wroclaw.pl strona główna Kulturalny Wrocław - najważniejsze informacje o kulturze Kultura - strona główna

Infolinia 71 777 7777

10°C Pogoda we Wrocławiu
wroclaw.pl strona główna

Wyszukiwarka

Aby wyświetlić zawartość strony, zaakceptuj pliki cookie
Reklama
  1. wroclaw.pl
  2. Kultura
  3. Wrocławskie festiwale
  4. Czasami jestem labradorem - mówi Piotr Wojtasik, nowy dyrektor artystyczny Jazzu nad Odrą
Piotr Wojtasik urodził się 10 czerwca 1964 we Wrocławiu Katarzyna Stańczyk
Piotr Wojtasik urodził się 10 czerwca 1964 we Wrocławiu

O to, czym jest dla niego jazz, lepiej nie pytać, bo to jakby rybę zagadywać, czy lubi pływać. Tym niemniej warto było zaryzykować! Z Piotrem Wojtasikiem, debiutującym w roli dyrektora artystycznego Jazzu nad Odrą, rozmawiam także o rozpoczynającym się w środę festiwalu, o pokoleniach, o pracy z młodymi muzykami, o konkursie na Indywidualność Jazzową oraz o zadaniach rady, której Piotr Wojtasik przewodniczy.

Reklama

Na poprzednim Jazzie nad Odrą występował pan tylko na scenie, w tym roku także w nowej roli – dyrektora artystycznego. Jak się pan w niej odnalazł?

Dość naturalnie, nie przeżywam tego za bardzo, bo wciąż zajmuję się muzyką. Nie jest to działalność menedżerska, tylko artystyczna. Proszę pamiętać, że festiwal tworzony jest przez radę artystyczną, której jestem częścią. Decyzje nie są podejmowane autokratycznie, ale wspólnie, zespołowo. To piękna praca dotycząca muzyki, dlatego w pewnym sensie czuję się normalnie.

Jakie są zadania dyrektora artystycznego festiwalu takiego jak Jazz nad Odrą?

Stworzenie i przedstawienie ogólnej wizji festiwalu, który powinien mieć koncepcję. Naszą jest promowanie wysokiej jakości. Popularyzowanie jazzu w odmianie najbardziej kreatywnej i nowoczesnej, a jednocześnie takiego, który pozostaje w stylistycznej korespondencji z muzyką, którą ogólnie określamy jazzem. W niektórych odmianach, zwłaszcza tych nowoczesnych, współczesnych, trzeba umieć fachowo wyselekcjonować wykonawców lub zespoły reprezentujące naprawdę wysoki poziom, a odrzucić tych, którzy tylko udają. Czasami pełnię funkcję takiego labradora, który sprawdza, czy ktoś słuchając nieznanych nam zespołów nie ulega nastrojowi i chwili. Dajemy publiczności gwarancję jakości. Rada uznała, że moje doświadczenie, zdobyte przez 40 lat grania i jeżdżenia po całym świecie, będzie pomocne.

Jak zmieni się Jazz nad Odrą z panem na czele rady artystycznej?

Nie chciałbym ani porównywać, ani oceniać wcześniejszych edycji, w których brałem udział albo jako uczestnik, albo jako meloman, ale przecież nie widziałem wszystkich koncertów. Raczej skupiamy się na tym, co robimy teraz. A ocena wyników naszej pracy powinna pozostać w gestii melomanów. Po festiwalu trzeba będzie zapytać o zdanie ludzi, dla których on został stworzony.

Dostał pan od poprzednika, Leszka Możdżera, jakieś zadania specjalne?

Nasze pomysły nie mają związku z poprzednimi, ale paradoksalnie moja pierwsza propozycja, przyjętą przez radę jednogłośnie, dotyczyła byłych dyrektorów, którzy od tego roku pozostają członkami rady dożywotnio. W tym momencie uwzględnia to Leszka. Następnie zaproponowałem, żeby skrócić kadencję dyrektora z pięciu lat do trzech.

Dlaczego?

Uważam, że trzeba tworzyć takie przepisy, które będą miały szansę spełniać dobrą rolę przez wiele dekad, a nie przez najbliższy czas. Przyjąłem, że trzy lata to wystarczający czas, żeby zrobić naprawdę super festiwal. Pierwszy rok może być kontynuacją działalności poprzednika i dopełnieniem pewnym zobowiązań wobec niego. Drugi to pierwsza próba samodzielna. Najdalej trzeci rok powinien być znakomity. Jeżeli nie będzie, wówczas należy zmienić dyrektora. Natomiast jeżeli się uda, dyrektor może być ponownie wybrany.

Festiwal rozpocznie się mniej więcej rok po ogłoszeniu nowego dyrektora artystycznego. 12 miesięcy to chyba niezbyt dużo czasu na organizację takiego wydarzenia. Było gorąco?

