Chopin, Brahms, Wagner. Kompozytorzy, który byli we Wrocławiu

Dziś te nazwiska zna i kocha cały świat – Chopin, Weber, Brahms, Wagner, Strauss. Niewielu wrocławian wie, że wszyscy oni odwiedzili Wrocław i dobrze zapamiętali to miasto. Chopin wspomniał je w liście, Weber zaczął tu pisać operę, a Brahms skomponował „Uwerturę Akademicką” na cześć Uniwersytetu Wrocławskiego. Jakimi ścieżkami chadzali u nas wielcy mistrzowie?

  • fryderyk chopin wrocław

    Fryderyk Chopin, portret A.Miroszewskiego z 1829 roku z okresu, kiedy był we Wrocławiu

  • fryderyk chopin wrocław

    Głowa Fryderyka Chopina z rzeźby, jaka znajduje się na ulicy Oławskiej z podpisem "Fryderykowi Chopinowi-Wrocławianie"/fot. Tomasz Walków

  • fryderyk chopin wrocław

    Notatka prasowa z dziennika "Breslauer Zeitung", w której przeczytamy o tym, że Chopin zatrzymał się w zajeździe "Pod Złotą Gęsią"

  • johannes brahms wrocław

    Johannes Brahms

  • richard wagner wrocław

    Richard Wagner, fotografia z 1871 roku


Chopinowi nie chciało się wyjeżdżać z Wrocławia

Po raz pierwszy był u nas na przełomie lipca i sierpnia 1826 roku, jadąc do uzdrowiska Bad Reinerz (Duszniki-Zdrój). Dostał od swojego warszawskiego profesora Józefa Elsnera zadanie bojowe – miał wręczyć listy dwóm jego przyjaciołom. Pierwszym był kapelmistrz katedralny Joseph Ignaz Schnabel, drugim organista z kościoła św. Elżbiety Friedrich Wilhelm Berner. Wiadomo, że w drodze do wód nie udało się przekazać korespondencji, ale gdy rodzina Chopinów zmierzała z powrotem, Fryderyk spotkał się z panami, a przed Schnablem także zagrał w katedrze. Trzeci raz kompozytor przyjechał do Wrocławia jako dziewiętnastolatek, we wrześniu 1829 roku. Wiemy, że wspólnie z przyjaciółmi, Ignacym Maciejowskim i Alfonsem Brandtem, zatrzymali się w zajeździe Ruciany Wianek przy ul. Oławskiej.

Ulica Oławska, widok z 1826 roku

Najwięcej informacji mamy natomiast o czwartej i ostatniej zarazem wizycie Chopina na początku listopada 1830 roku. Nocował wtedy razem z przyjacielem Tytusem Wojciechowskim w gospodzie Pod Złotą Gęsią na obecnej ulicy Ofiar Oświęcimskich (mieściła się bliżej ulicy Szewskiej), poszedł do teatru i skorzystał z usług fiakra, który zabrał go m.in. do Rynku i na Ostrów Tumski. Dał się też namówić na koncert w Hotelu Polskim przy obecnej ulicy Biskupiej, zagrał, a po występie skarżył się w liście, że „nic prócz bulionu nie przyjął”, i obserwował z rozbawieniem tańce, czyli „niezgrabne skoki niemieckie”. Ale wrażenia z Wrocławia musiał mieć bardzo miłe, bo rodzinie donosił: „Z Wrocławia nie chciało nam się bardzo wyjeżdżać”. Dziś nasze miasto jest jednym z nielicznych, w których Chopin dał publiczny koncert (zagrał ich w życiu tylko ok. 30!).

Nastolatek Weber kapelmistrzem Teatru Miejskiego

Dziś Carl Maria von Weber jest znany na świecie jako twórca niemieckiej opery narodowej „Wolny strzelec” i znakomity kompozytor, który wielką karierę zaczynał… we Wrocławiu. Dokładnie 11 lipca 1804 roku został mianowany kapelmistrzem Teatru Miejskiego (wówczas u zbiegu ulic Oławskiej i Piotra Skargi). Miał zaledwie 18 lat!  Z dokumentów wiadomo, że jego dwuletni pobyt we Wrocławiu i praca z tamtejszą orkiestrą znacznie poprawiła poziom zespołu. Weber słynął z precyzji i wprowadził wiele zmian, zwłaszcza dotyczących rozmieszczenia orkiestry, co wpłynęło na jej brzmienie. Pierwszą premierą, jaką przygotował, była „Łaskawość Tytusa” Mozarta. Wena nie opuściła go w naszym wówczas ponad 60-tysięcznym mieście. Zaczął tu komponować operę „Liczyrzepa” (Rübezahl), a publiczność miała okazję posłuchać uwertury i fragmentu jednego z chórów.

