Biznes Wrocławski Scanway zacieśnia współpracę z Indiami

  1. wroclaw.pl
  2. Kultura
  3. Aktualności
  4. Książki na jesień. Genialne historie o życiu, sztuce, podróżach [LISTA LEKTUR, ZDJĘCIA]

Rewelacyjne książki o średniowieczu, które nas autentycznie zaskoczą i wytrącą ze strefy komfortu, biografie braci Grimm i Hilmy af Klint, malarki, która malowała przedziwne symbole i wyprzedzała swoje czasy, świetny włoski kryminał z Syrakuz, opowieść o włoskiej Umbrii, a może irlandzkie powieści o gangsterach i siostrach, które nie potrafią nadążyć za zmieniającymi się czasami. Zobaczcie propozycje książkowe na jesień.

Reklama

Wieki ciemne? Boże broń!

Cenię historyków i ich pracę, ale uwielbiam historyków-popularyzatorów, autorów, którzy przybliżają nam w przystępny, a nierzadko wręcz porywający sposób tematy wymagające, nieoczywiste, bywa, że pozornie mało atrakcyjne i „zarażają” nas swoją pasją.

Dają impuls do dalszych, może bardziej wnikliwych, a może po prostu osobistych, poszukiwań.    

Przykładem dwie znakomite książki o średniowieczu, jakie ukazały się niedawno (mowa o tomach „Me(m)diewistyka. Cudownie dziwna sztuka średniowiecza” Zofii Załęskiej oraz „Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny. Przewodnik po średniowieczu zwykłych kobiet” Anny Brzezińskiej).

Dodam, że można i zachęcam, bo warto je wykorzystać przed zwiedzaniem czynnej do końca roku wystawy „Stulecie. W rocznicę wielkiej wystawy śląskiej sztuki średniowiecznej” w Pawilonie Czterech Kopuł. Jako dodatkowe i inspirujące źródło wiedzy o średniowieczu.

Jako kompendium wiedzy o średniowiecznej sztuce idealnie przyda się książka „Me(m)diewistyka. Cudownie dziwna sztuka średniowiecza” (nakładem Wydawnictwa Znak) historyczki sztuki Zofii Załęskiej, związanej z Instytutem Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego.  

<p>Zofia Załęska, &bdquo;Me(m)diewistyka. Cudownie dziwna sztuka średniowiecza&rdquo;, Wydawnictwo Znak</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Zofia Załęska, „Me(m)diewistyka. Cudownie dziwna sztuka średniowiecza”, Wydawnictwo Znak

Dowcipny tytuł łączący mediewistykę z memem ma swoje uzasadnienie, autorka ma na Instagramie swój profil, a o sztuce opowiada jako memdiewistka, łącząc fachową wiedzę z popularyzatorskim talentem i poczuciem humoru.

Książka to wprowadzenie do sztuki średniowiecza z objaśnieniami, jak możemy czytać symbolikę, popularne tematy i motywy, postaci, kolory.

Tom jest wyjątkowo potrzebny, bo dotąd doczekaliśmy się wielu profesjonalnych opracowań, ale mało przystępnych dla czytelnika niewtajemniczonego.

A Zofia Załęska chętnie dzieli się wiedzą, cierpliwie tłumaczy trudne terminy i ma przy tym spore poczucie humoru, za sprawą którego trudne tematy stają się ciekawymi, wartymi poznania tematami.

Podczas lektury przekonamy się, co w średniowiecznej sztuce piszczy (m.in. freski, mozaiki, iluminowane rękopisy, rzeźby i rzemiosło artystyczne), jak przedstawiano zwierzęta, kim byli średniowieczni celebryci (czyli święci), jak wypoczywali ludzie średniowiecza, czym stała się dla nich miłość, a czym śmierć. 

Ciekawie ilustrowana książka Załęskiej to pierwszy krok w kierunku poznania sztuki średniowiecza. Kolejne - to już nasze zadanie. 

***** 

Drugą z książek, której nie wolno przegapić pod żadnym pozorem jest kolejny tom znakomitej mediewistki i świetnej pisarki Anny Brzezińskiej, „Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny. Przewodnik po średniowieczu zwykłych kobiet” (nakładem Marginesów). 

