Zdzisław Smektała nie żyje

Był jedną z najbarwniejszych osobowości Wrocławia. Także w przaśnych czasach lat 70. czy 80., miejsca, w których spotykało się Zdzicha, od razu nabierały kolorów. To dzięki jego poczuciu humoru. Od dziś jednak żadnym dowcipem z przyjaciółmi i znajomymi się nie podzieli. Zdzisław Smektała, dziennikarz, pisarz, miłośnik bluesa i obserwator rzeczywistości z tzw. nerwem, zmarł 17 stycznia 2018 r.


Zdzichu pochodził ze Zgorzelca. Za niecały miesiąc ochodziłby 67. urodziny. Należał do tych, którym łatwiej wyliczyć to, czego w życiu nie robili, niż to, czym się rzeczywiście zajmowali.

Był dziennikarzem. Pisywał do lokalnych dzienników, zwłaszcza felietony, w których się specjalizował, miały szeroko grono fanów wśród czytelników prasy. Ale Zdzicha można było znaleźć i w „Odrze”, i w „Radarze” na przykład. Na poczatku założył także własny tytuł – „Popo”, bo po prostu po południu się ukazywała, ale ten fragment jego działalności zbyt długo nie przetrwał na rynku.

Zdzichu po prostu lubił pisać. Został też dyplomowanym scenarzystą po studium w łódzkiej Filmówce. Sam film i bawił go, i pociągał, a że miał dość charakterystyczne warunki fizyczne – reżyserzy obdadzili go kilkakrotnie na drugim planie lub w epizodach. Zagrał m.in. w „Smażalnia story”, w „Konsulu” czy „Śwince”, widzieliśmy go także w „Świecie według Kiepskich”.

Kochał muzykę. Jazz i bluesa. To on jest pomysłodawcą międzynarodowego festiwalu Blues Brothers Day, był też właścicielem firmy producenckiej Jazz dla Mass. Przyjaźnił się z wieloma znanymi ludźmi, zwłaszcza z artystami, ale uwielbiał prowadzić rozmowy ze „zwykłymi” osobami, czasami dopiero co poznanymi na ulicy. Zawsze wynosił z takich spotkań trafne obserwacje, które – jak sam przyznawał – bardzo przydawały się w jego feleitonistyce, którą uprawiał także przez wiele miesięcy na portalu www.wroclaw.pl. 

„Smektała na weekend” były szczególnie oczekiwane i komentowane przez internautów. Tematy, które poruszał, zjawiska, którym się przyglądał, ludzi, których wychwałał albo ganił, mogły się podobać albo najzwyczajniej w świecie wkurzać. I o to właśnie chodziło Zdzichowi – żeby „siać ferment”, który daje do myślenia.

Zawsze bardzo oczekiwał, kiedy na portalu odpalimy jego teksty, żeby zaraz udostępnić je na blogu, który prowadził. Dzwonił w piątkowe poranki z pytaniem: „Małgocha, już?”.

Już, Zdzichu. Dobrze było Cię znać.

Zdzisław Smektała zostanie pochowany na cmentarzu Grabiszyńskim – we wtorek, 23 stycznia o godz. 13.00.  

Zdjęcia z archiwum Zdzicha

Zgłoś uwagę