Pisarka Ewa Stachniak i jej Wrocław [WIDEO]

Ewa Stachniak. Wrocławianka, która od lat 80. mieszka w Toronto. Jej książki tłumaczono na kilkanaście języków i są bestsellerami m.in. w Niemczech. W Polsce ukazała się właśnie "Cesarzowa nocy" o carycy Katarzynie (nakładem Znaku). Autorkę namówiliśmy na spacer po ważnych dla niej miejscach we Wrocławiu. Od Rynku przeszliśmy na Ostrów Tumski.

  • Ewa Stachniak, Wrocław

    Ewa Stachniak przy pomniku Aleksandra hr. Fredry, miejscu spotkań/fot. Tomasz Walków

  • Ewa Stachniak Wrocław

    Kamieniczki Jaś i Małgosia były dla pisarki magiczne i miała własne teorie na temat tego, kto w nich mieszkał/fot. Tomasz Walków

  • Ewa Stachniak, Wrocław

    Uniwersytet Wrocławski, gmach przy pl. Nankiera. Dziś siedziba Filologii Polskiej, niegdyś także Anglistyki/fot. Tomasz Walków

  • Ewa Stachniak, Wrocław

    Ukochany Ostrów Tumski/fot. Tomasz Walków

  • Ewa Stachniak, Wrocław

    Most Piaskowy z kłódkami. W Toronto jest ich tylko kilka - z żalem zauważyła Ewa Stachniak/fot. Tomasz Walków

  • Ewa Stachniak, Wrocław

    Zdjęcie na pamiątkę, Ewa Stachniak fotografuje panoramę z Ostrowem Tumskim/fot. Tomasz Walków

  • Ewa Stachniak, Wrocław

    W młodości Ewa Stachniak chętnie przychodziła na Ostrów Tumski/fot. Tomasz Walków

  • Ewa Stachniak, Wrocław

    Ogród Botaniczny, w którym Ewa Stachniak spędziła sporą część dzieciństwa/fot. Tomasz Walków



Magdalena Talik: Jak Wrocław zmienił się od czasów Pani młodości?

Ewa Stachniak: Niesamowicie! Pamiętam moje pierwsze powroty tutaj w latach 90.  To był Wrocław niepewny, który się wstydził jakichkolwiek powiązań z Niemcami i z Breslau. W dzieciństwie byłam zresztą przekonana, że "Breslau" to jest takie samo słowo jak "cholera", bo dorośli się krzywili, kiedy je wymawiali. Teraz wracam do miasta celebrującego swoją przeszłość, gdzie nazwiska niemieckich naukowców widnieją na bramach Uniwersytetu w towarzystwie nazwisk polskich profesorów. Wrocław jest teraz dla mnie bardziej autentyczny, dojrzały.

Magdalena Talik: Jaki był tamten Wrocław z lat 60. ,czy z lat 70. ?

Ewa Stachniak: To było miasto ruin. Pamiętam najpierw okres wywożenia gruzów, potem pustych placów, rekonstrukcji wspaniałych, zabytkowych budynków i wznoszenia tych niezbyt pięknych. Wrocław lat 60. i 70. był biedny, szary, jak wiele innych polskich miast. Urok wielu starych kamienic dostrzegłam dopiero niedawno, po najnowszych remontach. Teraz błyszczą i zachwycają, a wtedy nie przykuwały uwagi. Nie zmienił się natomiast bruk, kostka. Kiedy chodzę ulicami Wrocławia, czuję ten stary Wrocław pod stopami.

Magdalena Talik: Czy w Toronto, gdzie Pani obecnie mieszka, dostrzega Pani jakiś wspólny mianownik z Wrocławiem?

Ewa Stachniak: Tu opowiem Pani ciekawą historię. Mniej więcej 14 lat temu przeprowadziłam się z mężem z miejscowości położonej nieopodal Toronto do samego miasta. Kupiliśmy stary, stuletni dom. Pamiętam dokładnie moment, kiedy podpisaliśmy umowę. Był późny wieczór, wyszliśmy na ulicę i nagle usłyszałam przejeżdżający tramwaj. Łzy stanęły mi w oczach, bo poczułam się tak, jakbym była we Wrocławiu. Z okna mojego dawnego mieszkania przy Wapiennej zawsze słychać było wieczorem przejeżdżające tramwaje. To były odgłosy, które dawały bezpieczeństwo, poczucie, że jestem w domu.

Magdalena Talik: Dom był wyjątkowy. Wychowała się Pani jako córka słynnej paleontolożki Anny Jerzmańskiej. Odziedziczyła Pani po niej naukową pasję?

