Fotograf Piotr Ziółek

Podwójne życie domowych przedmiotów

Czołowe zwarcie stołowych widelców, biała flaga zatknięta na warownym zamku z kostek cukru, buchająca z filiżanek para z misternie wyciętego papieru czy zalotnie odsłaniający nóżkę seler naciowy. Na niezwykłych fotografiach Piotra Ziółka dobrze znane przedmioty i warzywa grają nieoczekiwane role, potraktowane z dużym poczuciem humoru i dystansem. Zdjęcia towarzyszą wystawie stołów „Płaszczyzna porozumienia” w Muzeum Narodowym.

Magdalena Talik | 19 stycznia 2021

Gdyby losy wystawy potoczyły się tradycyjnie na ścianach zawisłyby obrazy i ryciny z epoki, z jakiej pochodzi większość eksponatów (XVIII i XIX wieku). Zwłaszcza że muzealne zbiory są bogate, bezpiecznie można do nich sięgnąć. Ale projektujące „Płaszczyznę porozumienia” Edyta Białacka i Klaudia Maślej-Feluś nie chciały bezpiecznych rozwiązań. Postanowiły zaryzykować i przełamać typową konwencję.

Zobaczcie wystawę „Płaszczyzna porozumienia” w Muzeum Narodowym

Dlatego zamiast dzieł z epoki zobaczyliśmy lightboxy z przepięknymi zdjęciami Piotra Ziółka (m.in. z zalotnym selerem, cukrem-cegiełką, czy wściekłymi filiżankami).

Skąd obydwie projektantki wiedziały, że kierownik sekcji zespołu montażu jest zapalonym fotografikiem i czas pandemii wykorzystał na eksperymenty z kuchennym wyposażeniem w roli głównej?  – Muzeum to w pewnym sensie jedna wielka rodzina, której członkowie lubią rozmawiać, dzielić się zainteresowaniami, opowiedziałem o swoim projekcie – przyznaje się Piotr Ziółek.

I od razu zaznacza, że był przerażony, kiedy Panie Edyta i Klaudia wpadły na pomysł, aby fotografie uzupełniły wystawę stołów. – Nie robiłem tej realizacji z myślą o wystawie, zdjęcia powstały dużo wcześniej, ale szybko okazało się, że świetnie pasują do wyobrażenia tego, co może się zdarzyć przy stole – mówi autor.

Martwa natura z cukrowym zamkiem

Jego niewielkich rozmiarów martwe natury zdumiewają nie tylko kunsztem kompozycji i tematyką, ale dyskretnym urokiem i poczuciem humoru. Trudno uwierzyć, że powstały jako rodzaj reakcji na frustrację pandemiczną, która wielu z nas spędzała sen z powiek. – Chodziło o to, aby wyjść ze strachu, który nas pętał, zignorować na chwilę informacje o wzroście zachorowań i śmiertelności – wyjaśnia Piotr Ziółek.

Rodzaj antidotum przerodził się w rzetelny projekt realizowany w domu. A kluczem do sukcesu okazało się nowe spojrzenie na dobrze przecież znane przedmioty. – Fascynują mnie różne aspekty estetyczne, szukam rzeczy pięknych i niebanalnych, układam z nich opowieści, wymyślam anegdoty, rebusy – mówi Piotr Ziółek. – To, co robię na pewno nie jest nowatorskie, w żaden sposób oryginalne, ale „moje”, z potrzeby przetrwania, odreagowania, dostarczenia przyjemności oglądania bliskim – dodaje.  

Bliscy – rodzina i przyjaciele – zaangażowali się przede wszystkim dostarczając przedmioty, które mogły się przydać przy układaniu martwych natur. – Robią to nadal, zatem proces wciąż trwa – śmieje się Piotr Ziółek.

Muzeum przede wszystkim

Fotografowaniem wrocławianin zafascynował się lata temu na wycieczce po Szwajcarii. – Zużyłem dwie rolki filmu i uświadomiłem sobie, jak wspaniale jest umieć patrzeć kadrami, selekcjonować ogrom wrażeń, które ma się przed sobą, tworzyć rodzaj fotograficznego notatnika – wspomina.

W jego pracach fotograficznych zachwyca wyczucie proporcji, ale sam autor nie ma wątpliwości, czemu je zawdzięcza. Ponad 30-letniej pracy w Muzeum Narodowym i setkom wystaw, jakie przygotowywał, związanej z nimi walki o to, aby pokazywany przedmiot zachował proporcje, kształty, perspektywę, aby wyeksponować jego mocne strony i wreszcie, aby kompozycja mogła się podobać zwiedzającym. Dziś zdobywane latami umiejętności procentują.

Ale dla całej historii kluczowa jest może nawet nie tyle fotografia, ile miejsce pracy Piotra Ziółka, Muzeum Narodowe we Wrocławiu. – Zakochałem się w tej instytucji, przypomina mi port, do którego dopłynąłem i pragnę już w nim pozostać – nie ma wątpliwości Piotr Ziółek. Praca muzealnika jest najważniejsza, fotografowanie pozostaje pasją i zajęciem w wolnych chwilach, podobnie jak kolekcjonowanie fotograficznych rekwizytów.