Pamiętacie prof. Martę Osypińską, „czytającą w kościach” archeozoolożkę z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego, która wraz ze swoim zespołem odkryła w Berenike (Egipt) cmentarz zwierząt świadczący o tym, że 2 tysiące lat temu groźni rzymscy centurioni z troską opiekowali się zwierzętami i opłakiwali ich śmierć? Tamte badania jeszcze trwają, ale teraz prof. Osypińska jest w Tanzanii, gdzie ze swoim zespołem realizuje projekt „Matecznik Serengeti” na terenach uznawanych za kolebkę ludzkości.
Serengeti w Tanzanii jest jak laboratorium sprzed tysiącleci, do którego możemy zajrzeć, żeby sprawdzić, w jaki sposób staliśmy się ludźmi: to właśnie tu nie tylko zeszliśmy z drzew i zaczęliśmy chodzić wyprostowani, ale też mierząc się z różnymi wyzwaniami nabyliśmy jako gatunek cech i kompetencji, które zadecydowały o naszym sukcesie w ekspansji na całą kulę ziemską.Prof. Marta Osypińska, archeozoolożka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego
To nie tylko pierwsze polskie badania archeologiczne w Serengeti, ale też jedne z pierwszych w ogóle, jakie będą prowadzone w tym rejonie. Prof. Osypińska ze swoim zespołem przeciera szlaki.
To tam wszystko się zaczęło
– Pracujemy niedaleko słynnego wąwozu Olduvai, zwanego kolebką ludzkości, gdzie naukowcy już od połowy XX wieku znajdują skamieniałości hominidów sprzed 2 milionów lat, ale zajmujemy się okresem środkowej epoki kamienia (300-50 tys. lat p.n.e.), gdy już jako Homo sapiens rozpoczęliśmy wędrówkę na północ – dodaje pani profesor. – Kim wtedy byliśmy? Wciąż jeszcze żyliśmy w małych grupach, ale już robiliśmy dosyć skomplikowane narzędzia, mieliśmy ostrza, oszczepy i włócznie, organizowaliśmy obozy, polowaliśmy na różne zwierzęta, zaczęliśmy nawet robić ozdoby i tworzyć kulturę. Niekoniecznie potrafiliśmy już go sprawnie rozpalać, ale wiedzieliśmy, jak przenosić płomień z miejsca na miejsce i o niego dbać.
Głównym celem polskich i tanzańskich naukowców jest zbadanie tzw. ostatniej ewolucji człowieka, gdy nasi przodkowie wyglądali już tak jak my i wykształcali cechy, które i dziś są fundamentalne. Chodzi przede wszystkim o umiejętność błyskawicznego dostosowywania się do każdych warunków klimatycznych i środowiskowych. Krótko mówiąc: elastyczność.
– Naszym zdaniem to właśnie tu, na równinach Serengeti, nauczyliśmy się elastyczności, dzięki której zasiedlamy teraz cały glob – mówi prof. Osypińska, przypominając, że innym hominidom, np. świetnie przystosowanym do zimnego klimatu Europy neandertalczykom, nie udało się przetrwać.
Naukowcy będą badać m.in. to, w jaki sposób najdawniejsi Homo sapiens radzili sobie ze zmieniającym się otoczeniem, jak na ich życie wpływały wielkie migracje zwierząt (podążali za nimi czy wraz z porami roku zmieniali metody polowań?), jak pozyskiwali surowce i jaki z nich robili użytek, jak wyglądały ich obozy, jak nabywali biegłości w łowiectwie i w posługiwaniu się ogniem, jak organizowali obozowiska, współpracowali, zdobili ciała, tworzyli.
Dwa miesiące na sawannie
Projekt „Matecznik Serengeti” został zaplanowany na 5 lat. Pierwszy, dwumiesięczny sezon badań miał się rozpocząć w ubiegłym roku, ale ostatecznie cała grupa – 13 polskich i tanzańskich naukowców, w tym specjaliści od narzędzi kamiennych, m.in. archeozoolog, tafonom (czyli specjalista od szczątków), prahistorycy badający narzędzia krzemienne, specjalistki od ceramiki, a także geodeta, operator drona, dwóch kierowców i dwie kucharki, łącznie 17 osób – wystartowała dopiero teraz.
