Kontynuacja. To stawia mnie do pionu

Z Agatą Klimczak-Kołakowską, aktorką i wokalistką, o Fundacji im. Romana Kołakowskiego i koncercie poświęconym temu artyście, który 10 czerwca br. odbędzie się we wrocławskim Teatrze Polskim, rozmawia Małgorzata Wieliczko.

Gdy w kwietniu tego roku, po recitalu w Imparcie, w którym śpiewałaś kompozycje swojego męża, publiczność nie chciała Cię i muzyków z Tobą grających wypuścić ze sceny, obiecałaś, że piosenki Romana Kołakowskiego do Wrocławia powrócą. Ale nie spodziewaliśmy się, że ten powrót będzie tak ekspresowy.

Moi przyjaciele i współpracownicy też byli zaskoczeni i nawet delikatnie dawali mi do zrozumienia, że koncert, o którym myślałam, powinniśmy planować najwcześniej na jesień. Ale ja nie chciałam zmarnować energii, która mimo nie tak dawnych, dramatycznych przeżyć, trzyma mnie w pionie. 8 czerwca są urodziny Romka. Zawsze je obchodziliśmy z przyjaciółmi. Uznałam, że to będzie najlepszy moment, żeby zrobić to po raz kolejny, choć teraz, niestety, w formie uczczenia pamięci o nim.  

I zorganizowałaś to wydarzenie jako Fundacja im. Romana Kołakowskiego. A co z Teatrem Piosenki, który wspólnie prowadziliście?

Teatr Piosenki – to instytucja impresaryjna, działalność jednoosobowa Romana Kołakowskiego. Niestety po jego śmierci należało ją od strony formalnej zamknąć. Z dnia na dzień stanęłam wobec masy formalności z tym związanych, łącznie z wypisaniem PIT-ów dla kilkudziesięciu osób. Ale idea Teatru przecież nie znika. Kontynuacji i tego, co robił Roman, i sposobu na zdygitalizowanie jego twórczości, dopatrzyłam się właśnie w powołaniu własnej fundacji. 

Agata Klimczak-Kołakowska i Roman Kołakowski podczas jednego ze wspólnych występów

Potrafisz ocenić, jak obszerna jest twórczości Twojego męża? 

Dwa laptopy, dwa twarde dyski [śmiech]. Jakieś około tysiąca nagrań do ZAiKS-u i rzeczy, które dopiero trzeba by elektonicznie utrwalić, bo Roman zapisywał wszystko ręcznie. Dopiero teraz dociera do mnie, jaka to jest ogromna spuścizna. Romek był nie tylko autorem tekstów piosenek albo ich przekładów, do których także komponował. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że na przykład przetłumaczył mnóstwo librett operowych i teatralnych, był też dramaturgiem.

Trochę sobie przy tym posiedzisz...

Około roku na pewno.

Czy jesteś pewna, że to, czym dziś dysponujesz, wyczerpuje twórczość Romana Kołakowskiego?

Właśnie nie. Mam świadomość, że na przykład sporo osób tu, we Wrocławiu, jest w posiadaniu tekstów Romka sprzed lat, o których nie wiem. Piosenki, scenariusze, spisywane na kartach, zeszytach, z lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych, czyli tak naprawdę u nas sprzed „ery komputerów”. Bardzo chciałabym do tych materiałów dotrzeć. I właśnie do tego również potrzebna jest mi fundacja. I ten koncert także. Wierzę, że przyjdą na niego też te osoby, które znały Romana z tamtych czasów, i możliwe, że gdzieś na dnie swoich szuflad znajdą coś, co kiedyś napisał. Byłabym wdzięczna za udostępnienie tych treści. 

A potem, będzie do nich otwarty dostęp?

Zapewne otworzymy stronę internetową, gdzie tę całą twórczość Romana będziemy sukcesywnie udostępniać, m.in. teksty, nagrania, ale i zapisy nutowe.

Chciałabym, żeby taka witryna pełniła również funkcję instrukcji dla młodych, początkujących artystów, jak śpiewać teksty i kompozycje Romka. Jest sporo takich ludzi, którym mąż pomagał uwierzyć we własny talent lub po prostu go odkrył. Nie żałował im czasu i rad, angażował do rozmaitych projektów. To nagle musiało się skończyć. Ale przecież oni nie chcą rezygnować ze swoich pasji, dalszej drogi artystycznej.

Pomyślałam więc, żeby dać im taką szansę, a jednocześnie utrwalać pamięć o Romanie i jego pracy i na przykład za dwa lata zainaugurować w ramach fundacji festiwal im. Romana Kołakowskiego.   

