Leszek Cichoński

Przyjemność z grania

– Kiedy gra się w grupie, jest możliwość cieszenia się muzyką wspólnie. Ten element przyciąga rzesze fanów gitary – nie ma wątpliwości Leszek Cichoński. Pomysłodawca Gitarowego Rekordu Guinnessa opowiada o tegorocznej imprezie i o Jimim Hendriksie, rzecz jasna.

Magdalena Talik: W tym roku wsparcie podczas Gitarowego Rekordu Guinnessa będzie potrzebne, bo warto byłoby pobić rekord ustanowiony dwa lata temu.

Leszek Cichoński: Oczywiście że tak, ale nie ma przymusu, bo i tak rekord należy do nas. Ważniejsze od cyfr i liczb są poboczne idee naszego festiwalu, które powodują, że ludzie chętnie tutaj przyjeżdżają. W 2014 roku dodatkowym hasłem były gitarowe rodziny, w 2015 roku gitarowe dziewczyny, a w tym roku gitarowe dzieciaki i stąd pomysł na Światowy Dzień Krasnoludka z Gitarą. I dlatego 30 kwietnia zapraszamy  najmłodszych do gitarowych psot, czeka dużo atrakcji – quizy, malowanki, koncert Arki Noego i występy dzieci. A ja będę prowadził specjalną lekcję gry na gitarze.

Czy dzieciaki będą w stanie zagrać te kilka chwytów potrzebnych do wykonania „Hey Joe”?

Od zera trudno się tego nauczyć, ale chce je chociaż zarazić rytmem. Mam ulubione ćwiczenia na rytm pt. „Ciuchcia”, które się z pewnością dzieciom spodobają. Podobnie też gra na tzw. powietrznej gitarze, czyli machanie prawą ręką tak, jakby się uderzało w prawdziwe struny prawdziwej gitary. Może to spowoduje, że namówią rodziców na plastikowe gitary i przyjdą 1 maja na bicie Gitarowego Rekordu Guinnessa.

Praworęczni, leworęczni, to nie ma znaczenia. Pamiętamy, że Paul McCartney był leworęczny i…

…Jimi Hendrix też. Można się zgłaszać 1 maja, także z gitaropodobnymi instrumentami-bandżo, ukulele. Na stronie heyjoe.pl jest dział, jak zagrać, można skorzystać z lekcji video i diagramu akordów i naprawdę dobrze przygotować. A przy okazji zagrać też inne piosenki, w tym „Thanks Jimi”, moją kompozycję poświęconą Hendriksowi. A atrakcją tegoroczną będzie wykonanie przeboju Perfectu „Nie płacz Ewka” razem z Grzegorzem Markowskim.

Gitarowy Rekord Guinnessa

Gitarowy Rekord Guinnessa

Koncert / Eventy / W plenerze / Blues / Show / Dla wszystkich
Termin od 27 kwietnia 2018 17:00 do 1 maja 2018 23:59

Miejsce Rynek we Wrocławiu

Zobacz

W tym roku zaśpiewa Pan „Hey Joe” z nowym tekstem angielskim.

Ta historia zaczyna się podobnie – autor spotyka Joe i mówi, że ostatnio widział go z pistoletem w ręce. To, co śpiewają w oryginalnej wersji o zdradzie okazuje się nieprawdą. W skrócie: Joe wyrzucił pistolet do rzeki, a w trzeciej zwrotce spotykają się i Joe biegnie do żony, bo urodziła mu właśnie chłopców i to trzech (śmiech). „Hey Joe a New Story” to pozytywny message, który wysyłamy z Wrocławia w świat, a oficjalna premiera na Rynku we Wrocławiu 1 maja.

Instruktaż ubiegłoroczny, ale i aktualna lekcja, jak zagrać „Hey Joe”

Wersja polska tego nowego tekstu „Hey Joe” też jest przewidziana?

Może w przyszłym roku.

A na razie 30 kwietnia będzie Pan przygotowywał dzieciaki w Rynku. Jak inaczej uczy się dziecko, które nie miało do czynienia z gitarą?

Najważniejszym elementem jest tutaj zapewnienie przyjemności z grania, zabawy z instrumentem. To najlepsza inspiracja. I jeszcze przeżywanie muzyki, a kiedy gra się w grupie, razem, to jest możliwość cieszenia się muzyką wspólnie. Chyba ten element przyciąga do rekordu takie rzesze fanów gitary.

