Zmarł Krzysztof Penderecki. Historyczne związki kompozytora z Wrocławiem

W niedzielę nad ranem odszedł jeden z najwybitniejszych na świecie kompozytorów współczesnych. Krzysztof Penderecki miał 86 lat. – Smutek i wielka pustka. Brak, który, nie wiem, czy się da czymś wypełnić. Wierzę, że będzie żył w naszej pamięci, nie tylko dla nas, ale i wielu przyszłych pokoleń – mówi Andrzej Kosendiak, dyrektor Narodowego Forum Muzyki. Przybliżamy związki klasyka XX wieku z Wrocławiem, gdzie nie tylko wielokrotnie występował, ale skąd wywodziła się także jego rodzina. 


Pradziadek urodzony we Wrocławiu

Krzysztof Penderecki urodził się w Dębicy na Rzeszowszczyźnie w 1933 roku, w rodzinie adwokata. Pradziadek kompozytora ze strony matki, Jan Berger, był Niemcem i przyszedł na świat we Wrocławiu w 1810 roku. – Przyjechał do Polski szukając pracy, skończył szkołę ogrodniczą, został potem nadleśniczym w dobrach hrabiego Raczyńskiego koło Dębicy i założył rodzinę. Ożenił się też z Niemką, mam więc bardzo mocne korzenie niemieckie, choć rodzina stała się potem bardzo spolszczona – mówił Krzysztof Penderecki w wywiadzie dla wroclaw.pl.

Bardzo związany był z dziadkiem Robertem Bergerem, założycielem i dyrektorem banku w Dębicy, Niemcem z urodzenia, ale z wyboru już polskim patriotą. W „Kwestionariuszu Herolda” w „Wysokich obcasach” z 2001 roku wspominał, że po śmierci dziadka uronił pierwszą w życiu łzę. „Nauczył mnie organizować życie. Codziennie do łóżeczka przyklejał kartkę z planem na cały dzień. Kochałem go” – wspominał artysta.

Autograf Krzysztofa Pendereckiego/fot. archiwum autorki

Wrocławskie drzewa w Lusławicach

Dziadek rozkochał też młodego Krzysztofa w botanice. – Chodziliśmy razem na spacery i musiałem rozpoznawać wszystkie drzewa po liściach, po korze. Wpajano mi to jako małemu chłopcu. Potem zająłem się muzyką, nie miałem czasu, ale zainteresowania wróciły. Zacząłem szukać miejsca, gdzie mógłbym znaleźć swój azyl, swoją arkadię. Udało się, kiedy kupiłem zaniedbany, rozkradziony dwór w Lusławicach i zacząłem kupować ziemię wokół. Miałem idée fixe, że powinienem założyć park, co przerodziło się w Arboretum, bardzo bogatą kolekcję dendrologiczną, bo przez tyle lat sprowadzałem drzewa, które nawet nie zawsze są z naszego klimatu – opowiadał kompozytor dla wroclaw.pl.

Do Wrocławia wybitny twórca wracał nie tylko na koncerty i spotkania rodzinne (mieszka tu córka brata kompozytora), ale także po drzewa, które nabył z wrocławskiego ogrodu botanicznego, znał dyrektora Tomasza Nowaka. 

Przeczytajcie: Historyczne związki Maestro z Wrocławiem

Panorama Racławicka we wspomnienach

Krzysztof Penderecki uwielbiał we Wrocławiu także Panoramę Racławicką, m.in. dlatego, że po raz pierwszy podziwiał ją, jako dziecko, jeszcze we Lwowie. Zachwyt pozostał. – Byłem z moim dziadkiem, wujkiem i ciotką oglądać Panoramę Racławicką. Zresztą niejednokrotnie, bo wracałem tam ciągle. To była rzecz, która podobała mi się we Lwowie najbardziej. Po latach byłem w Panoramie raz, ale ponieważ teraz przyjeżdża moja wnuczka po próbie na pewno pójdziemy zobaczyć płótno wspólnie – zapowiadał w 2014 roku przed koncertem w rozmowie dla wroclaw.pl.

Festiwal Wratislavia Cantans

Z Festiwalem muzyki oratoryjno-kantatowej związany był Krzysztof Penderecki od samego początku. O założycielu festiwalu, Andrzeju Markowskim, mówił: „Dużo mu zawdzięczam”. – Był nietuzinkowym człowiekiem, świetnym muzykiem, otwartym na młodą muzykę, wówczas jeszcze nieznaną. Wykonywał pierwsze utwory nie tylko moje, ale też Henryka Mikołaja Góreckiego, Wojciecha Kilara, był nadwornym dyrygentem awangardy. Zaprzyjaźniliśmy się jeszcze w okresie, kiedy był dyrygentem Filharmonii Krakowskiej. Zawsze popierał nas, młodych kompozytorów – podkreślał Krzysztof Penderecki dla wroclaw.pl.