<p>Anna Brzezińska, &bdquo;Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny. Przewodnik po średniowieczu zwykłych kobiet&rdquo;, Wydawnictwo Literackie</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Anna Brzezińska, „Cierpliwe Genowefy, bezwstydne Magdaleny. Przewodnik po średniowieczu zwykłych kobiet”, Wydawnictwo Literackie

Autorki nie trzeba właściwie przedstawiać, bo znamy jej książki od lat – zarówno z gatunku fantasy (Brzezińska jest trzykrotną laureatką Nagrody im. Janusza A. Zajdla), jak i te z gatunku powieści historycznej (jej tom „Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach” bił rekordy popularności).

Teraz otrzymujemy zjawiskowo wydany (przez Marginesy, zaś za wspaniały projekt okładki, stron tytułowych, opracowanie graficzne i typograficzne, a także przepiękne ilustracje odpowiada Kira Pietrek) tom poświęcony średniowiecznym kobietom (od IX do XV wieku).

Anna Brzezińska opowiada nie tylko o tytułowych zwykłych kobietach (choć przekonamy się, że miały dość intrygujące biografie), ale – poprzez ich historie – o epoce i panujących wówczas zwyczajach.

W tych krótki, często kilkustronicowych portretach mediewistka proponuje spojrzenie na historię, która momentami dziwnie przywodzi na myśl naszą rzeczywistość, bo i problemy te same i natura ludzka niezmienna.  

Opowieści w tym tomie autorka świadomie przygotowała niezwykle merytorycznie (bibliografia zajmuje ponad 50 stron!), dlatego można je z czystym sumieniem cytować na zajęciach akademickich.

Są również napisane dynamicznie, z doskonałą narracją, nie bez delikatnego poczucia humoru i sympatii dla postaci, a sztafaż, w jakim umieszczone zostały bohaterki, jest wprost doskonały.

Dzięki wielu szczegółom towarzyszącym historiom kobiet dowiadujemy się np. o autopsjach przeprowadzanych w sprawach podejrzanych zgonów (już w XIII wieku!), o tym, jak średniowieczni piekarze oszukiwali na gramaturze bochenków chleba, jak traktowano zgłoszoną przemoc małżeńską i czy kobieta mogła pełnić rolę sołtysa we wsi? 

Fascynujący, napisany pięknym, szlachetnym stylem tom, którego nie wypada przeczytać raz, do którego trzeba sukcesywnie wracać.   

Irlandia literacko (wciąż) uwodzi

W świetnej serii „Z Kraju i ze Świata” Wydawnictwo Ossolineum tym razem proponuje, a Maciej Płaza (laureat Nagrody Angelus 2018) tłumaczy (i dodaje posłowie) intrygującą, niełatwą, erudycyjną powieść Aidana Higginsa (1927-2015) „Zejdź na dół, Langrishe”.

<p>Aidan Higgins, &bdquo;Zejdź na d&oacute;ł, Langrishe&rdquo;, przełożył Maciej Płaza, Wydawnictwo Ossolineum</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Aidan Higgins, „Zejdź na dół, Langrishe”, przełożył Maciej Płaza, Wydawnictwo Ossolineum

Ten powieściowy debiut autora opowiadań (z 1966 roku) jest diablo stylowy (nawet jeśli Samuel Beckett określił go jako „literary shit”) i zachwyci absolutnie wielbicieli Jamesa Joyce'a wyjątkowo poetyckim językiem, wykwintnym stylem i...brakiem linearnej narracji (akcja rozgrywa się w 1932 i 1937 roku). Eksperymentalny tom Higginsa czyta się, mimo wymagań, z niesłabnącym zachwytem już od pierwszej sceny.

Powieść otwiera impresja z podróży autobusowej. Wśród spoconych, przesiąkniętych tytoniem pasażerów z trudem odnajduje się Helen Langrishe, jedna z czterech irlandzkich sióstr z niegdyś zamożnej, a dziś podupadłej rodziny i domu.

Jedzie do Springfield House, do pozostałych – Imogen (która wdaje się w romans z niemieckim erudytą Otto Beckiem) i Lilly (ostatnia z sióstr nie żyje).