12 kwietnia br. Agata Klimczak-Kołakowska i prezydent Wrocławia Jacek Sutryk odsłonili tablicę pamięci Romana Kołakowskiego na wrocławskim Imparcie

Koncert we Wrocławiu 10 czerwca będzie tak naprawdę pierwszym, zrealizowanym „dzieckiem” Twojej fundacji.

Tak, bardzo mi na tym zależało. Mam wielką tremę i jestem zarazem podekscytowana. Zwłaszcza że wydarza się to tutaj, w mieście rodzinnym Romana, na które – wbrew krążącym onegdaj pogłoskom – nigdy ani się nie obraził, ani o nim nie zapomniał. Był zawsze do dyspozycji. Przyjeżdżał niemal na każdą edycję PPA, przewodniczył Kapitule Nagrody im. prof. Bardiniego, realizował widowiska, do których angażowani byli wrocławscy wykonawcy. Ostatnio współpracował z Konradem Imielą i Capitolem, pisząc piosenki do musicalu. [„Mock” ma trafić na afisz na jesień br. – MW]. 

Lista obsadowa koncertu w Polskim jest imponująca.

Wyglądało to tak, usiadłam z kierownikami muzycznymi, z którymi razem z Romkiem pracowaliśmy, prywatnie naszymi przyjaciółmi, i zaczęliśmy robić taki spis. I wyszło nam, że trudno znaleźć polską artystkę czy artystę o znaczącym nazwisku, którzy by albo nie zaśpiewali w koncercie, realizowanym przez Romana, albo nie mieli w swoim repertuarze jego piosenek. 

De facto postanowiliśmy się skupić na artystach, których piosenki zaśpiewane na wrocławskim koncercie nie będą związane z żadnym widowiskiem historycznym czy religijnym, które Roman zrealizował. To ma być wydarzenie radosne, wspomnieniowe i niosące przesłanie – że jesteśmy, trwamy i nie ma to końca – i taki jest tytuł tego koncertu „Non est finis!”.  

Wszystkim wykonawcom jestem też wdzięczna, że tak ustawili swoje zawodowe grafiki, by móc przyjechać do Wrocławia. Moja wdzięczność jest tym większa, że zgodzili się wystąpić tylko dla Romana i oczywiście dla publiczności, bez honorariów.

Opowiesz więcej o samym widowisku?

Koncert będzie oparty na motywie podróży. Będziemy mieć na scenie statek – to nawiązanie do czasów młodości Romana, bo jak wiadomo był absolwentem Technikum Żeglugi Śródlądowej – który będzie zawijał do różnych portów. Przystanków życiowych i twórczych Romka, wyznaczanych jego tekstami i muzyką.

Artystyczna przygoda, podróż przez życie to chyba najwłaściwsze określenie dla tego, co robił. Bardziej adekwatne niż po prostu praca albo misja.

W tych portach będą pojawiali się kolejni artyści, którzy w tę podróż Romana byli kiedyś zabierani. Towarzyszyć im będzie narrator, przewodnik, a właściwie morski latarnik – pan Jerzy Schejbal – będzie mówił tekstami Romana, wierszami.

W tej dramaturgii znajdą się również tancerze [Cracovia Danza i wrocławska Inwencja – MW], dzieci z teatru ośrodka kultury w Tarczynie, gdzie na co dzień pracuję i gdzie pracował Roman, gdy byłam na urlopie macierzyńskim. Szykuje się jeszcze kilka innych niespodzianek. Ale pozostawmy ich odkrywanie naszej publiczności.  

Recital „Wędrowny blask” we Wrocławiu (12.04.br). Po tym koncercie z piosenkami swojego męża Agata Klimczak-Kołakowska zapowiedziała kolejne także w naszym mieście

Nie czujesz czasami, że w zasadzie za szybko po stracie męża narzuciłaś sobie zbyt duże tempo zawodowe? 

Mam takiego małego mężczyznę przy sobie, który co rano daje mi wielkiego kopa – do życia i pracy. Gdy patrzę na Tymka, naszego synka, czuję, że to, co zostawił tak nagle Roman, powinnam kontynuować.

Odebrałam dużo kondolencji, ale tuż w ślad za nimi od wielu artystów usłyszałam: „To co, kiedy gramy?”. Oni ode mnie tego oczekują. Ubolewają nad stratą, ale z drugiej strony wiedzą, że nie można wysiłku Romana zaprzepaścić. I ja też to wiem.

Będą więc koncerty i widowiska, jakich Roman by się nie powstydził. 

Trzymamy za to mocno kciuki. Bardzo Ci dziękuję.

 Zdjęcia: archiwum A. Klimczak-Kołakowskiej, mawi/www.wroclaw.pl