Chaconna z „Polskiego Requiem” Krzysztofa Pendereckiego, jedna z najbardziej poruszających kompozycji Krzysztofa Pendereckiego

Kiedy Maestro przyjeżdżał do Wrocławia pracował z wieloma tutejszymi zespołami, nie tylko NFM Filharmonią Wrocławską, także Orkiestrą Leopoldinum. Jego obecność w stolicy Dolnego Śląska i zasługi dla miasta upamiętniono tablicą wmurowaną w 2017 roku przed Narodowym Forum Muzyki. – Jestem bardzo wdzięczny, ponieważ Wrocław odwiedzam od ponad 40 lat i na pewno jest on miastem muzyki. I to miejsce, na tym trotuarze, jest naprawdę dla mnie bardzo ważne – mówił Krzysztof Penderecki podczas uroczystości odsłonięcia tablicy. A wreszcie zażartował: „Cieszę się, że po moim nazwisku będzie się tutaj chodzić.”

Zobaczcie: Tablica Krzysztofa Pandereckiego przed NFM

Andrzej Kosendiak wspomina Mistrza

– Wybitny artysta, wielki człowiek. Zostawił dla nas i następnych pokoleń niezwykłą spuściznę, bardzo wiele dzieł różnych gatunków – opery, oratoria, utwory symfoniczne, kameralne. Jego śmierć to koniec pewnej epoki, ale mam nadzieję, że w naszej pamięci pozostanie nie tylko jako wybitny twórca, także jako osoba bardzo serdeczna, niezwykle ciepła, towarzyska, otwarta na ludzi.

Miałem w życiu kilkanaście spotkań z Krzysztofem Pendereckim, również bardziej prywatnych. Zawsze bardzo dobrze wyrażał się o innych, chciał pomagać, szczególnie młodym artystom. W pamięci pozostaną mi wspomnienia z czasów, kiedy Krzysztof Penderecki pracował z Orkiestrą Filharmonii Wrocławskiej jeszcze w dawnym budynku filharmonii przy ulicy Piłsudskiego. W pobliżu było kilka barów mlecznych, do których chodziliśmy po próbach na pierogi. Jadaliśmy na miejscu, Maestro nigdy się nie izolował, bardzo naturalnie podchodził do takiej sytuacji. 

Tuż przed zawiedzeniem działalności NFM ćwiczyliśmy – z NFM Filharmonią Wrocławską i młodymi ludźmi z Polskiego Narodowego Chóru Młodzieżowego – „Siedem Bram Jerozolimy”, przygotowując się do koncertu 13 marca i spodziewaliśmy się, że, być może, Mistrz przyjedzie na wykonanie. Kiedy musieliśmy przerwać próby zadzwoniłem do Pani Elżbiety Pendereckiej, poinformowałem o sytuacji – podziękowała, obydwoje pozdrawiali. To był mój ostatni kontakt z człowiekiem, którego miałem radość poznać nie tylko od strony artystycznej, ale również bardziej prywatnej – wspomina dyrektor Narodowego Forum Muzyki.  

Honorowy Mistrz Sztuki Dźwięku

Warto przypomnieć, że podczas spotkania noworocznego w 2010 roku kapituła Dolnośląskiej Izby Rzewmieślniczej przyznała Krzysztofowi Pendereckiemu tytuł Honorowego Mistrza Sztuki Dźwięku. Prezes izby, Zbigniew Ładziński wygłaszając laudację podkreślił, że o tym, iż profesor jest mistrzem wiedzą wszyscy, ale dopiero teraz dostał na to papiery.

Krzysztof Penderecki, zabierając wówczas głos, powiedział, że idea rzemiosła jest mocno zakorzeniona w muzyce. – To, czego można nauczyć młodego człowieka, to właśnie rzemiosło. Ono jest wartością, która, gdy dobrze rozeznana, przyswojona i sprawdzona w praktyce, zostaje na całe życie. Zawsze twierdziłem, że sztuki i kompozycji nie można się nauczyć. Można jedynie nauczyć rzemiosła, sposobów kształtowania dźwiękowego materiału, kontrapunktu, czy instrumentacji – zwrócił uwagę Maestro.  

Koncert na Kongresie Kultury Polskiej w Hali Stulecia

Warto też pamiętać koncert z udziałem Krzysztofa Pendereckiego w Hali Stulecia podczas Europejskiego Kongresu Kultury w 2011 roku, kiedy jego utwory wybrzmiały wspólnie z utworami Jonny’ego Greenwooda z zespołu Radiohead.

– To wszystko wymyślił Filip Berkowicz, który przyniósł mi wywiad z Greenwoodem i postanowiliśmy, że zaprosimy go do Polski. Dałem mu do posłuchania mój utwór Polimorfia. Nigdy go nie słyszał, ale tak się zachwycił, że postanowił napisać rodzaj wariacji na nim opartych i zostały wykonane we Wrocławiu. Jego muzyka nie jest popem, ma walory muzyki poważnej. Cieszę się, bo od tego czasu ta moja wczesna, bardzo awangardowa twórczość, bardzo trudna, którą często trzeba długo tłumaczyć orkiestrze, weszła z powrotem do repertuaru — mówił Krzysztof Penderecki dla wroclaw.pl.



Zgłoś uwagę