A jak Pan chwytał pierwsze chwyty gitarowe?

Przede wszystkim podkradałem gitarę starszemu bratu, ciągle ją rozstrajałem, dlatego kiedy miałem dwanaście lat rodzice kupili mi pod choinkę małą gitarkę Defil i na niej ćwiczyłem utwory, które mi się podobały. Jednym z pierwszych był „The House of a Rising Sun” Animalsów, później również „Hey Joe”. Próbowałem się nauczyć „Kiedy byłem małym chłopcem” Tadeusza Nalepy. W wieku lat 17 obowiązkowa  była „Samba Pa Ti” i wiele obowiązkowych utworów Carlosa Santany.

Któremu w tym roku składa Pan hołd w szczególny sposób…

Razem z Jose Torresem i przyjaciółmi zagramy specjalny projekt „Viva Santana”. Skład siedmioosobowy, jak u Santany. Zagramy przeboje jego, ale i utwór grupy ABC „Asfaltowe łąki” w stylu Santanowskim. Miał być z nami Marek Piekarczyk, ale odwołał przyjazd, więc utwór zaśpiewa Łukasz Łyczkowski.

Nazwał Pan festiwal Thanks Jimi. Za co dzisiaj dziękowałby Pan Jimiemu?

Za to, że był wrażliwym człowiekiem, nieśmiałym…

…Choć rozbijał gitary na scenie

…bo na scenie był zupełnie kimś innym niż w życiu prywatnym. Jego gra, sposób artykulacji, wykorzystanie efektów, czasami atonalny chaos, który wydobywał z instrumentu to ogromna inspiracja dla wszystkich gitarzystów. Każdy gitarzysta w latach 70-tych doznawał szoku, że ktoś tak może potraktować instrument. Dziś to nie takie novum, ale wtedy coś absolutnie rewolucyjnego. Jimi był też jedną z pierwszych gwiazd, która otwarcie mówiła i pisała piosenki o duchowości. To bardzo cenne, bo to ważna ścieżka w moim życiu.

W ciągu wielu lat kariery (w zeszłym roku świętował Pan 35-lecie pracy) miał Pan szansę rozmawiać z ludźmi, którzy grali z Hendriksem?

Cztery lata temu dosyć długo rozmawiałem z Leonem, bratem Jimiego. Bardzo ciepło mówił o Jimim, który był dla niego jak ojciec, opiekował się nim, a kiedyś nawet uratował życie, kiedy Leon topił się w sadzawce. Wspominał, że ludzie nie znali Jimiego od innej, bardziej duchowej strony.

Duchowość jest w muzyce ważna?

Wydaje mi się, że duchowość jest ważna w życiu, nie tylko w muzyce. W zasadzie każdy element życia może mieć oparcie w duchowości, w zajrzeniu w głąb siebie, obserwacji tego, co się dzieje. Moja ostatnia płyta „Sobą gram” jest w zasadzie właśnie o tym. Warto się przyjrzeć temu, co mamy w głowie, czy to nasze myśli, a nie wirusy. Warto czasem ten nasz komputer zresetować, poukładać wszystko od nowa. W refrenie pierwszej piosenki z mojej płyty jest tekst „Niech ci serce podpowie, co jest dobre, a co złe”. Bo serce jest tym naszym mądrzejszym komputerem, który nas prowadzi jeśli go posłuchamy.

Artyści wydają się wystawieni na pokusy. Gdzie znaleźć autentyczną duchowość, a nie pokazową?

Ważne jest, by wypracować balans między sceną a życiem prywatnym. Mnie się udało. Jestem spełnionym mężem, ojcem, dziadkiem – już potrójnym. Trzeba żyć w taki sposób, by ta duchowość przekładała się na życie i relacje z innymi.

Czy wnuki miały już u Pana pierwsze lekcje muzyki?

Ośmioletnia Olga już ze mną śpiewała, dałem jej mikrofon, nagrywałem. To dobry moment na początki. Ważne, by dać dziecku możliwość czerpania przyjemności z kontaktu z muzyką, niekoniecznie zamęczyć ćwiczeniem, bo to bywa czasem zgubne.

rozmawiała Magdalena Talik

zdjęcia Leszka Cichońskiego: BTW Photographers

Czytaj także: Gitarowy Rekord Guinnessa 2018. Program, Gwiazdy