O metamorfozie wybiegu dla magotów we wrocławskim zoo pisaliśmy już w marcu: mieszczący się przy granicy ogrodu duży teren zmienił się wtedy w park linowy z pagórkami, kłodami i mnóstwem innych atrakcji.
A jak wygląda od końca sierpnia, gdy się już zazielenił? Zobaczcie zdjęcia z drona przygotowane przez ZOO Wrocław!
Galeria zdjęć
Więcej zdjęć znajdziecie w galerii:
Drzewa tak, domek Hobbitów niekoniecznie
Wybieg jest już praktycznie całkowicie porośnięty trawą, zielone są także górki, które sprawiają, że każdy makak może się za którąś z nich schować, jeśli tylko ma na to ochotę.
Z wybiegu korzysta 17 magotów: 3 samce i 14 samic. Gdy wypuszczono je w marcu, badały zmieniony teren centymetr po centymetrze, opiekunowie żartowali, że robią odbiór. A co porabiają teraz?
Nasze magoty huśtają się na linach, biegają po plecionej siatce, chodzą po drzewach, leżą w trawie, ganiają za sobą. Wspinają się też na drewniane pale z rodzajem platform, które nazywamy gniazdami. Mają stamtąd doskonały widok na rowerzystów i biegaczy na wałach poza terenem zoo, a nawet na przepływające Odrą statki. Obserwują też mieszkające po sąsiedzku niedźwiedzie, ale najczęściej patrzą na siebie nawzajem - najbardziej interesuje je to, co dzieje się między nimi, w grupie.Patryk Pufelski, kierownik Sekcji Ssaków Naczelnych w ZOO Wrocław
Tyson sypia na środkowej sośnie
Z możliwości wspinania się na drzewo i spania na gałęzi korzysta nawet Tyson, zwany Grubym, czym zadziwił opiekunów, bo niespecjalnie lubi wysiłek. Wybrał środkową sosnę, a na gałęzi poniżej sypia Tekila.
Na wybiegu poza drzewami, balami, kłodami itd. jest także pieczara, nazywana domkiem Hobbitów, ale makaki na razie nie są nią specjalnie zainteresowane. Wolą być na zewnątrz.
– Nawet przy kiepskiej pogodzie lubią spać na drzewach, choć zdarza się i tak, że rano spotykamy je w pawilonie, do którego cały czas mają swobodny dostęp. To dobrze, bo to znaczy, że nie mają nic przeciwko temu budynkowi – mówi Patryk Pufelski.
Makaki wchodzą także kiedy chcą do tzw. odłowni przy pawilonie – wyposażonego w kłody i inne atrakcje miejsca, w którym w razie potrzeby (np. gdy konieczny jest jakiś zabieg) mogą zostać oddzielone od stada. Dzięki temu, że bywają tam z własnej woli, dobrze znają to miejsce i nie kojarzy im się ze stresem.
Goście, cynamon i wrony
Wyposażenie wybiegu to nie wszystko, bo w ramach tzw. enrichmentu (wzbogacania środowiska zwierząt w zoo) opiekunowie dostarczają im także innych atrakcji. Nie robią tego na chybił trafił, tylko wg planu.
Jednego dnia jest to enrichment sensoryczny, np. cynamon wtarty w korę drzew, innego socjalny, np. wizyta osoby z innego działu, jeszcze innego żywieniowy, czyli jakiś rzadki dla nich smakołyk, np. łodyga kukurydzy, dynia albo sezonowe owoce. Małpy są wyjątkowo inteligentne, więc dostają także zabawki, przy których muszą ruszyć głową.
– To nie zawsze jest łatwe. Bywa i tak, że główkujemy, przygotowujemy jakiś super enrichment, a makaki mają go w nosie, za to trzy dni interesują się czymś, co nam się wydaje mniej ciekawe – śmieje się Patryk Pufelski.
Zdarza się również i tak, że małpy urozmaicają sobie życie na własną rękę. Przekonały się o tym wrony, którym wyjadły jaja złożone w gnieździe na sośnie.
Małpy po przejściach
Przypomnijmy: makaki berberyjskie, nazywane też magotami, to jedyne małpy, które w naturze występują także w Europie, ale tylko na Gibraltarze. Największą dziko żyjącą populację można spotkać w górach w Maroku (Północna Afryka).
Ich sytuacja jest tam dramatyczna: młode małpki są wyłapywane i trzymane na łańcuchach, sznurkach i w klatkach jako atrakcja turystyczna albo domowe zwierzątko. Gdy dorastają i zaczynają gryźć, ludzie je porzucają (a bywa też gorzej), a one – samotne i zaniedbane – nie potrafią już poradzić sobie samodzielnie. Są też przemycane do Europy i kupowane przez hodowców-amatorów, którzy z czasem również się ich pozbywają.
Starsze makaki z wrocławskiego zoo są właśnie takimi małpami po przejściach. Dorosłe osobniki (bo te młodsze urodziły się już tutaj) przyjechały do Wrocławia z azylu AAP w Holandii, gdzie trafiają magoty porzucane w całej Europie. Większość z nich dopiero tam po raz pierwszy zobaczyła twarz innego osobnika swojego gatunku. Z czasem udało im się jednak stworzyć grupę i zbudować między sobą więzi.
– Ostatnio była u nas osoba, która pracuje w AAP – mówi Patryk Pufelski. – Była zachwycona: i wybiegiem, i tym, jak się nasze makaki mają.