Ewa Stachniak: Wychowywała mnie mama paleontolog i ojciec geolog, więc kiedy dorastałam musiałam zwracać uwagę na skały, drzewa, faunę, klimat. Bardzo mi się to przydaje jako pisarce. Zawsze muszę osadzić akcję w konkretnym miejscu, z konkretnymi szczegółami. Unikam wszelkich ogólników. Nie drzewo, ale akacja, dąb czy jodła. Nie kamień, ale granit, wapień lub piaskowiec. Dobre pisanie to także umiejętność oddania faktury rzeczywistości poprzez konkrety.

Magdalena Talik: Porozmawiajmy o „Cesarzowej nocy”. To Pani druga książka o Katarzynie Wielkiej. W pierwszej – „Grze o władzę” narratorką była służąca podglądająca karierę młodziutkiej Katarzyny na dworze carskim, tym razem słuchamy odczuć samej Katarzyny.

Ewa Stachniak: Uznałam, że jedynym głosem ciekawszym niż głos służącej- szpiega będzie głos samej carycy, ale nie zdecydowałam się na narrację w pierwszej osobie. Książka jest wprawdzie napisana z punktu widzenia Katarzyny, słyszymy jej myśli, rejestrujemy wrażenia, reakcje na otoczenie, ale nie jest to monolog.

Magdalena Talik: A skąd Pani wiedziała, o czym myślała Katarzyna?

Ewa Stachniak: Nieustannie prowadzę rekonstrukcję kulis historycznych. Jeżeli coś się dzieje, to musiało być czymś innym poprzedzone. Przy przebudowie carskich pałaców musieli być budowniczowie, na pewno nie raz przekroczono budżet, bo zawsze przekraczano, na pewno nie oddano wszystkiego w terminie, na pewno zleceniodawca się denerwował. W związku z tym mogę odtworzyć rozmowę Katarzyny z nadwornym architektem któremu zleciła przebudowę Carskiego Sioła, nawet jeżeli nie posiadam na ten temat pełnych informacji, choć akurat w tym przypadku do części z nich dotarłam. Czy rzeczywiście Katarzyna Wielka rozmawiała tego dnia i w tym pokoju z tym architektem? Pewnie nie, ale taka rozmowa gdzieś się przecież odbyła i jako pisarka mam prawo do własnego spojrzenia na rzeczywistość i umiejscowienia jej w konkretnej przestrzeni. Oczywiście, jest to moja koncepcja Katarzyny, choć stale korzystałam z dostępnych mi dokumentów: jej pamiętników, listów, jakie pisała Caryca i jakie pisano o niej. Brałam też poprawkę na to, że nie zawsze to, co pisała w liście było dokładnie tym, co naprawdę myślała. Polityczna poprawność obowiązywała także i wówczas.

Magdalena Talik: Opisuje Pani ostatnie chwile z życia Katarzyny, podzielone na minuty. U historyków było wiele wersji śmierci Carycy. W niektórych dowodzono, że została zamordowana kiedy korzystała z toalety.

Ewa Stachniak: Ale to nieprawda. Było wielu świadków jej śmierci i zostawili po sobie sprawozdania i pamiętniki  – a ja spisałam zachowane obserwacje i skonsultowałam z lekarzami, specjalistami od udarów mózgu. Wszyscy potwierdzili, patrząc na listę symptomów, że przyczyną zgonu był rozległy wylew, poprzedzony wcześniej serią mikroudarów. Pamiętajmy, że Katarzyna miała cukrzycę - co najmniej na sześć lat przed śmiercią - zresztą fatalnie leczoną. Nadworny medyk zapisywał jej kieliszek słodkiego wina dziennie na poprawienie krwi. Współczesna medycyna zna konsekwencje takiej diety. Co do samego udaru, to też wiemy o wiele więcej niż w osiemnastym wieku. Lekarze specjaliści potwierdzili iż Katarzyna najprawdopodobniej była dość długo świadoma tego co się wokół niej działo, choć otaczający ją dworzanie i rodzina mylnie uważali, że straciła przytomność. Wiemy że starała się podnieść, że chwyciła dwórkę za rękę. Wiemy, że była sparaliżowana, że nie mogła mówić. Monarchini absolutna, caryca Wszechrusi straciła władzę nawet nad własnym ciałem. Jednocześnie, w sąsiednim pokoju, rozgrywały się dramatyczne sceny przejmowania władzy. Jej syn, Paweł, zwoływał kolejnych dworzan, domagał się deklaracji poddania jego woli, niszczył papiery matki i rozkazy z którymi się nie zgadzał. Odmawiał jej nawet prawa do pogrzebu.