Choć w pobliżu jest wspomniany wąwóz Olduvai, a w nim jedno z najsłynniejszych stanowisk archeologicznych na świecie, okazało się, że leżący tuż obok wielki obszar Serengeti w zasadzie nie był dotąd objęty systematycznymi badaniami archeologicznymi.
Stanowisko, na którym będą pracować naukowcy pod kierownictwem prof. Osypińskiej zostało co prawda odkryte już w latach 70. przez amerykańskiego badacza prof. Johna Bowera, ale poza ręcznie narysowaną mapą i dwoma artykułami, niewiele po tym przedsięwzięciu pozostało.
– W zasadzie nic o tym terenie nie wiemy, poza tym, że nigdy nie był orany, obsiewany ani zabudowywany i że ma ogromny potencjał. Dwa lata temu, podczas rekonesansu, dosłownie w tydzień udało nam się znaleźć około 30 świetnie rokujących miejsc ze skamieniałościami, kamiennymi narzędziami, malowidłami na skałach – mówi archeozoolożka.
Wśród lwów, słoni i innych zwierząt
Naukowcy zakwaterowali się w wiosce Seronera, gdzie wynajęli dwa domy od TAWIRI (Tanzania Wildlife Research Institute). A więc będą mieszkać pod dachem, z prądem i wodą, dostępem do laboratoriów i biblioteki, a nie – jak np. w Berenike – w namiotach. Wszystko, czego będą potrzebować przez dwa miesiące – od paneli słonecznych i drona przez łopaty, sita, po woreczki strunowe na próbki i obcinaczki do paznokci – musieli przywieźć ze sobą ciężarówką.
Badania prowadzą w różnych miejscach od 30 do 60 km od bazy, pod gołym niebem, w południowo-wschodniej części Serengeti, na największym obszarze chronionym świata. Zwierzęta – lwy, słonie, bawoły – mają tam absolutne pierwszeństwo i nie ma z tym dyskusji.
– Szanujemy to i nie przeszkadzamy im, ani nie ingerujemy w ich życie. Jeśli się pojawią, zmienimy stanowisko na inne – mówi prof. Osypińska. – Dla nas to zaszczyt, że możemy pracować w takim miejscu.
Prof. Osypińska: „To wyzwanie, ale my lubimy wyzwania”
Od czego można w takim miejscu zacząć szukanie śladów ludzi sprzed setek i dziesiątków tysięcy lat, skoro obszar, na którym żyli, jest tak ogromny i dziki?
Dzięki mapie sprzed 50 lat i pomocy tanzańskich naukowców już wiemy, gdzie zacząć. Koncentrujemy się na południowo-wschodniej części Serengeti, głównie na terenach wzdłuż rzeki Mbalageti oraz w pobliżu tzw. kopjes, czyli skał na których wygrzewali się bohaterowie animacji o Królu Lwie.Prof. Marta Osypińska, archeozoolożka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego
– Obszar wielkości Szwajcarii podzieliliśmy na sektory. A dalej? Odbywa się to tak: wysiadamy z samochodu w obiecującym miejscu, np. zakolu rzeki z odsłoniętym brzegiem, idziemy metr po metrze, kilometr po kilometrze, patrząc uważnie pod nogi, zbierając materiał i zaznaczając na GPSie miejsca, które są dla nas interesujące. Tam, gdzie znajdujemy skamieniałości, zakładamy wykopy i prowadzimy wykopaliska. Tuż obok nas stoją samochody rangerów, z otwartymi drzwiami i kluczykami w stacyjce, by w razie pojawienia się zwierząt dało się natychmiast odjechać.
Każde wiaderko ziemi zostaje przesiane, każda próbka zbadana.
– To praca na lata, żartujemy, że mamy co robić przez resztę życia – śmieje się prof. Osypińska. – No i wyzwanie: ruszyliśmy w nieznane i przecieramy szlak. Pracujemy w nowym dla nas środowisku, wśród bujnej roślinności, a nie jak dotąd na pustyni. No ale my lubimy wyzwania: im trudniej, tym lepiej.
Zobacz zdjęcia z Serengeti (także z wcześniejszego rekonesansu).