Wrogowie i sojusznicy Witkacego cz.II

Rozmowa z wybitnym witkacologiem, profesorem Januszem Deglerem

  • Babcia Witkacego na kanapie z bułką i talerzem, 1890, rysunek pięcioletniego Stasia/fot. PIW

    Babcia Witkacego na kanapie z bułką i talerzem, 1890, rysunek pięcioletniego Stasia/fot. PIW

  • Portret Marii Witkiewiczówny (Dziudzi), ok. 1913

    Portret Marii Witkiewiczówny (Dziudzi), ok. 1913

  • Portret ojca, Stanisława Witkiewicza, ok. 1907

    Portret ojca, Stanisława Witkiewicza, ok. 1907

  • Portret Jadwigi Janczewskiej, narzeczonej Witkacego, ok. 1913

    Portret Jadwigi Janczewskiej, narzeczonej Witkacego, ok. 1913

  • Portret Heleny Czerwijowskiej, w której kochał się Witkacy, ok. 1910

    Portret Heleny Czerwijowskiej, w której kochał się Witkacy, ok. 1910

  • Stanisław Ignacy Witkiewicz, Zakopane, 1928/fot. użyczona przez Państwowy Instytut Wydawniczy

    Stanisław Ignacy Witkiewicz, Zakopane, 1928/fot. użyczona przez Państwowy Instytut Wydawniczy


Nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego ukazał się właśnie pierwszy tom „Listów” Stanisława Ignacego Witkiewicza, nad którym opiekę merytoryczną sprawował wybitny witkacolog, profesor Janusz Degler. W drugiej części specjalnej rozmowy opowiada o młodym Stasiu, który malował rysunki dla swojej babci, o rodzinie artysty i jego miłości, Helenie Czerwijowskiej. Pierwszą część rozmowy przeczytacie tutaj.

To wydanie „Listów” będzie miało swoją wrocławską premierę podczas 22. Wrocławskich Targów Dobrych Książek. Spotkanie z profesorem Januszem Deglerem oraz Tomaszem Pawlakiem, który opracował i opatrzył przypisami pierwszy tom korespondencji Witkacego. Początek w piątek 6 grudnia o godzinie 18.00 w Sali Teatru Laboratorium (Przejście Żelaźnicze). Listy przeczyta aktor Maciej Tomaszewski.     

 

Magdalena Talik: W tomie są listy do rodziny. Akurat dwie Marie- Witkiewiczową (siostrę ojca Witkacego nazywaną Mery) i Witkiewiczównę (stryjeczną siostrę Witkacego zwaną Dziudzia), u których zamieszkał Witkacy chyba można byłoby zaliczyć do osób raczej mu nieprzychylnych?

Profesor Janusz Degler: Obie uwielbiały Stanisława Witkiewicza, którego uważały za człowieka wyjątkowego i wybitnego twórcę. Jego kult szerzyła zwłaszcza ciocia Mery. Do Stanisława Ignacego miały stosunek wielce krytyczny. Uważały, że  zmarnował się jako artysta, a swoim skandalicznym zachowaniem przynosi ujmę nazwisku Witkiewiczów. Zapominały, że Stanisław Witkiewicz też potrafił wywoływać skandale.

Żył przecież w nieformalnym związku z Marią Dembowską. Witkacy w listach do ojca dopisuje „Pani Dembowskiej rączki całuję”, ale tej kobiety nie akceptował. To była kurtuazja?

Dla Witkacego ten związek był bolesną sprawą, bo bardzo kochał matkę. Bez wątpienia była to najważniejsza kobieta w jego życiu. Ale gdyby nie Pani Dembowska, rodzina nie byłaby w stanie pokrywać kosztów drogiej kuracji ojca w chorwackim kurorcie Lovran, gdzie przebywał od 1908 roku do śmierci. Syn kilkakrotnie go odwiedzał, nawet zrobił sobie zdjęcia z Panią Dembowską. Ona rzeczywiście kochała Stanisława Witkiewicza, pielęgnowała go w chorobie i dokonała rzeczy niebywałej. Gdy zmarł 5 września 1915 roku, przewiozła trumnę z jego ciałem do Zakopanego, mimo szalejącej w Europie wojny. Jak tego dokonała, do dziś jest zagadką.

Rodzina była dla Witkacego ostoją, właśnie w artystycznej atmosferze domu jego talent miał szansę się rozwinąć. W listach Stanisława Witkiewicza do jego matki są dopiski dziecięcą ręką. To pierwsze próby literackie Stasia? Skąd przydomek Kalunio?

