Poza nurtem – rozmowa z Pawłem Mykietynem

Z Pawłem Mykietynem o genezie II Koncertu wiolonczelowego, współpracy z Marcinem Zdunikiem i pisaniu na orkiestrę symfoniczną rozmawia Oskar Łapeta.

Redakcja www.wroclaw.pl | 06 sierpnia 2020

Jakie jest miejsce II Koncertu wiolonczelowego w pana twórczości?

Jest to jeden z najnowszych utworów. Stanowi syntezę moich zainteresowań muzycznych w ostatnich latach.

Co łączy ten utwór z pana pierwszym koncertem na wiolonczelę?

Jest to zupełnie inna kompozycja, zresztą I Koncert wiolonczelowy zaliczam do swoich kompletnie nieudanych prób. Jest to kompozycja, która słusznie przestała egzystować i szczęśliwie zniknęła z programów koncertów.

Jak scharakteryzowałby pan język muzyczny i budowę II Koncertu wiolonczelowego?

Trudno mi powiedzieć, czy da się ten utwór przyporządkować do jakiegoś nurtu i czy takie nurty jeszcze w ogóle istnieją.

Jaka jest geneza tego utworu?

Mój kolega, świetny wiolonczelista Marcin Zdunik, zwrócił się do mnie z propozycją napisania utworu dla niego, więc właściwie to on jest spiritus movens tego przedsięwzięcia. Sam z siebie raczej nie podjąłbym się napisania kolejnego koncertu na wiolonczelę i orkiestrę. Paweł Szymański określił kiedyś tego solistę mianem cyborga. Nie istnieją dla niego żadne granice techniczne, więc starałem się napisać utwór, który by pokazał jego możliwości. Nie bardzo interesowały mnie jakieś sonorystyczne poszukiwania, raczej starałem się iść niezależną ścieżką. Jest to więc głównie synteza moich poszukiwań w zakresie politemporalności. Na przykład ostanie 12 minut utworu to oparte precyzyjnie na ścisłych, stricte matematycznych algorytmach permanentne accelerando, ciągłe przyspieszanie, na które (jak południki na globusie) nałożony jest równomiernie zmieniający się schemat harmoniczny. Interesowały mnie głównie wszystkie zabiegi związane z tym aspektem kompozycji.

Koncert: Zdunik & Mykietyn w NFM

Koncert: Zdunik & Mykietyn w NFM

Koncert
Termin 14 sierpnia 2020 19:00

Miejsce Narodowe Forum Muzyki (NFM) Wrocław

Zobacz

Jak przebiegała pana współpraca z Marcinem Zdunikiem w czasie pisania koncertu?

Nie interesowało mnie szukanie nowych technik: moja muzyka raczej nie wynika z improwizacji, tylko z moich własnych założeń strukturalnych. Zdawałem sobie natomiast sprawę z rozmaitych problemów technicznych i zawsze na bieżąco konsultowałem je z Marcinem, podpytując, czy aby nie jest to jednak zbyt trudne. Spotykaliśmy się od czasu do czasu, żeby mógł to zobaczyć. Wyjątkowym miejscem jest kadencja. Miałem pewien pomysł fakturalny, wynikający ze specyfiki instrumentu. Zaprosiłem wtedy Marcina do siebie i przedstawiłem mu, co to miałoby być i jak miałoby być zagrane. Wspólnie szukaliśmy rozwiązań, sprawdzając kombinacje dźwięków na wiolonczeli. Marcin miał bardzo duży udział w powstaniu tego odcinka, ponieważ siedzieliśmy razem i próbowaliśmy różne zestawienia flażoletów, co zajęło nam jakieś trzy godziny. On grał i wspólnie wybieraliśmy to, co wydawało nam się najciekawsze.

Forma koncertu z założenia opiera się na współzawodnictwie pomiędzy solistą a orkiestrą. Jak ta relacja ukształtowana jest w pana utworze?

Wiolonczela ma tutaj dominującą rolę, relacje są więc bardzo klasyczne. Konwencjonalne są też pewne rozwiązania instrumentacyjne oraz te dotyczące relacji instrumentu solowego z orkiestrą. Wydaje mi się, że tak przedstawia się kwestia pisania na orkiestrę w ogóle. Trzeba sobie uświadomić, że tworzenie muzyki współczesnej na taki skład to bardzo niszowe przedsięwzięcie, a zainteresowanie tego typu działaniami jest raczej niewielkie. Młodzi kompozytorzy po medium, jakim jest orkiestra symfoniczna, sięgają już dość rzadko, a i zespoły tego typu raczej nie chcą grać nowinek. Sztuka wizualna bardzo często wykracza już poza takie medium jak olej na płótnie. Niektórzy rzeźbiarze, np. Mirosław Bałka, od dawna nie mieli dłuta w ręku. Myślę, że pisanie muzyki symfonicznej można porównać pod jakimś względem do malowania farbami olejnymi na płótnie. W większości przypomina to już po prostu reprodukowanie Monetów, Kandinskich i Pollocków. Chociaż Wilhelm Sasnal ma na to własny pomysł.

Czy ma pan w planach inne tego typu niszowe przedsięwzięcia?

Oprócz tego ostatniego utworu napisałem także bliźniaczy Koncert skrzypcowy, notabene było to zamówienie NFM – kompozycja dla Marcina Markowicza. Obecnie nie mam żadnych planów związanych z orkiestrą symfoniczną. Gdyby zespół tego typu chciał wykonać moją kompozycję, to mam w zanadrzu parę utworów przeznaczonych na taką obsadę. Nie widzę natomiast potrzeby pisania nowych i nie wiem, czy kiedykolwiek będę chciał to robić.

Podczas koncertu 14 sierpnia NFM Filharmonię Wrocławską poprowadzi Bassem Akiki, a partię solową wykona Marcin Zdunik. Wysłuchamy dwóch dzieł, które różni prawie wszystko: stylistyka, czas powstania oraz założenia kompozycyjne. II Koncert na wiolonczelę i orkiestrę symfoniczną Pawła Mykietyna jest nowym utworem polskiego twórcy, z kolei Obrazki z wystawy Modesta Musorgskiego to powszechnie znane i lubiane miniatury fortepianowe – tego wieczoru zabrzmią w rzadko prezentowanej wersji, a w ostatniej ich części po raz pierwszy usłyszymy brzmienie organów NFM