Dziś Dzień Wolności i Praw Obywatelskich

25. rocznica wyborów czerwcowych 1989 r.

  • Plakat wyborczy z 1989 r. z nazwiskami dolnośląskich kandydatów do Sejmu i Senatu. Własność wrocławskiego Muzeum Miejskiego

    Plakat wyborczy z 1989 r. z nazwiskami dolnośląskich kandydatów do Sejmu i Senatu. Własność wrocławskiego Muzeum Miejskiego

  • Plakat wyborczy Radosława Gawlika. własność wrocławskiego Muzeum Miejskiego

    Plakat wyborczy Radosława Gawlika. własność wrocławskiego Muzeum Miejskiego

  • Program wyborczy Komitetu Obywatelskiego "Solidarności" w posiadaniu wrocławskiego Muzeum Miejskiego

    Program wyborczy Komitetu Obywatelskiego "Solidarności" w posiadaniu wrocławskiego Muzeum Miejskiego

  • Kandydat do Senatu Karol Modzelewski i do Sejmu Zbigniew Lech na plakatach wyborczych

    Kandydat do Senatu Karol Modzelewski i do Sejmu Zbigniew Lech na plakatach wyborczych


4 (pierwsza tura) i 18 (druga) czerwca 1989 r. odbyły się w Polsce wybory parlamentarne, które przeprowadzono na zasadach uzgodnionych przez uczestników tzw. Okrągłego Stołu, czyli przedstawicieli ówczesnych PRL-owskich władz i opozycji solidarnościowej.

W wyniku tych ustaleń komunistyczny obóz rządzący i jego „koalicjanci” obsadzili 65% miejsc w Sejmie, a pozostałe 35% (161 mandatów) przypadło kandydatom bezpartyjnym. Przedstawiciele Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” przy Lechu Wałęsie już w pierwszej turze zdobyli 160 poselskich mandatów. Natomiast w otwartym „starciu” o 100 mandatów senatorskich (pomiędzy kandydatami różnych środowisk opozycji demokratycznej, przedstawicielami popieranymi przez władzę, a także reprezentantami organizacji społecznych, zawodowych i kandydatami niezależnymi) opozycja solidarnościowa odniosła niekwestionowane zwycięstwo, obejmując 99% miejsc w Senacie.

Kandydatami na posłów i senatorów z tzw. drużyny Wałęsy, czyli Komitetu Obywatelskiego „S” z Dolnego Śląska, byli Barbara Labuda, Andrzej Piszel, Radosław Gawlik, Zbigniew Lech (do Sejmu) oraz Karol Modzelewski i Roman Duda (do Senatu).


Wśród pamiątek wyborów 1989 r., jakie ma w posiadaniu wrocławskie Muzeum Miejskie, zachował się m.in. program wyborczy Komitetu Obywatelskiego "Solidarność", obejmujący trzy części – prawa obywatelskie, gospodarkę i warunki życia społeczeństwa. Są też plakaty poszczególnych kandydatów z drużyny Wałęsy.

Wybory czerwcowe – pierwsze częściowo wolne w historii naszego kraju po II wojnie światowej – uznawane są za moment przełomowy dla przemian politycznych i transformacji ustrojowej. W ubiegłym roku 4 czerwca został ustanowiony przez Sejm RP Dniem Wolności i Praw Obywatelskich, natomiast rok, na który przypadła 25. rocznica wyborów kontraktowych, Senat RP ogłosił Rokiem Odrodzenia Senatu w Polsce.

 

Tak wspominają oceniają i tamten czas uczestnicy i świadkowie wydarzeń z 1989 r. 

Elwira Żakowicz w 1989 r. była kierownikiem Wydziału Spraw Obywatelskich w Urzędzie Dzielnicowym Wrocław Fabryczna:

– W okresie poprzedzającym wybory sporządzaliśmy spisy wyborców w trzech biurach meldunkowych, na maszynach do pisania (elektrycznych), dostosowanych do formatu A-3, na podstawie tzw. kart. KOM [kart osobowych mieszkańców – red.]. Maszyny te były obsługiwane przez panie z tzw. zakładów opiekuńczych [ówczesne państwowe zakłady pracy – red.], które „sponsorowały” lokale wyborcze, dbały o zaopatrzenie aprowizacyjne urzędu na dzień wyborów. Część pracowników urzędu także mogła „dorobić” przy tym pisaniu, a ta praca wcale łatwa nie była – w ogromnym hałasie, jaki robiły maszyny.