Tak go pieszczotliwie nazywano w rodzinie. Dla Stanisława Witkiewicza narodziny upragnionego syna były jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu i już w kolebce przeznaczył mu los geniusza. Listy pisane do babki Witkacego, Elwiry z Szemiothów Witkiewiczowej układają się w kronikę dzieciństwa Stasia. Ojciec z dumą donosi swej matce o jego pierwszych sukcesach, przesyła rysunki. 

Jak ten zabawny z babcią siedzącą na kanapie i trzymającą w ręce bułkę?

To pierwociny talentu malarskiego. Listy ojca stanowią niezwykłe świadectwo,  jakiego nie ma żaden inny artysta. Od samych narodzin, niemal dzień po dniu,  śledzimy postępy małego Kalunia w mówieniu, chodzeniu, rysowaniu a potem  jak się wzbogacała paleta jego zainteresowań. Staś nie chodził do szkół, bo ojciec uważał, że opresyjny system szkolnej nauki hamuje rozwój młodego człowieka, wtłacza w schematy, zabija indywidualność. Nic dziwnego, że wszelkie przejawy talentów syna traktował jako potwierdzenie swej metody wychowania i skrupulatnie o nich donosił jego babce. Niespełna ośmioletni Staś pisze kilka utworów scenicznych, które ojciec przepisuje i wysyła babce, chwaląc się, że „Lope de Vega napisał pierwszy dramat, mając lat dziesięć – Stasiek miał siedem i pół, kiedy zaczął”. 

Są też listy Witkacego do własnej matki z różnych okresów. Wyjątkowo ciepłe i pozbawione tak charakterystycznej dla niego ironii.

Ta korespondencja to przede wszystkim dowód wielkiej miłości, ale jednocześnie  pojawia się w niektórych listach lekki ton irytacji, bo nadmiernie okazywana czułość i troska o syna-jedynaka stawała się nieraz nazbyt krępująca. Zresztą była to jedna z przyczyn, dla której żona Witkacego po dwóch latach pobytu w Zakopanem, zdecydowała się wrócić do Warszawy, ponieważ niezwykle zaborczy stosunek matki do syna wpływał niekorzystnie na wzajemne relacje między małżonkami.

Ten wątek był obecny w tomach „Listów do żony”. Zanim jednak Witkacy wybrał Jadwigę pisał listy miłosne do Heleny Czerwijowskiej. Czy on ją naprawdę kochał?

O to, czy Witkacy był zakochany w Helenie, czy nie, spierali się prof. Jan Błoński z Bożeną Danek-Wojnowską, która przed wielu laty opublikowała listy Witkacego. W powieści „622 upadki Bunga” Helena została przedstawiona jako Angelika, ale stosunek Bunga do niej jest dość skomplikowany i niełatwy do wyjaśnienia. Stanisław Ignacy w pięknych listach zapewnia ją o swoich uczuciach i przekonuje, że mogłaby być tą „jedyną, którą mógłby kochać naprawdę”, chociaż ma „czarne włosy i czarne oczy”(!). Ale oto po pewnym czasie niespodziewanie pisze, że „mniej lub więcej świadomie kochał się w pannie J.”, której się oświadczył i „został przyjęty”. Mowa o Jadwidze Janczewskiej. Oczywiście, Helena mocno to przeżyła, o czym świadczy jej zachowany pamiętnik. Być może jednak wszystko to było elementem pewnej gry, a nawet rywalizacji, jaka toczyła się między przyjaciółmi, bo w Helenie kochał się także Bronisław Malinowski. Co w tym węzłowisku uczuć i wzajemnych relacji było autentyczne, a co maską i grą, nie sposób dziś ustalić i nie jest to zadanie edytora.

Jakie ciekawe listy znajdą się w II tomie, który jest przygotowywany do druku?