Żadna z nich nie wyszła za mąż, poza Imogen nie doświadczyły satysfakcji płynącej z własnych relacji, zaś siedziba rodu, dom, w którym żyją, źle zarządzany, zamienia się powoli w ruinę. Czy siostry będą potrafiły wyjść z impasu?

Powieść kryje również wiele odniesień do historii Irlandii (zarówno pod brytyjskim panowaniem, jak i po wywalczeniu niepodległości) i znanych toposów. Warto się z książką „Zejdź na dół, Langrishe” zmierzyć. Satysfakcja gwarantowana!  

*****

O tym, że irlandzcy gangsterzy bywają zabawni, na swój smutny sposób, wie każdy, kto obejrzał film „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj” (czyli „In Brugge”). W debiucie powieściowym (od razu nominowanym do Nagrody Bookera!) Colina Barretta „Dzikie domy” (w przekładzie Romana Kulszy, Wydawnictwo Filtry) zostajemy przez autora wrzuceni w sam środek potencjalnie niebezpiecznej sytuacji, która z biegiem czasu rozwija się w zupełnie nieoczekiwany sposób.

<p>Colin Barrett, &bdquo;Dzikie koty&rdquo;, przełożył Roman Kulsza, Wydawnictwo Filtry&nbsp;</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Colin Barrett, „Dzikie koty”, przełożył Roman Kulsza, Wydawnictwo Filtry 

Barrett wiedzie nas na irlandzką prowincję, gdzie sam się wychował (dziesięciotysięczna Ballina w zachodniej części kraju, ponad 200 km od Dublina).

Może to i momentami turystyczna atrakcja (zwłaszcza kiedy odbywają się tu połowy łososia i organizowany na cześć tej ryby festiwal), ale miejscowych roznosi energia, co kończy się drobną i bardziej rozwiniętą przestępczością, jak na załączonym w książce obrazku.

Mężczyźni porywają do jednego z tzw. dzikich domów nastoletniego pyskacza Dolla, aby zmusić do oddania długu znanego w miasteczku dilera. Na pomoc rusza Nicky, dziewczyna Dolla. Ale jeśli spodziewamy się fajerwerków jak z amerykańskiego filmu, nic bardziej mylnego. 

Bo na irlandzkiej prowincji nawet gangsterzy mają problemy, traumy z okresu dojrzewania, depresję, brak motywacji do działania.     

Słowianie – co naprawdę wiemy o przodkach

Dom Wydawniczy Rebis wznawia (uwaga, to już III poprawione wydanie) „Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian” mediewisty, prof. Jerzego Strzelczyka, jedno z najważniejszych, ale i merytorycznych źródeł wiedzy o Słowianach i ich życiu.

<p>Jerzy Strzelczyk, &bdquo;Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian&rdquo;, Wydawnictwo Rebis</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Jerzy Strzelczyk, „Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian”, Wydawnictwo Rebis

Autor, uczciwie, już na samym początku leksykonu (albo słownika, bo temat został potraktowany hasłowo, nie chronologicznie) zwraca uwagę, że świat istot boskich i półboskich dawnych Słowian znany jest nam bardzo słabo. A co gorsza, jak podkreśla prof. Strzelczyk, jest też dla wielu autorów okazją do interpretacji.

Wiemy niewiele o wierzeniach (a przez to trochę o życiu) Słowian, w czasie przed chrystianizacją w Europie nie potrafili pisać, natomiast obcy kronikarze (był nawet Prokop z Cezarei) bywali zainteresowani, ale nie potrafili zbyt dobrze uchwycić kontekstu.

Sytuacja znacząco poprawiła się po XI wieku. Mamy już wtedy zapiski znanych kronikarzy (jak choćby biskup Thietmar z Merseburga piszący po łacinie). 

W leksykonie znajdziemy wiele ludów, miejsc, bóstw oraz postaci, które były tradycyjnie łączone z konstytuowaniem się państw słowiańskich.

Nie zabrakło Swarożyca, jednego z naczelnych słowiańskich bóstw. Thietmar opisuje jego świątynię w grodzie Radogoszcz – zbudowaną z drewna i „spoczywającą na fundamencie z rogów dzikich zwierząt”. To właśnie w ofierze Swarożycowi złożono m.in. biskupa meklemburskiego Jana.