Przed wyborami panował nastrój radosnego oczekiwania, a kampania wyborcza była po raz pierwszy tak aktywna – również w telewizji i radiu, skąd płynął znajomy sygnał studia wyborczego Solidarności. Nie pamiętam, czy dyżurowałam w nocy. Raczej jednak nie, bo wyniki „wybuchły” dopiero rano. Tego dnia miałam dyżur w urzędzie i pamiętam wisielczy nastrój naczelnika dzielnicy i jego zastępców. Byłam wtedy najmłodszym kierownikiem w urzędzie i cieszyłam się na nadchodzące zmiany, choć wtedy nie bardzo wyobrażaliśmy sobie, w jakim kierunku pójdą. Przyszłość pokazała, że władze dzielnicy miały powód do smutku.

Upoważnienie dla męża zaufania z Okręgowej Komisji Wyborczej Wrocław Fabryczna (źródło: Wikipedia)


Halina Chorzempa pracowała w Urzędzie Dzielnicowym Wrocław Krzyki i była jedną z osób przygotowujących wybory na Krzykach:

– Pamiętam wybory z 4 czerwca 1989 roku. Ich przygotowanie, jeśli chodzi o rodzaj wykonywanych czynności, nie różniło się od tego, jak czyni się to obecnie. Trzeba było wybrać członków obwodowych komisji wyborczych, przeszkolić ich, wydrukować karty do głosowania, dokonać podziału dzielnicy na obwody głosowania, wyznaczyć siedziby obwodowych komisji wyborczych, przygotować wyposażenie lokali wyborczych, wydrukować spisy wyborców. Lokale wyborcze w większości organizowano w państwowych zakładach pracy, np. w zakładach energetycznych przy ul. Powstańców Śląskich albo w siedzibie Poczty Polskiej. Przedsiębiorstwa te obejmowały patronat nad poszczególnymi komisjami wyborczymi, delegując na ich członków swoich pracowników.

Natomiast różnice wynikały z faktu, że nie było wówczas komputerów (mam na myśli wykorzystanie komputerów do prowadzenia ewidencji ludności i sporządzenia spisów wyborców), telefonów komórkowych, kserokopiarek. Dlatego np. spisy wyborców były sporządzane na maszynach do pisania. Dane do spisów pochodziły z ewidencji ludności, gromadzonych na kartach osobowych mieszkańca (KOM). Ówczesna ordynacja wyborcza przewidywała głosowanie na tzw. listę krajową oraz na listy okręgowe. Nowością był też obowiązek wywieszenia przez obwodowe komisje wyborcze protokołów do publicznej wiadomości. Pamiętam, że miałam dyżur w nocy i gdy wracałam wczesnym rankiem 5 czerwca 1989 roku do domu, po drodze sprawdzałam, jak wyglądają wyniki głosowania w poszczególnych obwodach. Okazało się, że cała lista krajowa została przez wyborców wykreślona, z wyjątkiem, o ile pamiętam, nazwiska Mikołaja Kozakiewicza, który został wybrany na posła właśnie z tej listy.

Plakat Solidarności, nawiązujący do kadru z filmu "W samo południe" stał się jednym z symboli wyborów kontraktowych. Pojawił się jednak dopiero 4 czerwca i wyłącznie w Warszawie, dlatego że opóźnił się jego druk we Francji (źrodło: Wikipedia)
 

fot. K. Mazur/Pryzmat PWr

Prof. Andrzej Wiszniewski – działacz Solidarności i współpracownik Solidarności Walczącej, w stanie wojennym internowany, rektor Politechniki Wrocławskiej w latach 1990-1996. Były przewodniczący Komitetu Badań Naukowych i minister nauki w rządzie Jerzego Buzka (1997-2001). Doktor honoris causa Central Connecticut State University oraz Politechniki Wrocławskiej:

Wolne, czy też półwolne wybory przed 25 laty zmieniły ustrój w naszym kraju. Zamiast PRL, powstała Trzecia Rzeczpospolita. Politologia wyróżnia parę typowych schematów zmiany ustroju. Pierwszym jest przegrana wojna, i tak było w 1945 roku w Niemczech. Drugim jest rewolucja, i tak było w 1917 roku w Rosji. A trzecim jest tzw. zmowa elit, kiedy to elity sprawujących władzę i opozycyjne dochodzą do wniosku – nie pytając reprezentowanych przez siebie stron – że opłaca się pójść na kompromis i podzielić władzą. I to właśnie miało miejsce w roku 1989 w Polsce.