Tablica z wizerunkiem Carla Marii Webera widnieje na IX Liceum Ogólnokształcącym/fot. Tomasz Walków

Jedną z przyczyn rezygnacji ze stanowiska był fakt, że nie miał wystarczająco dużo czasu, by zająć się pisaniem utworów, ale pobyt w mieście wspominał życzliwie. „Powołanie na stanowisko dyrektora muzycznego we Wrocławiu otworzyło mi pole do wzbogacenia mojej wiedzy. Stworzyłem nową orkiestrę i chór” – wspominał. Wrocławianie o nim nie zapomnieli i śledzili z ożywieniem jego karierę. Dowód? Premiera „Wolnego strzelca” odbyła się we Wrocławiu już w 1821 roku, krótko po berlińskim wystawieniu jej po raz pierwszy.

Johannes Brahms doktorem honoris causa Uniwersytetu Wrocławskiego

Taki zaszczyt spotkał wielkiego mistrza tylko raz w życiu i to właśnie we Wrocławiu! Wszystko za sprawą Salomona Kauffmanna, dziadka słynnego naukowca Maksa Borna. To właśnie bogaty przemysłowiec, który prowadził we Wrocławiu salon artystyczny wspólnie z filozofem Wilhelmem Diltheyem, przekonali władze Uniwersytetu Wrocławskiego, by przyznały Johannesowi Brahmsowi tytuł doktora honoris causa („Johani Brahms Holsato artis musicae severioris in Germania nunc principi”). Stało się to 14 marca 1879 roku i z tej uroczystej okazji mistrz skomponował „Uwerturę Akademicką” grywaną przez orkiestry do dziś dnia. Jej prawykonanie nastąpiło w styczniu 1881 roku. Wtedy także dwa pierwsze takty utworu Brahms wpisał do sztambucha (tzw. Poesie-Album) córki Kauffmanna, Margarethy. Zeszyt się zachował, dziś znajduje się w bibliotece w Edynburgu.

Dwa pierwsze takty „Uwertury Akademickiej” Brahms wpisał do sztambucha matki Maksa Borna

Ale Brahms bywał we Wrocławiu częściej. Obliczono, że aż ośmiokrotnie (od 1874-1886 roku). Po raz pierwszy wzbudził wielki entuzjazm publiczności w 1874 roku, grając własny Koncert fortepianowy d-moll. Jego biograf wyraźnie wspominał wrocławską próbę przed koncertem i pamiętał, że Brahms „jak lew uderzał palcami w klawisze fortepianu”. Wiemy, że w 1878 roku mistrz był obecny przy otwarciu odrestaurowanej Sali Springera (przy obecnej ul. Piłsudskiego), która od tamtej pory nosiła nazwę Wrocławskiego Domu Koncertowego, mogącego pomieścić nawet 1200 melomanów. Grał także w Oratorium Marianum, sali muzycznej Uniwersytetu Wrocławskiego.

Wagner bije rekordy popularności

Ewa Michnik, realizując „Pierścień Nibelunga”, tetralogię Wagnera i przyciągając tysiące widzów, nie rozbudziła apetytu na muzykę niemieckiego mistrza, bo wrocławianie zawsze go uwielbiali. W II połowie XIX wieku jego twórczość budziła wielkie zainteresowanie. Zanim w 1863 roku kompozytor przyjechał do Wrocławia, premierę miały tu już jego „Tannhäuser”, „Holender Tułacz” czy „Lohengrin”. Niewysoki, ale charyzmatyczny Richard Wagner zjawił się u nas w grudniu, a 7. dnia miesiąca dyrygował specjalnym koncertem, w programie którego znalazły się fragmenty jego dramatów, m.in. pieśń miłosna z „Tristana i Izoldy”. Do końca XIX wieku jego dramaty i opery stanowiły znaczący procent wszystkich wystawianych w Teatrze Miejskim tytułów.

Fotografia Richarda Straussa, który we Wrocławiu został owacyjnie przyjęty

Strauss dziękuje wrocławianom

Niemiecki mistrz Richard Strauss (niespokrewniony z „tymi Straussami”), twórca oper „Kawaler srebrnej róży” czy „Salome” i wielkich poematów symfonicznych, także regularnie bywał we Wrocławiu, choć informacje są tu bardziej skąpe. Wiemy natomiast, że do historii przeszła premiera jego „Salome” w lutym 1906 roku we wrocławskim Teatrze Miejskim (dzisiejsza Opera Wrocławska). Świetna inscenizacja oraz żywiołowa reakcja publiczności skłoniły Straussa do wyrażenia swojej wdzięczności. Napisał nawet pełen peanów tekst z podziękowaniami do dziennika „Schlesische Zeitung”.

Zgłoś uwagę