Tak, ale oprócz tego ta edycja oprócz próby czasu musiała przejść wiele innych, na przykład związanych z chwiejnością decyzji dotyczących wydatków na kulturę. Na nie z jednej strony wpływ miała pandemia, z drugiej wojna. To są jednak kwestie, którymi nie chciałbym zanudzić czytelników. Liczy się efekt końcowy. A ja ufam, że publiczność festiwalowa otrzyma do przeżycia muzykę głęboką i najwyższej próby artystycznej.

Na co w tym roku przesunęliście akcenty?

Przede wszystkim na koncepcję ukazania tej samej muzyki z różnej perspektywy. To jest możliwe wówczas, gdy będzie ona odpowiednio szeroka. Zespoły grające nowatorsko, kreatywnie muszą pozostawać w relacji z jazzem bardziej tradycyjnym. W przeciwnym razie koncepcja nie ma sensu. Korespondująca ze sobą różnorodność i nacisk na jakość. Takie mieliśmy założenia. Jeżeli ludzie potrafią słuchać siebie nawzajem, pracować razem i wspólnie mówią o muzyce, a nie tylko o sobie, to wtedy osiąga się lepsze efekty.

Na który dzień festiwalowy czeka pan najbardziej?

Sprytnie pan zapytał, bo inni pytali, który koncert będzie najlepszy. Wtedy mówiłem, że absolutnie odpowiedzi nie udzielę, ponieważ po to stawiamy na różnorodność, żeby wszyscy byli świetni a każdy inny. Osobiście czekam na sobotę, na koncert Dominika Wani, którego obserwuję od lat i z każdym rokiem uważniej. Dominik w połączeniu z Darkiem Oleszkiewiczem to dla mnie wręcz melomańskie wyzwanie. Do tego trio Marka Shima, który moim zdaniem jest jednym z najważniejszych współczesnych saksofonistów tenorowych. Na ten koncert czekam szczególnie, nie wiem czy najbardziej, ale szczególnie.

Dzień później, w niedzielę, wręczenie nagród w tradycyjnym konkursie na Indywidualność Jazzową. Jak ocenia pan poziom?

Jest naprawdę wysoki. Mówię to z przekonaniem jako aktywny muzyk i jako nauczyciel, który od trzydziestu lat ćwiczy ze studentami. Prezentują poziom, jakiego nie widziałem u młodych chyba nigdy w życiu. To są profesjonaliści, nie adepci. Naprawdę znakomici. W tym roku zdecydowaliśmy, żeby konkursowicze byli oceniani przez możliwie jak najlepszych muzyków. W jury jest znakomity trębacz nowojorski Jeremy Pelt, kontrabasista Darek Oleszkiewicz i saksofonista altowy Viktor Toth. Taki skład gwarantuje rzetelną ocenę.

Jazzmani z pana pokolenia też prezentowali tak wysoki poziom w wieku dwudziestu kilku lat?

Gdybyśmy rywalizowali, nie mielibyśmy szans! Wśród nas byli muzycy, którzy osiągnęli wysoki poziom, ale później, po iluś latach grania. A oni? Oni są educated!

Pan to wie doskonale, bo sam ich pan uczy. Jaka moc drzemie w studentach jazzu w Polsce?

Różnie to bywa. Są muzycy, którzy na początku brzmią przeciętnie, ale rozwijają się tak bardzo, że innych zostawiają w tyle. Drudzy błyszczą od razu, ale całe życie grają tak samo. Nie wiem, jak pracują ze studentami inni, ale mogę powiedzieć, jakie ja stawiam cele. Po pierwsze pomagać zagrać im to, co sami chcą. Bardzo tego pilnuję. Nie jestem zwolennikiem koncepcji: graj, co ja ci karzę, bo to jest lepsze. To są bzdury, zabijające osobowość i indywidualność. Uważam, że od takich szkół trzeba wiać. Ja najpierw próbuję dotrzeć do tego, co lubią i co chcą grać. Niektórzy to wiedzą, inni dopiero muszą to poznać. Trzeba pomóc im znaleźć to, czego sami szukają. Drugim celem jest uświadamianie tkwiących w nich możliwości. Tak naprawdę ani oni nie są uczniami, ani ja nie jestem mistrzem. Razem ćwiczymy. Jedyna różnica między nami to doświadczenie. Wystrzegam studentów przed błędami, które ja popełniałem. Jeżeli mi ufają, ich droga będzie krótsza niż moja.

Czy w Polsce pokolenia łączą się na scenie?

Z tego, co widzę, a za dużo się nie rozglądam, bo mieszkam na wsi i kontaktuję się z kilkoma osobami na świecie, pokolenia łączą się, z tym że starych mistrzów jest coraz mniej. Proporcje się zmieniają. Teraz jest szczególny okres, bo w ciągu ostatniej dekady niestety bardzo wielu naszych starszych mistrzów odeszło. Tomek Szukalski, Janusz Muniak, Tomek Stańko, Zbyszek Namysłowski. To bolesne, bo dla mnie byli mistrzami, a później przyjaciółmi. 

Ja w zespole mam chociażby saksofonistę Marcina Kaletkę, którego trzymam się rękami i nogami, bo gra po prostu znakomicie. Jeszcze niedawno był moim studentem.