Jednocześnie chcę podkreślić, że ta forma zmiany władzy – czyli zmowa elit – ma jedną podstawową zaletę: jest bezkrwawa lub mało krwawa. Ale ma też szereg wad, bowiem zaciera różnice między dobrem i złem. Jak to ktoś powiedział, zaciera różnice między kombatantem a konfidentem. A ponadto, jak każdy kompromis, niesie z sobą szereg patologii. Taką patologią było umocnienie się na uprzywilejowanych gospodarczo stanowiskach byłych członków partii. Bowiem kompromis okrągłostołowy wykluczał tzw. dekomunizację. I za to Polska płaci do dziś wysoką cenę.

Dlatego też wciąż pojawia się pytanie, czy było warto i czy polskie, tzw. solidarnościowe elity zrobiły wszystko, by bez zastanowienia powiedzieć, że było warto. I o to będziemy się spierać przez następne lata.

 

Krzysztof Turkowski – w 1989 r. był członkiem prezydium Komitetu Obywatelskiego „S”. W latach w latach 70., wiceprzewodniczący MKZ NSZZ „Solidarność" Dolny Śląsk, współpracownik KOR-u i Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Jeden z założycieli Studenckiego Komitetu Solidarności we Wrocławiu. Delegat na I zjazd Solidarności w Gdańsku w 1981 r. W latach 1990-1994 wiceprezydent Wrocławia:

– Dzień wyborów, 4 czerwca 1989 r., spędziłem razem z kolegami z KOR-u i Solidarności, m.in. z Rafałem Dutkiewiczem, Władysławem Frasyniukiem, Rafałem Bubnickim, Lotharem Herbstem czy Adolfem Juzwenką, a także naszymi kandydatami do Sejmu i Senatu, w siedzibie Komitetu Obywatelskiego dolnośląskiej Solidarności przy ul. Wita Stwosza. I przyznam szczerze, że oczekiwaliśmy wyników w dość niepewnej atmosferze. Z 10-milionowego związku w roku 1980 r. po dziewięciu latach pozostało już bowiem ok. 10 procent tej ogromnej siły. W Polsce istniały także wyraźne podziały na tych, którzy w wyborach kontraktowych widzieli szansę na „wyrwanie” władzy kawałka monopolu na decydowanie o losach kraju, i na tych, którzy bardzo nieufnie podchodzili do „bratania się z czerwonymi”, będąc przekonani, że komuna kolejny raz nas oszuka. Byliśmy młodzi i emocjonalnie podchodziliśmy do wielu spraw. Kampania wyborcza jednak pokazała, że mamy szerokie poparcie społeczne w różnych środowiskach, w tym np. artystycznych, artystów znanych na świecie, jak Yves Montand. Udało się także uzyskać dostęp do mediów – zaczęła ukazywać się „Gazeta Wyborcza”, mieliśmy audycje radiowe i telewizyjne.

Oczywiście, po latach widać, że nie wszystko ułożyło się tak, jak chcieliśmy. Jedne rzeczy udały się połowicznie, drugie poszły w nieoczekiwanym, a nawet złym kierunku. Ale niezaprzeczalne jest to, że naturalną konsekwencją wyborów 1989 r., w którym Komitet Obywatelski „S” zdobył tak dużo mandatów w Sejmie, a Senat „opanował” w 99 procentach, było to, że udało się w końcu odebrać komunistom władzę. Dla wielu więc 4 czerwca zawsze będzie świętem wolności.

 

Krzysztof Turkowsk (drugi od lewej) w październiku 1981, w Gdańsku, podczas obrad I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” (źródło: zbiory Ośrodka KARTA)

 

Zmiana krajobrazu polityczno-społecznego po wyborach 1989 r. miała także duży wpływ na lokalną samorządność. Z nowymi wyzwaniami musieli się również zmierzyć pierwsi demokratycznie wybrani nowi wrocławscy rajcowie*.

Stanisław Miękisz – radny I kadencji, przewodniczący Rady Miejskiej Wrocławia w latach 1990-1994. Profesor zwyczajny biofizyki na Akademii Medycznej we Wrocławiu:  „(…) Był to przełom. Powstała suwerenna Polska. To była zupełnie nowa Rada Miejska, w niczym niepodobna do tego, co było dotychczas. Przecież dotąd Radą Miejską rządził Komitet Wojewódzki PZPR. Prowadzono szkolenia, zapoznaliśmy się z nową ustawą o samorządzie terytorialnym. To była teoria. Praktyka pokazała dopiero trudności. Z czym mamy do czynienia i co nas czeka. (…) Wynik wyborów właściwie nadał charakter tej Radzie. Była to sytuacja zupełnie odmienna niż w innych miastach. We Wrocławiu na 70 radnych z listy Komitetu Obywatelskiego i „Solidarności” weszło 67. To był właściwie plebiscyt. To nie zdarzyło się w żadnym innym dużym mieście. Obawialiśmy się, że będzie bardzo źle, bo będzie jednomyślność, a przecież różnorodność poglądów jest absolutnie konieczna, żeby wypracować jakąś ustawę. Szybko jednak ujawniły się różnice w poglądach i okazało się, że obawy były niesłuszne”.

