„Balladyna” inna niż wszystkie [po premierze w Capitolu]

Agnieszka Olsten zaskakuje – jej „Balladyna” w Capitolu jest rodzajem spektaklu, który tworzy się na oczach widza. Olaf Brzeski rysuje, aktorzy budują na nowo zdekonstruowany przez reżyserkę dramat Słowackiego. Ten „work in progress” jest jednak przemyślany i zamknięty.

  • "Balladyna" - premiera w Teatrze Muzycznym Capitol mat. prasowe

    "Balladyna" - premiera w Teatrze Muzycznym Capitol mat. prasowe

  • "Balladyna" - premiera w Teatrze Muzycznym Capitol mat. prasowe

    "Balladyna" - premiera w Teatrze Muzycznym Capitol mat. prasowe

  • "Balladyna" - premiera w Teatrze Muzycznym Capitol mat. prasowe

    "Balladyna" - premiera w Teatrze Muzycznym Capitol mat. prasowe

  • "Balladyna" - premiera w Teatrze Muzycznym Capitol mat. prasowe

    "Balladyna" - premiera w Teatrze Muzycznym Capitol mat. prasowe


Połączenie romantycznego dramatu z teatrem muzycznym okazało się bardzo udanym eksperymentem. Niepokojąca muzyka Kuby Suchara i śpiewający do niej aktorzy wprowadzają widzów w metafizyczny wymiar, tak bliski romantykom. Nie spodziewajmy się jednak lekturowego przedstawienia dzieła Juliusza Słowackiego. To byłoby nie tyle za proste, ile kompletnie niepotrzebne. Historię siostrobójczyni Balladyny zna chyba każdy, ale nie każdy zastanawia się nad tym, czym współcześnie może być „Balladyna”. Agnieszka Olsten szuka nowego odczytania tej historii, dlatego do dramatu włącza fragmenty „Genzis z Ducha”, „Króla Ducha”, wiersz „Uspokojenie” Słowackiego i fragmenty „Legendy” Stanisława Wyspiańskiego.

Scenografia przenosi nas w nierzeczywistą przestrzeń. Olbrzymie zranione drzewo-filar, stół do pracy, na którym rysuje na żywo Olaf Brzeski, w tle olbrzymi ciemny obraz, obok stelaż z łańcuchami przypominają wyposażenie warsztatu lub pracowni. Nie wiemy co zostanie w tym wnętrzu skonstruowane, ale oczekujemy podświadomie czegoś wielkiego i ważnego.

To tu króluje Balladyna (świetna Agnieszka Kwietniewska). Nie pragnie władzy, bo ją już ma i rządzi tak jak jej się podoba. Nie bierze swojego królowania poważnie, ma do siebie olbrzymi dystans. Kolejne postaci pojawiające się na scenie nie nadają biegu tej historii. Kirkor w złotej masce (wspaniale śpiewający Adrian Kąca) nie jest dzielnym rycerzem, ale marionetką ustawioną przez nauczycielkę śpiewu, Grabiec zagrany bardzo dobrze przez Konrada Imielę jest postacią komiczną, a nawet żałosną. Pragnie korony, ale gdy na skronie wkłada plecioną gałąź nie staje się królem lecz błaznem. Fon Kostryn (Błażej Wójcik) spędza czas na konstruowaniu budowli z patyczków. Męskie postaci nie budzą zainteresowania, zdają się być nieistotne i pozbawione wpływu na rzeczywistość. Bardziej wyraziste są Goplana (Justyna Antoniak) i Alina (Ewa Szlempo). Eteryczna, tajemnicza Goplana oddziałuje swą obecnością, Alina kontestuje Balladynę.

Dużo w spektaklu Olsten ironii, dystansu do władzy. Królowa nie jest zainteresowana podporządkowywaniem sobie poddanych ani ich kontrolowaniem. Nie narzuca też im swoich idei. Dokąd poprowadzi swoich poddanych z oczyszczoną koroną – złotą gałęzią na głowie? Czy nastąpi czas Balladyny, czas silnych kobiet, które nie pragną władzy dla władzy? Kobiet ubranych na czarno jak Balladyna, które będą protestować i żądać przestrzegania prawa?

Warto zobaczyć „Balladynę” Agnieszki Olsten choćby po to, by zadać sobie pytanie o to czym jest władza i czy warto jej pragnąć dla niej samej.

„Balladyna: reż. Agnieszka Olsten, Teatr Muzyczny Capitol, premiera 10 lutego 2017. Adaptacja Tekstu Juliusza Słowackiego: Tomasz Jękot, Silvermoon & Willow, Muzyka: Kuba Suchar, Scenografia i kostiumy: Olaf Brzeski.

Obsada: Goplana: Justyna Antoniak, Balladyna: Agnieszka Kwietniewska (gościnnie, Teatr Polski), Alina / Jaskółka: Ewa Szlempo, Popiel / Chochlik: Artur Caturian, Grabiec: Konrad Imiela, Kirkor / Wilkołak: Adrian Kąca, Fon Kostryn: Błażej Wójcik oraz Olaf Brzeski.

Zgłoś uwagę