Drugi tom musimy wydać w dwóch woluminach, bo w jednym nie zmieściłyby się wszystkie listy z lat 1926-1939. W pierwszym woluminie znajdzie się m.in.  bardzo ciekawa korespondencja z Teodorem Białynickim-Birulą, lekarzem, u którego Witkacy mieszkał w latach 1930-1933 i który był jednym z najbardziej oddanych mu przyjaciół. Nigdy nie stał się wrogiem. Brał udział w seansach narkotycznych, podczas których zażywano peyotl, wywołujący barwne wizje i niezwykle doznania psychiczne. Witkacy dokładnie protokołował swoje przeżycia po zażyciu tego meksykańskiego narkotyku. Po wojnie Białynicki-Birula opublikował artykuł, w którym dowodził, że Witkacy nie był narkomanem, bo nigdy nie był uzależniony od narkotyków i przeważnie stosował je w celach artystyczno-psychologicznych. W tymże woluminie będą listy do prof. Stefana Szumana, który eksperymenty Witkacego z peyotlem analizował z punktu widzenia psychologii oraz listy do niezwykłego księdza Henryka Kazimierowicza – wielbiciela twórczości Witkacego, który wraz ze swoimi parafianami w Stolinie wystawiał jego dramaty. W spisie adresatów, sporządzonym przez Tomasza Pawlaka, jest kilka osób, o których mało jeszcze wiemy, a więc na pewno będzie trochę niespodzianek.

Tomasz Pawlak opracował z pomocą pana Profesora I tom „Listów”. Jak się zaczęła Panów współpraca?

Po wydaniu w 2005 roku pierwszego tomu „Listów do żony” otrzymałem od nieznanego mi wówczas Tomasza Pawlaka list z dokładnymi informacjami o tzw. „Księżniczce Cykorii”, o której niewiele wiedziałem, a która w 1922 roku była jedną z kandydatek na żonę Witkacego. Dzięki tym informacjom mogłem jej pełny biogram zamieścić w uzupełnieniach do II tomu „Listów do żony”. Nawiązaliśmy korespondencję i zaprosiłem Pana Tomasza do współpracy. Lista postaci, o których miałem skąpe wiadomości, albo zgoła żadne, była dość długa i bez pomocy wielu osób na pewno nie zdołałbym ustalić, kim byli i co robili. Tomaszowi Pawlakowi udało się ustalić, kim jest Krystyna Ejbōl, której laskę posiadał w zbiorach Witkacy. Okazało się, że jeden z dyrektorów artystycznych festiwalu Wratislavia Cantans, Jan  Latham-Koenig jest spokrewniony z mężem córki Krystyny Ejbōl, która żyje w Londynie. Pan Tomasz do niej napisał, a ona udostępniła mu listy Witkacego do swojej matki. Po ich opracowaniu opublikował je w „Twórczości”. Potem dałem mu do opracowania bardzo trudną korespondencję z Marią i Edmundem Strążyskimi, której fragmenty ukazały się w „Zeszytach Literackich”. Po tym egzaminie edytorskim bez wahania powierzyłem mu zadanie przygotowania wszystkich listów do I tomu. Wywiązał się z tego zadania celująco!

Ile tomów zostało jeszcze do zakończenia całego wydania narodowego dzieł Witkacego, bo chyba można tak je nazwać?

Do ukończenia edycji „Dzieł zebranych” pozostało siedem tomów. W opracowaniu redakcyjnym znajduje się  tom pism filozoficznych obejmujący teksty z lat 1933-1939. Ja przygotowuję tom pism krytycznych i publicystycznych. Pracujemy nad następnym tomem „Listów”. Będzie jeszcze tom „Varia”, do którego wejdzie m.in. reportaż „Z podróży do tropików”, felietony o demonizmie i dandyzmie zakopiańskim, wywiady i w całości „Papierek Lakmusowy”, jednodniówka parodystyczna wydana przez Witkacego wraz ze swoimi przyjaciółmi w 1921 roku. Edycję zamkną „Kronika życia i twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza” oraz „Bibliografia Stanisława Ignacego Witkiewicza”.

Kiedy można się spodziewać ukończenia wydania?

W roku 2015 obchodzić będziemy dwie rocznice - 100. śmierci Stanisława Witkiewicza oraz 130. urodzin jego syna. Mamy nadzieję, że Sejm przyjmie uchwałę o roku Witkiewiczów  i wtedy ważnym wydarzeniem byłoby zakończenie edycji. Zależy to jednak od Ministra Skarbu, bo Państwowy Instytut Wydawniczy od dwóch lat jest w stanie tzw. likwidacji. Jego Dyrektor czyni wiele usilnych starań, by ta jedna z najbardziej zasłużonych oficyn przetrwała. Mamy nadzieję, że nadal będzie mogła wydawać polską klasykę na najwyższym poziomie edytorskim, co czyniła od początku swego istnienia, czyli od roku 1946!

rozmawiała Magdalena Talik

 

 

Zgłoś uwagę