PRL w 2020 r. Wrocławianie nakręcili wyjątkowy program „Ludowe Wieści”

Cotygodniowy półgodzinny program informacyjny „Ludowe Wieści”, stylizowany w formie i treści na peerelowski „Dziennik Telewizyjny”, zdobywa sobie na YouTube coraz większą rzeszę fanów. Autorami pomysłu jest trzech wrocławian, którzy projekty filmowe robią po godzinach pracy w banku i MPK. W realizację parodystycznej propagandówki zaangażowało się 30 osób, w przygotowaniu jest już drugi sezon odcinków, a programem zainteresowali się profesjonalni filmowcy.

  • ludowe wiesci dziennik

    Prowadzący „Ludowe Wieści” - major Andrzej Piaseczny (w tej roli Łukasz Strapagiel)

  • ludowe wiesci dziennik

    Odcinek 1. Pani Blanka w trakcie wyrażania niezadowolenia z powodu internowania nauczycieli


PRL w dzisiejszej wersji

Pomysłodawcy „Ludowych Wieści” – Konrad Horbacz, Wojciech Zawadzki, Tomasz Sielicki mają po trzydzieści parę lat, w peerelu się urodzili i przeżyli dzieciństwo, ale nie zdążyli zasmakować uroków życia w mocno zakłamanym systemie. Dla nich inspiracją do nakręcenia nowej wersji reżimowego dziennika okazała się...aktualna sytuacja medialna.

– Głoszona teraz propaganda skojarzyła się nam z peerelowską, stąd pomysł, by nakręcić program, który przypomni ludziom, jak to kiedyś było i pokaże, że pewne aspekty dawnego ustroju są obecne i dzisiaj – tłumaczy Konrad Horbacz, mózg przedsięwzięcia, reżyser i montażysta programu, występujący także w roli zomowca.

Uzupełnia też, że celem „Ludowych Wieści” (ich akcja rozgrywa się w alternatywnym roku 2020, w którym Blok Wschodni nadal istnieje) jest, aby PRL nie wrócił w żadnej formie. – Staramy się nakłonić widza do refleksji i jeśli będzie w stanie sprawić, że dawne nie wróci, to nasz cel zostanie osiągnięty – zaznacza. 

Z małą (dużą) pomocą przyjaciół 

„Ludowe Wieści” są realizowane własnym sumptem. Pomaga ok. 30-osobowa grupa zapaleńców. Wcielają się w role prowadzącego (stylizowany na generała Wojciecha Jaruzelskiego), korespondentów (m.in. z Leningradu), świadków wydarzeń, wyszukują scenografię, filmują, wrzucają na kanał YouTube.

– Wszyscy występujący to znajomi, którzy nie mają specjalnego doświadczenia filmowego, pracują jako bankowcy, windykatorzy, prawnicy, ale połączyła ich chęć nakręcenia programu satyrycznego o peerelu i po godzinach chcą robić coś ciekawego – mówi Horbacz. 

Odcinek 6. Pan Dymitr narzekający na brak wody i tęskniący za czasami Lenina, kiedy nie było takich problemów/fot. Mat. pras.

On sam pracuje w banku jako informatyk, pozostali dwaj inicjatorzy programu to na co dzień motorniczy w MPK. – Po prostu mamy pasję do kręcenia filmów i dokumentów, a „Ludowe Wieści” są naszą wersją political fiction, która łączy „Dziennik Telewizyjny” z humorem Stanisława Barei i Monty Pythonem – opowiada reżyser.

Wrocław w jednej z głównych ról

Większość z 10 odcinków pierwszego sezonu została nakręcona we Wrocławiu, bo tutaj wychowali się realizatorzy, którzy teraz szukają lokacji przypominających im lata 80. Ale spora część ujęć powstawała również w Warszawie, ze względu na wiele wątków politycznych. W „Ludowych Wieściach” korespondenci nadają oprócz tego z Leningradu, jest także Kubańczyk (grany przez znajomego Meksykanina mieszkającego w Polsce). 

W wiadomościach spodoba się duża uwaga, z jaką skompletowano rekwizyty, stroje, dekoracje. – Chodziliśmy po bazarach, na aukcjach i po domach naszych rodzin wyszukiwaliśmy przedmioty sprzed kilku dekad – mówi reżyser. 

Odcinek 8. ZOMO nie może się doczekać internowania wszystkich anty-socjalistów/fot. Mat. pras.

Najtrudniejszą częścią pracy, poza żmudnym montażem, okazały się uliczne sceny. – Mieliśmy przypadkową widownię, a naszym aktorom trudno było się skupić, czasem trzeba było poczekać aż ludzie przejdą – wyjaśnia Konrad Horbacz. Sporo zamieszania spowodowała wreszcie pandemia. – Zaczęliśmy kręcić zdjęcia około półtora roku temu, powstało dużo ujęć, ale potem zaczęła się pandemia i zamroziła nam projekt na dłuższy czas – dodaje reżyser. Szczęśliwie udało się wykorzystać czas lockdownu m.in. na czasochłonny montaż. 

Jak trafić z peerelem do młodego widza 

Wśród oglądających „Ludowe Wieści” dominują młodzi, choć są i ci, którzy ustrój pamiętają z autopsji. Im nie trzeba tłumaczyć poszczególnych scen, z kolei do widowni urodzonej po transformacji najlepiej trafia bardzo absurdalny, rozrywkowy przekaz. – Pierwsza wersja była inna, ale zorientowaliśmy się, że mogła sprawiać wrażenie autentycznej propagandy i akceptacji peerelu, dlatego potem wrzuciliśmy tyle humoru. Śmiejemy się z całej estetyki i widz powinien to wyczuć – tłumaczy Konrad Horbacz.   

Emisja „Ludowych Wieści” odbywa się zawsze w niedzielę o 19.30 na kanale Prawda TV na YouTube. Na sezon składa się 10 odcinków i warto obejrzeć wszystkie, bo to nie tylko reportaże i materiały informacyjne, ale zamknięta historia. W tej chwili trwają prace nad drugim sezonem „Wieści”. Reżyser zdradza, że będzie się jednak różnił od pierwszego, warto porównać obydwie. 

Odcinek 3. Pan Wiktor w sterowni czajników dla całego bloku mieszkalnego, zbudowanej w ramach projektu „Sprytny dom”/fot. Mat. pras.  

Realizatorzy prowadzą też rozmowy z tymi, których zainteresował ich projekt. Być może wkrótce  „Wieści” będą miały szerszą dystrybucję, ale, jak podkreśla Konrad Horbacz, na razie skupia się na tym, aby technicznie każdy odcinek był zrobiony jak najlepiej. 



Zgłoś uwagę