Najdroższe eksponaty Ossolineum. Z czego możemy być dumni

Recznie kolorowana „Cosmographia” Ptolemeusza z 1482 roku, rysunek Rembrandta van Rijna „Amsterdam – widok znad rzeki Amstel” z lat 40. XVII wieku i lany w złocie medal Zygmunta Augusta z 1548 roku to najdroższe skarby, jakie kryje Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Ich łączna wartość to ponad 8 milionów złotych. Wartość dla nauki i kultury – bezcenna. 

  • Wydanie „Cosmographii” Ptolemeusza warte jest 6 milionów złotych/fot. Ossolineum


Atlas z 1482 roku

To absolutny rekordzista, bo wartość „Cosmographii”, najstarszego wydrukowanego w Niemczech atlasu (zarazem pierwszego wydania dzieła Ptolemeusza, geografa z Aleksandrii) wynosi 6 mln złotych i to, niewątpliwie, najcenniejszy przedmiot w zbiorach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. 

Najpierw księga Klaudiusza Ptolemeusza (żyjącego ok. 100 – ok. 168) miała tytuł „Geographiké hyphégesis” i składało się na nią prawdopodobnie 8 ksiąg i 27 map. Na łacinę przełożył owo dzieło w 1406 roku Jacob d'Angelo, nadając tytuł „Geographia” (kojarzony był także tytuł „Cosmographia”).

We Wrocławiu mamy wydanie niemieckie tej księgi z 1482 roku. Cenne choćby dlatego, że do pierwotnych 27 map Ptolemeusza dołączono ręcznie kolorowane mapy świata współczesnego i inicjały drzeworytowe.

Niepozorny Rembrandt wart miliony 

Rzeczpospolita miała ogromnego pecha do dzieł sztuki, wiele z nich przepadło w czasie II wojny światowej, ale sporo wypatrzonych już przez marszandów arcydzieł nie dojechało do Polski znacznie wcześniej, jako że – w wyniku rozbiorów – zniknęła z mapy Europy.

Wiadomo, że ostatni z królów, Stanisław August Poniatowski był wytrawnym kolekcjonerem i w jego zbiorach był m.in. Rembrandtowski „Lisowczyk”, własność Eleonory z Husarzewskich (żony Andrzeja Lubomirskiego, ostatniego przed wojną kuratora literackiego Ossolineum, który ostatecznie znajduje się dziś w nowojorskiej kolekcji Fricka.

Na Zamku Królewskim mamy dziś dwa Rembrandty – obrazy  „Uczony przy pulpicie” i „Dziewczyna w ramie obrazu” podarowane przez Karolinę Lanckorońską (Wawel z tej samej donacji zyskał arcydzieło Dosso Dossiego). 

We Wrocławiu możemy się pochwalić aż ośmioma rysunkami przypisywanymi mistrzowi z Lejdy. Jak prace znalazły się we Wrocławiu? Historia jest najpierw chwalebna, potem niemal szpiegowska. Chwalebna, bo prace Rembrandta przekazuje Ossolineum w 1823 roku książę Henryk Lubomirski (potem zostanie kuratorem literackim tej instytucji).

Rysunki spoczywają bezpiecznie we Lwowie do wybuchu II wojny światowej. Potem zaczynają się problemy. Do miasta wkraczają najpierw Rosjanie, następnie wojska niemieckie, wreszcie znowu rosyjskie. Profesor Mieczysław Gębarowicz, wybitny historyk sztuki i ostatni dyrektor Ossolineum we Lwowie, nie chce dłużej zwlekać i czekać na pewną konfiskatę dzieł sztuki. Pakuje 44 prace (w tym rysunki Rembrandta) i potajemnie wysyła z kurierem do Krakowa. Paczka dociera szczęśliwie na miejsce i zostaje zdeponowana na Wawelu.

Do Ossolineum dzieła sztuki wracają dopiero w 1956 roku. Wtedy też zostają oznaczone tzw. suchą pieczęcią, by podkreślić, kto jest ich właścicielem. 

Niepozorny, przedstawiający widok przez rzekę Amstel, rysunek wykonany w latach 1640-1645 jest najcenniejszy (jego wartość szacuje się na 1,2 mln zł). – To w ogóle jeden z najlepszych rysunków Rembrandta i jego autorstwo nigdy nie było tu podważane – podkreśla Arkadiusz Dobrzyniecki, kustosz Gabinetu Grafiki w Ossolineum.

Rysunek ma też swoją legendę. – Po śmierci ukochanej żony Saskii Rembrandt popadł w melancholię, zaczął wychodzić z domu i włóczyć się po okolicach Amsterdamu szkicując pejzaże – przywołuje opowieść Dobrzyniecki. – A praca jest wyjątkowa, bo zabudowania, które znajdują się dalej mistrz pokazał leciusieńką kreską, a te bliższe kreską zdecydowaną, a przede wszystkim zagrała także pusta przestrzeń, szalenie wymowna – dodaje kustosz.

Przeczytajcie więcej: Nieznany Wrocław - Rembrandt w Ossolineum [WIDEO, ZDJĘCIA]  

Vivat Rex!

Jedyny istniejący egzemplarz złotego medalu został wybity z okazji objęcia rządów przez króla Zygmunta Augusta w 1548 r., a jego autorem jest Domenicus Venetus (Dominik z Wenecji), o którym niewiele dziś wiemy ponad to, że się podpisał (co nie należało do powszechnego zwyczaju) i stworzył jedno z arcydzieł sztuki medalierskiej warte dziś, bez mała, 1 mln zł. 

Co ciekawe, kiedy Zygmunt August obejmował rządy (wybrano go i koronowano na króla) jego ojciec Zygmunt I Stary wciąż żył i był to jedyny w dziejach Polski taki przypadek (vivente rege).

zdjęcia: Zakład Narodowy im. Ossolińskich



Zgłoś uwagę