Jazz nad Odrą to jeden z najstarszych festiwali muzycznych w Polsce. Jaka jest jego dzisiejsza rola?

Duża, bo są w nim połączone dwie rzeczy: feeling i tradycja. Oprócz wysokiego poziomu to właśnie feeling wyróżnia Jazz nad Odrą na tle innych festiwali, których jest teraz sporo. Feeling tak samo jak w jednym utworze, koncercie czy zespole może być w festiwalu. Mówię to zarówno jako muzyk, jak i jako fan.

W muzyce jest bardzo wiele poziomów. I grania, i odbierania. Może to być rozrywka, w której wirtuozeria zachwyca ludzi. To także jest okej. Ale może być duchowość. Ona tak naprawdę jest niewerbalną treścią muzyki, która się w niej dokonuje. Czasami jest jedno i drugie. Tym niemniej w każdym przypadku najważniejszy jest feeling. Jazz nad Odrą go ma, ma jakąś magię. Oczywiście znajdzie się stu, którzy teraz powiedzą, że to banały, że to bełkot. Bo przecież to tylko koncerty. Jak zapłacą, to zagrają. Jak dobrze, to będą brawa. Jeżeli jednak ktoś nie docenia lub nie umie poczuć, czym jest feeling, to jak przeżywa jazz?

Feeling był od zawsze?

Na pewno nie my go stworzyliśmy. To zrobili inni przed nami. Naszym wielkim zadaniem jest jego utrzymanie i pielęgnowanie, bo świat rozwija się w trochę inną stronę. A jeśli się da, to jeszcze ten feeling ożywić.

Ten świat rozwijający się w trochę inną stronę… Gdzie w nim jest jazz?

To jest pytanie dość pojemne, oczywiście zasadne, ale wymagające uzupełnienia – czym jest jazz? Myślę, że współczesny świat musi poradzić sobie z odpowiedzią, czy jazz rozwija się jak nigdy dotąd, czy wręcz przeciwnie – że zanika. Jest cała masa różnych rodzajów muzyki, które w nazwie samookreślają się jako jazz, a nic z nim wspólnego nie mają. Z drugiej strony mamy jazz tradycyjny, który schodzi do niszy. Ale wydaje mi się, że w jazzie jest coś szczególnego, co sprawia, że zawsze się obroni i przyciągnie ludzi. W historii już było kilka okresów, kiedy wydawało się, że jazz w odmianie podstawowej zaniknie całkowicie. Trwały i trwają fale różnych odmian jazzu, które fascynują wszystkich, także jazzmanów, ale coś powoduje, że ludzie tęsknią za klasyką i do niej wracają.

Czym zatem dla pana jest jazz po tylu latach grania?

To jest pytanie, na które jest tysiąc odpowiedzi. Mógłbym powiedzieć: wszystkim, ale taka odpowiedź może oznaczać też: niczym. Jazz ma dla mnie wiele różnych znaczeń. Jest zarówno moją pasją, jak i zawodem. Moją codziennością i po prostu życiem, bo innego nie znam. Przebywam w nim tak długo i tak głęboko, że to jakby rybę zapytać, czy lubi pływać. A jak nie lubi, to co? Innego życia po prostu nie mam. Zajmuje się tylko jazzem.

A propos kierunku zmian: lubi pan muzykę tworzoną przy pomocy komputerów?

Uważam, że jeżeli muzyka ma ducha i feeleing, to nie ma znaczenia, czy jest z komputera czy z fortepianu. W muzyce jestem pazerny na feeling. Nie czepiam się, z czego pochodzi.

Pora kończyć, mówiąc: do zobaczenia na niedzielnym koncercie w Capitolu. Z pana zespołem wystąpi Anna Maria Jopek. Takie połączenie wypadło genialnie w lipcu w Arsenale.

Cieszę się, ale przed tamtym koncertem nie wszyscy byli przekonani. Jednak byli i tacy, którzy mówili, że Ania w żadnym zespole nie brzmiała tak wspaniale jak w naszym. Bo poprzednie były lukrowane, tak piękne jak jej głos. Nasz jest trochę przaśny, brudny, a ona w nim jak brylant! Była w samym środku i brzmiała cudownie. Teraz zagramy inny koncert, ale trzy utwory będą takie same. Zapraszam!  

Rozmawiał Błażej Organisty.

Piotr Wojtasik, wirtuoz trąbki, znakomity improwizator i kompozytor, który od przeszło 30 lat przemawia własnym, niepowtarzalnym, muzycznym językiem. Nagrywał i koncertował w większości krajów Europy, w Maroku, Izraelu, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Japonii i Indiach. W latach 80. i 90. reprezentował nurt nowoczesnego bop’u, który obecnie przyjął formę bardziej indywidualną, opartą w części na jazzie modalnym z niewielkimi elementami free i muzyki etnicznej.
strona Jazzu nad Odrą

Program festiwalu, który potrwa od 14 do 18 września, na stronie JnO.

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama
Powrót na portal wroclaw.pl Wróć na portal wroclaw.pl