardowy.

 

Pomnik Jana Pawła II, model klasyczny, do zobaczenia w wielu polskich miastach
fot. lissa.blox.pl

 

 

Małe miasteczko, wielka historia

Piastowskiej przeszłości Leśnicy nie trzeba doszukiwać się na siłę – tu naprawdę znajdował się w XII w. zamek Piastów, tu 7 grudnia 1201 r. zmarł Bolesław Wysoki, wnuk Bolesława Krzywoustego. Tu z całą pewnością spędzali Boże Narodzenie w 1230 i 1231 Henryk I Brodaty i księżna Jadwiga, Bolesław Rogatka zwołał na zamku w 1241 r. wiec, z miejscem związany był Henryk Probus, który nadał Leśnicy w 1270 r. status grodu rycerskiego i ustanowił zasady jego funkcjonowania. Bywali tu jeszcze ostatni z Piastów wrocławskiej linii, aż po Henryka VI, który debatował tu z czeskim władcą Janem Luksemburskim o losach Śląska.
Nadal herb osiedla to, jak przed wiekami, pół piastowskiego orła i uzbrojone rycerskie przedramię. Ten dumny symbol z czasów świetności, trwających do XV w., „przeżył” nawet wówczas, gdy gród zamienił się w kompletną wiochę, a nawet gdy kilka razy kompletnie spłonął, np. zamieniony w perzynę przez wojska szwedzkie w 1633 r. Sto lat później powoli odradzające się terytoria stały się własnością klasztorną zakonu Krzyżowców z Czerwoną Gwiazdą.

 

Herb Leśnicy

 

Jednak czas najprężniejszego rozwoju Leśnicy to lata poprzedzające wybuch I wojny światowej. Co fantastyczne, większość z tych budowli, powstałych w tamtym czasie, cieszy oko do dziś.
Można uznać, że osiedle jest zabytkiem samo w sobie – na listę narodowego dziedzictwa wpisane zostały nie tylko pałac, park, kościół i pojedyncze budynki mieszkalne, ale i układ urbanistyczny, stworzony przez kolejne pokolenia gospodarzy.
Zdążymy się nacieszyć tym zabytkiem, przemierzając leśnickie uliczki. Przed nami długi spacer, spotkania z pięknem architektury, przyrody i z historią.

Cdn.

Tekst i fot.: Barbara Chabior

Zgłoś uwagę