Są postaci Lecha, Czecha, Kraka, jest i córka Kraka, Wanda „która nie chciała Niemca” i wolała pozostać niezamężna. 

Dla Wrocławian miłym akcentem będzie hasło: „Ślęża”, czyli góra położona ok. 30 km od Wrocławia, a o górze wspomina nawet Thietmar, podkreślając sakralną funkcję góry, która była „świętym środkiem” Ślężan i Śląska. 

Tom do studiowania, odkrywania historii i wielu dla nas wciąż zaskakujących faktów. 

Szanując/wielbiąc włoską kuchnię i kulturę

Ostatnio mocno selekcjonuję zarówno książki podróżnicze, jak i kulinarne (albo wokół kulinariów). Autorzy wielu tych „produkcji” prześcigają się w mało oryginalnych pomysłach, jak sprzedać nam kilka przepisów i zdjęć w pięknych okolicznościach miejscowej przyrody. Bez koncepcji, leitmotivów i wizji.  

Wobec książek Bartka Kieżuna, dziennikarza kulinarnego i podróżnika, też byłam początkowo ostrożna (dotychczas powstały m.in. tomy poświęcone kuchni włoskiej, hiszpańskiej, portugalskiej, tureckiej, czy wywodzącej się z Jerozolimy).

Jednak historie tego antropologa kultury (to ważne w kontekście omawianych spraw) skradły mi serce, bo:

primo – autor ma własny, oryginalny styl opowiadania i konsekwentnie realizuje pomysł na cykl książek, w których kulinarne dziedzictwo jest częścią kulturalnego, zaś ciekawość i głód poznania historii i sztuki sprawia, że prawdziwie poznajemy dany kraj,

secondo – autor nie jest tylko konsumentem, we Włoszech np. o czym pisze w nowej książce, pracował przy zbiorach oliwek, zatem wie i docenia to, jak Włosi szanują swoje uprawy i związaną z nimi tradycję,

terzo – autor nie waha się pisać osobistych refleksji, wiele z nich to bystre, ale też pełne uroku obserwacje ludzi, sytuacji, nie tylko wielkiej sztuki i znakomitego jedzenia.   

<p>Bartek Kieżun, &bdquo;Via Flaiminia. Opowieści z Umbrii&rdquo;, Wydawnictwo Czarne</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Bartek Kieżun, „Via Flaiminia. Opowieści z Umbrii”, Wydawnictwo Czarne

W najnowszej książce „Via Flaminia. Opowieści z Umbrii” (nakładem Wydawnictwa Czarne) mamy właśnie przykład opowieści osobistej, bo po 20 latach podróżowania do Włoch Bartek Kieżun decyduje się przeprowadzić do Italii, wybierając ostatecznie Umbrię (choć twierdzi, że to Umbria, ojczyzna najważniejszych świętych, rzymskich cesarzy i artystów, wybrała jego).

Już otwierająca książkę historia wizyty u notariusza (przed kupnem domu) idealnie nadawałaby się do scenariusza włoskiego filmu. Potem są opowieści – wysłuchane od znajomych, podsłuchane na ulicy (bo Włosi uwielbiają opowiadać o sztuce i kuchni, nam też przydałoby się więcej takich nielicencjonowanych przewodników), przeczytane, przeżyte. 

Idealna książka z wieloma cennymi wskazówkami miejsc dla szczęśliwców, którzy podróżują do Umbrii, a dla pozostałych czytelników – świetna podróż, w której warto uruchomić wyobraźnię.   

Pierwszy malarz abstrakcyjny? Hilma af Klint

Kiedy w październiku 2019 roku w słynnym Solomon R. Guggenheim Museum pokazano monumentalną wystawę poświęconą Hilmie af Klint, nie tylko Nowy Jork zrehabilitował się względem szwedzkiej artystki (1862-1944), której dziełom jeszcze kilka lat wcześniej odmówiono (w Museum of Modern Art) miejsca na wystawie abstrakcjonistów.  

Zrehabilitował się cały świat sztuki. Dziś o Hilmie af Klint mówi się, że jako pierwsza malowała w stylu abstrakcyjnym nawet, jeśli, jak Wassily Kandinsky, nie podpisywała swoich prac jako akwarel abstrakcyjnych. 