Magdalena Talik: Po jej śmierci syn zamazywał jej rolę w historii. Jak była postrzegana w czasie swoich rządów przez samych Rosjan? 

Ewa Stachniak: Podczas panowania Katarzyny Rosja rozkwitła, a sama imperatorowa była kochaną i podziwianą matuszką narodu. Pierwsze symptomy panowania Pawła, a zwłaszcza niezrozumiała dla wielu nienawiść do matki zostały przyjęte z przerażeniem, jak gdyby władzę objął ktoś niespełna rozumu. Sama decyzja Pawła, żeby zatrzeć i zniszczyć ślady działalności Katarzyny miała konsekwencje polityczne i dynastyczne. Osłabiła Rosję, zniszczyła po części dziedzictwo Katarzyny. W rodzinie Romanowów z czasem zaczęto uważać, że żadna kobieta nie mogła być dobrą carycą. Przeglądałam pamiętniki wielkiego księcia Aleksandra, tego który po rewolucji październikowej musiał uciekać do Paryża. Pisał w nich, jak to Katarzyna była słabą, bojącą się własnego cienia kobietą, a Rosją rządzili otaczający ją mężczyźni. W pamięci rodziny przetrwał bardzo sfałszowany obraz monarchini, którego nie potwierdzają żadne oficjalne dokumenty. Komuniści też starali się zanegować należne jej w historii Rosji miejsce. Dopiero po pierestrojce historycy powoli przywracają pozycję Katarzynie. Badania nad jej postacią i rządami nadal trwają i z ciekawością je śledzę. 

Magdalena Talik: Na początku książki wyliczeni zostali wszyscy bohaterowie, po to by czytelnik nie pogubił się wśród historycznych postaci. Jest tam aż ośmiu kochanków Katarzyny. Była do nich przywiązana, ale nie dzieliła się władzą.

Ewa Stachniak: To prawda, choć hojnie ich wynagradzała. Każdy Faworyt miał oficjalną pozycję na dworze, otrzymywał pensję i wszelakie apanaże, a niektórzy nawet więcej niż im się należało. Faworyci byli zawsze młodsi od carycy i nigdy nie pochodzili z tych najstarszych  szlacheckich rodów, lecz raczej z drobniejszej szlachty. Dla Orłowa, Zawadowskiego, Mamonowa czy Zubowa bycie kochankiem imperatorowej było wielkim awansem. Katarzyna nie uznawała związków partnerskich, to do niej należała władza absolutna. Jedyny wyjątek zrobiła dla Grigorija Potiomkina, wielkiej miłości, z którym najprawdopodobniej zawarła morganatyczny ślub  i stworzyła coś na kształt  otwartego małżeństwa. Dzięki temu ich miłość przetrwała, mimo podobnego temperamentu.

Magdalena Talik: A rola Stanisława Augusta Poniatowskiego, kochanka, ojca dziecka Katarzyny?

Ewa Stachniak: Poniatowski jest dla mnie postacią tragiczną, przegraną. Gdyby po powrocie do Polski  pogodził się z fantem, że wielka miłość między nim a  Katarzyną się skończyła, jego losy potoczyłyby się inaczej. A został królem narzuconym, zależnym od protektoratu carycy, niechcianym, poniżanym i zwalczanym. Bez szans na polityczną wygraną. Patrząc na niego oczami Katarzyny nie mogłam powstrzymać irytacji. Bo jak ocenić kolejny list z Grodna, w którym raz jeszcze Stanisław znowu poddańczo uprasza o nierealne i politycznie niemożliwe pozwolenie wyjazdu do Włoch, lub o pieniądze etc.? Z jednej strony szanuję, że czuł się odpowiedzialny za swoich podwładnych, chciał im zapewnić utrzymanie, z drugiej widzę jego nieprzystawalność do ówczesnych realiów. W tym petersburskim okresie miłości Katarzyna i Stanisław na pewno byli dla siebie ważni, ale każdy kolejny rok ich panowania pogłębiał przepaść. Poniatowski miał inną niż Katarzyna osobowość – wspomnienia z przeszłości były dla niego ważne, może nawet zbyt ważne. Katarzyna zamykała przeszłość i szła dalej, choć nie zawsze przychodziło jej to łatwo. On miał nadzieję, że osobiste sentymenty wpłyną na politykę.

Mimo wszystko lubię go bardzo…

 

rozmawiała Magdalena Talik

fotografował Tomasz Walków

film zrealizował Arkadiusz Cichosz

 

 

Zgłoś uwagę