Maciej Przemyk fotografuje mieszkańców Popowic

Nasza codzienna pandemia

Wrocławski adwokat i fotograf Maciej Przemyk realizuje absolutnie wyjątkowy projekt. Uwiecznia mieszkańców swojego osiedla Popowice, którzy stoją na balkonach i w oknach. Jego prace to nie tylko artystyczne wyzwanie, ale też metafora izolacji w dobie pandemii.

Magdalena Talik | 01 maja 2020

Rocznik 1990. Zawód wyuczony i wykonywany – adwokat (z kancelarią we Wrocławiu), a także – student II roku słynnego Instytutu Twórczej Fotografii Uniwersytetu Śląskiego w czeskiej Opawie. Dotychczas swoje zdjęcia publikował przede wszystkim na Instagramie (@maciek_przemyk).

Ostatnio jego portretami mieszkańców wrocławskich Popowic, uchwyconymi podczas pandemii, zachwycili się znawcy, a prace Macieja Przemyka zauważono m.in. w internetowej  edycji polskiego „Vogue’a”.

Para z pieskiem

Zaczęło się w marcu, kiedy trzeba było ograniczyć wyjścia z domu. Z partnerką zaordynowali sobie spacer raz dziennie. Gdzieś blisko, w granicach osiedla Popowice. Na ramieniu zawsze aparat, bo, jak mówi fotograf, to forma zajęcia głowy na wędrówkach bez konkretnego celu.

Podczas zwykłej rozmowy ze znajomymi pod ich balkonem na parterze jednego z bloków zrodził się pomysł. – Stwierdziłem, że ciekawie wyglądają i to takie nietypowe, że my stoimy na dole, oni na górze, bo zwykle wyszlibyśmy z nimi i ich psem na spacer. Zrobiłem jedno zdjęcie, wizualnie mi się spodobało. Nie wiedziałem, że będzie ciąg dalszy – zarzeka się Maciej Przemyk.

Następna fotografia powstała na Ostatnim Groszu, pod oknem innego znajomego, któremu artysta pożyczał część do komputera. – Wtedy zaskoczyłem, to może byłby fajny temat – przyznaje.

Przed świętami na jednej z popowickich grup osiedlowych na Facebooku wysłał wiadomość, że chciałby sfotografować w oknach i na balkonach mieszkańców, którzy siedzą w domach podczas pandemii. Odzew był błyskawiczny. – Jeszcze tego samego dnia dostałem 12 zgłoszeń – przyznaje.

Rodzina w maseczkach

Było sporo entuzjazmu, zainteresowania i pytania: „A jeśli mieszkam na 11 piętrze, to czy też mogę wziąć udział”. – Starałem się nie odmawiać, w takiej sytuacji zapraszałem przed wejście do budynku, tak powstało zdjęcie rodziny w maseczkach.

Do bohaterów swoich prac Maciej Przemyk nie podchodził bliżej niż na bezpieczną odległość – 5, 10, czasem nawet więcej metrów. – Niektórzy mieszkańcy prawie mnie nie widzieli, bo stałem na dole, a oślepiał ich błysk flesza, dopiero później przesyłałem zdjęcia i mogli się przekonać, jak wyszli – tłumaczy.

Flesz był konieczny, bo kolejne odsłony projektu powstawały wieczorem, kiedy Maciej Przemyk kończył pracę (mieszka też na Popowicach). – Wiem, że nie każdemu podobają się zdjęcia z lampą, nie są traktowane jako przyjemne w odbiorze. Lubię jednak taką specyficzną estetykę, a tutaj zagrała ona tyle, że jest adekwatna do dziwnej sytuacji, w której się znaleźliśmy – zwraca uwagę wrocławski fotograf.

Kolory, linie, kontrast

Zagrała też specyficzna architektura popowickiego osiedla, dla jednych odstręczająca i nijaka, dla innych odkrywcza i inspirująca. – Oczywiście, upływ czasu, czy termomodernizacje zrobiły swoje, ale kolory, linie, nabrały większego kontrastu, tworzą spójny klimat – wyjaśnia Maciej Przemyk.

Na jego fotografiach popowickie balkony, namiastka jedynej formy wyjścia na zewnątrz w dobie pandemii, stały się jednocześnie symbolem izolacji, choć miejsce akcji zostało wybrane także z czysto praktycznego powodu. – Z okna widać tylko głowę, a na balkonie wyłaniały się niekiedy całe sylwetki, ludzie wychodzili tak, jak stali – w dresie, t-shircie. Inni przygotowywali się dłużej. – Niektóre panie przyznawały, że po raz pierwszy od miesiąca się pomalowały, bo pracują zdalnie i tego zaniechały – mówi fotograf.

Blisko domu

Siłą jego prac jest naturalność, a on sam podkreśla, że nie reżyserował zdjęć. – Pozostawiłem bohaterom wszelką dowolność, interweniowałem tylko wtedy, gdy nie było np. kogoś widać, bo zasłaniał go element balkonu – opowiada Maciej Przemyk.

Dotychczas powstało blisko 20 prac, które udostępnia na swoim profilu na Instagramie. Wciąż zachęca też do udziału w projekcie. Nie chce fotografować ludzi na innych osiedlach nie tylko dlatego, że chciałby, aby projekt był mały, tutejszy i szczery. Pozostaje też orędownikiem tego, by w czasie pandemii nie przemieszczać się i nie podróżować bez ważnego powodu po mieście.

Podtrzymuje jednak swoją pierwotną deklarację, aby każdemu sfotografowanemu przez siebie mieszkańcowi wręczyć wydrukowane odbitki. – To może być pamiątka i symbol dziwnych czasów. Nikt nie spodziewał się, że będziemy w takich żyli – dodaje Maciej Przemyk.

Tekst: Magdalena Talik

Fotografie dzięki uprzejmości Macieja Przemyka