Postać malarki przybliża w książce „Hilma af Klint. Wprawić ludzkość w zdumienie” (nakładem Wydawnictwa Smak Słowa), na której polski przekład (autorstwa Agaty Teperek) niecierpliwie czekaliśmy, Julia Voss, niemiecka historyczka sztuki po Uniwersytecie Humboldta w Berlinie, krytyczka sztuki, a także wydawczyni dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. 

<p>Julia Voss, &bdquo;Hilma af Klint. Wprawić ludzkość w zdumienie&rdquo;, przekład Agata Teperek, Wydawnictwo Smak Słowa</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Julia Voss, „Hilma af Klint. Wprawić ludzkość w zdumienie”, przekład Agata Teperek, Wydawnictwo Smak Słowa

Voss zrobiła, przygotowując się do napisania tej książki, imponujące badania, włącznie z intensywną nauką języka szwedzkiego, by móc przeczytać zapiski z notatników af Klint. 

Dostajemy do rąk klasyczną, chronologicznie potraktowaną przez autorkę biografię. Od narodzin w pałacu w Solnie (pod Sztokholmem) w 1862 roku, poprzez studia w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w stolicy Szwecji po otwarcie pracowni (w 1888 roku).

Ale dzieła Hilmy af Klint, którymi zadziwił się świat zaczęły powstawać po 1904 roku, kiedy malarka wstępuje do Towarzystwa Teozoficznego i, pod wpływem przekazu duchowej istoty, zaczyna malować, jak je określa, obrazy astralne. Po latach z techniki olejnej zrezygnuje na rzecz bardziej kruchych akwarel. 

Do końca będzie walczyła o własne prace, do końca też towarzyszyć jej będą duchowi doradcy, którzy przekonują artystkę, że ma powołanie, by walczyć na czele.

Jej determinacji nie przeszkodzi depresja po odejściu bliskich jej osób, zaś pomagający jej bratanek Erik af Klint, który zostanie spadkobiercą dzieł malarki, podkreślał, że ciotka miała zdolność przewidywania przyszłości.

Szalenie ciekawa książka o kobiecie, która nie rzucała wyzwań, po prostu żyła zgodnie ze swoimi przekonaniami. Osobistymi (bo wiązała się wyłącznie z kobietami), artystycznymi i duchowymi.     

Jak czytać sztukę

Przyznaję, mam pewien problem z pięknie wydanym (przez Wydawnictwo Naukowe PWN S.A.) tomem „Jak myśleć o sztuce” prof. Ryszarda Kasperowicza, historyka sztuki, wykładowcy w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego.

<p>Ryszard Kasperowicz, &bdquo;Jak myśleć o sztuce&rdquo;, Wydawnictwo Naukowe PWN S.A.</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Ryszard Kasperowicz, „Jak myśleć o sztuce”, Wydawnictwo Naukowe PWN S.A.

Może dlatego, że publikowana w wydawnictwie, dla którego piszą znakomici popularyzatorzy sztuki (jak choćby Bożena Fabiani, czy Grażyna Bastek i Paweł Bień – oboje związani na co dzień z Muzeum Narodowym w Warszawie), wydaje się akademickim dyskursem wokół interpretacji sztuki, który nie budzi, niestety, oczekiwanych emocji u czytelnika. 

Autor wprawdzie podkreśla, że tom jest zachętą do refleksji nad sztuką i jej teoretycznymi założeniami (w świetle lektury wybranych autorów i klasyków, w tym m.in. Platona i Arystotelesa), a nawet zapewnia, że eseje powstały z myślą o możliwie szerokim gronie czytelników.

Wątpię jednak, by poza gronem historyków sztuki i badaczy książka znalazła wielu autentycznych entuzjastów. Wielka szkoda, bo autor – wyśmienity erudyta, sięga po doskonałe i niezbyt często reprodukowane w książkach o sztuce przykłady prac, swobodnie cytuje poetów i filozofów.

Nie jest jednak w stanie zbliżyć szerokiego grona odbiorców i zainteresować go poważnym, bądź co bądź, tematem rozpraw. Tom pozostaje pracą akademicką.   