Jarosław Obremski – radny I, II i III kadencji, przewodniczący Rady Miejskiej w latach 1998-2001. Członek Zarządu Miasta w latach 1990-1998,były wiceprezydent Wrocławia:  „(…) Pod koniec lat osiemdziesiątych, wraz z przyjaciółmi z podziemnej Solidarności, zastanawialiśmy się, na ile jesteśmy przygotowani, gdyby nagle zdarzyła się niepodległość naszego kraju. Czy wiemy, jak funkcjonuje demokracja, czym jest samorząd terytorialny, na czym polega wolnorynkowa ekonomia? Niestety, dotychczasowe życie intelektualne podziemia, jego ruch wydawniczy koncentrował się na walce, historii i literaturze, także w wymiarze samokształceniowym. Postanowiliśmy to przełamać. Opracowaliśmy 2-3-letni program. W 1990r. mieliśmy się uczyć o samorządzie terytorialnym. Chcieliśmy się uczyć, a przyszło nam już kandydować”.

Leon Kieres – radny I i II kadencji, senator RP w kadencji 1997-2000 oraz od 2007. Założyciel i prezes IPN w latach 2000-2005. Profesor zwyczajny nauk prawnych: „(…) W 1989r. byłem sekretarzem Komisji Zakładowej „Solidarności” na Uniwersytecie Wrocławskim. Dolnośląski Komitet Obywatelski, zwłaszcza Rafał Dutkiewicz i Romuald Siepsiak, konsultowali ze mną problematykę organizacji i wyborów – wówczas do rad gmin. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że będę kandydował do Rady Miejskiej. (…) pamiętam to do dzisiaj, było spotkanie w sali Balzera UWr z udziałem Rafała Dutkiewicza i Władysława Frasyniuka, z działaczami Solidarności z całego regionu. W przerwie tego spotkania Rafał Dutkiewicz i Władysław Frasyniuk po raz kolejny przyszli, nalegając, żebym kandydował do Rady Miejskiej. Pamiętam, jak zbliżali się do mnie, a ja się cofałem w kierunku okien wychodzących na ulicę Grodzką. Wtedy powiedziałem, no dobrze, to już się zgadzam. (...) Kandydowałem z okręgu Psie Pole”.

Bohdan Aniszczyk – radny I-V kadencji, członek Zarządu Miasta w latach 1990-2002 odpowiedzialny za sprawy społeczne i oświatę: doktor habilitowany, matematyk: „Czy byłem przygotowany do pełnienia funkcji radnego w ustroju demokratycznym? Raczej nie, mam do dzisiaj poczucie, że byliśmy amatorami, którzy zabrali się do porządkowania różnych rzeczy w kraju z poczucia obywatelskiego obowiązku. Pocieszałem się, że inni także nie mają większego doświadczenia. Sprawami społecznymi interesowałem się od dawna, więc nie było to dla mnie takie nowe, nowe było tylko miejsce”.

Elżbieta Góralczyk – radna I, II, IV i V kadencji, inżynier budownictwa: (…) Oczywiście nie byłam przygotowana do pełnienia funkcji radnej w I kadencji, ponieważ nikt z nas nie wiedział, jakie problemy są w mieście. Poprzednie władze to były zupełnie inne władze. Wszyscy uczyliśmy się, ja również. Wcześniej, przed wybraniem mnie do pełnienia funkcji radnej w I kadencji, sprawami miasta się nie interesowałam. Pracowałam w Komisji Gospodarki Komunalnej, byłam jej przewodniczącą w I i II kadencji, z tym że wtedy był trochę inny podział na komisje. Była to Komisja Gospodarki Komunalnej, Komunikacji i Ochrony Środowiska. Była wówczas jedna komisja, a teraz są trzy, które zajmują się tymi sprawami.

 

Pełne teksty wspomnień oraz wypowiedzi innych samorządowców w opracowaniu pt. „Rozmowy o dwudziestoleciu, Wypowiedzi radnych Rady Miejskiej Wrocławia z lat 1990-2010”, dostępnym tutaj.

oprac. MaWi, wideo: Arek Cichosz

Zgłoś uwagę