Trochę inne kryminały

Dla wszystkich fanów prozy brytyjskiej pisarki Daphne du Maurier ostatnich kilka lat jest dosłownie czasem ekstazy.

Zwłaszcza od momentu, gdy Wydawnictwo Albatros nie poprzestało tylko na wznowieniach jej największych hitów, jak „Rebeka”, „Moja kuzynka Rachela”, czy „Kozioł ofiarny”, ale zaczęło zamawiać nowe przekłady utworów dotąd niepublikowanych. 

Jednym z nich jest tom „Niebieskie soczewki i inne opowiadania” (w bardzo dobrym przekładzie Pawła Lipszyca), który miał swoją brytyjską premierę pod koniec lat 50. XX wieku. W Polsce nie mieliśmy jeszcze okazji czytać tego zbioru.

<p>Daphne du Maurier, &bdquo;Niebieskie soczewki i inne opowiadania&rdquo;, przekład Paweł Lipszyc, Wydawnictwo Albatros</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Daphne du Maurier, „Niebieskie soczewki i inne opowiadania”, przekład Paweł Lipszyc, Wydawnictwo Albatros

A zawarte w nim 8 opowiadań to prawdziwa mozaika – mamy tu historie z akcją rozgrywającą się w dużym mieście, wiktoriańskiej posiadłości, greckim masywie górskim, a nawet w Hollywood. Bohaterowie czasem, jak to u du Maurier, napawają nas lękiem, częściej jednak intrygują nas motywy ich zachowań, przemiana, jaka w nich zachodzi pod wpływem określonych okoliczności.

Może to być okulistyczna operacja, jak w tytułowym opowiadaniu, chęć wyrwania się z okowów egzystencji nudnej i wtórnej, jak w doskonałym, otwierającym tom „Alibi”, nieoczekiwane spotkanie, które uruchomi wspomnienia, jak w „Groźnym”, a może obsesyjna pogoń za zrealizowaniem pragnienia, jak w „Polowaniu”.  

Zdecydowana większość utworów ma w tej książce styl, jest świetnie przemyślana, dobrze skonstruowana, ma zaskakujący punkt kulminacyjny i finał. Nie wspominając o szczególnym rodzaju humoru, a może nawet ostrzu ironii, tak charakterystycznym dla Brytyjki z krwi i kości. 

Du Maurier posiłkuje się, kiedy trzeba, inspiracjami ze światowej prozy. „Ganimedes” nosi ślady fascynacji „Śmiercią w Wenecji” Thomasa Manna, choć nie jest tak dramatyczny.

Natomiast najciekawsze z utworów autorki to te, w których górę bierze jej własna inwencja twórcza. Może nie ma w tych opowiadaniach wizji apokaliptycznych (które tak pokochali jej czytelnicy) czy fascynacji psychoanalizą, ale jest naprawdę ciekawie.

*****

Dla tych z kolei, którzy lubią powieści detektywistyczne, ale bez tanich chwytów, jak drobiazgowe opisy morderstw, analizy umysłu mordercy, czy karykaturalnie nieprawdziwego śledczego, idealna będzie książka Tommaso Pagano, „W gąszczu kłamstw” (w przekładzie Lucyny Rodziewicz-Doktór, Oficyna Noir sur Blanc). 

Mieliśmy już w księgarniach kryminały pisane przez prawników (nie, nie tych polskich, zwłaszcza jednego), by wymienić niezwykłe książki Gianrica Carofiglia, pancernego prokuratora z Bari oskarżającego w procesach mafijnych. 

Tommaso Pagano pochodzi z Sycylii i także jest prokuratorem (w Syrakuzach), a z pracy czerpie inspiracje dla swoich książek. W Polsce czytamy akurat jedną z najbardziej znanych, historię śledztwa, które nie zostało doprowadzone do końca.

<p>Tommaso Pagano, &bdquo;W gąszczu kłamstw&rdquo;, przełożyła Lucyna Rodziewicz-Dokt&oacute;r, Oficyna Noir sur Blanc</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Tommaso Pagano, „W gąszczu kłamstw”, przełożyła Lucyna Rodziewicz-Doktór, Oficyna Noir sur Blanc

Rodzina ofiary, komisarza policji Anny Musumeci, domaga się jakiegoś działania. Starzejący się ojciec zmarłej nie wierzy bowiem, że jego aktywna, zaangażowana w pracę i nieustraszona córka mogła popełnić samobójstwo. Przekonuje również wnuka Tommaso, że trzeba zbadać sprawę dogłębniej.

Presja jest wreszcie wywierana na komisarzu Vito Prestii, który jest wreszcie gotowy na rewizję śledztwa. 

To nie będzie książka dla tych, którzy lubią szybką akcję, dynamicznych, bezczelnych bohaterów, dramatyczne wydarzenia.

Na Sycylii czas wydaje się płynąć własnym nurtem, co przekłada się niespieszne początkowo tempo powieści. Ale bohaterowie, wbrew pozorom, nie są wcale tak spolegliwi, jak mogłoby się wydawać.

Ojciec Anny to jedna z najciekawszych i świetnie napisanych postaci, do Vito Prestii też się przekonujemy, a najbardziej kibicujemy nastoletniemu Tommaso, który musi uporać się z dojrzewaniem i walką hormonów, pilnować mocno kontrowersyjnego w zachowaniach dziadka i opiekować się swoim zrozpaczonym ojcem, który wciąż opłakuje żonę.  

Bardzo ciekawa powieść, będąca alternatywą dla wielu kryminałów, do jakich przyzwyczaili nas Amerykanie czy Szwedzi. 

Baśniowi bracia? Głównie badacze ojczystego języka  

Jacob i o rok młodszy Wilhelm, na całym świecie znani jako Bracia Grimm (choć w poczet rodzeństwa Grimmów wchodzili jeszcze Carl, Ferdinand, Ludwig i siostra Charlotte), występują zawsze w tandemie.

Ale nie przez przypadek. Praktycznie całe życie spędzili razem, ukończyli te same studia prawnicze, na tym samym uniwersytecie w Marburgu, obaj byli zafascynowani historią ojczystego języka, prowadzili nad nim badania udokumentowane znanymi publikacjami (m.in. tomem poświęconym germańskiej gramatyce czy niedokończonym słownikiem języka niemieckiego), razem przygotowali też swoje, jak się miało okazać, opus magnum.

Po trzydziestce opublikowane zostały zebrane przez Jacoba i Wilhelma baśnie pod tytułem „Kinder- und Hausmärchen” (czyli Baśnie dla dzieci i dla domu). Co ciekawe, książka była pomyślana dla naukowców, jako materiał wyjściowy do analizy baśniowych fabuł. 

Okazało się jednak, że trafiła pod strzechy i jeszcze za życia (mocno zaskoczonych) braci doczekała się wielu wznowień. A potem podbiła cały świat.

Szczęśliwy, kto przed laty mógł w Polsce poznać wersję bez wygładzania co bardziej makabrycznych szczegółów. A od dekady nadrabiamy zaległości, bo wydawane są także niepublikowane dotąd u nas utwory Grimmów, m.in. „Żyli długo i szczęśliwie, póki nie umarli” (z pierwszego wydania baśni).  

Polecam z kolei świetną książkę biograficzną „Bracia Grimm” niemieckiego literaturoznawcy Hansa-Georga Schede, który w bardzo przystępny sposób zbliża nas do postaci Jacoba i Wilhelma Grimmów, ich wcale nie tak oczywistych życiorysów, zwłaszcza że czytelnicy ich baśni lubią myśleć o autorach w dość tendencyjny sposób. 

Wielką wartością jest fakt, że polskie wydanie zostało opublikowane nakładem świętującego 80-lecia Państwowego Instytutu Wydawniczego w przekładzie, z posłowiem oraz przypisami nieocenionej specjalistki od twórczości Grimmów Elizy Pieciul-Karmińskiej, wykładowczyni z Wydziału Neofilologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

<p>Hans-Georg Schede, &bdquo;Bracia Grimm&rdquo;, Przełożyła i opatrzyła posłowiem oraz przypisami Eliza Pieciul-Karmińska, Państwowy Instytut Wydawniczy</p> fot. Oleksandr Poliakovsky
Hans-Georg Schede, „Bracia Grimm”, Przełożyła i opatrzyła posłowiem oraz przypisami Eliza Pieciul-Karmińska, Państwowy Instytut Wydawniczy

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama